banner daniela marszałka

Archiwum dla Grudzień, 2018

Col d’Aubisque

Autor: admin o 7. grudnia 2018

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1709 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1279 metrów

Długość: 29,6 kilometra

Średnie nachylenie: 4,3 %

Maksymalne nachylenie: 11,1 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

W drugim dniu wyprawy naszym głównym celem była Col d’Aubisque. Kolarska góra-legenda. Przełęcz, która aż 73 razy została wykorzystana w trakcie Tour de France. Popularniejszym od niej punktem na szlaku „Wielkiej Pętli” bywały dotąd tylko dwie miejskie metropolie: Paryż i Bordeaux oraz dwie górskie przeprawy: Col du Tourmalet i Col d’Aspin. Aubisque w dniu 21 lipca 1910 roku znalazł się na trasie pierwszego etapu TdF poprowadzonego przez Wysokie Pireneje. Jechano wówczas od wschodu, więc ów podjazd rozpoczęty w Argeles-Gazost był ostatnim z czterech wielkich wyzwań jakie musieli pokonać uczestnicy tamtego wyścigu. Spośród 59 zawodników, którzy stanęli na stracie w Bagneres-de-Luchon tylko 46 dotarło do mety w Bayonne. Na Aubisque jako pierwszy wjechał Francuz Francois Lafourcade. Niemniej etap jak i cały wyścig wygrał jego rodak Octave Lapize. Tenże Lapize rozwścieczony trudami ekstremalnego etapu po dotarciu na przełęcz zwyzywał organizatorów wyścigu od morderców. Mimo tego Aubisque stał się odtąd żelaznym punktem w programie Tour de France. Po raz pierwszy zabrakło go potem dopiero podczas edycji z roku 1959. Z kolei w roku 1985 podjazd ten trzeba było pokonać aż dwa razy. Za pierwszym razem na króciutkim etapie 18a, który prowadził z Luz-Saint-Sauveur na Col d’Aubisque poprzez Col du Soulor i liczył ledwie 52,5 kilometra. Irlandczyk Stephen Roche ubrał na ten odcinek swój kombinezon do czasówek i wygrał na solo z przewagą 1:03 nad swym rodakiem Sean’em Kelly’m.

Przeszło dwie dekady później, bo w roku 2007 na Aubisque wyznaczono kolejny finisz etapu TdF. Tym razem podjeżdżano od zachodu. Pierwszy do mety dotarł Duńczyk Michael Rassmussen, który na ostatnich kilometrach zgubił swych wszystkich najgroźniejszych rywali. Po kolei jego koło puścili: Cadel Evans, Alberto Contador i Levi Leipheimer. Wydawało się, że „Kurczak” właśnie zagwarantował sobie zwycięstwo w 94. edycji TdF. Jego radość trwała jednak krótko. Jeszcze tego samego wieczoru ekipa Rabobank wycofała swego lidera z wyścigu, gdyż co raz więcej okoliczności wskazywało na to, iż Rasmussen podczas przygotowań do Touru świadomie unikał poza-wyścigowych kontroli antydopingowych. W minionej dekadzie TdF zawitał na Aubisque tylko cztery razy. Po raz ostatni niespełna dwa miesiące po naszej wizycie. Pierwszy na premii górskiej zameldował się Rafał Majka, któremu jednak nie udało się przetrwać na czele do samej mety.  Na ulicach Laruns po ataku na zjeździe triumfował Słoweniec Primoz Roglić. Poza tym godzi się jeszcze wspomnieć, iż Aubisque bywał też trzy razy na trasach Vuelta a Espana. Jako premia górska w latach 1995 i 2003 oraz jako etapowa meta w roku 2016. Miałem okazję komentować ten górski odcinek dla Eurosportu. Wygrał go Holender Robert Gesink, który o kilka sekund wyprzedził Francuza Kennego Elissonde i Rosjanina Jegora Silina.

Przełęcz Aubisque położona jest na północnym zboczu góry Pic de Ger (2613 m. n.p.m.) i leży na wschodnich kresach departamentu Pyrenees-Atlantique. Przebiega przez nią droga D918 (dawniej znana jako krajowa N618). Wybudowana ją w XIX wieku z inspiracji cesarzowej Eugenii, żony Napoleona III. Łączy ona Vallee d’Ossau na zachodzie z Gave de Pau na wschodzie czyli miasta Laruns i Argeles-Gazost. Z racji bliskości Atlantyku tereny te znane są z ponadprzeciętnej jak na francuską normę ilości opadów. Tego dnia znalazło to potwierdzenie w rzeczywistości. Z naszego lokum nad nowo otwartym sklepem rowerowym L’Etape des Pyrenees wyjechaliśmy już o 9:10. Niestety znów nie w komplecie. Tym razem w naszej „ekipie wspinaczkowej” zabrakło Darka. Po przygodzie na Spandelles musiał on sobie najpierw poradzić z naprawą roweru. Jeszcze w poniedziałkowe popołudnie udało mu się kupić w Argeles-Gazost nową przerzutkę z gamy produktów Campagnolo. Co prawda jedynie klasy Potenza (a nie Super Record), niemniej zaświtała nadzieja, że Dario wkrótce wróci do gry. Trudniej było ze znalezieniem odpowiedniego haku do owej przerzutki. W necie znaleźliśmy namiar na większy sklep w niedalekim Lourdes. Dlatego gdy my ruszyliśmy na zachód w kierunku Col d’Aubisque, Darek zaopatrzony w adres „51 Avenue Alexandre Marquis” udał się samochodem do magazynu prowadzonego przez ex-kolarza Huberta Arbes’a. Arbes w latach 1975-82 jeździł w barwach ekip: Gitane-Campagnolo, Renault-Gitane oraz Renault-Elf. Niewątpliwie nie był asem (przez osiem lat wygrał jedynie etap Tour de Limousin), lecz na pewno cenionym gregario. Stał się najbardziej zaufanym pomocnikiem sławnego Bernarda Hinault. To u niego w domu „Borsuk” schował się na kilka dni przed dziennikarzami, gdy na skutek kontuzji kolana – pomimo liderowania – niespodziewanie wycofał się z TdF 1980.

Wyprawa Darka zakończyła się połowicznym sukcesem. Haku nie udało mu się kupić, ale mógł go przynajmniej zamówić z nadzieją na szybki odbiór. Gdy Dario bratał się z Hubertem i uwieczniał na zdjęciach sportowe trofea ex-zawodowca my już od godziny wspinaliśmy na Col du Soulor. Rozpocząłem spokojnie dbając o to byśmy pierwsze 12 kilometrów przejechali razem. Podjazd był za długi na to by szarżować od samego dołu. Przyjemniej było połykać kolejne kilometry wespół z kolegami. Na pierwszych trzech kilometrach musiałem nieco się hamować, by tempo było przyjazne dla nas wszystkich. Powyżej Arras-en-Lavedan nachylenie stało się łagodniejsze, zaś po siedmiu kilometrach odpuściło zupełnie. Zgodnie ze swym planem sprawdziłem nogę dopiero powyżej Arrens-Marsous czyli na ostatnich 7 kilometrach przed Col du Soulor. To najtrudniejsza faza całej wschodniej wspinaczki pod Col d’Aubisque. Podjazd trzyma tu bowiem na średnim poziomie od 7,5 do 8,5%. Według stravy odcinek o długości 7,24 kilometra przejechałem w czasie 32:58 (avs. 13,2 km/h z VAM 1085 m/h). Rafał z Piotrem na pokonanie drogi z Arrens na Soulor potrzebowali 38:25. Niestety psuła się nam pogoda. Początkowo niebo było tylko zachmurzone. Na tej wysokości zaczęło już padać, więc na pierwszą z dwóch słynnych przełęczy dotarłem już nieźle przemoczony.

Pierwsze dwa kilometry za Col du Soulor prowadziły lekko w dół. Dlatego ten odcinek przejechałem bardzo ostrożnie tracąc nieco ze swej przeszło 5-minutowej przewagi nad kolegami. Droga była wąska, nie najlepszej jakości i oczywiście mokra, więc wolałem nie ryzykować upadku. Tym bardziej, że wkrótce znalazłem się na słynnym odcinku Cirque du Litor. To dziki teren przecudnej urody – rzecz jasna przy odpowiednio dobrej widoczności – acz niebezpieczny, gdyż po północnej stronie szosy mamy tam głębokie na co najmniej kilkadziesiąt metrów urwisko. Z tą przepaścią zapoznał się choćby lider TdF 1951 Wim Van Est. Historia wydobycia Holendra „na powierzchnię” do dziś pozostaje jedną z najsłynniejszych „akcji ratowniczych” w dziejach Touru. Pod koniec krótkiego odcinka zjazdowego wyjechaliśmy z departamentu Hautes Pyrenees. Szosa znów powoli zaczęła się wznosić. Niemniej tak naprawdę dopiero na ostatnich pięciu kilometrach trzeba było się nieco natrudzić. Blisko 30-kilometrowe wzniesienie pokonałem w 1h 48:33 (avs. 16,5 km/h). Finałowy odcinek o długości 7,03 kilometra przejechałem w 25:05 (avs. 16,8 km/h z VAM 828 m/h), zaś moi koledzy wykręcili tu czas 29:21. Na przełęcz dotarli ze stratą ledwie ośmiu minut. Warunki na górze były nieprzyjazne. Rzęsisty deszcz, mocny wiatr i tylko 10 stopni. Nie czekałem zatem na dworze, lecz schowałem się w barze należącym do miejscowego hotelu. Z jego progu wyglądałem przyjazdu całej trójki. Po chwili wszyscy już siedzieliśmy pod dachem owej gospody i zastanawialiśmy się co począć dalej.

Mój wstępny plan zakładał, iż w trakcie powrotnego zjazdu do Argeles-Gazost na wysokości niespełna 900 metrów odbiję w prawo by drogą D105 dojechać do kresu bocznej doliny Vallee d’Arrens (1505 m. n.p.m.). Tym samym na dokładkę po daniu głównym dodałbym sobie stosunkowo łatwy podjazd o długości 10,9 km i średnim nachyleniu 5,7%. Niemniej skoro na przełęczy znalazłem się już o godzinie jedenastej to do wieczora miałem masę czasu. Dlatego gdy trochę się rozjaśniło pomyślałem nawet o tym, by zjechać do Laruns i zaliczyć Aubisque od obu stron. Musiałbym przejechać 92 kilometry z łącznym przewyższeniem około 2600 metrów, co przecież nie przekraczało moich możliwości. Jednak już po chwili naszły nas deszczowe chmury i wraz z kolejnym porywem wiatru tak śmiałe pomysły wywietrzały mi z głowy. Na dobre zadekowaliśmy się zatem pod dachem Hotel d’Aubisque. Jedliśmy ciastka, piliśmy kawy i herbaty, co jakiś czas wyglądając za okno czy pogoda się klaruje. Gdy wyczuliśmy lepszą chwilę wyskoczyliśmy zrobić pamiątkowe zdjęcia pod drogowym znakiem i kamienną tablicą. Potem chcąc się nieco ogrzać i wysuszyć ciuchy zebraliśmy się w pobliżu pieca. Niemniej na tą „kozę” trzeba było uważać. Pedro zanadto zbliżył do niej kolano i dostał pamiątkę (pieczątkę) z Aubisque na kolejne tygodnie. Mijały kolejne kwadranse, lecz nikt z nas nie śmiał rozpoczynać blisko 30-kilometrowego zjazdu. Ostatecznie „rzuciliśmy ręcznik” i zadzwoniliśmy po ratunek. Na nasze szczęście w odwodzie mieliśmy Darka. Ten przyjechał po nas samochodem na przełęcz i zaoszczędził nam drogi powrotnej pod mocno spłakanym niebem. Dzięki niemu do Argeles-Gazost dotarliśmy w dobrym zdrowiu i relatywnie nie tknięci przez pogodowe żywioły. Tym niemniej żal pozostał, iż na skutek fatalnej aury tak ważny sportowo i atrakcyjny wizualnie podjazd jak Aubisque ledwie uwieczniłem na swych zdjęciach.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1618535562

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1618535562

ZDJĘCIA

20180605_001

FILMY

VID_20180605_01

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Col d’Aubisque została wyłączona

Col des Spandelles

Autor: admin o 5. grudnia 2018

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1378 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 853 metry

Długość: 10,2 kilometra

Średnie nachylenie: 8,4 %

Maksymalne nachylenie: 11,9 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Zdobywszy Col du Soulor zapakowaliśmy się do samochodów i ruszyliśmy w dół, dobrze nam już znaną drogą D126. Zatrzymaliśmy się w Ferrieres znajdując dogodne miejsce do zaparkowania naszych „wozów technicznych” przed miejscowym kościołem. Z tego miejsca do początku drugiej z poniedziałkowych wspinaczek mieliśmy ledwie 1200 metrów. Dojazd prowadził lekko w dół, po czy na widzianym już wcześniej rozjeździe należało odbić w prawo. Krzysiek z Rafałem wyszykowali się szybciej i ostatecznie ruszyli pod górę z przewagą około 8 minut. Tym samym biorąc za punkt odniesienia nasze wyniki z podjazdu na przełęcz Soulor można było zakładać, że na Col des Spandelles dotrzemy wszyscy m/w o tej samej porze. Mając nieco czasu do odrobienia zaczęliśmy z Darkiem całkiem żwawo. Tym niemniej nasza wspólna jazda zakończyła się już po czterystu metrach. Jadąc z przodu nawet się zorientowałem, w którym dokładnie momencie Dario musiał zejść z roweru po poważnym defekcie. Kiedy pod koniec pierwszego kilometra obejrzałem się do tyłu ze zdziwieniem odnotowałem, że nie mam kolegi za plecami.

Darek szczegółowo zrelacjonował nam później historię tego zdarzenia. Wszystko zaczęło się, gdy na pierwszej stromiźnie Dario wrzucił łańcuch na wyższy tryb. Najprawdopodobniej w trakcie naszej długiej samochodowej podróży skrzywił mu się hak przerzutki, przez co teraz jej wózek zawadził o szprychy, co z kolei uruchomiło serię kolejnych nieszczęść. Hak wygiął się jeszcze bardziej, zaś w samej przerzutce ułamał się niewielki element odpowiedzialny za jej napinanie (utrzymywanie w dolnej pozycji). Ja w tej sytuacji zjechałbym pewnie prosto do samochodu, ale mechanik tej klasy co Dariusz się nie poddał. Dotarł do najbliższego gospodarstwa i za przyzwoleniem jego właściciela w rolniczym warsztacie rozpoczął reanimację swego karbonowego rumaka. Jak sam stwierdził za pomocą narzędzi pamiętających być może wiek XIX zdołał na tyle „wyprostować” feralny hak i ustawić przerzutkę, że po trzech kwadransach mógł kontynuować jazdę pod górę, acz tylko na jednym (najlżejszym) przełożeniu. W żartach stwierdziłem, że choć nie dotarł do kuźni to być może używał tych samych narzędzi co Eugene Christophe podczas swej legendarnej naprawy przedniego widelca po defekcie na Col du Tourmalet w roku 1913. Darek odparł zaś, że podobnie jak Francuz na Tourze, on też w jednej chwili stracił szansę na sukces w klasyfikacji generalnej naszej wyprawy.

Gdy Dario walczył ze swym problemem technicznym ja nieświadom tego dramatu starałem się jak najszybciej dotrzeć na przełęcz. Z jednej strony chciałem dogonić naszych kolegów z Gorzowa, zaś z drugiej strony odeprzeć ewentualny kontratak Darka. Wszak ten stosunkowo stromy podjazd powinien był mu lepiej odpowiadać niż mi. Rafała i Krzyśka złapałem w połowie ósmego kilometra, po czym przez ponad kilometr jechaliśmy razem. Pod koniec dziewiątego kilometra koledzy puścili jednak koło, więc na szczyt dojechałem samotnie. Według stravy odcinek o długości 10,45 km przejechałem w czasie 48:55 (avs. 12,8 km/h i VAM 1039 m/h). Rafał z Krzysztofem wykręcili tu czas 58:27. Darek dotarł na górę z niemal godzinnym poślizgiem i czasem netto (czyli samej jazdy) 58:54. Niemniej ten wynik trudno uznać za reprezentatywny. Skoro drogę na Soulor uznałem za spokojną to zachodni szlak prowadzący na Col des Spandelles muszę nazwać cichym czy wręcz głuchym. Na pierwszych trzech kilometrach minęliśmy co prawda kilka gospodarstw, lecz wyżej napotkaliśmy już tylko pojedyncze stadka owiec i krów. Ruch samochodowy był praktycznie zerowy. Droga wąska i kręta. Na mapie w programie veloviewer naliczyłem w sumie 16 ciasnych zakrętów. Podjazd ten choć niedługi jest wymagający. Można powiedzieć, że to teren świetny do spokojnego treningu na „stoku” o solidnym nachyleniu. Wymarzony dla tych, którzy chcą się nieco oddalić od cywilizacji i podczas wspinaczki usłyszeć rytm własnego serca lub głębie swego oddechu. Pewnym minusem jest tu tylko przeciętnej jakości szosa o szorstkiej nawierzchni, a także brak efektownych górskich pejzaży, za sprawą drzew i krzewów okalających tą wąską dróżkę.

Col de Spandelles jak dotąd nigdy nie znalazła się na trasie Tour de France. A szkoda, bo mogłaby na „Wielkiej Pętli” pełnić rolę zmiennika popularnego Col du Soulor. Najnowsza historia TdF zna taki przypadek. Wykorzystywany od roku 1910 Col d’Aspin w ostatniej dekadzie już trzykrotnie ustąpił pola nowemu wynalazkowi w postaci podjazdu na Hourquette d’Ancizan. Tu również nie byłoby problemów z wprowadzeniem swoistego „płodozmianu”, skoro ze Spandelles można zjechać po asfalcie do oddalonego o 16 kilometrów Argeles-Gazost. Zachodni podjazd i wschodni zjazd ze Spandelles zostały już zresztą przetestowane przez profesjonalny peleton. Miało to miejsce na trzecim etapie Route du Sud (obecnie Route d’Occitanie) z roku 2012. Na liczącym aż 209 kilometrów etapie kolarze musieli pokonać wschodni Tourmalet i wschodni Soulor, zanim dotarli pod Spandelles. Po naszym podjeździe był wówczas jeszcze kilkunasto-kilometrowy zjazd i krótki podjazd do mety we wiosce Arras-en-Lavedan. Na tym królewskim odcinku zaledwie 22-letni Nairo Quintana wprost znokautował „drugi garnitur” francuskich górali. Tylko Hubert Dupont z Ag2R próbował nawiązać walkę z młodziutkim Kolumbijczykiem, ale ostatecznie przegrał z nim o 1:11. Pozostali rywale stracili do Nairo co najmniej kilka minut. Z opisanych już wyżej powodów my na Darka musieliśmy czekać przeszło pół godziny. Na szczęście znaleźliśmy sobie ciekawe zajęcie. Przy samochodach Krzysiek wdał się w rozmowę ze starszym jegomościem. Ten zaś okazał się właścicielem starego domu sąsiadującego z kościołem. Według własnego oświadczenia był potomkiem Rosjan, którzy porzucili swą ojczyznę gdy Bolszewicy doszli tam do władzy. Zaprosił nas do swego wiekowego domostwa, ciemnego i „zagraconego” mnóstwem starych przedmiotów. Ponoć wszystkie te precjoza zwiózł w Pireneje po sprzedaży swej podparyskiej rezydencji. Na miejscu poczęstował nas kawą z mlekiem. Chrisowi na tyle spodobały się widziane antyki, iż zakupił od naszego gospodarza dwa imbryki.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1616868508

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1616868508

ZDJĘCIA

20180604_036

FILMY

VID_20180604_06

VID_20180604_07

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Col des Spandelles została wyłączona

Col du Soulor

Autor: admin o 2. grudnia 2018

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1474 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 964 metrów

Długość: 13,6 kilometra

Średnie nachylenie: 7,1 %

Maksymalne nachylenie: 10,9 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Do Argeles-Gazost dotarliśmy popołudniem 3 czerwca po około 24 godzinach jazdy via Poznań. W stolicy Wielkopolski zostawiliśmy bowiem nasze auto u rodziny Darka i przesiedliśmy się na pokład Renault Traffica wypożyczonego dla naszej trójki przez Piotra. Rafał z Krzyśkiem ze swojego Gorzowa mieli do pokonania o kilkaset kilometrów mniej. Niemniej na terenie Francji chcieli unikać płatnych autostrad, więc spodziewaliśmy, iż na trasie odrobimy do nich sporo dystansu. Dojechawszy na miejsce klucze do naszego apartamentu na I piętrze budynku przy 12 Avenue des Pyrenees odebraliśmy na recepcji pobliskiego kempingu Sunelia 3 Vallees. Na poniedziałkowy pierwszy etap wybrałem dla siebie i innych chętnych podjazdy pod Col du Soulor i Col des Spandelles. Uznałem, iż na początek warto będzie zacząć od wzniesień o średnim stopniu trudności czyli na miarę pierwszej kategorii. Tylko Piotr zaniepokojony gorszymi prognozami na kolejne dni postanowił wykorzystać ów poniedziałek na zaliczenie czegoś bardziej atrakcyjnego. Pedro wyruszył zatem z naszej bazy na najtrudniejszą premię górską w najbliższej okolicy czyli znany z TdF od roku 1994 Hautacam (15,9 km przy średniej 7,6%). Potem na drugie danie zaserwował sobie również bywały na „Wielkiej Pętli” podjazd pod Cauterets-Cambasque (16,3 km przy średniej 5,3%).

Dario, Rafa i Chris przystali na moją propozycję i dość wcześnie, bo już przed godziną dziewiątą wsiedliśmy do naszych aut by podjechać w pobliże wybranych na ten dzień wzniesień. Najszybciej mogliśmy ku nim dotrzeć wybrawszy górski kurs wprost na przełęcz Soulor czyli drogą D918. Ponieważ ten około 20-kilometrowy odcinek mieliśmy nazajutrz pokonać w ramach podjazdu na Col du Aubisque mogliśmy zobaczyć czeka nas we wtorek. Na górze pogoda była średnia czyli 15 stopni z częściowym zachmurzeniem. Soulor na rowerach mieliśmy zdobyć od strony północnej jadąc szosą D126 przez Vallee de l’Ouzom. Teoretycznie zaczynając naszą górską zabawę od zjazdu ku wiosce Etchartes w pierwszej kolejności mogliśmy wybrać wspinaczkę pod Spandelles, zaś zjechawszy z niej wykończyć całość podjazdem na Soulor. Tym niemniej ze względu na niepewną aurę uznaliśmy, iż lepiej będzie nie oddalać się od samochodów nazbyt daleko. Wybierając Soulor na pierwszy rzut mieliśmy auta z powrotem do swej dyspozycji na półmetku etapu. To zaś w razie ewentualnego deszczu dałoby nam możliwość założenia suchych strojów przed drugim podjazdem. Dlatego też cały 12-dniowy serial podjazdowy dość nietypowo zaczęliśmy od zjazdu. Ten prawdziwy skończył się po około 12 kilometrach w miejscowości Ferrieres. My jednak postanowiliśmy dotrzeć nieco niżej, choćby po to by zobaczyć w jakim miejscu od drogi D126 umyka boczna szosa wiodąca na znacznie mniej znaną przełęcz Spandelles. Zatrzymaliśmy się zatem po przejechaniu 13,6 kilometra od przełęczy Soulor, jakieś 400 metrów za odnalezionym rozjazdem.

Punkt zerowy naszej pierwszej wspinaczki był miejscem zgoła anonimowym. Z prawej strony szosy szumiał potok Ouzum, który dał nazwę owej dolinie. Korzystając z przydrożnego murku przebraliśmy się w stroje bardziej stosowne do wysiłku podjazdowego. Warunki pogodowe nieco się poprawiły, zaś temperatura wzrosła. W dolinie było 19 stopni. Teraz naszym celem była jedna z pięciu najpopularniejszych pirenejskich przełęczy. Przez Col du Soulor peleton TdF jechał ponad 70 razy. Przełęcz ta zadebiutowała na Tourze już w 1910 roku. To znaczy na legendarnym etapie z Luchon do Bayonne, gdy „Wielka Pętla” po raz pierwszy wjechała w Wysokie Pireneje. Tym niemniej trzeba od razu powiedzieć, że Soulor znajduje się w cieniu swego większego sąsiada Col d’Aubisque. Gdy Tour de France wjeżdża na Aubisque od strony zachodniej to Soulor jest jedynie ledwie zauważalną hopką w trakcie zjazdu z tej wyższej przełęczy. Natomiast gdy Aubisque jest zdobywany od wschodu to Soulor stanowi nieklasyfikowaną stację pośrednią w drodze ku premii górskiej wytyczonej 235 metrów wyżej i blisko 10 kilometrów dalej. Tak było choćby w 2018 roku na etapie Laruns. Soulor „wybija się na niepodległość” jedynie gdy Tour omija Aubisque i najczęściej bywa tak gdy uczestnicy Touru wjeżdżają na tą przełęcz właśnie od strony północnej. W sumie tylko 20 razy wyznaczono tu premię górską, z czego 17-krotnie po II Wojnie Światowej. Pierwszym zdobywcą tej przełęczy był w 1912 roku Francuz Eugene Christophe. Ostatnim w roku 2010 nie kojarzony z górskimi harcami Niemiec Marcus Burghardt. Za rok światowa czołówka będzie miała kolejną okazję do sprawdzenia się na podjeździe po szosie D126, gdyż znajdzie się on na trasie czternastego etapu TdF 2019, który prowadził będzie z Tarbes na Col du Tourmalet.

Pierwsze dwa kilometry tego wzniesienia przejechaliśmy razem. Zaczęliśmy całkiem żwawo, lecz łatwy teren nie wprowadził wstępnej selekcji w naszej grupie. To zmieniło się, gdy na wyjeździe z niegdyś górniczej wioski Ferrieres nachylenie ostro podskoczyło, do poziomu 9-11 %. Pierwsza góra każdej wyprawy ma dla mnie zawsze szczególny smak. Po miesiącach planowania, trenowania i oczekiwań w końcu wjeżdżam do swego kolarskiego raju. Na dobrą sprawę nigdy nie mogę być pewien na co będzie mnie stać w ciężkim górskim terenie. Niemniej pchany entuzjazmem zazwyczaj jadę ją mocno. Czasem skutkuje to ponadprzeciętnym wynikiem (wysokim VAM), zaś innym razem większym niż na kolejnych górach zapiekiem w nogach i kłuciem w płucach. Tym razem również mocniej przycisnąłem i na trzecim kilometrze odjechałem Rafałowi oraz Krzyśkowi. Przez cały podjazd towarzyszył mi Darek. Scenicznie północny podjazd pod Col du Soulor napewno może się podobać. Droga jest spokojna czyli ze znikomym ruchem samochodowym. Po drodze mija się niewiele śladów ludzkiej cywilizacji. Jedyną wioską na tym szlaku jest Arbeost, którą minęliśmy pod koniec piątego kilometra wspinaczki. Powyżej tej miejscowość leśne otoczenie ustąpiło miejsca górskim łąkom i przednim widokom na okoliczne szczyty. Wierzchołki tych najwyższych wciąż jeszcze były przypruszone śniegiem. Udało mi się przejechać 12 kilometrów w niezłym rytmie, acz w końcówce miałem chwilę zwątpienia czy utrzymam tempo Darka. Najdłuższy z ujawnionych na stravie odcinków czyli 13,59 km przejechaliśmy w czasie 55:18 (14,8 km/h i VAM 1023 m/h). Rafał ten dystans pokonał w 1h 06:09. Krzysiek nie zwykł ujawniać swych dokonań na stravie. Niemniej godzi się dodać, iż jego górski debiut wypadł całkiem obiecująco, gdyż stracił do nas około 8 minut.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1616868511

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1616868511

ZDJĘCIA

20180604_001

FILMY

VID_20180604_01

VID_20180604_02

VID_20180604_03

VID_20180604_04

VID_20180604_05

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Col du Soulor została wyłączona