banner daniela marszałka

Archiwum dla Czerwiec, 2009

Druga wyprawa szwajcarska

Autor: admin o 10. czerwca 2009

Decyzja o kolejnym wyjeździe do Szwajcarii zapadła już w sierpniu 2008 roku. Pod koniec ubiegłorocznej wyprawy w góry Środkowej i Wschodniej części Alpejskiej Konfederacji obiecaliśmy sobie wraz z Łukaszem Talagą kolejną wycieczkę do tej pięknej krainy. Celem naszej drugiej eskapady do Helwetii miały być nie poznane za pierwszym razem rejony francuskojęzyczne tzn. Romandia czyli kantony położone na zachodzie i południowym zachodzie Szwajcarii. W tym celu już listopadzie 2008 roku zarezerwowałem 4-osobowy apartament Les Myosotis we wiosce Les Valettes położonej powyżej miasta Martigny, na drodze ku włoskiej granicy na przełęczy Wielkiej Świętego Bernarda. Koszt wynajmu zdawał się niewielki tzn. 340 Euro za tydzień rozłożone na cztery głowy. Co prawda w dniu majowego przelewu europejska waluta miała już znacznie większy „ciężar właściwy” względem naszej, podupadłego złotego to wciąż koszty znalezienia owej bazy wydawały mi się umiarkowane. Pozostawało nam znaleźć jeszcze dwóch chętnych do tej podróży. Ostatecznie dołączyli do nas: Andrzej Guż – mój stały kompan w kaszubskich treningach oraz Jarek Chojnacki obecnie zamieszkały w szwedzkim Malmo, ex-Gdynianin z którym miałem już przyjemność zwiedzać włoskie Dolomity w lipcu 2004 roku.

Do tegorocznych letnich podbojów przygotowałem się solidnie. Co prawda zimą niewiele jeździłem na rowerze górskim, ale w styczniu i lutym dość regularnie ćwiczyłem pod dachem w gdańskim klubie „Akademos”. Przede wszystkim jednak na wiosnę tzn. od 8 marca do 9 czerwca „przerobiłem” podczas weekendowych rajdów po kaszubskich trasach oraz powszednich rundkach wokół Leśniczówek: Sopockiej i Gołębiewo równe 5 tysięcy kilometrów. Nawet podczas 9-dniowego „wyjazdu na Giro” do Eurosportu nie zwalniałem tempa. Podczas pobytu u zaprzyjaźnionej rodzinki Miszczuków w Błoniu aż osiem razy „wyskoczyłem” na trening. W środku tygodnia kręcąc rundy w kierunku Brochowa na zachodnim skraju Kampinoskiego Parku Narodowego, zaś w weekendy korzystając z wiedzy i towarzystwa Piotrka Mrówczyńskiego odbywałem dłuższe wypady na południe Mazowsza aż pod Białą Rawską i Grójec. Co prawda z gościnnej Ziemi Mazowieckiej wróciłem z kontuzją lewego łokcia i nadgarstka (po tym jak fiknąłem kozła na szutrowym odcinku podczas ostatniego z treningów) to jednak pomimo bólu postanowiłem nieznacznie tylko zwolnić tempo swych przygotowań, zmniejszając objętość z 400-450 do 300 km tygodniowo. Urazy te wyjdą mi pewnie reumatyzmem obu stawów na starość, lecz na krótką metę można było im zaradzić za pomocą opaski elastycznej i rozmaitych maści.

Ponieważ w planach na sezon 2009 miałem także dwutygodniowy wypad do Francji początkowo na Szwajcarię przewidziałem tylko tydzień. Niemniej korzystny kalendarz czyli późne w tym roku Święto Bożego Ciała (11 czerwca) pozwoliło nam przedłużyć zaplanowaną wycieczkę bez szczególnego nadwrężania planu urlopowego. Tym sposobem obok pełnego tygodnia w Alpach przeznaczonego na „zdobywanie” przełęczy oraz stacji górskich w kantonach Vaud i Valais (Wallis) mogliśmy sobie również pozwolić na spędzenie trzech dni w górach Jury. Na naszą przejściową bazę w Jurze wybrałem miasteczko Wangen an der Aare położone nieopodal miasta Solothurn i góry Balmberg mających ważne miejsce w krótkiej historii polskiego kolarstwa zawodowego. Ponieważ Jarek postanowił zaoszczędzić sobie kilkunastogodzinnej podróży samochodem i przybyć do Szwajcarii samolotem do Genewy ustaliliśmy, że zobaczymy się z nim dopiero w Les Valettes. Skoro zaś z Polski wyruszało nas tylko trzech za namową Łukasza nie wybraliśmy się „na dwa auta”, lecz samochodem znacznie pojemniejszym od mojej Kii Cee’d czyli Toyotą Rav4.

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Druga wyprawa szwajcarska została wyłączona