Monte Valsecca
Autor: admin o 19. września 2025
DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Cercivento
Wysokość: 1871 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 1316 metrów
Długość: 16,1 kilometra
Średnie nachylenie: 8,2 %
Maksymalne nachylenie: 12,5 %
PROFIL > cyclingcols
OPIS
Adrian po czwartkowym odpoczynku poczuł się lepiej. Na tyle dobrze by zmierzyć się z zachodnim podjazdem na Monte Zoncolan. Ja obie strony tej bardzo stromej góry poznałem już dawno, bo w latach 2008 i 2012. Dlatego na dziewiątym etapie tej podróży miałem inne cele. Przede wszystkim chciałem obejrzeć wschodnią stronę Monte Crostis. Zachodni wariant tego wzniesienia poznałem już w 2012 roku. To jest na dzień przed ówczesną wyprawą na Zoncolan. Wtedy zaliczyłem podjazd z Comeglians, który w ostatniej chwili wypadł z trasy Giro d’Italia 2011. Ciężką wspinaczką o długości 14 kilometrów i średniej stromiźnie aż 10,1%. Wschodnia droga na Crostis liczy niespełna 24 kilometry. Przy czym finałowy odcinek 7,5 kilometra wiedzie po szutrze, zaś podjazdem jest de facto tylko na ostatnich dwóch kilometrach. Dlatego z góry założyłem sobie jedynie wjazd do końca asfaltowej drogi czyli metę pod szczytem Monte Valsecca. Ten podjazd zaczyna się na drodze SR465, lecz można go zacząć na dwa sposoby. Do poziomu pośredniej przełęczy Sella Valcalda (958 m. n.p.m.) można dojechać szlakiem zachodnim z Comeglians lub wschodnim z Cercivento. Ja wybrałem tą drugą, nieco trudniejszą opcję. Głównie dlatego, że z tej samej miejscowości mogłem też ruszyć na Monte Tenchia (Pian delle Streghe). Wspomniana Valcalda już sześć razy była premią górską na wyścigu Dookoła Włoch, przy tym pięciokrotnie wspinano się na nią od wschodu. Po raz pierwszy w 1987 roku na wspominanym już przeze mnie etapie do Sappady. Wówczas pierwszy na tej przełęczy był Włoch Roberto Conti. W kolejnych latach jako pierwsi meldowali się tu: Greg Lemond (1990), Marzio Bruseghin (2003), Ludovic Turpin (2010), Valerio Conti (2018) i Tobias Steinhauser (2024). Tylko przy trzeciej okazji skorzystano z podjazdu zachodniego.
Mój dojazd do Cercivento podobnie jak czwartkowy do Forni Avoltri wiódł przez Val Degano. W tej dolinie na wysokości 525 metrów n.p.m. leży dobrze znana kibicom kolarstwa gmina Ovaro (po friulijsku Davâr). To w niej zaczyna się wspinaczka przez wielu uważana za najtrudniejszą z jaką mierzą się współcześnie szosowi „profi”. Mam na myśli zachodni szlak pod Monte Zoncolan. Podjazd o długości 10,2 kilometra i średniej 11,8 przy max. 19%. Najpierw mamy na nim trudny dojazd do Llaris czyli 1,7 kilometra o przeciętnej 8,5%. Potem pół kilometra luzu. Następnie istne „piekło” to jest 6-kilometry segment o średniej 14,9% kończący się przy bocznej ścieżce do Malga Pozof. Na koniec zaś 2 kilometry o przeciętnej 8%. Pierwszy na poziomie 7%, zaś drugi o średnim nachyleniu 9,1%. Ten ostatni z trzema ciasnymi tunelami oraz finałowym 600-metrowym odcinkiem ze stromizną 11%. Uczestnicy Giro d’Italia walczyli na Monte Zoncolan już siedem razy. Po raz pierwszy w 2003 roku, gdy wykorzystano nieco łatwiejszy wschodni podjazd z miejscowości Sutrio, z którego później skorzystano jeszcze tylko w sezonie 2021. W owych latach wygrywali na tej górze Włosi: Gilberto Simoni oraz Lorenzo Fortunato. Natomiast ultra-stromą wspinaczkę z Ovaro zaserwowaną kolarzom pięciokrotnie. Po raz pierwszy w 2007 roku gdy pierwszy na metę znów wpadł „Gibo” Simoni. Po nim wygrywali tu jeszcze: Ivan Basso (2010), Bask Mikel Nieve (2011), Australijczyk Michael Rogers (2014) i Chris Froome (2018). Niemniej co godne podkreślenia pierwszy finisz Giro na Monte Zoncolan miał miejsce na kobiecym wyścigu Dookoła Włoch i to jeszcze w XX wieku. W sezonie 1997 finał od Sutrio najszybciej pokonała Włoszka Fabiana Luperini. Natomiast w roku 2018 wspinaczkę z Ovaro najsprawniej „ogarnęła” Holenderka Annemiek Van Vleuten. W obu przypadkach były to triumfatorki owych edycji Giro Donne / Rosa.
Zatem w Ovaro zrobiłem krótki przystanek, by Adrian mógł się wypakować i przygotować do ciekawego wyzwania. Mimo lekkiego przeziębienia nie tylko pokonał „Górskiego Potwora”, ale też uczynił to w czasie niespełna 65 minut co oznaczało VAM na poziomie 1115 m/h. Gdy mój towarzysz kończył swe zmagania ze stromizną Zoncolanu ja zapewne nie byłem nawet na półmetku swej pierwszej piątkowej wspinaczki. Wystartowałem, bowiem jakieś pół godziny później. Ruszyłem z parkingu poniżej kościoła pod wezwaniem św. Marcina. Niemniej na samym początku zjechałem na wschód do styku gminnej Via di Sot z szosą SR465. Najpierw miałem do pokonania segment o długości 6,3 kilometra i średniej stromiźnie 6,7%. W połowie drugiego kilometra minąłem górny wjazd do wioski Cercivento. Na wczesnym etapie wspinaczki nachylenie było łagodne. Pierwsze 2,7 kilometra to sektor z przeciętną zaledwie 3,9%. Pod koniec trzeciego kilometra stromizna stała się znacząca. Na dystansie 3,6 kilometra pozostałym mi stąd do Sella Valcaldy wynosiła już 8,1%. Dokładnie po przejechaniu 5 kilometrów minąłem boczną drogę wiodącą pod górę ku wiosce Zovello. Po przeszło 27 minutach wspinaczki wjechałem na przełęcz Valcalda. Po jej zachodniej stronie znajduje się Ravascletto należące do klubu „Borghi autentici d’Italia”. Podobnie zresztą jak goszczące nas w tych dniach Forni di Sotto czy też Sauris, które mieliśmy zobaczyć w trakcie zaplanowanego na sobotę podjazdu na Sella di Rioda. Co ciekawe miejscowość ta jest połączona z Monte Zoncolan koleją linową oddaną do użytku w roku 1975. Na Ravascletto mogłem jedynie rzucić okiem. Jednak będąc na Sella Valcalda musiałem skręcić ostro i wjechać na szosę wiodącą pod Monte Crostis czyli Panoramica delle Vette.
Ponieważ założyłem sobie wspinaczkę jedynie do końca asfaltu to powyżej owej przełęczy miałem do pokonania jeszcze 9,75 kilometra o średnim nachyleniu 9,5%. „Ciężki kawałek chleba”, ale w sumie podjazd bez większych stromizn. Ta maksymalnie sięga 12,4%. Jechało mi się na nim lepiej niż dzień wcześniej w nierównym terenie, na „schodach” powyżej Sappady. Przez blisko 7 kilometrów droga ta wiedzie przez las, ale od czasu do czasu są tu przecinki dzięki, którym otwierają się ładne widoki na okoliczne szczyty Alp Karnickich. Szosa jest całkiem przyzwoitej jakości, choć po drodze trafiłem na odcinek nieco zabrudzony trwającą właśnie wycinką lasu. Nie jest ona przesadnie kręta. Na dystansie niespełna 10 kilometrów mija się dziewięć wiraży, wliczając ten ostatni u kresu asfaltowej drogi. Na wysokości około 1620 metrów n.p.m. wyjechałem pomiędzy górskie łąki. Zatem ostatnie 2,9 kilometra miałem już do pokonania w terenie otwartym. To znaczy odsłoniętym na mocno dokazujące tego dnia promienie słońca. Wspomnę tylko, że na mecie pomimo sporej wysokości bezwzględnej mój licznik zanotował temperaturę 27 stopni! W końcówce podjazdu parę turystów wspinających się na elektrycznych „góralach”. Swoją wspinaczkę ukończyłem w czasie 85 minut. Początek żwirowej drogi wyglądał całkiem zachęcająco. Zakładam, że spokojnie można nią dotrzeć na Monte Crostis jadąc rowerem szosowym. Wolałem jednak nie kusić losu i ryzykować defektu na szutrowej nawierzchni. Zatrzymałem się tam na 10 minut podziwiając widoki. Spoglądając na południe dobrze widziałem „górskie siodło” gdzie lokowane są finisze Giro na Monte Zoncolan, a także górujący ponad nią szczyt Monte Arvenis (1968 m. n.p.m.).
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/15866723445
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15866723445
MONTE ZONCOLAN by ADRIAN ZDROJEWSKI
https://www.strava.com/activities/15863484980
ZDJĘCIA
FILM
Napisany w 2025c_Trentino-Alto Adige, Veneto & Friuli | Możliwość komentowania Monte Valsecca została wyłączona










