banner daniela marszałka

Weritzalp

Autor: admin o poniedziałek 14. Sierpień 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 2099 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1459 metrów

Długość: 21,1 kilometra

Średnie nachylenie: 6,9 %

Maksymalne nachylenie: 12,7 %

PROFIL

SCENA

Początek w Gampel (Wallis). To miejscowość w dystrykcie Leuk, która od 1 stycznia 2009 roku tworzy gminę Gampel-Bratsch. Gampel leży na prawym brzegu Rodanu, jakiś kilometr na północ od tej rzeki oraz drogi krajowej nr 9. W gminie tej mieszka niespełna 2 tysiące osób i bezpośrednio graniczy ona z porównywalnej wielkości jednostką Steg-Hohtenn. Gampel położone jest 35 i 10 kilometrów na wschód od Sionu i Susten oraz z drugiej strony 12 i 21 kilometrów na zachód od Visp i Brig. Miasteczko to jest bramą do Lotschental. Największej doliny kantonu Valais-Wallis po północnej stronie Rodanu czyli w Alpach Berneńskich. Ma ona 27 kilometrów długości i biegnie wzdłuż rzeczki Lonza, która wypływa z długiego na 6,5 kilometra lodowca Langgletscher. Otoczona jest szczytami o wysokości ponad 3000 metrów, z których najwyższym jest Bietschhorn (3934 m. n.p.m.). Dolina ta leży w granicach obszaru chronionego Jungfrau-Aletsch, który decyzją UNESCO z grudnia 2001 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa z dziedziny Natura. Główna przeszło 20-kilometrowa droga przez Lotschental biegnie początkowo w kierunku północnym, zaś następnie na północny-wschód. Na szlaku tym mijamy takie miejscowości jak: Goppenstein, Ferden, Kippel, Willer i Blatten. Szosa ta kończy się w osadzie Faleralp na wysokości 1763 metrów n.p.m. Kolarski podjazd na tym szlaku liczy sobie 20,5 kilometra o przewyższeniu 1133 metrów czyli ma średnie nachylenie 5,5%. Chcąc porwać się na coś ambitniejszego ze sportowego punktu widzenia należy podczas przejazdu przez Kippel lub Wiler opuścić tą dolinę. Trzeba tu odbić w lewo i zaliczyć stromą wspinaczkę do jednej z dwóch górskich osad: Lauchernalp (2102 m. n.p.m.) lub Weritzalp (2099 m. n.p.m.). Ta pierwsza od roku 1972 połączona jest z wioską Wiler koleją gondolową, więc można się do niej dostać również metodą „na leniucha”.

Za punkt start do naszej wspinaczki przyjąć można most nad rzeczką Lonza, wyznaczający granicę między gminami Gampel i Steg. Droga nr 509 dość szybko pnie się do góry po serpentynach zmierzając w kierunku miejscowości Hohtenn. Do połowy trzeciego kilometra pokonujemy sześć wiraży, zaś przy drugim z nich mijamy wjazd na Altetalstrasse, także prowadzącą w głąb Lotschental. W początkowej fazie wspinaczki nachylenie wynosi od 5 do 8%, z maksimum 9,2%. Na początku czwartego kilometra trzeba wjechać do długiego na 2600 metrów Mittaltunnel. Na światło dzienne wyjeżdżamy dopiero po przejechaniu 5,8 kilometra. Bardziej stroma jazda po starej drodze zaoszczędziłaby nam jakieś 1300 metrów, lecz jest to obecnie szlak wyłączony z użytku z uwagi na zarwany most nad Lonzą. Długi pobyt w pierwszym tunelu nie jest jedynym na tej górze. Na drodze do Wiler podobnych przepraw jest jeszcze osiem, z czego pięć na odcinku do Goppenstein (8,3 km). Tym niemniej wszystkie pozostałe są znacznie krótsze, co najwyżej półkilometrowe. We wspomnianym Goppenstein znajduje się stacja kolejowa oraz południowe wejście do wiekowego Lotschbergtunnel. Został on wybudowany w latach 1907-1913 i ma długość 14.612 metrów. Tunel ten biegnie na wysokości około 1200 metrów n.p.m. i po północnej stronie Alp Berneńskich kończy się przed miastem Kandersteg. Pociągi kursujące tą przeprawą umożliwiają transport samochodów. Co ciekawe w 2007 roku pod tymi samymi górami, acz kilkaset metrów niżej przekopano nowy, przeszło 34-kilometrowy tzw. tunel bazowy, który łączy Raron w Wallis z Frutigen w kantonie Berno. Wracając z torów na szosę trzeba powiedzieć, iż ósmy kilometr na dojeździe do Goppenstein jest wymagający, gdyż stromizna utrzymuje się tu na poziomie 8%, z max. 8,9%. Wypocząć można za to w drugiej połowie dziewiątego kilometra. Potem przez kolejne 2,5 kilometra nachylenie jest umiarkowane, między 3,5 a 7,5%. W połowie dwunastego kilometra zaczyna się zaś najłatwiejsza część tego wzniesienia. Przez dwa kolejne kilometry jest na dobrą sprawę płasko, więc szybko mijajmy wyrosłe na tym płaskowyżu wioski: Ferden (12 km) i Kippel (13,3 km). Już w centrum tej drugiej miejscowości można odbić w lewo, by stromą Hockenstrasse wspinać się do osady Lauchernalp.

Tym niemniej zmierzając do Weritzalp wypada nam zostać na drodze 509 jeszcze przez blisko półtora kilometra. Na dojeździe do Wiler (14,3 km) szosa ponownie zaczyna się wznosić, acz nachylenie nie przekracza nawet 7%. Niebawem na wysokości przystanku autobusowego Wiler Gschteinat (14,8 km) trzeba opuścić Lotschental. Z tego miejsca do celu pozostaje nam jeszcze 7 kilometrów. Ten sam dystans mielibyśmy do pokonania także przy jeździe do kresu owej doliny. Tym niemniej obie końcówki są diametralnie różne. Droga na wprost czyli do Fafleralp ma nachylenie ledwie 5%. Natomiast górski szlak do Weritzalp jest porównywalny z hardcorowym finałem na Alpe Galm, bowiem trzyma na średnim poziomie niemal 10%. Dwucyfrowa stromizna pojawia się już po 200 metrach od zjechania z głównej drogi. Należy uważać by na trzecim wirażu skręcić w prawo, choć na zakręcie tym zobaczymy tylko znak na Lauchernalp. Dwieście metrów dalej przejeżdżamy pod wiaduktem i zanim zaczyna się stroma droga do nieba. Już na dojeździe do drewnianego mostku stromizna skacze do poziomu 11,9%. W pierwszej połowie siedemnastego kilometra przez 250 metrów trzyma na poziomie co najmniej 12%. Na szczęście na przeszło 3-kilometrowym dojeździe do osady Fischbiel (19,3 km) owa dróżka wspina się po siedmiu serpentynach. Tym samym w razie potrzeby można wziąć zakręt nieco szerzej by złapać głębszy oddech. Na siódmym z owych wiraży trzeba podjąć decyzję co do wyboru mety. Jazda na wprost oznacza finisz w ośrodku turystycznym Lauchernalp, do którego można dotrzeć tędy lub też zachodnim szlakiem z Kippel. Wybierając znacznie skromniejszą osadę Weritzalp skręcamy tu w prawo i nadal jedziemy w kierunku północno-wschodnim. Pokonawszy jeszcze dwa wiraże dojeżdżamy do gospodarstwa Steinegga (20,7 km), w pobliżu którego podjazd na chwilę odpuszcza do zaledwie 4%. Na początku ostatniego kilometra stromizna wraca do poziomu 11%, po czym na ostatnich kilkuset metrach stopniowo maleje. W samej końcówce wjeżdżamy do gminy Blatten. Asfalt kończy się w zakręcie, na wysokości niemal 2100 metrów n.p.m. Z tego wirażu ku Weritzstafel biegną dwie równoległe, szutrowe ścieżki. Lewa lekko w górę, zaś prawa wyraźnie w dół.

AKCJA

Z Alpe Galm do naszego samochodu zjechałem o piętnastej. Po drodze zatrzymałem się na kawkę w restauracji Randevous. Z Susten pojechaliśmy do Gampel robiąc dalsze 10 kilometrów w kierunku wschodnim. Zatrzymaliśmy się na parkingu przy Feldstrasse, jakiś kilometr od podnóża podjazdu pod Weritzalp. Naszą ostatnią sierpniową wspinaczkę rozpoczęliśmy o 16:05. Zakładałem, że w dolnej części wzniesienia pojedziemy starą drogą, by uniknąć przejazdu przez ponad 2-kilometrowy Mittaltunnel. Nadal było gorąco, gdyż tym razem na starcie licznik pokazał mi 33 stopni. Podjazd prowadził południowym zboczem góry, więc na pierwszych trzech kilometrach ta temperatura wzrosła jeszcze o trzy oczka. Darek najwyraźniej odczuwał trudy swego niedzielnego etapu, bo tym razem rozstaliśmy się już po kilkuset metrach jazdy. Na drugim wirażu minąłem coś co wyglądało na Alte Talstrasse, ale uznałem że to chyba za wcześnie na zjazd z głównej drogi. Niebawem wiedziałem już, że straciłem tą szansę i przyjdzie mi zapoznać się ze wspomnianym tunelem. Dojechałem do niego w kwadrans. Pierwsze 3,3 kilometra pokonałem bowiem w czasie 15:05 (avs. 13,1 km/h). W tym długim tunelu dla własnego bezpieczeństwa wolałem jechać przydrożnym chodnikiem. Niemniej i na nim trzeba było uważać, bowiem był on szeroki ledwie na dwa kafle pomiędzy, którymi była szpara. Dodatkowym utrudnieniem były zatoczki rozmieszczone co kilkaset metrów. W tych miejscach mogłem albo zeskoczyć z wysokiego krawężnika, bądź też trzymać się chodnika jadąc wzdłuż ściany i tym samym chwilowo nie po linii podjazdu. Tak jedno jak i drugie rozwiązanie wybijało z rytmu jazdy. Po 27 minutach od startu wyjrzałem na światło dzienne. Potem trzeba było pokonać kolejne podziemne przeprawy, ale te były już znacznie krótsze i dzięki temu „lekkostrawne”. W okolice dworca w Goppenstein dotarłem w niespełna 40 minut. Na kolejnych kilometrach z umiarkowanym nachyleniem jechałem z prędkością około 14 km/h. Przed końcem jedenastego kilometra pokonałem ostatnie tunele. Do Ferden dojechałem w czasie 51:27. Po płaskim jechało się szybko, ale musiałem uważać by nie przeoczyć dróżki do Weritzalp. Podczas przejazdu przez Kippel chwilową  niepewność w moim umyśle zasiała boczna Hockenstrasse. Po chwili namysłu uznałem jednak, że należy jechać dalej prosto.

Następnie przejechałem przez Wiler, gdzie trzeba było powalczyć na delikatnym podjeździe. W końcu na skraju tej miejscowości skręciłem w prawo i zacząłem prawdziwą wspinaczkę. Po przejechaniu 400 metrów na trzecim wirażu odbiłem w lewo. Ta opcja okazała się jednak ślepą ulicą Wildistrasse. Zapytałem właścicielkę jednego z domów o drogę na Weritzalp. Gdy odrzekła, że trzeba się kierować znakami na Lauchneralp wiedziałem już gdzie jechać. Na tej pomyłce straciłem jakieś 3 minuty czasu i dodałem sobie 400 metrów przebiegu. Zatem dopiero pod koniec swego szesnastego kilometra rozpocząłem zmagania ze stromą końcówką wzniesienia. Łatwo nie było, tym bardziej że w nogach miałem już Alpe Galm. Pomyślałem, że tylko spokój może mnie uratować. Stwierdziłem, iż najważniejsze to jechać równym tempem. Udało mi się utrzymywać prędkość w okolicy 9 km/h. Według stravy ostatnie 6,63 kilometra pokonałem w 45:33 (avs. 8,7 km/h z VAM 874 m/h). Niemniej de facto jechałem nieco szybciej, bowiem od tego czasu należałoby mi odjąć blisko trzy minuty. Byłem pozytywnie zaskoczony, że na tak trudnej ścianie nie spotkał mnie żaden kryzys. Nazwa Lauchernalp nic mi nie mówiła, więc na rozjeździe przed Fischbiel skręciłem w prawo. Wkrótce po przejechaniu 21 kilometrów najgorsze miałem już za sobą. Natomiast swój ostatni cel w oddali przed oczyma. Była nim letniskowa osada znajdująca się jakiś kilometr za gospodarstwem Steinegga. Dojechałem do niej po przebyciu 22,27 kilometra w czasie 1h 44:50 (avs. 12,7 km/h). Gdy skończył się asfalt wybrałem lewą z dwojga kamienistych ścieżek i ostatecznie dotarłem na wysokość 2107 metrów n.p.m. Na zjeździe za wszelką cenę wolałem uniknąć przejazdu przez Mittaltunnel, więc odbiłem na „zakazaną” Alte Talastrasse. Ta okazała się być podniszczona i co gorsza „przerwana”. Most nad Lonzą okazał się być zarwany, więc nie chcąc zawracać musiałem ową rzeczkę przejść w bród. Ot mała przygoda na zakończenie wyprawy. Gdy zajechałem na parking zastałem tam czekającego już od dłuższego czasu Darka. Mój towarzysz szukając zapowiadanego przez mnie szlaku z pominięciem tunelu pobłądził i dotarł jedynie na wysokość 1040 metrów n.p.m. w rejonie Ladu. Tymczasem ja na ostatnim etapie przejechałem w sumie 83,5 kilometra z godnym finału przewyższeniem 3041 metrów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1133758516

http://veloviewer.com/activities/1133758516

ZDJĘCIA

20170814_061

FILMY

MAH04450

MAH04455