banner daniela marszałka

Archiwum dla czerwiec, 2025

Innerarosa

Autor: admin o 30. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Chur

Wysokość: 1899 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1299 metrów

Długość: 30,7 kilometra

Średnie nachylenie: 4,2 %

Maksymalne nachylenie: 12 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Bardzo długi, lecz specyficzny podjazd. Nieco ponad 30-kilometrowy, więc w naszym programie był krótszy tylko od Juliera. Innerarosa to górna część stacji Arosa czyli liczącej nieco ponad 3 tysiące mieszkańców gminy uzdrowiskowej w regionie Plessur. Główna część tego ośrodka turystyczno-wypoczynkowego położona jest na wysokości 1775 metrów n.p.m. Leży w paśmie Plessur-Alpen zaliczanym do Alp Retyckich. Pod koniec 2013 roku ośrodek narciarski Arosa został połączony z Lenzerheide kolejką linową, dzięki czemu powstał ośrodek narciarski Arosa Lenzerheide. Składa się on z pięciu stacji, gdyż w jego skład wchodzą też: Valbella, Parpan i Churwalden. Ma on w swej ofercie łącznie 225 kilometrów tras zjazdowych obsługiwanych przez 43 wyciągi, w tym 4 powietrzne tramwaje oraz 4 kolejki gondolowe. Arosa może się pochwalić „tramwajem” jadącym na Weisshorn (2654 m. n.p.m.) oraz gondolą lecącą na Hornli (2514 m. n.p.m.). To największy teren narciarski w kantonie Gryzonia. Dociera do niego linia Kolei Retyckiej. Elegancki dworzec kolejowy stoi przy promenadzie biegnącej wzdłuż zachodniego brzegu jeziorka Obersee. Chlubą tego miasteczka jest klub EHC Arosa czyli 9-krotny mistrz Szwajcarii w hokeju na lodzie.

Arosa aż dwanaście razy gościła kolarzy uczestniczących w Tour de Suisse. Rzecz jasna zawsze występując w roli etapowej mety. Po raz pierwszy w roku 1946, gdy triumfował tu słynny Włoch Gino Bartali. „Ginetaccio” wygrał ten odcinek z przewagą 3:05 nad Hiszpanem Firmin’em Truebą, zaś cały wyścig z zapasem 16:30 nad drugim zawodnikiem w „generalce”. Przy ośmiu następnych okazjach zwyciężali tu tylko Szwajcarzy i Włosi. To znaczy: Ferdi Kubler (1948), Pasquale Fornara (1952), Rolf Graf (1959), Franco Bitossi (1970), Kurt Steinmann (1989), Pascal Richard (1993), Francesco Casagrande (1999) oraz Francesco Secchiari (2000). Ten duopol został przerwany dopiero w sezonie 2005, gdy wygrał Amerykanin Chris Horner. Gospodarze na kolejny triumf swego asa poczekali do roku 2012, kiedy pierwszy linię mety w stacji przekroczył Michael Albasini. Po raz ostatni wyścig Dookoła Szwajcarii zajrzał tu w sezonie 2018. Zwyciężył wówczas znakomity Kolumbijczyk Nairo Quintana, który o 22 sekundy wyprzedził Duńczyka Jakoba Fuglsanga oraz Australijczyka Richie Porte’a. Dwa dni później ta sama trójka asów stanęła w Bellinzonie na generalnym podium 82. edycji TdS, przy czym kolejność była odwrotna. Tasmańczyk wyprzedził Skandynawa o 1:02, zaś kolarza z Andów o 1:12. Wspomnieć wypada, iż w sezonie 1993 na drugim miejscu finiszował tu Zenon Jaskuła. Polak będący w życiowej formie wygrał wtedy klasyfikację punktową TdS tuż przed swym znakomitym występem w Tour de France.

Podjazd do Arosy czy też Innerarosy biegnie drogą nr 740 i rozpoczyna się w Chur, 40-tysięcznym mieście będącym stolicą Gryzonii. Wspinaczka rusza z Sankt Luzistrasse, gdzie na pierwszych kilkuset metrach mija się dwa główne zabytki dzielnicy dworskiej tzn. katedrę Wniebowstąpienia św. Marii oraz Pałac Biskupi. Pod wieloma względami przypomina ona jeszcze dłuższy północny podjazd pod Julierpass. Tu również mamy mocny segment na otwarcie, sporo luźnych kilometrów w środkowej fazie wzniesienia i wymagające zakończenie. Pierwsza faza podjazdu to 7,8 kilometra poniżej wioski Castiel. Za trudny trzeba uznać przede wszystkim początkowy odcinek o długości 3,8 kilometra na dojeździe do Maladers. Ten wstęp do długiej „zabawy” ma średnie nachylenie aż 9,2% przy max. 11%. Na kolejnych 4 kilometrach przeciętna to już tylko 5,4%. Potem przez kolejne 15 kilometrów z hakiem podjazd zyskuje w pionie raptem 227 metrów. Na tym długim segmencie droga wznosi się z rzadka, a przy tym na krótko i raczej łagodnie. Wyróżnić tu można odcinek o długości 1200 metrów i średniej 6,2% na dojeździe do Peist oraz 1900 metrów z przeciętną tylko 4,1% między mostem nad Sapunerbach i osadą Sonnenruti. Tuż przed tym drugim mija się wioskę Langwies (km 19,5), która co roku na początku września występuje w roli miasteczka startowego do zawodów „Arosa Classiccar”. Jest to międzynarodowy wyścig górski dla zabytkowych samochodów. Jego uczestnicy ścigają się na trasie o długości 7,3 kilometra z 76 zakrętami i przewyższeniem 422 metrów ku mecie w centrum stacji przy jeziorku.

Niemal cały 23. kilometr to zjazd do mostu nad rzeką Plessur. Zaraz za nim zaczyna się drugi z najcięższych segmentów tego wzniesienia. Pełne 3 kilometry ze średnim nachyleniem 10% i max. 12. Ten odcinek zaczyna się przejazdem przez wioskę Litziruti (km 23,5), po czym chowa się w lesie, a przy tym trzech miejscach przechodzi pod torami Kolei Retyckiej. Stromizna kończy się po 26 kilometrach podjazdu, na wysokości kolorowych tablic witających w Arosie. Kilometr nr 27 wznosi się już łagodnie, ot na poziomie 3-4%. W centrum stacji przez jakieś czterysta metrów jest zupełnie płasko. Chcąc dotrzeć do Innerarosy po minięciu Obersee trzeba skręcić w lewo i pojechać na południowy-zachód. Można było też skręcić w prawo by po przejechaniu wspomnianej promenady kontynuować wspinaczkę w kierunku północnym. To znaczy finiszując na krętej ścieżce prowadzącej do wyciągu Pratschli. czyli na wysokości 1906 metrów n.p.m. Naszym celem była jednak Innerarosa. Na 28 kilometrze podjazd był łagodny. Ostatnim wyzwaniem okazał się kilometrowy odcinek między przystankiem Arosa Bellevue i hotelem Stoffel o średniej 8,2% i max. 11,5%. Ostatnie kilkaset metrów na Schwelliseestrasse to już szybki dojazd do krańca szosy. Miejscówka z pięknym widokiem na okoliczne szczyty, z których najwyższy jest Aroser Rothorn (2980 m. n.p.m.). Na pokonanie tego maratońskiego podjazdu potrzebowałem przeszło 1h i 50 minut. Od początku jechało mi się kiepsko. Daniel już na wstępie nadrobił nade mną minutę. Na łatwym środkowym segmencie dołożył mi jeszcze trzy. Ostatnią kwartę przejechaliśmy podobnym tempem, więc na mecie zameldowałem się cztery minuty po koledze.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14963887886

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14963887886

ZDJĘCIA

Innerarosa_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Innerarosa została wyłączona

Bargli

Autor: admin o 29. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Sankt-Antonien

Wysokość: 2135 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 694 metry

Długość: 6,9 kilometra

Średnie nachylenie: 10 %

Maksymalne nachylenie: 13 %

PROFIL > archivio salite

OPIS

Najkrótszy ze wszystkich 54 podjazdów jakie przejechałem w sezonie 2025. Jednak wcale nie najmniejszy pod względem przewyższenia, a tym bardziej nie najłatwiejszy w tegorocznej „kolekcji”. Bargli to najwyższa szosa w gryzońskim regionie Prattigau. Jeden z czterech „dwutysięczników” w tej okolicy. Podjazd ku temu miejscu zaczyna się we wiosce Sankt-Antonien na wysokości około 1440 metrów n.p.m. Nieco powyżej miejsca lokacji tutejszej szkoły podstawowej. Zajechawszy wcześniej do Partnun dotarłem w to miejsce po nieco ponad 5-kilometrowym zjeździe ze swej pierwszej premii górskiej. Z tak wysokiego poziomu startu miałem tu do zrobienia niespełna 7 kilometrów na bocznej drodze numer 726.401. Dystans skromny, ale ze średnim nachyleniem aż 10 i max. niemal 13%. Wspinaczka krótka, lecz bardzo konkretna. Na wykresie z Garmina (jeśli pominąć ostatnie kilkadziesiąt metrów) chwilowa stromizna tego wzniesienia zeszła mi najniżej do wartości 7,6%. Dla mnie Bargli była tylko ostrym dodatkiem, bo zaliczeniu długiego podjazdu do Partnun. Tymczasem do tego miejsca można przecież ruszyć z doliny rzeki Landquart. Wówczas po starcie z Dalvazzy byłoby do zrobienia w pionie przeszło 1330 metrów na dystansie 18,3 kilometra. Natomiast spod Schiers nawet 22,2 kilometra z przewyższeniem ponad 1460 metrów.

Ja ograniczyłem sobie ten podjazd do absolutnego minimum. Niemniej z racji tak wspomnianej stromizny jak i niemiłosiernych upałów nie miałem łatwego zadania. Temperatura 29 stopni na starcie i jeszcze więcej na trasie, przy max. 36 na samej mecie! Ta wspinaczka prowadzi bowiem południowym zboczem góry i po terenie otwartym czyli pięknie wystawionym na promienie słoneczne. Na odrobinę cienia można liczyć tylko przez niespełna kilometr tuż przed półmetkiem, bowiem od km 2,6 do km 3,5 wąska ścieżka do Bargli otoczona jest niezbyt gęstym lasem. Generalnie jednak prowadzi przez górskie łąki. W dolnej partii mija się dwie osady czyli: Bord (km 1,2) oraz Aschuel (km 1,6). W połowie drugiego kilometra szosa na chwilę chowa się w tuneliku przechodzącym pod kolejką linową (orczykiem) Junker. Na rozjeździe w Aschuel należy wybrać prawą opcję. Na początku trzeciego kilometra droga skręca ostro w prawo i odtąd już do końca zmierza na północny-wschód. Na całym szlaku jest pięć wiraży, z czego cztery w górnej połowie wzniesienia. Ostatni z nich na samym początku siódmego kilometra. Nawierzchnia robi się z czasem bardziej chropowata i miejscami jest podniszczona, ale nie na tyle by przeszkadzało to w jeździe pod górę.

Od połowy piątego kilometra można już podziwiać okoliczne szczyty górskie. Jak również zielone zbocza gór, miejscami ukwiecone na żółto. Przede wszystkim jednak uwagę zwracają bardzo liczne konstrukcje anty-lawinowe. Zresztą gdyby nie owe zabezpieczenia to pewnie w ogóle nie byłoby tej drogi, a przynajmniej nie zabrnęłaby ona aż tak wysoko. Bargli to bowiem nie żadne gospodarstwo prowadzące swój ciężki żywot gdzieś wysoko na odludziu, lecz miejsce będące jedynie składowiskiem wszelakich materiałów przeciwlawinowych. Niewielki placyk pod szczytem Chuenihorn (2412 m. n.p.m.). Może on stanowić punkt startu dla amatorów górskich wędrówek, którzy dojadą w to miejsce własnym samochodem lub busikiem niezawodnej linii publicznej. Ja spotkałem małżeństwo z pobliskiego Sankt-Antonien, które dotarło tu na swych elektrycznych góralach. Dzięki temu miałem kogo poprosić o zrobienie mi zdjęcia pod żółtą tabliczką z nazwą tego miejsca. Moi rozmówcy korzystając z e-wspomagania pojechali potem jeszcze wyżej wąziutkim duktem wzdłuż zbocza wspomnianej góry. Mnie czekał już tylko przeszło 18-kilometrowy zjazd do Dalvazzy, a po drodze liczne przystanki celem upamiętnienia tak tego wzniesienia jak i środkowej oraz dolnej fazy podjazdu do Partnun.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14954855544

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14954855544

ZDJĘCIA

Bargli_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Bargli została wyłączona

Partnun

Autor: admin o 29. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Dalvazza

Wysokość: 1804 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1003 metrów

Długość: 17 kilometrów

Średnie nachylenie: 5,9 %

Maksymalne nachylenie: 13,5 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

W niedzielę mój kompan odpoczywał od roweru. Zatem na północno-wschodnie kresy Gryzonii wybrałem się sam. Druga wycieczka do regionu Prattigau-Davos, który tydzień wcześniej odwiedziliśmy razem by wjechać na wysoką Fluelapass. Tym razem moim celem były dwa wzniesienia pod austriacką granicą. Oba w dolinie utworzonej przez potok Schanielbach. Pierwszy podjazd do końca głównej drogi. Drugi na ścieżce bocznej do zrobienia na wyższych wysokościach. Tym samym do samochodu miałem wrócić dopiero po zaliczeniu obu premii górskich. Start w Dalvazza nieopodal miasteczka Kublis nad rzeką Landquart, do których prowadzi droga krajowa N28. Miejsce do „rozładunku” znalazłem sobie na pustym tego dnia placu przy sklepie rowerowym Stoll. Dodam, że podjazd do Partnun można też zacząć z niższego poziomu w położonej bardziej na północ miejscowości Schiers (668 m. n.p.m.). Wówczas do przejechania jest aż 20,9 kilometra z przeciętnym nachyleniem 5,4%. Natomiast początek mojej wspinaczki znajduje się przy drodze kantonalnej biegnącej przez Kublis, jakieś sto metrów za rondem z kilkoma różnokolorowymi kozicami. Po wjeździe na górską szosę o numerze 726.40 czekał mnie zrazu przejazd pod wiaduktem kolejowym linii Landquart-Davos, a za nim już ostro pod górę. Pierwsze 2 kilometry ze średnią 8,9 i maksem sięgającym 11%. Pod koniec drugiego kilometra przejazd przez miejscowość Luzein, która dała nazwę tutejszej gminie, acz nie jest siedzibą jej władz.

Powyżej tej wioski przez czterysta metrów nieco luźniej, po czym pod koniec trzeciego kilometra zaczyna się najtrudniejszy segment całego wzniesienia. To znaczy 2 kilometry o średniej 11,7 i max. 13% na dojeździe do miejscowości Pany, w której urzęduje burmistrz gminy Luzein. Na początku tego ciężkiego odcinka do naszej drogi dochodzi szosa 726.23, po której prowadzą pierwsze kilometry podjazdu z Schiers. Na ulicach Pany kończy się stromizna. Dla kontrastu mamy odtąd niemal 4 kilometry zupełnego luzu. Szósty kilometr to jeszcze delikatnie wznoszący się teren, lecz trzy kolejne są już zupełnie płaskie. Droga ponownie zaczyna się wznosić, acz z umiarkowanym nachyleniem, dopiero pod koniec dziewiątego kilometra. Wzdłuż drogi pojawiają się domostwa należące do rozproszonej wioski Sankt-Antonien. Przez jej centrum przejeżdża się dopiero na dwunastym kilometrze. Dokładnie po przejechaniu 11,5 kilometra od ronda na samym dole minąłem boczną Barglistrasse, którą wkrótce miałem przetestować w ramach swego etapu 10b na tej wyprawie. Na wyjeździe od św. Antoniego niespełna kilometra luzu, po czym od połowy trzynastego kilometra znów wyraźnie pod górę, choć na ogół z umiarkowanym nachyleniem. O ile pierwsze 5 kilometrów tego wzniesienia ma średnią bliską 9%, to druga faza wspinaczki czyli górne 8 kilometrów trzyma na poziomie 6,5%. Owszem na czternastym kilometrze oraz w połowie piętnastego trafiają się momenty z dwucyfrowym nachyleniem. Niemniej to krótkie odcinki o długości do 250 metrów. Wąska droga biegnie niemal prosto na północny-wschód przez cichą okolicę z pięknymi widokami.

Spokój jazdy przerywać mogą jedynie samochody zmierzające, na któryś z górskich parkingów. Ten największy z oznaczeniem P6 ulokowano z grubsza dwa kilometry przed końcem owej drogi. Kursują tu również żółte busiki alpejskie linii PostAuto. Za ich przedostatnim przystankiem zwanym Abi szosa skręca w prawo i rzuca ostatnie wyzwanie kolarskiemu śmiałkowi. Finałowy odcinek na szlaku do centrum Partnun to 900 metrów o średniej 11,3 i max. prawie 13%. Gdy już dotarłem do rozjazdu na wysokości 1763 metrów n.p.m. zrazu skręciłem w prawo czyli wjechałem na Sassstrasse (chyba tylko plemiona germańskie potrafią zmieścić sześć literek „s” w jednym wyrazie) i po przejechaniu nieco ponad 200 metrów zatrzymałem się za jednym z gospodarstw. Na placyku z cudnym widokiem na szczyt Sulzfluh (2818 m. n.p.m.). Tutejsze góry należą do pasma Ratikon oddzielającego Gryzonię od austriackiego Vorarlbergu. Ich jasne wierzchołki są bliźniaczo podobne do tych z włoskich Dolomitów. Po chwili postoju zorientowałem się, że meta podjazdu powinna być nieco wyżej. Wróciłem zatem do rozjazdu, po czym pojechałem w lewo. Ta końcówka jest dłuższa, gdyż liczy sobie 600 metrów. Minąłem na niej Berghaus Alpenrosli i zatrzymałem się u kresu szosy przy drewnianym mostku, na poziomie nieco ponad 1800 metrów n.p.m. Skręcając w lewo po wąskich paskach betonu możnaby dojechać jeszcze nieco wyżej. Strona climbifinder podaje wysokość 1837 metrów. Z kolei na wprost od tej mety biegnie gruntowa dróżka Gruobaweg do naturalnego jeziorka Partnunsee (1868 m. n.p.m.).

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14954824564

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14954824564

ZDJĘCIA

Partnun_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Partnun została wyłączona

Obermutten

Autor: admin o 28. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Solisbrucke

Wysokość: 1858 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1028 metrów

Długość: 10,6 kilometra

Średnie nachylenie: 9,7 %

Maksymalne nachylenie: 16 %

PROFIL > archivio salite

OPIS

Na pierwszym podjeździe średnia temperatura była na poziomie 31 stopni. U podnóża drugiej mieliśmy już 38! W tych warunkach spacerować ciężko, a tu trzeba było jechać ostro pod górę. Według wstępnych założeń to miała być nieco mniejsza z dwójki sobotnich „górek”. Wyszło odwrotnie na skutek wspomnianego w poprzednim odcinku błędu w nawigacji. Średnie nachylenie też zbliżone do 10%, ale dystans dłuższy o prawie kilometr niż na Berghotel Tgantieni. Do tego nawierzchnia tej drogi jest gładka tylko na pierwszych ośmiu kilometrach. Pomimo tego i tak wybraliśmy bardziej „cywilizowany” wariant podjazdu do Obermutten. Jeśli ktoś kocha szutry i szalone stromizny to wspinaczkę do tej osady może zacząć od wjazdu na Alte Muttnerstrasse. Jakieś dwa kilometry na zachód od Solisbrucke. Ta stara droga łączy się z nową na wysokości 1370 metrów n.p.m. Jest bardzo kręta i przeraźliwie stroma. Poniżej Mutten na dystansie 3,4 kilometra trzeba pokonać w pionie aż 502 metry, co daje średnio 14,8%. W tej czy innej postaci jedzie się tu przez tereny należące do górskiej grupy Oberhalbsteiner Alpen (po włosku Alpi del Platta). Niemal w całości po obszarze należącym do gminy Thusis czyli przez region Viamala. Wspinaliśmy się w kierunku południowym, a zatem jechaliśmy po wystawionym na północ teoretycznie mniej nasłonecznionym zboczu góry. Jednak tego dnia nie miało to żadnego znaczenia. Do półmetka minimum 35 stopni. Na mecie niewiele mniej, bo 32. Niemal cały czas stromo. Na pierwszych 4 kilometrach średnia 9,5 przy max. 11% czyli ostro, ale bez żadnej przesady. Pod koniec trzeciego kilometra minęliśmy wioskę Solis (km 2,8).

Nieco ulgi pod względem nachylenia, a przede wszystkim temperatury przyniósł wjazd do łukowatego i długiego na przeszło 1100 metrów Muttner Tobel. Wyjechawszy z tego tunelu po kolejnych 600 metrach dotarliśmy do Mutten. Tu można było skręcić w lewo na Dorfstrasse biegnącą przez centrum wioski lub objechać ją od północy trzymając się głównej drogi. Wybraliśmy tą drugą opcję. Powyżej Mutten zostało nam do pokonania 3,6 kilometra ze średnią aż 12,2%. Przy tym tylko pierwsza ćwiartka tego dystansu wiodła po asfalcie. Na pierwszym wirażu za wioską minęliśmy lokalny kościółek tradycji kalwińskiej (km 7,3). Po czym kilkaset metrów dalej nawierzchnia przeszła w gruntową. Niemniej był to dukt dobrej jakości, więc pewne problemy mógł sprawiać jedynie na największych stromiznach. Poza tym na niektórych zakrętach szuter zastępowały betonowe płyty. W połowie dziesiątego kilometra minęliśmy Stafel. Wszystkie trzy osady składające się na dawną gminę Mutten zostały założone przez Walserów. Niemieckojęzycznych osadników znad górnego Rodanu, którzy migrując na wschód w późnym średniowieczu zakładali swoje osady wszędzie tam, gdzie ziemia była jeszcze dostępna. Zasiedlali głównie niegościnne północne zbocza gór, na których stawiali drewniane domy. To odróżniało ich od retoromańskich sąsiadów, którzy do budowy swoich domostw używali głównie kamienia. W Obermutten na szczególną uwagę zasługuje kościółek z roku 1718 będący jedyną w całości drewnianą budowlą sakralną na terytorium Szwajcarii. U kresu wspinaczki przejechałem przez całą tą śliczną osadę, minąłem wspomniany „Dom Boży” i zatrzymałem się dopiero pod tarczą z napisem „Grand Tour of Switzerland”. Meta w pełnym słońcu pośród górskiej łąki z ładnym widokiem na szczyt Muttner Horn (2400 m. n.p.m.).

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14942822125

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14942822125

ZDJĘCIA

Obermutten_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Obermutten została wyłączona

Berghotel Tgantieni

Autor: admin o 28. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Solisbrucke

Wysokość: 1790 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 957 metrów

Długość: 9,8 kilometra

Średnie nachylenie: 9,8 %

Maksymalne nachylenie: 15,5 %

PROFIL > climbfinder

OPIS

Na dziewiątym etapie naszej podróży do obu wspinaczek wystartowaliśmy z jednego miejsca czyli Solisbrucke. To miejscówka przy drodze krajowej N29 wiodącej z Thusis do Tiefencastel. Jednak to nie „brucke” czyli niewielki most nad rzeczką Albula (prawym dopływem Hinterrhein) jest największą atrakcją tej okolicy. Większe wrażenie robi oddany do użytku w roku 1902 Soliser Viaduct. Kamienny wiadukt o konstrukcji łukowej stojący na linii kolejowej Albulabahn. Pierwszy z sobotnich podjazdów wiódł nas stąd na północ, zaś drugi na południe. Oba znajdowały się w paśmie Alp Retyckich, acz na obszarze dwóch różnych grup górskich. Naszym pierwszym celem była Alp Lavoz czyli górska restauracja wybudowana na wysokości 1956 metrów n.p.m. To meta na terenie Plessur-Alpen. Kilka kilometrów na zachód od stacji narciarskich Valbella i Lenzerheide. Mieliśmy do niej dotrzeć po pokonaniu 13,5 kilometra z przeciętną stromizną 8,4%. Zatem według planu do zrobienia była góra o przewyższeniu ponad 1100 metrów i wymiarach bardzo zbliżonych do słynnej L’Alpe d’Huez. Do tej mety jednak nie dotarliśmy, choć pokonaliśmy większą część wiodącej ku niej trasy. Z właściwego szlaku nieopatrznie zjechaliśmy na poziomie około 1620 metrów n.p.m. Po czym naszą wspinaczkę skończyliśmy w pobliżu Berghotel Tgantieni po przejechaniu niespełna 10 kilometrów, ale o średniej blisko 10%. Co ciekawe w tym samym miejscu w sezonie 1974 kończyła się krótka i na wpół górska czasówka Tour de Suisse, którą wygrał  Franco Bitossi. Włoch na dystansie 8,4 kilometra o 5-6 sekund wyprzedził Hiszpanów: Vicente Lopeza-Carril i Gonzalo Aję. Tymczasem wielki Eddy Merckx, który wygrał cały ten wyścig, akurat na tej próbie był ledwie piąty.

Jak doszło do nieoczekiwanej zmiany naszej mety? Na samym początku przejechaliśmy pod wspomnianym już wiaduktem i przedostaliśmy się na drugą stronę krajówki N29. Po pokonaniu dolnego segmentu o długości 3,5 kilometra i średniej 9,6% dojechaliśmy do Zorten. Następnie na początku piątego kilometra postanowiliśmy utrudnić sobie zadanie. Odcinek między Voa Solis i Voa Sporz można przejechać tzw. nową drogą (Voa Nova) przez Muldain. My wybraliśmy jednak dwa razy krótszy szlak po Voa Viglia biegnący wąskimi uliczkami Lain. Tym sposobem przewyższenie 138 metrów musieliśmy pokonać na dystansie ledwie 1,2 kilometra. To oznaczało średnią 11,5%. Maksymalna stromizna sięgała tu 15,5%. Potem zostawiwszy mieliśmy do pokonania odcinek 2,2 kilometra i średniej 10,9% na dojeździe do Sporz. Każda wioska na tym szlaku była godna uwagi, lecz ta zasługuje na miano najpiękniejszej z nich. Tymczasem stromizna wyraźnie zmalała i na wylocie z tej miejscowości wynosiła już tylko 3-4%. To mnie zmyliło, bo zapomniałem, że tak miało być przez kolejne dwa kilometry. Należało jeszcze trochę pojechać prosto, po czym odbić lekko w lewo na wąziutką dróżkę Voina Spoina. Ja pośpieszyłem się i już po 7,8 kilometra od Solisbrucke skręciłem ostro w lewo wjeżdżając na Voa Tgantieni. Wspinaczka znów stała się wyrazista, po czym … przedwcześnie nam się skończyła. Na tym finałowym segmencie było do pokonania 1,9 kilometra o średniej 9,3%. Po dotarciu pod hotel nie zdawałem sobie sprawy z popełnionego błędu. Zarządziłem dalsze poszukiwanie Alp Lavoz, więc wjechaliśmy na biegnący dalej szutrowy dukt. Przejechaliśmy jeszcze kilkaset metrów na północ, lecz wysokości nie przybywało. W końcu zatrzymaliśmy się w miejscu z ładnym widokiem ku wschodowi na Lenzerheide i staw Speichersee Valos.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14942812173

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14942812173

ZDJĘCIA

Tgantieni_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Berghotel Tgantieni została wyłączona

Glaspass

Autor: admin o 27. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Thusis

Wysokość: 1862 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1140 metrów

Długość: 14,8 kilometra

Średnie nachylenie: 7,7 %

Maksymalne nachylenie: 15 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Zaliczywszy Alp Anarosa na dwa różne sposoby wsiedliśmy do auta, by z Zillis podjechać do Thusis na spotkanie z drugim piątkowym wzniesieniem. Jak wskazuje na to nazwa była to przełęcz. Piąta i ostatnia w naszym czerwcowym programie. Od razu dodam, iż w przeciwieństwie do tych wcześniejszych przełęcz nieco fałszywa z kolarskiego punktu widzenia. Glaspass spełnia geograficzne warunki do użycia tego terminu, ale pod względem komunikacyjnym jest w zasadzie ślepą drogą. Podjechać na nią można tylko od wschodniej strony. Na zachód czyli ku dolinie Safiental nie ma zjazdu. Raptem półtora kilometra szutrowej dróżki, która kończy się w osadzie Inner Glas na wysokości 1819 metrów n.p.m. Do znacznie niżej położonej miejscowości Safien Platz schodzi już tylko piesza ścieżka. Drogową wspinaczkę pod Glaspass zacząć można w Thusis lub też pobliskiej Cazis-Summaprada. Ta pierwsza miejscowość to stolica regionu Viamala. Mieszka w niej blisko 70% ludności tego „powiatu”. Miasto zawdzięcza swój rozwój położeniu u bram do słynnego wąwozu, który oddziela krainy Domleschg i Schons czyli dolny i środkowy fragment doliny Tylnego Renu (Hinterrhein). Spełniało ono przez wieki rolę ważnego przystanku na szlaku handlowym z Chur do Italii prowadzącym przez przełęcze San Bernardino lub Splugen. Ulokowane jest bowiem tuż przed jego najbardziej problematycznym odcinkiem.

Viamala to po retoromańsku „Zła Droga”. Znana była kupcom i wszelakim podróżnikom już w czasach antycznych. Prowadzi przez kanion o długości 5 kilometrów i wysokości do 300 metrów, który w swym najwęższym miejscu ma szerokość zaledwie 6 metrów. W ostatnich trzech stuleciach była stopniowo „ujarzmiana” do tego stopnia, iż obecnie (dzięki tunelom i mostom) z Thusis do Zillis można dotrzeć zarówno drogą krajową jak i autostradą. Nasz podjazd pod Glaspass zaczęliśmy od falstartu. Dojechawszy do ronda na południowym krańcu miasteczka od razu pognaliśmy na zachód. Tymczasem należało najpierw odbić na północ i dopiero po kolejnych stu metrach skręcić w prawo na Altdorfstrasse. Dodaliśmy sobie w ten sposób 2,5 kilometra dystansu i przeszło 80 metrów przewyższenia. Gdy po nawrotce byliśmy już na wąskich uliczkach Thusis to ponownie wymyśliłem coś oryginalnego. Zamiast od razu wjechać na Heizenbergstrasse poprowadziłem nas szerszym łukiem czyli biegnącą pod lasem uliczką Larchwaldweg. Ta w końcu połączyła się ze wspomnianą ulicą, zaś po 2 kilometrach wspinaczki zawiodła do miejsca, gdzie szlak z Thusis łączy się z tym od Summaprady. Po następnych 600 metrach na szerszej drodze dojechaliśmy do Masein. Tuż przed tą wioską zaczyna się ciężki segment o długości 4,5 kilometra i średniej 8,9%. Kończy się on dopiero za wirażem w lewo na wysokości Flerden.

Potem na kilometrowym dojeździe do Urmein można sobie odsapnąć, bowiem nachylenie jest tam żadne lub co najwyżej znikome. Pod koniec dziewiątego kilometra wjeżdża się na teren Parku Naturalnego Beverin. Na dojeździe do dolnej części wioski Tschappina stromizna trzyma już na poziomie 9%. To mocny początek 4-kilometrowego segmentu o przeciętnej 7,6%. Ten solidny, acz nie najtrudniejszy jeszcze odcinek kończy się powyżej Obertschappina. Prawdziwe wyzwanie stanowi finałowe 2,5 kilometra o średniej 10,8 i max. 15%. Dodatkowym problemem okazała się na nim zgraja upierdliwych much atakująca bez pardonu. Przy jeździe z prędkością około 9 m/h nie było szans na uwolnienie się od ich przykrego towarzystwa. Stromizna skończyła się przejazdem przez parking, na który docierają żółte busiki linii PostBus. Sama przełęcz znajduje się nieco dalej. Aby na nią dotrzeć trzeba się skierować ku domostwom Usser Glass. Ja zrazu odbiłem jednak w prawo by skończyć wspinaczkę w najwyższym możliwym punkcie pod Berggasthaus Beverin. Następnie zjechałem do wspomnianej osady, a na koniec wróciłem na parking by powitać Daniela. Mój kompan mocno się tu ujechał. Widać sporo zdrowia zostawił na jeszcze cięższym podjeździe do Alp Anarosa.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14934104726

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14934104726

ZDJĘCIA

Glaspass_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Glaspass została wyłączona

Alp Anarosa (Tguma)

Autor: admin o 27. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Zillis

Wysokość: 2341 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1414 metrów

Długość: 14,6 kilometra

Średnie nachylenie: 9,7 %

Maksymalne nachylenie: 14 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Ten mega-podjazd od dawna miałem na oku. Blisko 15 kilometrów ze średnią stromizną niemal 10% czyli bardzo mocne wyzwanie. To wzniesienie ma wymiary zbliżone do Alpe Gesero z Roveredo czyli najtrudniejszej góry Gryzonii, przynajmniej według „cyclingcols”. Dla mnie było jednym z najważniejszych punktów tej wyprawy. Wśród wszystkich 24 premii górskich Tguma była druga pod względem wysokości bezwzględnej jak i przewyższenia, a przy tym obiektywnie najtrudniejsza. Chcąc się z nią zmierzyć musieliśmy wrócić w rejon, od którego tydzień wcześniej zaczęliśmy wycieczkę po górskich szosach wschodniej Szwajcarii. Jednym słowem drugi wypad do doliny Tylnego Renu (Hinterrhein) i na drogi regionu Viamala. Pierwszy tego dnia przystanek w Zillis, wiosce położonej jakieś 4 kilometry na północ od znanej nam już Andeer. Głównymi atrakcjami zamieszkanej przez około 400 mieszkańców gminy Zillis-Ruschein jest XII-wieczny kościół pod wezwaniem św. Marcina oraz zamek Burg Haselstein, którego historia sięga roku 1270. Ten pierwszy zabytek może się pochwalić najstarszym w Europie malowanym sufitem kasetonowym. Drugi „strzeże” wioskę od wschodu górując nad nią o dobre 230 metrów.

Wspinaczka do miejsca zwanego Alp Anarosa czyli na parking pod szczytem Tguma (2416 m. n.p.m.) ma dwa warianty. Oba zaczynają się od przejazdu na lewy brzeg Tylnego Renu. Droga zaczyna się wznosić tuż przed przejazdem pod autostradą A13. Pierwsze półtora kilometra jeszcze niezbyt trudne, bo z przeciętnym nachyleniem 7,4%. Ten odcinek kończy się we wiosce Donat. Dalej trzeba jechać w lewo na Wergenstein lub też w prawo do Mathon. Ta pierwsza opcja jest krótsza o prawie 5 kilometrów, lecz nieco trudniejsza. Opcja wschodnia ma bowiem przeszło 3-kilometrowy luźny odcinek na wysokości ponad 1500 metrów n.p.m. Próbując nadążyć za kolegą zrazu też pojechałem w prawo. Niemniej coś mi się wydawało, że nie tędy droga. Gdy dzieliło nas już kilkadziesiąt metrów, tuż przed wjazdem do Pazen zatrzymałem się by sprawdzić mapę. Po czym zawróciłem do rozjazdu, by zgodnie ze swym planem pokonać tę górę zachodnim szlakiem. Na tej pomyłce nadrobiłem 1,6 kilometra dystansu i straciłem blisko 7 minut. Będąc już na właściwej ścieżce przejechałem mostek Maillart i zacząłem się zmagać z najtrudniejszym segmentem wzniesienia. Cały odcinek z Donat do Wergenstein to 4 kilometry o średnim nachyleniu aż 11,3%. Droga jest początkowo asfaltowa, zaś powyżej Casti już na ogół betonowa. Na niektórych odcinkach to dwa wąskie paski takiej nawierzchni z trawą po środku.

Dojechawszy do Wergenstein trzeba skręcić w prawo. Mnie ponownie zawiodła intuicja i pojechałem prosto. Potem „zbadałem” jeszcze jedną uliczkę, zanim w końcu ruszyłem tam gdzie trzeba. Kolejne straty czyli nadprogramowe 1,5 kilometra i 8 minut poza szlakiem. Luźniejszy odcinek o długości 650 metrów zaprowadził mnie do miejsca, gdzie na wysokości około 1540 metrów łączą się oba wczesne warianty tej wspinaczki. Do pokonania w pionie zostaje stąd jeszcze 800 metrów na dystansie 8,5 kilometra. Po drodze 14 ciasnych zakrętów. Nie ma żadnych znaków z napisami Alp Anarosa czy też Tguma. Co najwyżej wskazują one kierunek na Curtginatsch czyli „zagubione” w górach gospodarstwo leżące nieco dalej, lecz niżej niż wspomniany parking będący naszym celem. Za łącznikiem dróg najpierw mamy tu 2,5 kilometra ze średnią 10,6%. Potem łatwiejszy kilometr między osadami Dumagns i Tgavugl. Następnie kolejne 2,5 kilometra z ostrym nachyleniem czyli przeciętną 9,8%. Po czym znów chwila na wytchnienie, acz raptem półkilometrowa. Na koniec ciężkie, lecz bardzo równe 2 kilometry na poziomie 9,4%. Jakieś półtora kilometra przed finałem mija się oczko wodne („lago” to spora przesada). Ostatnie 700 metrów prowadzi zaś po drodze gruntowej, gładkiej lecz jakby gliniastej. Po czwartkowych opadach koła nieco się w niej zapadały. Meta w górskiej głuszy z pięknymi widokami, mimo częściowego zachmurzenia. Hitem tego miejsca jest dostęp do rozmaitych napojów chłodzonych w rześkiej wodzie z fontanny. Jakże cennych dla strudzonego kolarza czy wędrowca. Niemniej ten bar nie jest darmowy. Drinki można pobrać po uiszczeniu sugerowanej opłaty. Monety należy wrzucić do przygotowanej na tą okoliczność „skarbonki”.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14934104729

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14934104729

ZDJĘCIA

Anarosa_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Alp Anarosa (Tguma) została wyłączona

Alp da Riein

Autor: admin o 26. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Ilanz

Wysokość: 1849 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1150 metrów

Długość: 12 kilometrów

Średnie nachylenie: 9,6 %

Maksymalne nachylenie: 13 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Na czwartkowe popołudnie zapowiadano burze. Co samo w sobie nie mogło dziwić po kilku dniach z iście tropikalnymi temperaturami. W każdym razie przed owym załamaniem pogody chcieliśmy zrobić choć jeden wartościowy podjazd. Dlatego by nie tracić czasu na dłuższy dojazd samochodem postanowiłem, że raz jeszcze wybierzemy się do Ilanz / Glion. Jak już wspomniałem z tego miasteczka można zacząć aż dziewięć ciekawych wspinaczek. Wybraliśmy sobie bardzo konkretną, acz nie najtrudniejszą z nich. Tym razem zamiast przy dworcu kolejowym rozładowaliśmy się na dużym parkingu między supermarketami Aldi i Jumbo z jednej oraz Coop z drugiej strony. Z tej miejscówki najbliżej było nam do rozpoczęcia podjazdu pod Alp da Ruschein (1894 m. n.p.m.) czy też Alp Muota (1709 m. n.p.m.) czyli na premie górskie zlokalizowane na północ od Ilanz. Nie wykluczałem tego kierunku w razie ewentualnej poprawy pogody. Niemniej na pierwszy rzut zaproponowałem swemu koledze wypad w kierunku gospodarstwa rolnego Alp da Riein. Start do tego wzniesienia znajduje się na wschodnim krańcu Glion, więc na rozgrzewkę przejechaliśmy 2,4 kilometra w terenie niemal płaskim z przejazdem przez całą długość miasteczka. Jak podaje strona „cyclingcols” wspinaczkę do Alp da Riein można też zacząć z położonej dalej na wschód miejscowości Valendas z wysokości 809 metrów n.p.m. Tamten podjazd jest nieco łatwiejszy, acz bardzo wymagający na pierwszych siedmiu kilometrach. Obie drogi łączą się na wysokości 1532 metrów n.p.m. i mają wspólny finałowy odcinek o długości 3,3 kilometra.

Trasa naszego podjazdu przez pierwsze 5 kilometrów prowadzi konsekwentnie na południe, po czym zawraca na północ, by ostatecznie krętym szlakiem obrać kierunek wschodni. Na sam początek mamy tu 700 metrów ze stromizną o dwucyfrowej wartości. Potem wyraźnie luźniejsze półtora kilometra z przeciętnym nachyleniem 7,2%. Ten odcinek zakończony jest przejazdem przez wioskę Sevgein. Potem ostry, lecz bardzo równy segment na dojeździe do wioski Riein czyli 4 kilometry o średniej aż 10,2%. Daniel ruszył mocno i na pierwszych kilometrach nie przytrzymałem mu koła. Niemniej różnica między nami rosła powoli i cały czas miałem swego kompana w zasięgu wzroku. Maksymalnie traciłem niespełna minutę. Za półmetkiem zacząłem stopniowo odrabiać stracony dystans i na niespełna kilometr przed metą doszedłem „uciekiniera”. Powyżej wioski było odrobinę luźniej, mimo całego kilometra na poziomie 11%. Przeciętna z górnych 6 kilometrów wynosi 9,4%. Zjechaliśmy się przy ostatniej „bramce pod napięciem”. Potem trzeba było wziąć wiraż w prawo, zostawiając po lewej ręce gruntową dróżkę do Alp da Sevgein. Za owym zakrętem pozostało nam do pokonania 650 metrów w kierunku południowym. Szosa kończy się tu nieco poniżej gospodarstwa, gdyż ono stoi na wysokości aż 1882 metrów n.p.m. Prowadzi do niego bardzo stromy, a przy tym szutrowy odcinek rozpoczynający się zakrętem w lewo. Odpuściliśmy sobie taki finisz zatrzymując się na wysokości sugerowanej przez profil podjazdu.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14920674851

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14920674851

ZDJĘCIA

Riein_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Alp da Riein została wyłączona

Wali

Autor: admin o 25. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Ilanz

Wysokość: 1718 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1020 metrów

Długość: 14,6 kilometra

Średnie nachylenie: 7 %

Maksymalne nachylenie: 13 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Wali to górska restauracja na terenie domeny narciarskiej Obersaxen Mundaun w Alpach Lepontyńskich (górska grupa Adula-Alpen). Zarazem stacja przesiadkowa między dwoma liniami kolejki krzesełkowej zawożącymi narciarzy oraz innych turystów w rejon szczytu Piz Sezner (2310 m. n.p.m.). Prowadzą do niej dwie szosowe drogi. Zachodnia z okolic Tavanasy, zaś wschodnia zaczyna się w Ilanz. Teoretycznie mogłem ten podjazd zacząć niemal z tego samego miejsca co pierwszą środową wspinaczkę pod Alp Quader. Wówczas miałbym do przejechania dystans 12,6 kilometra ze średnim nachyleniem 7,1 przy max. 11%. Do pokonania w pionie byłoby jednak „tylko” 895 metrów. Dlatego wybrałem nieco trudniejszy wariant orientalny. Zatem podjechałem autem na poznany we wtorek parking w rejonie dworca kolejowego. Ruszałem na tą górę bardziej siłą woli niż z wielką ochotą. W tych dniach wschodnią Szwajcarię jak i spory kawał Europy opanowały wielkie opały. Gdy wczesnym popołudniem ruszało się na drugi z codziennych podjazdów temperatura u podnóży wzniesień nierzadko zbliżała się do 40 stopni! Nawet jazda po płaskim byłaby w tych warunkach ciężka, a co dopiero walka z poważnymi podjazdami stanowiącymi wyzwania same w sobie. Wali z Ilanz zmuszało zaś do zrobienia przewyższenia przeszło tysiąca metrów i miejscami do powalczenia z dwucyfrową stromizną.

Choć średnio chciało mi się jechać to ostatecznie podjąłem tą „rozgrzaną rękawice”. Ruszyłem pod górę zrazu tym samym szlakiem co dzień wcześniej w głąb Val Lumnezia. Ze znanej mi już ścieżki zjechałem po przejechaniu 1,7 kilometra. Należało odbić w prawo i wjechać na drogę kantonalną prowadzącą do Obersaxen. Miejscowości która pod względem lingwistycznym jest jedną z „germańskich wysp” w retoromańskim morzu Surselvy. W tym momencie byłem już na pierwszym cięższym segmencie tego wzniesienia. Na dole trzeba było pokonać odcinek o długości 3,5 kilometra ze średnią 8,9%. Ta stromizna skończyła się po przejechaniu 4,3 kilometra. Potem do końca szóstego kilometra miałem względny luz. W tym czasie przemknąłem przez wioskę Flond (km 5,4). Wraz z początkiem siódmego kilometra rozpocząłem kolejny fragment wspinaczki, acz nie tak trudny jak pierwszy. Niespełna 3 kilometry z przeciętnym nachyleniem 6,7%, w tym luźniejszy moment w trakcie przejazdu przez Valatę (km 7,8). Pod koniec dziewiątego kilometra zaczął się kolejny łatwy odcinek prowadzący przez Obersaxen Affeier (km 9,3). Na początku jedenastego kilometra będąc już na wysokości 1310 metrów n.p.m. zatrzymałem się na przystanku Chummenbuhl mając ku temu dwa ważkie powody. Per primo musiałem chwilę odsapnąć i na spokojnie łyknąć co-nieco z bidonu. Po drugie chciałem się upewnić, iż właśnie tu trzeba skręcić w lewo by zacząć finałowy odcinek podjazdu do Wali.

Półtorej minuty później ruszyłem dalej. Do pokonania zostało mi jeszcze 4,5 kilometra o średniej 9,1%. Niezły kawałek na dobicie w tych cieplarnianych warunkach. Pierwsze półtora kilometra jeszcze umiarkowanie trudne z przejazdami przez wioski: Misanenga (km 10,5) oraz Miraniga (km 11,3). W tej drugiej dostrzegłem baner ze zdjęciem lokalnego bohatera czyli Carlo Janki. Ten urodzony w pobliskim Obersaxen narciarz alpejski najlepsze wyniki osiągał w slalomie-gigancie. W 2009 roku zdobył złoty medal na Mistrzostwach Świata w Val d’Isere, zaś roku później został mistrzem olimpijskim w tej specjalności na Igrzyskach w Vancouver. Jednak nie był asem tylko tej jednej konkurencji. Wygrał w sumie 11 zawodów Pucharu Świata, triumfując też w zjazdach, kombinacjach i supergigancie. No i przede wszystkim w sezonie 2009/2010 zdobył dużą Kryształową Kulę za wygranie klasyfikacji generalnej PŚ. Wioseczka ma się zatem kim pochwalić. Takie afisze to zdaje się szwajcarski zwyczaj, bowiem naście lat temu widziałem podobny w Val Mustair sławiący wybitnego biegacza narciarskiego Dario Colognę. Gdy podobiznę Carla miałem już za plecami zaczął się najtrudniejszy sektor owej wspinaczki czyli 3 kilometry ze średnią 10%. Dodam, iż zaniżoną za sprawą wyraźnie łatwiejszych ostatnich kilkuset metrów. Odcinek zrazu prowadzący przez las, a wyżej już pośród łąk z pojedynczymi chatami czy też gospodarstwami. Na przedostatnim kilometrze pozwoliłem sobie na jeszcze jeden przystanek, tym razem minutowy. Po czym resztkami sił dokończyłem wspinaczkę. Na finiszu musiałem ominąć „licealną” wycieczkę. Zaś na mecie zastałem zamkniętą restaurację i stację w trakcie przedsezonowego remontu.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14913503389

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14913503389

ZDJĘCIA

Wali_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Wali została wyłączona

Alp Quader

Autor: admin o 25. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Tavanasa

Wysokość: 1904 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1110 metrów

Długość: 12,2 kilometra

Średnie nachylenie: 9,1 %

Maksymalne nachylenie: 14 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Po pięciu dniach „aklimatyzacji” do jazdy w górskim rytmie przyszła pora na pierwszy podjazd z gatunku „10×10”. To znaczy nieszczególnie długi, ale cholernie stromy. Mający długość 10 kilometrów lub ciut dłuższą i zarazem średnią stromiznę w okolicy 10%. Wybrałem się do Tavanasy na solo, bowiem Daniel po długim i upalnym etapie wtorkowym wolał sobie zrobić lżejszy przejazd w pagórkowatym terenie z Laax do Chur i z powrotem. Punktem startu do wspinaczki pod Alp Quader jest most nad Vorderrhein. Rusza się na północ ku górskim halom na południowych zboczach Alp Glarneńskich. Na samym początku przejeżdża się pod wiaduktem, po którym leci droga nr 19 czyli via Alpsu. Na pierwszym wirażu tego wzniesienia jest bardzo kolorowo. Lokalni artyści w piękny sposób ozdobili przydrożny budynek i murek. Już na tym zakręcie stromizna przekroczyła 10%. Na pierwszym kilometrze trwa przejazd przez wioskę Danis. Potem przez dobry kilometr szlak wiedzie na zachód. Po wirażu w prawo droga przez cały kilometr wznosi się łagodniej, bo na poziomie 6-8%. W połowie trzeciego kilometra przechodzi przez Dardin. Na następnych dwóch kilometrach podjazd już ani na moment nie odpuszcza. Średnia tego segmentu wynosi aż 11,5%.

Po przejechaniu 4,6 kilometra wjeżdża się do Breil (niem. Brigels) wioski będącej siedzibą lokalnej gminy, do której należą też trzy wcześniej wymienione miejscowości. Od roku 2018 należy ona do stowarzyszenia „I borghi piu belli della Svizzera” zrzeszającego 54 miejscowości ze Szwajcarii i Liechtensteinu. Gryzonia ma w nim 8 członków, w tym 5 z retoromańskiej strefy językowej. Oprócz Breil należą do niego poznane przez nas wcześniej: Splugen, Sedrun czy Bergun. We wiosce teren robi się płaski. Dokładnie po 5 kilometrach wspinaczki, tuż przed kościołem parafialnym św. Marii należy skręcić w prawo. Ja zrazu pojechałem prosto, więc musiałem zawrócić z okolic kościółka Sogn Giacun (św. Jakuba). Po wjechaniu na właściwy szlak jeszcze przez 600 metrów teren był luźny, zanim na północnym krańcu miejscowości droga znów ostro poszła do góry. Górna połówka wzniesienia jest nawet nieco trudniejsza niż segment poniżej Breil. Na dole mamy 4,6 kilometra o średniej 10,6 i max. 14%. Tymczasem tu na dystansie 5,8 kilometra przeciętna wynosi 10,8 przy maksimum 12,5%. Droga wspina się krętym szlakiem z dziewięcioma wirażami. W kilku miejscach przechodząc pod liniami kolejek krzesełkowych Crest Falla i La Cauma. W samej końcówce nawierzchnia drogi robi się bardziej szorstka, lecz co najważniejsze do samej mety wjedzie po asfalcie. Kres wspinaczki na terenie gospodarstwa rolnego z ładnym widokiem na południe ku pozostawionemu w dole Breil jak i szczytom górskiej grupy Adula z południowej strony Przedniego Renu.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14913503241

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14913503241

ZDJĘCIA

Quader_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Alp Quader została wyłączona