banner daniela marszałka

Archiwum dla wrzesień, 2025

Monte Valsecca

Autor: admin o 19. września 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Cercivento

Wysokość: 1871 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1316 metrów

Długość: 16,1 kilometra

Średnie nachylenie: 8,2 %

Maksymalne nachylenie: 12,5 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Adrian po czwartkowym odpoczynku poczuł się lepiej. Na tyle dobrze by zmierzyć się z zachodnim podjazdem na Monte Zoncolan. Ja obie strony tej bardzo stromej góry poznałem już dawno, bo w latach 2008 i 2012. Dlatego na dziewiątym etapie tej podróży miałem inne cele. Przede wszystkim chciałem obejrzeć wschodnią stronę Monte Crostis. Zachodni wariant tego wzniesienia poznałem już w 2012 roku. To jest na dzień przed ówczesną wyprawą na Zoncolan. Wtedy zaliczyłem podjazd z Comeglians, który w ostatniej chwili wypadł z trasy Giro d’Italia 2011. Ciężką wspinaczką o długości 14 kilometrów i średniej stromiźnie aż 10,1%. Wschodnia droga na Crostis liczy niespełna 24 kilometry. Przy czym finałowy odcinek 7,5 kilometra wiedzie po szutrze, zaś podjazdem jest de facto tylko na ostatnich dwóch kilometrach. Dlatego z góry założyłem sobie jedynie wjazd do końca asfaltowej drogi czyli metę pod szczytem Monte Valsecca. Ten podjazd zaczyna się na drodze SR465, lecz można go zacząć na dwa sposoby. Do poziomu pośredniej przełęczy Sella Valcalda (958 m. n.p.m.) można dojechać szlakiem zachodnim z Comeglians lub wschodnim z Cercivento. Ja wybrałem tą drugą, nieco trudniejszą opcję. Głównie dlatego, że z tej samej miejscowości mogłem też ruszyć na Monte Tenchia (Pian delle Streghe). Wspomniana Valcalda już sześć razy była premią górską na wyścigu Dookoła Włoch, przy tym pięciokrotnie wspinano się na nią od wschodu. Po raz pierwszy w 1987 roku na wspominanym już przeze mnie etapie do Sappady. Wówczas pierwszy na tej przełęczy był Włoch Roberto Conti. W kolejnych latach jako pierwsi meldowali się tu: Greg Lemond (1990), Marzio Bruseghin (2003), Ludovic Turpin (2010), Valerio Conti (2018) i Tobias Steinhauser (2024). Tylko przy trzeciej okazji skorzystano z podjazdu zachodniego.

Mój dojazd do Cercivento podobnie jak czwartkowy do Forni Avoltri wiódł przez Val Degano. W tej dolinie na wysokości 525 metrów n.p.m. leży dobrze znana kibicom kolarstwa gmina Ovaro (po friulijsku Davâr). To w niej zaczyna się wspinaczka przez wielu uważana za najtrudniejszą z jaką mierzą się współcześnie szosowi „profi”. Mam na myśli zachodni szlak pod Monte Zoncolan. Podjazd o długości 10,2 kilometra i średniej 11,8 przy max. 19%. Najpierw mamy na nim trudny dojazd do Llaris czyli 1,7 kilometra o przeciętnej 8,5%. Potem pół kilometra luzu. Następnie istne „piekło” to jest 6-kilometry segment o średniej 14,9% kończący się przy bocznej ścieżce do Malga Pozof. Na koniec zaś 2 kilometry o przeciętnej 8%. Pierwszy na poziomie 7%, zaś drugi o średnim nachyleniu 9,1%. Ten ostatni z trzema ciasnymi tunelami oraz finałowym 600-metrowym odcinkiem ze stromizną 11%. Uczestnicy Giro d’Italia walczyli na Monte Zoncolan już siedem razy. Po raz pierwszy w 2003 roku, gdy wykorzystano nieco łatwiejszy wschodni podjazd z miejscowości Sutrio, z którego później skorzystano jeszcze tylko w sezonie 2021. W owych latach wygrywali na tej górze Włosi: Gilberto Simoni oraz Lorenzo Fortunato. Natomiast ultra-stromą wspinaczkę z Ovaro zaserwowaną kolarzom pięciokrotnie. Po raz pierwszy w 2007 roku gdy pierwszy na metę znów wpadł „Gibo” Simoni. Po nim wygrywali tu jeszcze: Ivan Basso (2010), Bask Mikel Nieve (2011), Australijczyk Michael Rogers (2014) i Chris Froome (2018). Niemniej co godne podkreślenia pierwszy finisz Giro na Monte Zoncolan miał miejsce na kobiecym wyścigu Dookoła Włoch i to jeszcze w XX wieku. W sezonie 1997 finał od Sutrio najszybciej pokonała Włoszka Fabiana Luperini. Natomiast w roku 2018 wspinaczkę z Ovaro najsprawniej „ogarnęła” Holenderka Annemiek Van Vleuten. W obu przypadkach były to triumfatorki owych edycji Giro Donne / Rosa.

Zatem w Ovaro zrobiłem krótki przystanek, by Adrian mógł się wypakować i przygotować do ciekawego wyzwania. Mimo lekkiego przeziębienia nie tylko pokonał „Górskiego Potwora”, ale też uczynił to w czasie niespełna 65 minut co oznaczało VAM na poziomie 1115 m/h. Gdy mój towarzysz kończył swe zmagania ze stromizną Zoncolanu ja zapewne nie byłem nawet na półmetku swej pierwszej piątkowej wspinaczki. Wystartowałem, bowiem jakieś pół godziny później. Ruszyłem z parkingu poniżej kościoła pod wezwaniem św. Marcina. Niemniej na samym początku zjechałem na wschód do styku gminnej Via di Sot z szosą SR465. Najpierw miałem do pokonania segment o długości 6,3 kilometra i średniej stromiźnie 6,7%. W połowie drugiego kilometra minąłem górny wjazd do wioski Cercivento. Na wczesnym etapie wspinaczki nachylenie było łagodne. Pierwsze 2,7 kilometra to sektor z przeciętną zaledwie 3,9%. Pod koniec trzeciego kilometra stromizna stała się znacząca. Na dystansie 3,6 kilometra pozostałym mi stąd do Sella Valcaldy wynosiła już 8,1%. Dokładnie po przejechaniu 5 kilometrów minąłem boczną drogę wiodącą pod górę ku wiosce Zovello. Po przeszło 27 minutach wspinaczki wjechałem na przełęcz Valcalda. Po jej zachodniej stronie znajduje się Ravascletto należące do klubu „Borghi autentici d’Italia”. Podobnie zresztą jak goszczące nas w tych dniach Forni di Sotto czy też Sauris, które mieliśmy zobaczyć w trakcie zaplanowanego na sobotę podjazdu na Sella di Rioda. Co ciekawe miejscowość ta jest połączona z Monte Zoncolan koleją linową oddaną do użytku w roku 1975. Na Ravascletto mogłem jedynie rzucić okiem. Jednak będąc na Sella Valcalda musiałem skręcić ostro i wjechać na szosę wiodącą pod Monte Crostis czyli Panoramica delle Vette.

Ponieważ założyłem sobie wspinaczkę jedynie do końca asfaltu to powyżej owej przełęczy miałem do pokonania jeszcze 9,75 kilometra o średnim nachyleniu 9,5%. „Ciężki kawałek chleba”, ale w sumie podjazd bez większych stromizn. Ta maksymalnie sięga 12,4%. Jechało mi się na nim lepiej niż dzień wcześniej w nierównym terenie, na „schodach” powyżej Sappady. Przez blisko 7 kilometrów droga ta wiedzie przez las, ale od czasu do czasu są tu przecinki dzięki, którym otwierają się ładne widoki na okoliczne szczyty Alp Karnickich. Szosa jest całkiem przyzwoitej jakości, choć po drodze trafiłem na odcinek nieco zabrudzony trwającą właśnie wycinką lasu. Nie jest ona przesadnie kręta. Na dystansie niespełna 10 kilometrów mija się dziewięć wiraży, wliczając ten ostatni u kresu asfaltowej drogi. Na wysokości około 1620 metrów n.p.m. wyjechałem pomiędzy górskie łąki. Zatem ostatnie 2,9 kilometra miałem już do pokonania w terenie otwartym. To znaczy odsłoniętym na mocno dokazujące tego dnia promienie słońca. Wspomnę tylko, że na mecie pomimo sporej wysokości bezwzględnej mój licznik zanotował temperaturę 27 stopni! W końcówce podjazdu parę turystów wspinających się na elektrycznych „góralach”. Swoją wspinaczkę ukończyłem w czasie 85 minut. Początek żwirowej drogi wyglądał całkiem zachęcająco. Zakładam, że spokojnie można nią dotrzeć na Monte Crostis jadąc rowerem szosowym. Wolałem jednak nie kusić losu i ryzykować defektu na szutrowej nawierzchni. Zatrzymałem się tam na 10 minut podziwiając widoki. Spoglądając na południe dobrze widziałem „górskie siodło” gdzie lokowane są finisze Giro na Monte Zoncolan, a także górujący ponad nią szczyt Monte Arvenis (1968 m. n.p.m.).

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15866723445

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15866723445

MONTE ZONCOLAN by ADRIAN ZDROJEWSKI

https://www.strava.com/activities/15863484980

ZDJĘCIA

Valsecca_001

FILM

Napisany w 2025c_Trentino-Alto Adige, Veneto & Friuli | Możliwość komentowania Monte Valsecca została wyłączona

Rifugio Sorgenti del Piave

Autor: admin o 18. września 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Forni Avoltri

Wysokość: 1835 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 972 metry

Długość: 16,5 kilometra

Średnie nachylenie: 5,9 %

Maksymalne nachylenie: 16 %

PROFIL > archivio salite

OPIS

Naszą trzecią bazą noclegową był świetny lokal z sieci Albergo Diffuso Dolomiti, znajdujący się na pierwszym piętrze Ciase Puron w miejscowości Forni di Sotto przy ulicy Borgo Baselia. W środowy wieczór wpadliśmy tam na obiadokolację do pobliskiego lokalu Pizzeria al Campanile, gdzie zjadłem najlepszą pizzę od wielu lat. Nazajutrz mieliśmy ruszyć na zwiedzanie szosowych podjazdów w regionie Friuli-Venezia Giulia. Niestety Adrian nieco podupadł po chłodnawych wspinaczkach na Monte Avena i Tre Cime di Lavaredo. Musiał sobie zrobić dzień przerwy. Dlatego do Forni Avoltri na wspinaczkę ku źródłom rzeki Piave wybrałem się sam. Wspomniana rzeka w ostatnich miesiącach I Wojny Światowej była główną linią włoskiej obrony. Jej źródła znajdują się na zboczu Monte Peralba (2694 metrów n.p.m.) czyli trzeciej pod względem wysokości góry w Alpach Karnickich. Po przebyciu 220 kilometrów m.in. przed rejon Cadore i okolice Belluno uchodzi ona do Adriatyku pomiędzy kurortami Lido di Jesolo i Eraclea Mare. Moim podstawowym celem było schronisko w dolinie Sesis stojące na końcu drogi SP22. Rifugio Sorgenti del Piave jest otwarte corocznie od połowy czerwca do końca września. Niemniej przy okazji mogłem zaliczyć podjazd na Cima Sappada kilkakrotnie przetestowany na trasach Giro d’Italia. Sappada to jedna z germańskich wysp językowych na terenie północnych Włoch. Tu również przed wiekami osiedlili się górale z Tyrolu i południowej Bawarii. Po niemiecku ta miejscowość nazywa się Bladen, zaś w miejscowym dialekcie Plodn. Gmina ta należy do regionu historycznego Carnia, lecz dopiero w grudniu 2017 roku na wiosek zdecydowanej większości swych mieszkańców została przyłączona Wenecji Julijskiej.

W Sappadzie zakończyły się trzy etapy Giro. Już pierwszy z nich stał się legendarny za sprawą „przewrotu pałacowego” w zespole Carrera Jeans-Vagabond. Odcinek piętnasty z roku 1987 prowadził z Lido di Jesolo do Sappady. Wygrał go Holender Johan Van der Velde z przewagą 46 sekund nad 6-osobową grupką, którą przyprowadził Szwajcar Tony Rominger. Niemniej najważniejszym wydarzeniem tego dnia był skuteczny atak Stephena Roche’a na pozycję lidera wyścigu. Przeprowadzony przez Irlandczyka pomimo tego, że w „maglia rosa” jechał jego kolega z zespołu Włoch Roberto Visentini, zwycięzca Giro 1986. Dla Dublińczyka był to ważny krok na drodze do sezonowego hat-tricka na trasach Giro, Touru i Mistrzostw Świata. Swego rodzaju kolarskiego wielkiego szlema, który przed nim zrealizował tylko Eddy Merckx, zaś po nim jedynie Tadej Pogacar. Dolna część mojego czwartkowego podjazdu znalazła się też w końcówce dziewiętnastego etapu z roku 2024. Tego dnia najmocniejszym kolarzem z bardzo licznej ucieczki okazał się Włoch Andrea Vendrame. Zarówno w 1987 jak i 2024 roku Cima Sappada (1292 m. n.p.m.) była premią górską ulokowaną na kilka kilometrów przed metą na płaskowyżu wzdłuż, którego rozciągnięta gmina Sappada. W międzyczasie była też ona metą etapową w roku 2018. Jednak na piętnastym odcinku tej edycji kolarze dojechali do Sappady od łatwiejszej zachodniej strony. Tego dnia po pięknym solowym rajdzie triumfował lider Simon Yates. Anglik wygrał z przewagą 41 sekund nad grupką, w której byli: Miguel Angel Lopez, Tom Dumoulin, Domenico Pozzovivo, Richard Carapaz i Thibaut Pinot. Chris Froome finiszował tu na zaledwie siedemnastym miejscu ze stratą 1:32 do swego rodaka. Jednak niespełna tydzień później na mecie wyścigu w Rzymie to „Biały Kenijczyk” cieszył się z generalnego zwycięstwa, zaś „Szymon Bliźniak” na taki sukces musiał poczekać jeszcze siedem lat.

Jednak owe trzy finisze w Sappadzie nie były jedynymi okazjami, gdy peleton Giro d’Italia pojawiał się w tych okolicach. Mój wschodni podjazd na Cima Sappada bywał też premią górską. W 1948 roku na etapie do Auronzo di Cadore, w 1963 na trasie do Nevegal oraz w 1990 na odcinku prowadzącym do Toblach / Dobbiaco. Pierwsi na tej górze pojawiali się za każdym razie Włosi, kolejno: Vincenzo Rossello, Franco Bitossi oraz Bruno Leali. Przez Sappadę przejeżdżano też później w latach 2007 i 2017 na górskich etapach do Monte Zoncolan i Piancavallo. Niemniej zachodni podjazd do tej miejscowości w oczach organizatorów Giro nie był godzien statusu górskiej premii. Przy obu okazjach wyznaczono tu jedynie lotne premie. Jadąc do Forni Avoltri zwróciłem uwagę na 4-kilometrowy podjazd między Comeglians i Rigolato. Odcinek z przewyższeniem nieco ponad 200 metrów. Niemniej po nich przez dalsze 8 kilometrów szosa SR355 wznosiła się już tylko minimalnie. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że wybrałem właściwe miejsce na rozpoczęcie mojej wspinaczki. Przy czym wypakowałem się w centrum „For Davuatri”, lecz na start zjechałem do tablicy stojącej na wjeździe do tej miejscowości. Pierwsze 3,5 kilometra to podjazd z przeciętną nachyleniem 5,2%. Na początku drugiego kilometra most nad potokiem Degano. W połowie trzeciego osada Borgo Ciolos, zaś kilometr dalej Piani di Luzzo. Za nią chwila zjazdu i kilometr płaskiego terenu kończący się przejazdem obok centrum biathlonowego Carnia Arena. Pod koniec piątego kilometra zobaczyłem przed sobą „ścianę”, która przed laty ostatecznie złamała Visentiniego. Jest ona początkiem ciężkiego sektora o długości 2,2 kilometra i średniej stromiźnie aż 10,1 i max. 14%. Podjazd wyraźnie złagodniał na kilkaset metrów przed wjazdem do Sappady. To znaczy wtedy gdy przejechałem już 7,1 kilometra.

Po luźniejszym około półkilometrowym odcinku, tuż za kościołem pod wezwaniem św. Oswalda musiałem odbić w prawo. Wpadłem do osady Borgata Cima Sappada. Miejsca z własnym klimatem. Tu czas jakby się zatrzymał. Chwila kostki i niebawem początek szosy SP22. Pierwsze 2100 metrów łagodne, za wyjątkiem krótkiego odcinka na początku dziesiątego kilometra. Po 9,8 kilometra od startu przejazd na prawy brzeg Piawy i za mostkiem pierwsza z całej serii ścianek. Do końca wspinaczki zostało mi de facto 5,9 kilometra. Segment o średniej 9,5 i max. 16%. To nie tylko stromy, lecz przede wszystkim bardzo nieregularny kawał podjazdu. Pierwsze cztery o długości od 300 do 450 metrów, zaś piąty dłuższy bo aż kilometrowy. Na każdym nachylenie sięgające co najmniej 14%. Niektóre z tych odcinków bardzo kręte. Ciężko było mi złapać dobry rytm do jazdy na takim wzniesieniu. Mocna wspinaczka skończyła się w połowie szesnastego kilometra, zaś na ostatnich 600 metrach teren był już zasadniczo płaski. Szosa ominęła schronisko i wprowadziła mnie na plac przed nim od strony północnej. Nad nim piętrzy się wspomniana Monte Peralba. Patronem jednego ze szlaków na szczyt tej góry jest Jan Paweł II. Nie bez powodu, bowiem „Papież z dalekiego kraju” osobiście wszedł tam w lipcu 1988 roku czyli w wieku 68 lat. Po strefie bufetowej w schronisku bardzo spokojnie zjechałem do Forni Avoltri. Z tej miejscowości mogłem jeszcze wyskoczyć do Rifugio Edoardo Tolazzi (1370 m. n.p.m.). Kolejnego schroniska, tym razem pod szczytem Monte Coglians (2780 m. n.p.m.) najwyższym w Alpach Karnickich. Prowadzi do niego podjazd o długości 9,2 kilometra i przewyższeniu około 500 metrów. Nie skorzystałem jednak z tej opcji. Za to w drodze powrotnej do Forni di Sotto zatrzymałem się w Ovaro i autem podjechałem pierwsze dwa kilometry zachodniego Zoncolanu wspominając swą wspinaczkę z lipca 2012 roku.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15855839489

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15855839489

ZDJĘCIA

Piave_001

FILM

Napisany w 2025c_Trentino-Alto Adige, Veneto & Friuli | Możliwość komentowania Rifugio Sorgenti del Piave została wyłączona

Passo Cibiana

Autor: admin o 17. września 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: torrente Boite

Wysokość: 1534 metry n.p.m.

Przewyższenie: 744 metry

Długość: 9,6 kilometra

Średnie nachylenie: 7,7 %

Maksymalne nachylenie: 14 %

PROFIL > archivio salite

OPIS

Po rześkiej Monte Avenie był szybki prysznic w środku dnia, mały lunch i pakowanie tobołów do auta. Środa była dniem drugiej przeprowadzki. Tym razem z Facen do Forni di Sotto w regionie Friuli-Venezia Giulia. Najpierw mieliśmy 100-kilometrowy transfer w głąb krainy Cadore. Przejazd w dużej mierze prowadzący nas drogą krajową SS51 di Alemagna. Cadore to mała ojczyzna Tycjana (Tiziano Vecelli) słynnego malarza doby renesansu, przedstawiciela tzw. szkoły weneckiej. Ten rejon słynie dziś z przemysłu optycznego. W Pieve di Cadore czyli miejscu urodzin wspomnianego artysty można zwiedzić Muzeum Okularów. Niemniej to nie dla niego przyjechaliśmy w te strony. Zaproponowałem Adrianowi solową wspinaczkę pod Tre Cime di Lavaredo czyli ciężki podjazd do Rifugio Auronzo (2333 m. n.p.m.). Adek wysiadł z auta w okolicy osady Giralba na wysokości 960 metrów n.p.m. Stąd na trasie do schroniska miał do przejechania przeszło 26 kilometrów i blisko 1400 metrów w pionie. Na odcinku poniżej Lago di Misurina jeden ciężki segment czyli 6 kilometrów z przeciętną 8,4%. Natomiast powyżej Misuriny siódmy kilometr od końca z nachyleniem ponad 11% i przede wszystkim 4-kilometrowa końcówka ze średnią stromizną blisko 12 i max. 18%. Spore wyzwanie, ale na koniec ładna nagroda w postaci dolomickiej scenerii. Piękny widok na strzeliste „Trzy Wieże”, z których najwyższa sięga 2999 metrów n.p.m. Meta znana z ośmiu edycji wyścigu Dookoła Włoch. Wygrywali na niej tylko wielcy mistrzowie lub świetni górale. Wystarczy tylko wymienić nazwiska owych zwycięzców z lat 1967-2023: Felice Gimondi, Eddy Merckx, Jose Manuel Fuente, Beat Breu, Luis Herrera, Riccardo Ricco, Vincenzo Nibali i Santiago Buitrago.

Adriano zrobił swoje i tym samym zaliczył swój jedyny dwutysięcznik w sezonie 2025. Przy okazji dzień po dniu pokonał dwie z trzech najbardziej kultowych premii górskich na szosach regionu Veneto. Ja nie miałem tej góry w planach, bowiem byłem na niej wcześniej aż trzy razy. W 2007 roku jeszcze w roli kibica, na mecie piętnastego etapu Giro d’Italia. Następnie w sezonie 2008 podjechałem tylko ostatnie 7 kilometrów tego wzniesienia w nieco zimowej scenerii. Natomiast w 2018 już przy lepszej pogodzie zrobiłem sobie 20-kilometrową poprawkę. Dlatego, gdy mój kompan ruszył w górę drogi SR48 ja zawróciłem na południe, by po przejechaniu 33 kilometrów wypakować się w Venas di Cadore. Podjazd na Passo Cibiana zaczyna się na zachód od tego miasteczka i prowadzi szosą SP347. Ta droga łączy doliny Boite (wschód) i Zoldo (zachód). Przełęcz ta znajduje się między szczytami Monte Rite (2183 m. n.p.m.) i Sassolungo di Cibiana (2413 m. n.p.m.) należącymi do pasma Dolomiti di Zoldo. Wyścig Dookoła Włoch przejeżdżał tędy czterokrotnie. Wspinaczkę zachodnią przetestowano w latach 1988 i 2011, zaś moją wschodnią w sezonach 1970 i 2023. Za pierwszym razem etapie do Malga Ciapela z metą w pół drogi na Passo Fedaia. Ten odcinek wygrał Włoch Michele Dancelli, zaś wcześniejszą premię górską na Cibianie jego rodak Italo Zilioli. Z kolei przed dwoma laty pierwszy na tej górze pojawił się Thibout Pinot. Niemniej potem na mecie w Val di Zoldo (Palafavera) Francuz przegrał dwójkowy finisz z Włochem Filippo Zaną. Na marginesie dodam, że zachodni podjazd na Cibianę „wygrywali”: Stefano Giuliani oraz jego imiennik Garzelli.

Z parkingu w Venas wjechałem na krajówkę SS51 i przez pierwsze kilkaset metrów jechałem po płaskim w stronę Cortina d’Ampezzo. Na wylocie z miasteczka odbiłem w lewo i wpadłem na szosę SP347, ale nie od razu zacząłem się wspinać. Pierwszy kilometr tej drogi prowadzi w dół i to stromo, bowiem spadek sięga tu niemal 12%. Wspinaczka na Passo Cibiana zaczyna się dopiero z mostu nad potokiem Boite. To jest na wysokości około 780 metrów n.p.m. Na początek 3,5 kilometra podjazdu do Cibiana di Cadore (985 m. n.p.m.). Najpierw półtora kilometra ze średnią 8,6%, zaś kolejne dwa już z umiarkowanym nachyleniem rzędu 5-6%. Następnie 800-metrowe falsopiano w trakcie przejazdu przez wioskę, od której pochodzi nazwa przełęczy. Od początku lat 80. jest ona ozdabianą efektownymi muralami. Druga faza wspinaczka zaczęła się tuż za nią, na poziomie niespełna 1040 metrów n.p.m. Stąd na drodze do przełęczy musiałem pokonać dystans 5,2 kilometra przy średniej stromiźnie 9,7 i max. 14%. Ciężki segment ze stałym nachyleniem 9-10%, za wyjątkiem krótkiego luźnego odcinka na początku dziesiątego kilometra. Meta przy schronisku Remauro z pięknym widokiem na dolomickie granie piętrzące się na południe od szosy SP347. W kierunku północnym biegnie stąd stara wojskowa droga na Monte Rite. Tam w odrestaurowanym forcie z czasów I Wojny Światowej utworzono jeden z sześciu oddziałów Messner Mountain Museum. Ich pomysłodawcą był Reinhold Messner czyli pierwszy zdobywca wszystkich ośmiotysięczników. Aby tam dotrzeć trzeba pokonać dodatkowe 603 metry w pionie na dystansie 6,3 kilometra. Droga wąziutka i stroma, ale dostępna dla cyklistów oraz przynajmniej początkowo asfaltowa. Ewentualny wjazd na Passo Cibiana od Forno di Zoldo czyli z zachodniej strony plus ostry finał pod Monte Rite to byłby w sumie podjazd o długości 16,5 kilometra i średniej 8,3% z przewyższeniem 1366 metrów. Mam zatem dobry powód by kiedyś jeszcze wrócić w te strony.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15842693949

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15842693949

TRE CIME DI LAVAREDO by ADRIAN ZDROJEWSKI

https://www.strava.com/activities/15843674583

ZDJĘCIA

Cibiana_001

FILM

Napisany w 2025c_Trentino-Alto Adige, Veneto & Friuli | Możliwość komentowania Passo Cibiana została wyłączona

Monte Avena

Autor: admin o 17. września 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Pedavena

Wysokość: 1452 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1117 metrów

Długość: 14,4 kilometra

Średnie nachylenie: 7,8 %

Maksymalne nachylenie: 12,5 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Monte Avena to jedna z tych gór, gdzie na sam szczyt da się wjechać rowerem szosowym. O ile tylko nie ma się nic przeciwko „odrobinie” szutru w końcówce wspinaczki. Miałem ją zdobyć na solo we wtorkowe popołudnie, ale defekt na zjeździe z Monte Grappy kosztował mnie zbyt wiele czasu. Spróbowałem ponownie w środowy poranek, tym razem wespół z Adrianem. Dzięki uprzejmości naszych gospodarzy z Facen mieliśmy całe przedpołudnie na „załatwienie” tego tematu. To wzniesienie można pokonać na cztery sposoby. Oba wschodnie warianty tej wspinaczki zaczynają się w Pedavenie. Trasa trzecia (północno-zachodnia) biegnie z Ponte Oltra przez Croce d’Aune (1015 m. n.p.m.), zaś czwarta (południowa-zachodnia) wiedzie z Fonzaso przez Valico le Laste (1110 m. n.p.m.). Na Monte Avenie zakończył się przedostatni etap Giro d’Italia z roku 2019. W końcówce tego górskiego odcinka kolarze mieli do pokonania: najpierw przeszło 11-kilometrowy zachodni podjazd z Ponte Oltra na Croce d’Aune (gdzie premię górską wygrał Francuz Valentin Madouas), potem 4-kilometrowy zjazd drogą SP473 i na koniec blisko 7-kilometrową wspinaczkę na metę. Ta zaś była usytuowana na wysokości 1222 metrów n.p.m. Na finiszu o zwycięstwo walczyło dwóch Basków. Wygrał Pello Bilbao przed Mikelem Landą. Tylko parę sekund stracili do nich: Giulio Ciccone, Richard Carapaz (lider) oraz Vincenzo Nibali. Rafał Majka był tego dnia dziewiąty, Primoz Roglić ledwie czternasty, zaś Miguel Angel Lopez … na finałowym podjeździe zmienił się w boksera.

Wspomniane wyżej pośrednie przełęcze pojawiały się na Giro w samodzielnej roli. Croce d’Aune była premią górską na wyścigu Dookoła Włoch nie tylko w roku 2019, ale też w latach 1964 i 2009. Najpierw podjechano na nią z zachodu na etapie do Pedaveny. Pierwszy na tej górze pojawił się Franco Balmamion (zwycięzca GdI z lat 1962-63), zaś na mecie triumfował jego rodak Marcello Mugnaini. Z kolei przy drugiej okazji wspinano się naszym szlakiem z Pedaveny w początkowej fazie etapu do San Martino di Castrozza. Znów w kronikach wyścigu zapisali się Włosi. Premię górską wygrał Francesco Bellotti, zaś cały odcinek Danilo Di Luca. W międzyczasie czyli sezonie 2000 na etapie do Feltre premię górską ulokowano na nieco wyżej położonej Valico le Laste. Tam najszybciej pojawił się Hiszpan Oscar Sevilla, ale na mecie ze zwycięstwa cieszył się Włoch Enrico Cassani. Wspomniałem już, że podjazd z Pedaveny na Monte Avenę ma dwa warianty. Pierwsze i ostatnie kilometry obu wspinaczek biegną tą samą drogą. Różnica sprowadza się do środkowej fazy owych podjazdów między wysokością 730 a 1260 metrów n.p.m. Poziom niższy z wyższym można połączyć jadąc przez Croce d’Aune lub też przez Col Melon. Oba szlaki łączą się w pobliżu Agriturismo Casera dei Boschi. My wybraliśmy ten pierwszy wariant, krótszy o 600 metrów. Naszą wspinaczkę zaczęliśmy po 2-kilometrowym zjeździe z Facen do Pedaveny. Pierwszy blisko 4-kilometrowy segment był ciężki, bo ze średnią 8,6 i max. 12,7%. Przy drodze SP473 trwały już prace organizacyjne przed zaplanowaną na najbliższy weekend 41. edycją rajdu samochodowego Pedavena Croce d’Aune.

W połowie piątego kilometra minęliśmy skręt na Col Melon. Górna faza podjazdu na pośrednią przełęcz była nieco lżejsza od dolnej, bo z przeciętnym nachyleniem 7,8 i max. 11,7% na dystansie 4,4 kilometra. Po przejechaniu niemal 8,5 kilometra i pokonaniu 670 metrów w pionie byliśmy już na Croce d’Aune. Z tą niepozorną przełęczą związana jest legenda o początkach firmy Campagnolo. Jej założyciel Tullio w latach 20. był kolarzem i w listopadzie 1927 roku brał udział w wyścigu GP della Vittoria. Ponoć przy złej pogodzie nie mógł tu sobie poradzić z wypięciem tylnego koła, co w owym czasie było konieczne do zmiany przełożenia. Te problemy skłoniły go do innowacji. Trzy lata później opatentował swój szybkozamykacz, zaś w 1933 roku założył przedsiębiorstwo, które przez lata „rządziło” na rynku kolarskiego osprzętu. Dziś stoi tu poświęcony mu pomnik autorstwa Massimo Facchina. Na przełęczy skręciliśmy w lewo, zaś do pokonania pozostało nam 5,7 kilometra. Dolna faza tego odcinka była stroma. Na odcinku 2,3 kilometra mieliśmy nachylenie o średniej 9,6 i max. 12%. Potem luźne 200 metrów na dojeździe do wspomnianej agroturystki, a tam skręt w prawo na węższą dróżkę do lasu. Do mety zostało jeszcze 3,5 kilometra, z czego 1800 metrów po asfalcie i ostatnie 1700 już po kamienistym dukcie. Pierwsze 2,5 kilometra z solidnym nachyleniem na poziomie 7,8%. Wyraźnie łatwiejszy dopiero ten ostatni, miejscami płaski czy nawet delikatnie zjazdowy. Na 700 metrów przed finałem szutrowa droga minęła od południa wierzchołek Monte Avena i niebawem skończyła się przed gospodarstwem Malga Campon. Po nocnym deszczu środowy poranek był pochmurny i wilgotny. Na mecie było raczej chłodnawo z temperaturą 12-13 stopni. Tym samym akurat ten zjazd nie należał do przyjemności.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15842204630

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15842204630

ZDJĘCIA

Avena_001

FILM

Napisany w 2025c_Trentino-Alto Adige, Veneto & Friuli | Możliwość komentowania Monte Avena została wyłączona

Monte Grappa NE

Autor: admin o 16. września 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Seren del Grappa

Wysokość: 1749 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1421 metrów

Długość: 27 kilometrów

Średnie nachylenie: 5,3 %

Maksymalne nachylenie: 22 %

PROFIL > climbfinder

OPIS

Moja szósta wizyta na Monte Grappa. Czwarty finisz u kresu szosy przy Rifugio Bassano. Na placu poniżej największego we Włoszech cmentarza wojskowego poświęconego ofiarom I Wojny Światowej. Góra w Prealpach Weneckich na pograniczu prowincji: Vicenza, Treviso i Belluno. Znana niegdyś pod nazwą Alpe Madre. Najwyższy szczyt masywu między dolinami rzek: Brenta i Piave. Wyrastająca niemal półtora tysiąca metrów ponad sąsiadującą z nią od południa Nizinę Wenecką. O geografii i historii (także tej sportowej) owej góry napisałem całkiem sporo przed siedmioma laty. To jest po swych odwiedzinach z sierpnia 2018 roku. Dlatego tym razem daruję sobie szczegółowsze dane z obu tych działek tematycznych. Odsyłam do poprzednich artykułów na temat Monte Grappy. Przede wszystkim do wpisu: „Monte Grappa intro”, w którym poza wstępem składającym się z trzech akapitów opisałem w skrócie każdą z jedenastu dróg wiodących na szczyt tej góry. Oczywiście łączą się one z sobą na różnych etapach swej górskiej podróży. Wspólny dla wszystkich wariantów wspinaczki jest tylko finałowy odcinek na drodze SP149 o długości raptem 750 metrów. Jak dotąd góra ta 9 razy została wykorzystana na trasach Giro d’Italia. Cztery razy wspinano się na nią szlakiem z Semonzo, trzy razy drogą z Romano d’Ezzelino oraz dwa razy od strony Caupo. Dwukrotnie czyli w latach 1968 i 2014 kończyły się tu etapy wyścigu Dookoła Włoch. Ten pierwszy ze startu wspólnego wygrał mało znany Włoch Emilio Casalini, zaś drugi będący jazdą indywidualną na czas triumfator owej edycji Kolumbijczyk Nairo Quintana.

Po roku 2018 mieliśmy dwie wspinaczki z Semonzo na etapie do Bassano del Grappa z Giro-2024. Premie górskie wygrali kolejno: Giulio Pellizarri i Tadej Pogacar. Na mecie pierwszy był Słoweniec z przewagą ponad 2 minut nad grupką najbliższych rywali. Natomiast w minionym sezonie wykorzystano podjazd z Romano na odcinku do Asiago. Jako pierwszy na górę wjechał Lorenzo Fortunato, lecz etap po solowej akcji zgarnął Carlos Verona. Poza tym w ostatnich latach Cima Grappa dwukrotnie była metą etapową na „upadłym” już wyścigu Adriatica Ionica Race. Rozegrano go tylko cztery razy i wbrew nazwie nigdy nie dojechał on do Morza Jońskiego. W 2021 roku królewski etap tej imprezy wygrał wspomniany już Fortunato, zaś w 2022 kolarz z Erytrei Natnael Tesfatsion. Warto też wspomnieć o rozgrywanej od roku 1930 imprezie jednodniowej dla zawodników do lat 23 czyli Bassano–Montegrappa. Jej edycję z sezonu 2025 wygrał Czech Pavel Novak, zaś na czwartej pozycji ukończył Filip Gruszczyński z Bisse-Carrera. Ja po raz pierwszy wjechałem na Monte Grappa w czerwcu 2008 roku południowo-zachodnim szlakiem z Romano d’Ezzelino. Następnie w sierpniu 2018 jednego dnia ogarnąłem wspinaczki z Semonzo i Caupo. Na owej wyprawie zaliczyłem też niższe, lecz bardzo strome podjazdy Salto della Capra i Bocca di Forca kończące się na poziomie + 1400 metrów n.p.m. Teraz moim celem był 27-kilometrowy wariant północno-wschodni spod Seren del Grappa. Podjazd bardzo nieregularny. Pośród moich czterech pełnych wspinaczek na Monte Grappa najbardziej stromy jeśli chodzi o wartości maksymalnego nachylenia. Bynajmniej jednak nie najtrudniejszy, gdyż to miano należy się podjazdowi południowo-wschodniemu z Semonzo. Temu, który wykorzystano na górskiej czasówce z Giro-2014.

Choć z naszej bazy do Seren del Grappa mieliśmy tylko 7 kilometrów to postanowiliśmy dojechać tam samochodem. Wypakowaliśmy się na parkingu pod wioską, z widokiem na miejscowy kościół parafialny i jego dzwonnicę. Na start wspinaczki cofnęliśmy się wkrótce 1300 metrów do rozdroża, gdzie od drogi SP148 odbija w lewo szosa, z której tego dnia mieliśmy się skorzystać. Po kilkuset płaskich metrach zaliczyliśmy delikatny podjazd do centrum Seren, zaś tuż za wioską krótki zjazd. Potem przez 6 kilometrów trzeba było jechać niemal prosto na południe wzdłuż potoku Stizzon, głównie jego prawym brzegiem. Do połowy ósmego kilometra nachylenie było prawie żadne lub co najwyżej łagodne. Dopiero od zakrętu na wysokości około 490 metrów n.p.m. zaczęła się prawdziwa wspinaczka. Najpierw kręty sektor o długości 1,4 kilometra i średniej stromiźnie 7,6% kończący się przy placu Pian de la Cesa. Następnie 2-kilometrowy luźniejszy odcinek, acz z umiarkowanym nachyleniem na dziesiątym kilometrze pomiędzy osadami Muttiet i Col dei Silvestri. W końcu pod koniec jedenastego kilometra zacząłem segment, którego nieco się obawiałem nie mając do dyspozycji największego trybu w swej kasecie. Bardzo ostry sektor o długości 4,2 kilometra przy średniej stromiźnie 13 i max. 22%. W tym pierwsze 3100 metrów z przeciętną aż 15%.

Przepychanie na przełożeniu 34/28 poszło mi lepiej niż się spodziewałem. Raz dałem się złamać i na chwilę przystanąłem. To znaczy pod kapliczką w drugiej połowie trzynastego kilometra. Pod koniec piętnastego kilometra zamiast odbić w prawo skręciłem w lewo i po przejechaniu 1200 metrów pojawiłem się na placu przed centrum edukacyjno-środowiskowym Valpore (1265 metrów n.p.m.). Na tej pomyłce nadrobiłem blisko 2,5 kilometra i straciłem około 12 minut. Gdy wróciłem na drogę wiodącą pod Monte Grappa zrazu miałem do zrobienia kilkaset ostrzejszych metrów do zakrętu przy Casermetta Forestale. Następnie luźniejsze półtora kilometra z przejazdem obok kościółka Bocchette – Santa Maria Assunta w połowie siedemnastego kilometra (dystansu poza szlakiem tu nie wliczam). Ostatnie półtora kilometra na tej bocznej drodze było już solidniejsze, bo ze średnim nachyleniem około 8%. Po czym na wysokości Rifugio Forcelletto (1390 m. n.p.m.) wpadłem na znaną sobie drogę SP148. W tym miejscu opuściłem  obszar prowincji Belluno. Oba północne podjazdy pod „Alpe Madre” biegną przez aż trzy weneckie prowincje. Ten z Seren del Grappa to 18,5 kilometra w Belluno + 5,4 kilometra w Vicenzy + 2,6 kilometra w Treviso. Ostatnie 8 kilometrów tej wspinaczki zaliczyłem już w 2018 roku w ramach szlaku z Caupo. W tym roku byłem szybszy o 46 sekund, ale miałem łatwiej, bo wtedy była to dla mnie końcówka drugiego podjazdu, po wcześniejszej wspinaczce z Semonzo.

Finałowy 8-kilometrowy segment jest nierówny. Najpierw mamy tu 3,5 kilometra solidniej lub lżej pod górę z przeciętną 6,8%. Następnie 2 kilometry w dół z przelotem obok Rifugio Scarpon (km 23). Na koniec zaś całkiem mocne 2,5 kilometra o średniej 7,7% czyli odcinek od skrętu do Romano d’Ezzelino po metę na placu przy schronisku Bassano. Z samym podjazdem poradziłem sobie nie najgorzej. Wjechałbym go w czasie 1 godziny i 55 minut, gdyby nie zbędna „wycieczka” do Valpore. Na górze spędziłem około pół godziny. Wpadłem na kawkę i ciasto do schroniska. Jak zwykle nie wszedłem na teren cmentarza, gdyż strój miałem niestosowny do wizyty na uświęconej ziemi. Przed trzynastą ruszyłem z powrotem do Seren. Na drugie wtorkowe danie zaplanowałem sobie przydomową wspinaczkę z Pedaveny na Monte Avena. Niestety już po niespełna pięciu kilometrach zjazdu złapałem gumę. Podobnie jak w Szwajcarii kolejny raz w przednim kole. Jeszcze jedna rozwarstwiona opona Continental 5000! Założyłem ostatnią zapasową dętkę, wbiłem w nią parę atmosfer i ostrożnie kontynuowałem zjazd. Największe stromizny pokonywałem z buta, by nie przegrzać obręczy. Udało się dojechać do samochodu bez wszelakich złych przygód. Tymczasem Adrian tego dnia zaliczył swój królewski etap we Włoszech. Cztery oblicza Grappy jednego dnia. Wjazd od Seren, zjazd do Romano, wjazd od Semonzo i zjazd do Caupo, zaś na koniec dojazd do Facen. W sumie 112 kilometrów z łącznym przewyższeniem 3494 metrów. Chapeau bas!

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15831217877

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15831217877

DOPPIO MONTE GRAPPA by ADRIAN ZDROJEWSKI

https://www.strava.com/activities/15831379269

ZDJĘCIA

Grappa_001

FILM

Napisany w 2025c_Trentino-Alto Adige, Veneto & Friuli | Możliwość komentowania Monte Grappa NE została wyłączona

Passo Vezzena

Autor: admin o 15. września 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Lochere

Wysokość: 1417 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 968 metrów

Długość: 12,3 kilometra

Średnie nachylenie: 7,9 %

Maksymalne nachylenie: 14,5 %

PROFIL > archivio salite

OPIS

Passo Vezzena to przełęcz w paśmie Prealpi Vicentini na styku trydenckiego Altopiano di Lavarone i zasadniczo weneckiego Altopiano di Sette Comuni. Leży w regionie Trentino-Alto Adige, lecz mniej niż 5 kilometrów od granicy z Wenecją Euganejską. Ponieważ jest otoczona płaskowyżami to dojazd na nią tak od wschodu jak i zachodu jest co tu dużo mówić łagodny. Przez przełęcz przebiega droga SS349 łącząca Trento z Vicenzą. Organizatorzy Giro d’Italia dwukrotnie lokowali na niej linię górskich premii. Najpierw w 1972 roku na etapie osiemnastym z Soldy do Asiago. Pierwszy pojawił się tu wtedy Eddy Merckx, lecz na mecie ze zwycięstwa cieszył się wielki rywal „Kanibala” też Belg Roger De Vlaeminck. Potem w trakcie edycji z sezonu 1993 wjechano na nią od wschodu w początkowej fazie trzynastego etapu z Asiago do Corvara alta Badia. Na tym odcinku brylowali Włosi. Dzień należał do Moreno Argentina, zaś premię górską wziął Mariano Piccoli. Łagodna i nieszczególnie wysoka Vezzena była naszą drugą poniedziałkową „metą”, ale to nie ona była powodem naszego pojawienia się w tej okolicy. Magnesem była dawna droga wojskowa Kaiserjagerstrasse (po włosku Strada del Menador). Wąski i stromy szlak łączący dolinę Valsugana z osadą Monterovere. Wybudowali ją w 1911 roku żołnierze 2. i 3. Pułku Tyrolskich Strzelców Cesarskich. Najpierw przewożono nią materiały potrzebne do budowy fortów na ówczesnym pograniczu austriacko-włoskim. Parę lat później przydała się do transportu żołnierzy na linię frontu jak i prowiantu dla nich. Dziś cieszy ona kolarzy i motocyklistów oraz przyprawia o dreszcze kierowców samochodów osobowych. Większe pojazdy nie mają na nią wstępu. Jedynie te o wysokości do 2,5 metra i wadze do 3,5 tony.

Profil tego trudnego wzniesienia znałem od dawna. Natomiast po raz pierwszy zobaczyłem je „na żywo” przed trzema laty w trakcie relacji z siedemnastego etapu Giro 2022. Wtedy to premia górska pod szyldem Monterovere po raz pierwszy znalazła się w programie wyścigu Dookoła Włoch. Podjazd  zakończył się ledwie 8 kilometrów przed finiszem wyznaczonym w Lavarone. Pierwszy tak na górze jak i na mecie był wówczas Kolumbijczyk Santiago Buitrago. Pogodził on dwóch Holendrów walczących o zwycięstwo w dolnej fazie wzniesienia tzn. Gijsa Leemreize i Mathieu Van der Poela. Ten pierwszy dotarł finiszował na drugim miejscu ze stratą 35 sekund do kolarza z Andów. Trzecie miejsce zajął Czech Jan Hirt, zaś czwarte Anglik Hugh Carthy (obaj +2:28). Natomiast na piątej i szóstej pozycji etap skończyli Richard Carapaz oraz Jay Hindley (obaj + 2:53) czyli lider i wicelider tej imprezy. Ten etap nie przyniósł zatem zmian na szczycie „generalki”. Australijczyk skutecznie zaatakował dopiero trzy dni później na słynnej Passo Fedaia czyli Marmoladzie. Podjazd na Monterovere można zacząć na drodze SP133 w pobliżu Caldonazzo lub na szosie SP133dir nieco na południe od Levico Terme. Uczestnicy 105. Giro musieli skorzystać z tej pierwszej opcji, zaś my wybraliśmy drugą. Dlatego z Canezzy pojechaliśmy do Lochere, gdzie wypakowaliśmy się na dużym parkingu naprzeciwko Paoli Hotel – Antica Trattoria alla Vedova. To już była końcówka pierwszego kilometra zaplanowanej wspinaczki, zatem na start musieliśmy się cofnąć jakieś 900 metrów. Ruszyliśmy pod górę o wpół do piętnastej przy temperaturze 31 stopni. Początek w terenie otwartym pośród pól i sadów.

Pod koniec pierwszego kilometra wjechaliśmy do lasu, który dał nieco cienia. Kilkaset metrów dalej na wysokości pierwszego wirażu nachylenie przekroczyło już 10%. Stromizna utrzymała się na tym poziomie do połowy trzeciego kilometra. W tym miejscu nasza droga połączyła się ze Stradą del Menador biegnącą od Caldonazzo. Do przejechania na drodze SP133 pozostało 6,3 kilometra, z czego sześć mocno pod górę. Pierwsze 2,5 kilometra owszem strome, acz jeszcze nieprzesadnie. Średnie nachylenie na tym segmencie to 8,8%. Na przełomie piątego i szóstego kilometra minęliśmy dwa krótkie tunele. Za nimi zaczął się najtrudniejszy i najbardziej efektowny sektor wzniesienia. Segment o długości 3,5 kilometra przy średniej 11,1%. Zdecydowanie najcięższy przedostatni kilometr na poziomie 12,5% z max. 14,3%. Kręty odcinek z sześcioma wirażami przed końcem ósmego kilometra. W połowie siódmego „Belvedere” z widokiem na Lago di Caldonazzo. Wspinaczka pod Monterovere skończyła się w połowie dziewiątego kilometra na wysokości 1261 metrów n.p.m. Delikatny zjazd po trzystu metrach wprowadził na drogę SS349. Na niej trzeba było przejechać 3,4 kilometra ze średnią 5,6%. Odcinek zróżnicowany terenowo. Na dziesiątym kilometrze średnia to 8,5%, lecz na ostatnich dwóch przeciętne nachylenie to już tylko 4,1%. Finisz mieliśmy pod wiatr, zaś nad głowami niepokojąco zachmurzone niebo. Meta z widokiem na okazały Hotel Vezzena. Na styku „krajówki” z szosą SP9 prowadzącą na południe. Pierwsze 2,5 kilometra tej drogi wiedzie pod górę na wysokość 1538 metrów n.p.m. Zatem startując z Caldonazzo czy Lochere tu również można zrobić przeszło tysiąc metrów w pionie. Dalej mamy już zjazd do wioski Luserna, gdzie większość mieszkańców nadal mówi w germańskim „lingua cimbra”.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15819263037

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15819263037

ZDJĘCIA

Vezzena_001

FILM

Napisany w 2025c_Trentino-Alto Adige, Veneto & Friuli | Możliwość komentowania Passo Vezzena została wyłączona

Malga Pletzn

Autor: admin o 15. września 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Canezza

Wysokość: 1625 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1040 metrów

Długość: 13,7 kilometra

Średnie nachylenie: 7,6 %

Maksymalne nachylenie: 18 %

PROFIL > climbfinder

OPIS

Poniedziałek był dniem naszej przeprowadzki z Trentino do regionu Veneto. To jest przenosin z Pomarolo do bazy noclegowej nr 2 w Facen koło Pedaveny. Zasadnicza część tego transferu biegła przez Valsuganę. Trydencką dolinę na wschód od Trento ciągnącą się wzdłuż rzeki Brenta. Po drodze dwa przystanki celem zaliczenia premii górskich pierwszej kategorii. Pierwszej na północ, zaś drugiej na południe od drogi krajowej SS47. W tej okolicy pokonałem już wcześniej sześć solidnych podjazdów. Moim pierwszym była znana z tras Giro d’Italia wspinaczka do kurortu Vetriolo Terme, zaliczona pod koniec maja 2010 roku w przeddzień Gran Fondo Marcialonga. Kolejne cztery czyli: Passo del Redebus, Passo Manghen, Val Campelle i Rifugio Panarotta „odkryłem” w sierpniu 2016 roku. Natomiast jak dotąd ostatnią czyli południowy Passo del Brocon na zasadniczo „weneckiej” wyprawie z sierpnia 2018 roku. Wspomniany podjazd na przełęcz Redebus zacząłem w miejscowości Pergine Valsugana. W tym samym miejscu mogliśmy też rozpocząć wspinaczkę do Malga Pletzn. Zdecydowałem się jednak skrócić ten podjazd. To znaczy pominąć pierwsze trzy kilometry o przeciętnym nachyleniu zaledwie 3,3%. Uznałem, że lepiej będzie wystartować z wioski Canezza, gdzie zaczyna się droga SP135 zmierzająca na północ wschodnią stroną Valle del Fersina. Ta dolina znana jest lepiej jako Valle dei Mocheni za sprawą potomków bawarskich górali, którzy przywędrowali tu w XIV wieku. Stanowią oni zdecydowaną większość mieszkańców trzech z czterech gmin, na jakie dzieli się ta górska kraina. W swym języku nieco różniącym się od współczesnego niemieckiego nazywają ją Bersntol. Żyją zaś przede wszystkim w gminach: Frassilongo (Garait), Fierozzo (Varait) i Palu del Fersina (Palai en Bersntol).

Moja wspinaczka sprzed dziewięciu lat biegła niemal w całości drogą SP8 z przejazdem przez gminę Sant’Orsola Terme i końcówką na SP224. Z kolei wspinaczka z Canezzy do Malga Pletzn prowadzi głównie szosą SP135 wytyczoną wzdłuż lewego brzegu Fersiny. Za wyjątkiem około 3-kilometrowej końcówki biegnącej w głąb bocznej dolinki Val Cava. Podjazd z Pergine Valsugana do Palu del Fersina znalazł się na trasie drugiego etapu Giro del Trentino z roku 2012. Premię górską w Palu wygrał wtedy Włoch Marco Frapporti. Niemniej ten odcinek zakończył się o połową krótszą wspinaczką z Pergine do św. Urszuli czyli na drodze SP8 i wygrał go Damiano Cunego. W sezonie 2015 trzeci etap tej samej imprezy zakończył się z kolei 8-kilometrowym podjazdem z Canezzy do Fierozzo. Triumfował na nim Włoch Domenico Pozzovivo, który o 5 sekund wyprzedził doborowy kwartet: Mikel Landa, Richie Porte, Romain Bardet i wspomniany już Cunego. Pełna wspinaczka szosą SP135 powróciła na trasę tego wyścigu, rozgrywanego już po szyldem Tour of the Alps, w roku 2024. Co ciekawe podjazd ten na piątym (ostatnim) etapie owej imprezy wykorzystano nawet dwukrotnie. Pierwszą premię górską wygrał tu Hugh Carthy, zaś drugą na 26 kilometrów przed metą Wout Poels. Na owym etapie z finałem w Levico Terme triumfował Francuz Aurelien Paret-Peintre. Natomiast w „generalce” dość niespodziewanie najlepszy okazał się Hiszpan Juan Pedro Lopez.

Wschodnia wspinaczka w krainie Bersntol zaczyna się od przejazdu na lewy brzeg potoku Fersina. W połowie drugiego kilometra droga SP135 wjeżdża na teren pierwszej z „mocheńskich” gmin czyli Frassilongo. Pierwszą wioską na tym szlaku jest mijana pod koniec trzeciego kilometra Auserperg, zaś następną Inderperg z drugiej połowy czwartego kilometra. Na pierwszych 6 kilometrach nachylenie jest bardzo solidne. Stromizna trzyma na średnim poziomie 7,8 przy max. 11,5%. W połowie szóstego kilometra wjechaliśmy już do Fierozzo. Środkowa faza wspinaczki jest łagodniejsza niż dolna. Na dystansie 4,5 kilometra przeciętne nachylenie wynosi 6,2%. Przy tym kilometry siódmy i ósmy można uznać za najłatwiejsze na całym wzniesieniu. Na początku tego segmentu w miejscowości San Francesco mija się prowadzący w lewo do Sant’Orsola Terme łącznik z drogą SP8. Natomiast dwa kilometry dalej tuż za San Felice boczną dróżkę w prawo do Kaserbisn Hitt (1625 m. n.p.m.). Gospody bardzo podobnej do tej, która była celem naszej wspinaczki. My na drodze SP135 musieliśmy pozostać do połowy jedenastego kilometra. Po odbiciu w prawo na węższy szlak przez las mieliśmy do pokonania jeszcze 2,9 kilometra o średniej 10,7% we wspomnianej dolince Cava. Najcięższy był tu początkowy odcinek o długości 700 metrów, na którym stromizna sięgała 18%. Następnie trzynasty kilometr o średniej 10,1% biegnący pośród pastwisk. Meta czyli Agritur Malga Pletzn to nie tylko górska gospoda, ale zarazem schronisko oraz farma edukacyjna. Bardzo przyjemne miejsce z dużym słonecznym tarasem, otoczone szczytami grupy górskiej Lagorai. Niestety lokal był akurat zamknięty. Zapewne dlatego, że wpadliśmy tam w dzień powszedni i już po sezonie letnim.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15817980619

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15817980619

ZDJĘCIA

Pletzn_001

FILM

Napisany w 2025c_Trentino-Alto Adige, Veneto & Friuli | Możliwość komentowania Malga Pletzn została wyłączona

Schermoos Sattel (Bozen) E

Autor: admin o 14. września 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Bozen

Wysokość: 1440 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1141 metrów

Długość: 18,9 kilometra

Średnie nachylenie: 6 %

Maksymalne nachylenie: 14,5 %

PROFIL > archivio salite

OPIS

Pierwszy zjazd z Schermoos Sattel zakończyliśmy na styku z „krajówką” SS508. Nie mieliśmy w planach zwiedzania Bolzano. Stolica Południowego Tyrolu ma obecnie 107 tysięcy mieszkańców, więc jest tylko nieco mniejsza od Trento będącego stolicą całego regionu Trentino-Alto Adige. Bozen w średniowieczu należało najpierw do Biskupstwa Trydentu, następnie do Księstwa Tyrolu, a ostatecznie weszło w posiadanie Habsburgów. Italia przejęła je wraz z całym regionem po zakończeniu I Wojny Światowej. Obecnie ¾ tutejszej ludności mówi po włosku, choć w prowincji Sud Tirol nadal dominuje język niemiecki. Bolzano 13-krotnie pojawiło się na trasach Giro d’Italia w roli etapowej mety. Po raz pierwszy w 1933 roku, zaś ostatnio w sezonie 2003. Tuż po II Wojnie Światowej, a dokładnie w latach 1949-54 uczestnicy Giro gościli w tym mieście corocznie. Co godne podkreślenia aż pięć z tych sześciu górskich etapów wygrał znakomity Fausto Coppi. W XXI wieku zakończyła się tu jedynie czasówka na trasie z Merano (niem. Meran). Ten przeszło 42-kilometrowy „etap prawdy” wygrał Bask Aitor Gonzalez. W trakcie blisko 19-kilometrowego zjazdu szosą SP99 poznaliśmy, niejako z odwrotnej perspektywy, cały szlak naszej drugiej wspinaczki. Dodam, że ten podjazd nie został dotychczas wykorzystany na trasach wyścigu Dookoła Włoch. Niemniej był on ostatnim wzniesieniem w programie Tour of the Alps 2019. Co ciekawe, choć wjechano wtedy na Schermoos Sattel to premię górską wyznaczono znacznie niżej, bo w Jenesien (wł. San Genesio) po pokonaniu 9,5 kilometra ze średnim nachyleniem 8,5%. Wygrał ją Kolumbijczyk Carlos Julian Quintero. Etap skończył się w Bolzano, gdzie triumfował Fausto Masnada, zaś cały wyścig „wziął” Paweł Siwakow.

W teorii druga niedzielna wspinaczka była łatwiejsza od pierwszej. Niemniej mieliśmy ją do zrobienia już na pewnym zmęczeniu oraz w gorętszych warunkach. Na pierwszych 10 kilometrach zmagaliśmy się z temperaturą w przedziale od 26 do 31 stopni. Zasadniczym zadaniem było sprawne wjechanie na poziom 1330 metrów n.p.m. To znaczy pokonanie segmentu o długości 11,5 kilometra i średnim nachyleniu 9%. To niełatwe zadanie można sobie dodatkowo utrudnić wybierając na wstępie „Altestrasse” biegnącą przez osadę Sankt-Georgen. Ten wariant przeszło dwukrotnie skraca dotarcie na poziom 673 m. n.p.m., ale zmusza do pokonania sektora o długości 2,2 kilometra ze średnią 17%! My cały czas trzymaliśmy się drogi SP99. Do połowy trzeciego kilometra przebrnęliśmy przez trzy mocno zakręcone tunele. Adrian tym razem towarzyszył mi na całym podjeździe. Generalnie jak mawia klasyk „jechał z czuciem”. Niekiedy odjeżdżał na trudniejszych fragmentach, ale zaraz potem hamował, gdy droga nieco odpuszczała. Do Jenesien dotarliśmy w połowie dziewiątego kilometra. Przejazd przez tą wioskę trwał kolejny kilometr, zaś powyżej niej mieliśmy do pokonania jeszcze dwa ciężkie kilometry. Najtrudniejszym fragmentem tej wspinaczki był 600-metrowy odcinek na przełomie dziesiątego i jedenastego kilometra. Nie zaś sam jej początek jak to sugerują profile z „archivio salite” czy „cyclingcols”. Potem od połowy dwunastego do początków siedemnastego kilometra mieliśmy do przejechania teren góra-dół. Ogólnie bez żadnych zysków w pionie. Na tym segmencie pod koniec czternastego kilometra minęliśmy Gasthof Tomanegger. To jest gospodę w której na wcześniejszym zjeździe „zatankowaliśmy kalorie” na drugą część niedzielnego etapu. Podjazd „odżył” jeszcze na ostatnich dwóch kilometrach ze średnią 8,2%. Najcięższy w tej końcówce był przejazd przez wioskę Flaas (Valas), na którym stromizna przekracza 14%.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15812466146

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15812466146

ZDJĘCIA

Schermoos-B_001

Napisany w 2025c_Trentino-Alto Adige, Veneto & Friuli | Możliwość komentowania Schermoos Sattel (Bozen) E została wyłączona

Schermoos Sattel (Terlan) W

Autor: admin o 14. września 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Terlan

Wysokość: 1440 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1191 metrów

Długość: 16,5 kilometra

Średnie nachylenie: 7,2 %

Maksymalne nachylenie: 16 %

PROFIL > archivio salite

OPIS

Wstępnie zakładałem, iż spośród pierwszych pięciu dni tej wyprawy dwa przeznaczymy na wspinaczki po szosach prowincji Bolzano (niem. Bozen). Ostatecznie skończyło się na tym jednym. Odpuściliśmy sobie dłuższy, bo około 100-kilometrowy dojazd do Ponte Gardena (niem. Waidbruck). Tym samym ja zrezygnowałem ze stromych wspinaczek na prawym brzegu rzeki Isarco (niem. Eisack), zaś Adrian z długiego podjazdu przez Val Gardena i malowniczej rundki wokół dolomickiego masywu Sella. Poprzestaliśmy na „podwójnym Il Salto” czyli premii górskiej z pogranicza dwóch tyrolskich gmin Molten (wł. Meltina) oraz Jenesien (wł. San Genesio Atesino). Na ten szosowy szczyt zlokalizowany na wysokości niemal 1450 metrów n.p.m. prowadzą dwie ciężkie drogi. Jedna z Terlan (wł. Terlano), zaś druga z północnych obrzeży Bolzano. Każda z tych wspinaczek zmusza do pokonania w pionie przeszło 1100 metrów. Ta pierwsza jest krótsza i przeto bardziej stroma. Obiektywnie rzecz biorąc trudniejsza. Dlatego uznałem, że lepiej będzie właśnie od niej zacząć nasz etap numer 4. W niedzielne przedpołudnie podjechaliśmy zatem do Terlan. Do krainy słynącej z wina i szparagów. To 5-tysięczne miasteczko leży przy drodze krajowej SS38 wiodącej z Bozen do Meran (Merano). Jakieś 9 kilometrów na północny-zachód od stolicy Południowego Tyrolu. Rozpakowaliśmy się na parkingu przed miejscowym dworcem kolejowym. Na miejscu powitały nas iście tyrolskie „klimaty” czyli ludowe melodie dobiegające z weekendowego festynu. Z tej miejscówki do początku drogi SP98 (Moltner Strasse), po której biegnie szlak zachodniej wspinaczki na Schermoos Sattel mieliśmy niespełna pół kilometra.

Wiedziałem, że to zbyt trudny podjazd byśmy przejechali go razem. Dlatego umówiliśmy się, że każdy pojedzie swoje i zobaczymy się dopiero na górze. Wspinaczka stroma od samego początku. Stromizna już po 270 metrach łapie dwucyfrową wartość. Potem długimi okresami trzyma na poziomie 10-11%. Szosa pnie się tu śmiało na ogół dłuższymi prostymi odcinkami. Sekcje z wirażami były dwie. Pierwsza między początkiem drugiego i połową trzeciego kilometra, zaś druga od połowy piątego do końca szóstego. Pierwsza faza wspinaczki kończy się na wysokości osady Spergs (1050 m. n.p.m.). Do tego momentu trzeba pokonać 7,9 kilometra ze średnim nachyleniem 10,1%. Na następnych pięciu kilometrach zyskuje się w pionie raptem kilkadziesiąt metrów. Owszem są tu dwa odcinki wiodące pod górę. Niemniej nie dłuższe niż kilometr, a przy tym stosunkowo łagodne. Poza tym nie brak równie długich zjazdów. Na tym łatwym sektorze szosa pod koniec dziesiątego kilometra mija sporą wioskę Verschneid (wł. Frassineto), zaś po jedenastu mniejszą Versein (wł. Vallesina). Znając od lat profile tego wzniesienia obawiałem się tutejszej końcówki. Faktycznie była ciężka, ale nie aż tak trudna jak sobie wyobrażałem. Zaczyna się od wjazdu do Molten. Ten finałowy segment ma długość 3,7 kilometra i średnie nachylenie 9,7%. W tym dwa pierwsze kilometry z przeciętną 11,2 i max. 16%. Bardzo ciężki jest przede wszystkim kilkusetmetrowy łącznik między drogami SP98 i SP99. Potem jeszcze krótszy odcinek na wysokości osady Kranzer. Począwszy od połowy piętnastego kilometra teren znacząco łagodnieje. Wyraźniejsza stromizna wraca tylko na ostatnich 300 metrach. Do Schermoos dotarłem z grubsza 8 minut po Adrianie. Na mecie podobnie jak u podnóża było gwarno. Tyrolczycy z obu stron granicy lubią spędzać dni wolne w plenerze i rodzinnym gronie.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15812041314

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15812041314

ZDJĘCIA

Schermoos-T_001

FILM

Napisany w 2025c_Trentino-Alto Adige, Veneto & Friuli | Możliwość komentowania Schermoos Sattel (Terlan) W została wyłączona

Passo Sommo

Autor: admin o 13. września 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Trento

Wysokość: 1341 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1126 metrów

Długość: 27,9 kilometra

Średnie nachylenie: 4 %

Maksymalne nachylenie: 12 %

PROFIL > archivio salite

OPIS

Na start trzeciego etapu tej wycieczki podjechaliśmy do stolicy regionu czyli Trydentu. Z dużego i darmowego parkingu w dzielnicy Piedicastello ruszyliśmy w przeciwnych kierunkach. Adrian na zachód ulicą via Brescia, zaś ja na wschód ku centrum miasta. Mieliśmy całkowicie rozbieżne plany na ten dzień. Swemu koledze podsunąłem pomysł na trasę, którą osobiście zaliczyłem w czerwcu 2008 roku wespół z Piotrem Mrówczyńskim. Adek miał na niej do pokonania dwa wzniesienia o bardzo podobnym charakterze. Dodam, iż były to dwie premie górskie najwyższej kategorii. Ciężkie wspinaczki o identycznej długości i bardzo podobnym przewyższeniu. W pierwszej kolejności podjazd na Monte Bondone (1654 m. n.p.m.). To góra legenda w dziejach Giro d’Italia. Organizatorzy wyścigu Dookoła Włoch wykorzystali ją aż 15 razy, w tym 6-krotnie w roli finałowego wzniesienia. W XXI wieku czyli w latach 2006 i 2023 roku wygrali tam: Ivan Basso i Joao Almeida. Przy tym Włoch najszybciej wjechał na tą górę szlakiem z Trento, zaś Portugalczyk od strony Aldeno. Ja nie miałem już czego szukać w tych stronach. Na Monte Bondone dotarłem już wcześniej z każdej możliwej strony. W 2008 roku tak jak Adriano wschodnią trasą z Trento. Potem w trakcie Gran Fondo Charly Gaul 2012 aż na dwa sposoby. To znaczy najpierw od Aldeno, po czym już na metę tego wyścigu wariantem z Cadine. W końcu zaś w roku 2016 także od strony zachodniej czyli z Lasino. W ramach swojej pierwszej sobotniej wspinaczki Adek miał do pokonania 19,4 kilometra o średnim nachyleniu 7,5% czyli górę o przewyższeniu około 1460 metrów.

Następnie wrócił do Doliny Adygi zjazdem kończącym się w Aldeno. Po nim miał krótki płaski odcinek prowadzący przez Nomi do Calliano i z tej miejscowości podjazd na Passo Coe (1609 m. n.p.m.). Również o długości 19,4 kilometra, lecz ze średnim nachyleniem ciut mniejszym, bo 7,3%. To oznaczało przewyższenie o jakieś 40 metrów mniejsze niż na pierwszej premii górskiej. Ten podjazd również przetestowano na wielkim Giro. W 1969 roku „połowicznie”, gdy metę górskiego etapu zlokalizowano w miejscowości Folgaria (1169 m. n.p.m.), zaś w sezonie 2002 już w pełnej wersji z finałem na wspomnianej przełęczy. Za pierwszym razem najmocniejszym na nim okazał się Włoch Italo Zilioli, zaś przy drugiej okazji triumfował Rosjanin Paweł Tonkow. Z Passo Coe’ mój amico wrócił sobie do Pomarolo szlakiem przez Serradę i Rovereto czyli w dużej mierze drogą poznaną przez nas dwa dni wcześniej. W sumie przekręcił 104 kilometry z łącznym przewyższeniem 3021 metrów. Ja zadanie miałem znacznie prostsze. Konkretny podjazd tylko jeden, ale za to bardzo długi. Wybrałem sobie stosunkowo łagodną wspinaczkę na Passo  Sommo. Na tej przełęczy Giro bywało dwukrotnie. Dawno, bo podczas edycji z lat 1968 i 1974. Co ciekawe przy obu okazjach premie górskie wygrywali na niej goście z Hiszpanii tzn. Mariano Diaz oraz Jose Manuel Fuente. Swój podjazd zacząłem po wschodniej stronie miasta w rejonie mostu nad potokiem Fersina, będącym lewym dopływem Adygi. Pierwszy kilometr na drodze SS349 był niemal płaski. Ta wyraźniej zaczęła się wznosić, gdy minąłem okolice dworca kolejowego Santa Chiara.

W ramach pierwszego segmentu tej wspinaczki miałem do pokonania dystans 9,8 kilometra ze średnim nachyleniem 5,4%. Na tym odcinku przejechałem przez San Rocco (km 3,8) i Valsordę (km 8). Natomiast w połowie szóstego kilometra minąłem boczną dróżkę z Mattarello. Można z niej skorzystać jeśli komuś zależy na ominięciu regionalnej stolicy, ale trzeba mieć na uwadze, iż jest ona znacznie bardziej stroma. Momentami nachylenie dochodzi na niej do 14%. Pierwsza faza mojego podjazdu skończyła się po 11 kilometrach w Vigolo Vattaro. Premię górską GdI wyznaczoną w tej miejscowości wygrał niegdyś Gerard Rue. Francuz uczynił to na dwunastym etapie Giro z roku 1990. Ten górski odcinek wiodący do Baselga di Pine na trzecim miejscu ukończył ś.p. Joachim Halupczok. Za Vigolo miałem przeszło kilometrowy zjazd oraz równie długi płaski odcinek przed miejscowością Vattaro (km 13,4). Podjazd odżył pod koniec czternastego kilometra. W tym momencie zacząłem drugą fazę wspinaczki. To był segment o długości 8,4 kilometra i średnim nachyleniu 5,6% z przejazdem przez wioskę Pian dei Pradi (km 16,2). Ten etap mojego długiego podjazdu skończyłem po przejechaniu 21,3 kilometra wjazdem na przełęcz Valico della Fricca (1114 m. n.p.m.). Następnie miałem około 3-kilometrowy odcinek lekko w dół wiodący do wioski Carbonare (1047 m. n.p.m.), gdzie w sezonie 2025 na etapie do San Valentino premię górską wygrał Lorenzo Fortunato. Tym niemniej peleton Giro dojechał do niej z przeciwnej strony czyli szlakiem przez „wenecką” dolinę Valdastico.

Dojechawszy do Carbonare skończyłem swój pobyt na drodze krajowej nr 349. Skręciłem w prawo i wpadłem na szosę SS350. Do przełęczy Sommo zostało mi już tylko 3,4 kilometra. Niemniej to był najbardziej wymagający fragment całej wspinaczki. Segment o średnim nachyleniu 7,6% i maximum 11%. Najpierw 2-kilometrowy dojazd w rejon wioski San Sebastiano, która podobnie jak i sama przełęcz leży w granicach gminy Folgaria. Na podjeździe trzymałem się tu głównej drogi, ale na zjeździe nie odmówiłem sobie przyjemności przejazdu przez tą śliczną miejscowość. Wspinaczkę skończyłem po przejechaniu 27,5 kilometra od wspomnianego mostu w czasie netto przeszło 94 minut. Na mecie mimo niewielkiej wysokości było dość rześko czyli tylko 15 stopni. Wszedłem do schroniska Chalet Passo Sommo, gdzie zjadłem pyszny strudel z dodatkami. W drodze powrotnej wolałem uniknąć ponownego przejazdu przez 900-metrowy tunel między Carbonare a La Friccą. Poza tym przebyty właśnie szlak po drodze krajowej SS349 wydał mi się dość nudny. Dlatego do Trento wróciłem blisko 50-kilometrową okrężną trasą przez Monte Rovere i Caldonazzo. Miałem na niej dwa dłuższe zjazdy, ale też niemało krótszych podjazdów, na których zebrałem kolejne 660 metrów w pionie. W sumie przejechałem tego dnia 76,5 kilometra z łącznym przewyższeniem 1950 metrów. To dało mi możliwość do zapoznania się trudną technicznie, lecz bardzo urokliwą drogą Kaiserjagerstrasse, którą już w najbliższy poniedziałek mieliśmy pokonać na piątym etapie tej podróży w trakcie podjazdu na Passo di Vezzena.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15794885732

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15794885732

MONTE BONDONE & PASSO COE by ADRIAN ZDROJEWSKI

https://www.strava.com/activities/15797525467

ZDJĘCIA

Sommo_001

FILM

Napisany w 2025c_Trentino-Alto Adige, Veneto & Friuli | Możliwość komentowania Passo Sommo została wyłączona