banner daniela marszałka

Archiwum dla Styczeń, 2019

Station du Mourtis (Col de Mente)

Autor: admin o 4. stycznia 2019

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1450 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 945 metrów

Długość: 10,8 kilometra

Średnie nachylenie: 8,7 %

Maksymalne nachylenie: 13,6 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Z Artigaux do samochodu zjechałem dziesięć minut po czternastej. Tymczasem na Col du Mente ruszyłem dopiero tuż przed wpół do piątej. Ta różnica czasu może dziwić biorąc pod uwagę, iż Fos oraz Saint-Beat na drodze krajowej N125 dzieli ledwie siedem kilometrów. Jak zatem „zmarnowaliśmy” dwie godziny między pierwszym zjazdem a drugim podjazdem? Na miejsce dojechaliśmy bez zbędnej zwłoki, m/w kwadrans przed godziną trzecią. Tak jak przed południem zatrzymaliśmy się na bulwarze po prawej stronie Garonny. Po kilkudniowych opadach jej poziom był bardzo wysoki. Szara, głośna i wartka wstęga wody zdawała się podmywać domy ustawione w szeregu na przeciwległym brzegu rzeki. Przed wspinaczką do Station du Mourtis poszliśmy na spacer po Saint-Beat aby znaleźć restaurację lub choćby bar. Srodze się zawiedliśmy. Miasteczko okazało się niemal wymarłe. Dawnymi czasy miało pewne strategiczne znaczenie, o czym świadczy zamek, którego budowę rozpoczęto już w XII wieku. Według francuskiej wersji wikipedii w połowie XIX stulecia miało ono blisko półtora tysiąca mieszkańców. Dziś ma ich niespełna 350, przy czym przez ostatnie 50 lat straciło ponad 400 dusz. Najwidoczniej tego dnia większość jego obywateli wyjechała jednak do pracy, bowiem na ulicach ciężko było kogokolwiek spotkać. Jedynym otwartym lokalem okazał się być niewielki salonik prasowy. Na żaden posiłek nie było co liczyć. Spotkaliśmy za to trzech Japończyków widzianych już wcześniej na drodze N125. Jeden dzielny „Samuraj” biegł ciągnąc ze sobą rikszę, zaś dwaj koledzy jechali z wolna na rowerach (damce i trekkingowym) służąc mu za straż przednią i tylną. Zapytani wyjaśnili, że chcą w ten sposób pokonać dystans z Barcelony do Paryża. W Saint-Beat chcieli sobie zrobić krótki postój by napić się kawy. My za podszeptem napotkanego Francuza podjechaliśmy do gospody nad Lac de Gery. Tam jednak swój głód mogłem ledwie przytłumić nędznymi naleśnikami.

Po szesnastej rozczarowani i głodni wróciliśmy do Saint-Beat. Tym razem przejechaliśmy na wschodni brzeg Garonny po drodze D44e. Zaparkowaliśmy na wylocie z miasteczka, w bocznej uliczce u podnóża podjazdu pod Col du Mente. Czekał nas trudniejszy z dwojga podjazdów na tą przełęcz. Niedługi, lecz w pełni zasługujący na swój status premii górskiej pierwszej kategorii. To znaczy mający niemal 850 metrów przewyższenia na dystansie niespełna 10 kilometrów. W naszym przypadku nawet nieco „wzmocniony”, bo przedłużony o półtora kilometra i ekstra 100 metrów w pionie na dojeździe do Station du Mourtis. Peleton Tour de France już 21 razy meldował się na tej niewysokiej przełęczy. Jednak wybrana przez nas strona rzadko występowała w roli podjazdu. Od wschodu podjeżdżano na nią aż osiemnaście razy, zaś od zachodu tylko przy trzech okazjach. Col du Mente zadebiutowała na trasie Touru w sezonie 1966, na odcinku z Pau do Bagneres-de-Luchon. Jej pierwszym zdobywcą został kolarz, który już w samo nazwisko miał wpisany wzmożony wysiłek. Mianowicie Hiszpan Joaquim Galera z ekipy Kas-Kaskol. Rok później inny Hiszpan Fernando Manzaneque zwyciężył nie tylko na owej premii górskiej, lecz również na mecie w Luchon. Jak dotąd trzem kolarzom udało się podczas TdF dwukrotnie wygrać premię górską na Mente. Najpierw w latach 1971 i 1973 dokonał tego znakomity hiszpański góral Jose-Manuel Fuente. Potem w jego ślady poszli jeszcze: Włoch Alberto Elli (1998-99) oraz Francuz Richard Virenque (1995 i 2003). Jako, że zachodni podjazd na Mente został wypróbowany tylko w latach 1998, 2002 i 2012 stwierdzić można, iż jedynie Elli zdołał na Tourze zdobyć tą górę od obu stron. Z kronik Tour de France wynika, iż trzykrotnie wspinano się na Col du Mente-Le Mourtis. Nie oznacza to jednak, że wyścig z roku 1979, 1988 czy 1995 zbaczał do pobliskiej stacji narciarskiej. Tak rozbudowane nazwa była jedynie chwytem marketingowym. Złota dekada Col du Mente na TdF to lata 70., gdyż przełęcz tą przejechano wtedy sześciokrotnie.

Ostatnimi czasy najszybciej meldowali się tu: Francuz Thomas Voeckler (2012), Amerykanin Tom Danielson (2013), Australijczyk Michael Matthews (2017) i Julian Alaphilippe (2018), który niczym Manzaneque i Fuente swój mały sukces z premii górskiej przekuł na zwycięstwo etapowe w Luchon. Przełęcz ta rzadko odgrywała decydującą rolę na trasach pirenejskich etapów. Zazwyczaj znajdowała się bowiem w środkowej fazie tych górskich odcinków. W najlepszym razie jako przedostatnia premia górska dnia, poprzedzająca kluczowy na etapach do Luchon wschodni podjazd pod Col du Portillon. Jednak w jednym przypadku odmieniła ona losy Touru. Miało to miejsce na czternastym etapie TdF 1971 wiodącym z Revel do Luchon. Na czele wyścigu z wielominutową przewagą jechał nie liczący się w „generalce” Fuente. Za jego plecami walczyli lider Luis Ocana i obrońca tytułu Eddy Merckx. Belg nie był w swej najlepszej formie, zaś Hiszpan wyczuł jego słabość. Zyskał nad nim nieco czasu na etapach do Puy-de-Dome i Grenoble, po czym jak się wydawało zadał decydujący cios na niepozornym etapie przez Cote de Laffrey i Col du Noyer do stacji Orcieres-Merlette. To były ledwie 134 kilometry z dwoma premiami drugiej i jedną pierwszej kategorii. Mimo to Ocana zaatakował już na Laffrey i do mety dojechał z przewagą aż 5:52 nad Lucienem Van Impe oraz 8:42 nad grupką Merckxa! „Kanibal” wydawał się być znokautowany. Co prawda skontrował na długim etapie do Marsylii odrabiając niemal dwie minuty, lecz do wspomnianego etapu w Pirenejach przystąpił ze stratą aż 7:23. Wszystko zmieniła gwałtowna burza i pech Ocany na niebezpiecznym przy tej pogodzie zjeździe z Mente. Gdy Hiszpan po upadku na jednym z wiraży zbierał się do dalszej jazdy to z prędkością około 40 km/h wpadł na niego Holender Joop Zoetemelk, który również nie wyrobił się na tym zakręcie. Po tym uderzeniu Ocana już się nie podniósł i skończył dzień w szpitalu w Saint-Gaudens. Natomiast Merckx ostatecznie wygrał trzeci Tour z rzędu, acz nie na swoich warunkach.

Nas też czekał pojedynek w deszczu. Liczyłem na rewanż za porażkę na Col d’Artigaux. Ruszyliśmy osobno. Ja wystartowałem od tablicy na granicy miasta. Dario cofnął się aż do mostu nad Garonną. Na starcie wspinaczki przy kamieniołomach w Lez dzieliły nas ponad cztery minuty. Różnica ta szybko urosła na początkowym odcinku. Pierwsze 2,1 kilometra przed Boutx przejechałem bowiem w niespełna 11 minut, z VAM na poziomie 1068 m/h. Darek stracił tu aż 1:50. Potem jednak poziom się wyrównał i to nawet bardzo, Na pozostałym do szczytu dystansie 8,7 kilometra Dario odrobił 13 sekund. Podjazd tylko dwukrotnie odpuścił i to na krótkie chwile. Pierwszy raz na początku trzeciego kilometra we wspomnianej wiosce i drugi raz na przełęczy przy skręcie do Le Mourtis. Z kolei miejsc, gdzie chwilowa stromizna przybrała wartość dwucyfrową było tyle, że nie sposób je wszystkie wymienić. Warto jedynie wspomnieć, iż zdecydowanie najtrudniej zrobiło się pod koniec piątego kilometra. Droga na przełęcz miała siedemnaście wiraży, z czego ostatnich dwanaście na przestrzeni ledwie dwóch kilometrów. Na Col du Mente wjechałem w czasie 47:32 (avs. 11,7 km/h z VAM 1025 m/h). Darek ten sam segment o długości 9,26 kilometra pokonał w 49:09. Dojazd do stacji narciarskiej był już wyraźnie łagodniejszy. Średnie nachylenie tego odcinka wyniosło 7%, przy max. 10%. Bardziej przeszkadzał tu ulewny deszcz, dokazujący przy temperaturze ledwie 11 stopni. Po przejechaniu 10 kilometrów minąłem przełęcz Col de Lagues na styku z drogą D44L biegnącą w kierunku Artigascou i Artigaux. Dalej trzeba było jeszcze pokonać delikatny łuk w prawo i zafiniszować na placu przed Holiday Center – Les Pierre Blanches. Od razu skryłem się w tym budynku. Wkrótce dołączył do mnie Darek. Później na początku zjazdu zatrzymaliśmy się jeszcze przez kilka minut na przełęczy. Niżej miałem jeszcze jeden, ostatni cel – odnaleźć wiraż Luisa Ocany. Nie było to trudne, gdyż na szosie widniał stosowny napis, zaś na skale 20 lat po tym dramatycznym wydarzeniu wmurowano tablicę pamiątkową.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1632414486

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1632414486

ZDJĘCIA

20180611_036

FILMY

VID_20180611_003

VID_20180611_004

VID_20180611_005

VID_20180611_006

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Station du Mourtis (Col de Mente) została wyłączona

Col d’Artigaux

Autor: admin o 2. stycznia 2019

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1383 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 826 metrów

Długość: 9,4 kilometra

Średnie nachylenie: 8,8 %

Maksymalne nachylenie: 13,1 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Dwie wycieczki do Bagneres-de-Luchon postanowiłem przedzielić wyjazdem w rejon Saint-Beat, miasteczka nad młodą tu jeszcze rzeką Garonną. Aura była nadal deszczowa, więc drugi poniedziałek naszej wyprawy lepiej było spędzić na wysokości około 1400 niż 1800 metrów n.p.m. Tym samym naszym głównym celem na etapie ósmym miał być podjazd na Col du Mente, przełęcz znaną z wielu edycji Tour de France. Przy tym odrobinę „podrasowany”, bo przedłużony o dojazd do wyrosłej nieopodal stacji narciarskiej Station du Mourtis. Był też drugi powód takiej decyzji. Piotr wolał tego dnia nieco odpocząć od kolarstwa. Zależało mu jednak na zdobyciu Superbagneres. Dlatego postanowiliśmy wrócić w nieco wyższe partie Pirenejów dopiero we wtorek. W miesiącach poprzedzających nasz wyjazd do południowo-zachodniej Francji drobiazgowo planowałem każdy z etapów tej podróży. Będąc przekonany co do tego, iż warto zahaczyć o Col du Mente musiałem znaleźć jeszcze inny, solidny podjazd w pobliżu owej przełęczy. Wszystko po to by bez większych komplikacji komunikacyjnych (czytaj: dłuższych przejazdów samochodami) sprawnie zaliczyć kolejne dwa wzniesienia na miarę naszych sportowych ambicji. Do tej koncepcji najlepiej pasowała mi niespełna 10-kilometrowa wspinaczka z Fos na Col d’Artigaux, zaczynająca się w bezpośrednim sąsiedztwie hiszpańskiej granicy. Mieliśmy na niej pokonać przeszło 800 metrów w pionie. Zatem zarówno pod względem dystansu jak i przewyższenia była ona podobna do Mente. Niemniej w przeciwieństwie do swej sąsiadki była mało znana, więc zagadką pozostawał stan drogi prowadzący na tą przełęcz. Podejrzewałem, że nawierzchnia niektórych jej fragmentów może być kiepska. Niemniej miałem nadzieję, że okaże się ona przejezdna dla naszych szosowych opon. A przy tym, iż obędzie się bez uszczerbku dla ultralekkich kół Darka i Rafała.

Z Aneres wyjechaliśmy jak zwykle po dziesiątej. W czteroosobowym składzie, bowiem Pedro został w bazie. Tym niemniej nasz kolega też nie leniuchował. Wczesnym popołudniem wybrał się na trwający blisko trzy godziny, przeszło 12-kilometrowy deszczowo-błotny trekking po okolicznych wzgórzach. Tym razem do szosy N125 postanowiliśmy dojechać bardziej północnym szlakiem przez Saint-Laurent-de-Neste i Montrejeau. Wstępnie planowałem zacząć ósmy etap podjazdem na Col du Mente, lecz wobec podobnej trudności obu podjazdów było to z grubsza obojętne. Dlatego gdy po dotarciu do Saint-Beat powitał nas deszcz zdecydowaliśmy się nie czekać bezczynnie na zlitowanie niebios. Zapakowaliśmy się do samochodów i pojechaliśmy dalej na południe. W drodze rozglądaliśmy się za stacją benzynową, bowiem czas był już po temu by zatankować oba auta. Ostatecznie uznaliśmy, iż skoro jest ku temu okazja możemy to taniej zrobić po hiszpańskiej stronie granicy. Wyjechaliśmy zatem z Francji zapuszczając się w głąb Katalonii. Nie trwało to jednak długo, bowiem przy szosie N-230 już po dwóch kilometrach natknęliśmy się na stację firmy Repsol. Rafa poczuł się jak u siebie w domu. Wszak wiele lat mieszkał w Mostoles pod Madrytem. Właśnie w Hiszpanii kończył wszystkie szkoły i studia, więc kraj za Pirenejami jest jego drugą ojczyzną. Teraz zaczerpnąwszy iberyjskiego powietrza zapragnął czym prędzej udać się na wycieczkę do najbliższego „hiszpańskiego” miasta. Tym zaś była znana nam z czerwca 2016 roku Vielha, stolica katalońskiej comarki Valle de Aran. Ustaliliśmy zatem, że po powrocie do Francji przejedziemy razem tylko pierwszą górę, którą będzie tajemnicza Col d’Artigaux. Potem zaś Rafał z Krzysztofem pojadą w celach turystycznych do Vielhy, zaś ja z Darkiem wrócę do Saint-Beat by stamtąd podjechać do Station du Mourtis via Col du Mente.

Wróciwszy z Królestwa do Republiki zatrzymaliśmy się w pobliżu dawnego posterunku celnego La Seriail, skąd widać było początek podjazdu na Col d’Artigaux. Wystarczyło kilka razy przekręcić korbą by wjechać do wioski Fos. Tu na wysokości ruiny będącej niegdyś hotelem należało skręcić w prawo by wjechać na prowadzącą do Melles drogę D44h. Żadna z przydrożnych tablic drogowych nie wskazywała, iż szlak ten prowadzi do naszego celu. Niemniej jedna z nich informowała, iż dojedziemy tędy na Col d’Artigascou czyli przełęcz położoną nieco niżej (1349 m. n.p.m.), ale jakieś 1100 metrów za górską przeprawą, do której my chcieliśmy dotrzeć. Krzysiek z Rafałem byli szybsi w przygotowaniach i ruszyli na trasę tuż przed dwunastą. Ja z Darkiem zacząłem wspinaczkę niespełna sześć minut po naszych kolegach. Pierwszy odcinek tej wspinaczki prowadzący do wspomnianej wioski okazał się nie tylko stromy, lecz przede wszystkim bardzo kręty. Na dystansie 1400 metrów trzeba było przejechać aż 9 wiraży. Do tego droga była wąska, bo o szerokości ledwie 2,2 metra. Dario zaczął na tyle mocno, iż wytrzymałem z nim tylko przez pół kilometra. Pierwsze 1800 metrów miało średnio 9,3 % przy max. 13,1 %. Na tym segmencie mój kompan wykręcił VAM na poziomie 1172 lub 1197 m/h (w zależności od tego, któremu wskazaniu stravy mielibyśmy wierzyć). Moje osiągi rzędu 1090-1121 m/h oznaczały 35 sekund straty na tym odcinku. Po minięciu kościoła św. Pankracego i budynku lokalnego merostwa mieliśmy króciutki zjazd, zaś po nim 400 metrów łagodnego podjazdu do zakrętu nr 10. Skręcając tu w lewo porzuciliśmy szosę D44h wjeżdżając na drogę leśniczych. Ta również pięła się po serpentynach, lecz już nie tak gęstych jak wiraże na samym początku wzniesienia. Na kolejnych 5 kilometrach było bowiem jeszcze jedenaście zakrętów. Niektóre w odległości 200-300 metrów od siebie, inne rozdzielone przez długie 800 metrów.

Jeśli chodzi o jakość drogi to niemal do końca szóstego kilometra asfalt trzymał klasę. Potem było już tylko gorzej. Jechaliśmy po zniszczonej szosie lub po resztkach asfaltu, zaś w najgorszym razie po kamienistym szutrze. Na ostatnich czterech kilometrach podjazdu nawierzchnia była więc naszym dodatkowym przeciwnikiem. Nie bez powodu segment ze stravy nazwany „Artigaux Climb (Asfalto) – GSP” ma długość tylko 5,77 kilometra. Darek wykręcił na nim czas 28:21 (avs. 12,2 km/h z VAM 1043 m/h), zaś ja wynik 29:46 (avs. 11,6 km/h z VAM 994 m/h). Rafał uwolniony od myśli na temat drugiej góry trzymał się bardzo dzielnie. Do tego miejsca dotarł w 33:21 (avs. 10,4 km/h z VAM 887 m/h). Wyżej nie dało się już jednak jechać w takim tempie. Dwieście metrów za ostatnim czyli 21-wszym wirażem droga wpadła do lasu. To jednak nie dało ochrony przed deszczem, który pojawił się w trakcie naszej wspinaczki i do tego momentu znacznie się nasilił. Na niezbyt normalnym dla kół szosowych podłożu moi koledzy radzili sobie lepiej ode mnie. W każdym razie ani razu nie postawili stopy na ziemi. Mi zdarzyło się to zrobić dwukrotnie. Pierwszy raz po przejechaniu 6,6 kilometra. Drugi raz półtora kilometra dalej. W sumie kosztowało mnie to nieco ponad minutę. Tym samym na górnym odcinku byłem najsłabszy. Do Rafała straciłem 7 sekund, zaś do Darka przeszło 2 minuty. Całą górę przejechałem w 50:59 (netto 49:50) ze średnią 11,4 km/h i VAM 929 m/h. Dario uzyskał tu czas 47:22, zaś Rafa 54:27. Nasz lider okazał się być najszybszym spośród 43 zdobywców Artigaux zarejestrowanych na stravie w całym sezonie 2018. Ja dojechawszy do kolegów pojechałem jeszcze dalej by upewnić się, że stanęliśmy w najwyższym punkcie drogi. Przez dalsze 500 metrów napotkałem tylko delikatny spadek terenu, więc zawróciłem. Przy tej pogodzie (mokro, mgliście i tylko 12 stopni) odpuściłem sobie wizytę na Col d’Artigascou. W połowie zjazdu do Fos złapała nas kolejna ulewa. Na kwadrans schroniłem się zatem pod daszkiem przydrożnego garażu. Krzysiek miał gorzej, bowiem w tych warunkach musiał zmienić przebitą dętkę.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1632414455

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1632414455

ZDJĘCIA

20180611_001

FILMY

VID_20180611_001

VID_20180611_002

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Col d’Artigaux została wyłączona