banner daniela marszałka

Monte Toraro (Valico Valbona)

Autor: admin o niedziela 5. Sierpień 2018

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1897 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1592 metry

Długość: 24,3 kilometra

Średnie nachylenie: 6,6 %

Maksymalne nachylenie: 11,8 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

W niedzielę 5 sierpnia podwyższyliśmy sobie poprzeczkę. Na piątkowym prologu i sobotnim pierwszym etapie pokonaliśmy trzy wzniesienia z gatunku pierwszej kategorii. Po tym wstępie przyszedł czas na coś mocniejszego czyli na wspinaczkę pod Monte Toraro. Górę na obszarze Altopiano di Folgaria. Najwyższy asfaltowy podjazd w paśmie Prealpi Venete i zarazem największy pod względem przewyższenia w całym regionie Veneto. Chcąc zapolować na tego „grubego zwierza” musieliśmy się wybrać samochodem do Val d’Astico. Doliny położonej dobre 50 kilometrów na zachód od naszej bazy w Borso del Grappa. Czekała nas tam przeszło 24-kilometrowa wspinaczka o przewyższeniu niemal 1600 metrów. Przy tym nie prowadząca na przełęcz bądź płaskowyż, do stacji narciarskiej czy schroniska, lecz na sam wierzchołek wspomnianej góry. Po drodze mieliśmy minąć Passo di Valbona usytuowaną na wysokości aż 1778 metrów n.p.m. Jakkolwiek trudno byłoby sobie wyobrazić etapowy finisz Giro na szczycie Monte Toraro to dziwić może, iż jak dotąd ani raz wyścig Dookoła Włoch nie przejechał przez przełęcz Valbona. Taka górska przeprawa z Veneto do Trentino mogłaby być mocnym rozprowadzeniem przed metą na legendarnym Monte Bondone. Względnie poprzedzać przełęcze Bordala i Santa Barbara przed finiszem w Riva del Garda. Najbliżej Valbony peleton GdI bywał na Passo Coe (1609 m. n.p.m.) oraz Passo di Sommo (1343 m. n.p.m.). Na tej pierwszej skończył się etap siedemnasty z roku 2002 wygrany przez Rosjanina Pawła Tonkowa. Koszulkę lidera wywalczył wtedy Paolo Savoldelli. Natomiast jej dotychczasowy właściciel Australijczyk Cadel Evans „stanął z głodu” i na ostatnich kilometrach stracił do Włocha aż 15 minut. Ta druga przełęcz w latach 1968 i 1974 posłużyła jedynie za górską premię. Niemniej za każdym razem podjeżdżano ku nim od zachodniej (trydenckiej) strony czyli nie po drodze, którą my mieliśmy się posłużyć.

Monte Toraro ma jednak ciekawą przeszłość, nawet jeśli zgoła niesportową. W latach 1966-77 ten szczyt był częścią bazy wojskowej Tuono. Jednej z trzynastu tego rodzaju baz NATO w północno-wschodnich Włoszech. Wówczas to na wspomnianej już przełęczy Coe’ stały wyrzutnie pocisków przeciwlotniczych Nike-Hercules, na szczycie Toraro rozlokowano urządzenia radarowe, zaś centrum logistyczne kompleksu znajdowało się w miasteczku Tonezza del Cimone. Dziś ta wyniosła góra przyciąga astronomów i krótkofalowców. Nasz podjazd z poziomu Val d’Astico mogliśmy rozpocząć na dwa zupełnie różne sposoby. Portal „cyclingcols” proponował zacząć wspinaczkę w miasteczku Arsiero. Natomiast moja książkowa lektura spod szyldu PVB sugerowała by ruszyć z wioski Barcarola, położonej 4 km dalej na północ. Oba te górskie szlaki schodzą się na wysokości 742 metrów n.p.m i pod względem trudności niewiele się różnią. Ten pierwszy wstęp to 6,68 kilometra o średnim nachyleniu 6,4%, zaś drugi liczy 6,59 kilometra o średniej 6,6%. Tym niemniej o ile na graficznym profilu wyglądają podobnie, to w rzeczywistości te dwie drogi są swym inżynierskim przeciwieństwem. Ta pierwsza czyli SP83 jest dwupasmowa. Powstała w latach 1953-61 pod nadzorem Państwowej Służby Leśnej i nosi przydomek „Direttissima”. Celem jej budowniczych było połączenie Arsiero z Tonezzą na możliwie najkrótszym odcinku. Biegnie ona zatem niemal prosto na północ od czasu do czasu kreśląc delikatne łuki. Szosa ta aż 11 razy znika w tunelach. Co ciekawe każdy z nich ma swoje imię. Ich łączna długość to tylko 697 metrów. Najdłuższy jest nr 6 czyli 130-metrowy Canaletto. Z kolei droga z Barcaroli to tzw. Strada del Monte Tonezza. Jest znacznie starsza. Niegdyś była szutrowa. Dziś prowadzi po asfalcie, acz podniszczonym. Niezmiennie pozostaje wąska (jednopasmowa) i kręta. Tu szosa ani na moment nie gubi się w czeluściach góry, za to bezustannie wije się po jej zboczu. Na odcinku niespełna siedmiu kilometrów trzeba pokonać aż 24 wiraże czyli średnio jeden co 275 metrów!

Po zjechaniu się owych dróg na Monte Toraro prowadzi już zasadniczo tylko jeden wenecki szlak. Najpierw jeszcze po drodze SP83 trzeba dojechać do Tonezza del Cimone czyli na wysokość 991 m. n.p.m. To odcinek o długości 3,55 kilometra ze średnią stromizną 7%. W miejscowości tej zaczyna się fragment podjazdu biegnący po drodze SP64 dei Fiorentini. Ma on długość 8,07 kilometra przy średnim nachyleniu 6,4%. Ten segment kończy się jakieś dwieście metrów za Chiesetta di Restele czyli kościółkiem Jan Gwalberta – patrona leśników. Potem na wysokości 1510 m. n.p.m. trzeba odbić w lewo by wjechać na szosę SP92 dei Francolini. Ten odcinek doprowadza już na przełęcz Valbona po pokonaniu 4,24 kilometra o średniej też 6,4%. Na sam koniec zostaje jeszcze ślepa droga wiodąca na szczyt Monte Toraro. Zamknięta dla normalnego ruchu samochodowego, lecz dostępna dla amatorów kolarstwa. Ten spokojny finał ma już tylko 2,05 kilometra przy średniej 5,6%. Całego giganta od stóp do czubka głowy poznało jednak tylko trzech spośród nas. Koledzy z Mazowsza znów zerwali się z łóżek przed godziną siódmą by już około ósmej wyjechać z Borso del Grappa do Arsiero. Po sobotnim etapie wiedzieli już chyba, że upału w żaden sposób nie da się uniknąć. Dlatego zakładam, że w tych ciężkich warunkach atmosferycznych chcieli po prostu odchudzić mój program dostosowując go do możliwości Piotra czy Artura. W każdym razie zaczęło to wyglądać na trwałą separację. Powstały nam dwa podzespoły. Ekipa poranna jeżdżąca w trybie wycieczkowym mniej lub bardziej ambitne trasy na rundach oraz drużyna przedpołudniowa realizująca oryginalny program „Dwa x góra-dół”. Adam, który nigdy nie miał problemów z wczesnym wstawaniem zapisał się do zespołu „Mazowsze”. W niedzielę nasi koledzy ruszyli z Arsiero o godzinie 8:59 i pokonali 68 kilometrów w tempie 21,2 km/h. Najpierw wjechali z Arsiero przez Tonezza del Cimone na Passo di Valbona. Potem przez Passo Coe’ zjechali do miejscowości Folgaria. Następnie pokonali ostatnie trzy kilometry podjazdu na Passo di Sommo. Po czym z owej przełęczy mieli już tylko w dół i po płaskim. W drodze powrotnej do Arsiero minęli Lastebasse, Pedemonte, Valpegarę i Barcarolę. Na tej trasie zrobili około 1700 metrów przewyższenia.

My wyjechaliśmy z bazy po godzinie dziesiątej. Transfer samochodowy po linii: Bassano del Grappa, Marostica i Thiene zabrał nam dobrą godziną. Po drodze było nieco objazdów z uwagi na liczne roboty drogowe. Po dotarciu do Arsiero zatrzymaliśmy się w pobliżu dawnego dworca kolejowego. Dzień był upalny. Na starcie mieliśmy temperaturę 32 stopni Celsjusza. Ruszyliśmy kilka minut przed wpół do dwunastą. Pierwsze trzysta metrów na Viale Roma były zupełnie płaskie, więc licznik włączyłem dopiero w miejscu, gdzie ulica ta połączyła się z drogą SP81. Po przebyciu 450 metrów dotarliśmy do centrum Arsiero, gdzie na wysokości miejscowego ratusza i pomnika „poległych za Italię” trzeba było skręcić w prawo. Po niespełna kilometrze od startu droga nr 81 odbiła w lewo ku miejscowości Posina. My pojechaliśmy prosto wjeżdżając na wspomnianą szosę SP83 alias Direttissima. Tomek szybko został w tyle. W pierwszych dniach wyprawy mój młodszy kolega spokojnie nabijał ciężkie kilometry, co w drugim tygodniu zaowocowało całkiem dobrą formą. W początkowej fazie tej wspinaczki czułem się jakbym jechał w piekarniku. Starałem się dyktować solidne tempo, ale bez szaleństw bo przesadna fantazja mogłaby przynieść opłakane skutki. Na czwartym kilometrze podjazdu mój licznik zanotował maksymalną na tym wzniesieniu temperaturę 37 stopni. Zastanawiałem się jak wysoko trzeba będzie tu wjechać zanim na Garminie zobaczę mniej niż 30. Co prawda co chwilę wjeżdżaliśmy do jakiegoś tunelu, ale one dawały wytchnienie dosłownie na moment. Po prawej stronie naszej drogi dostrzec można było serpentyny z dolnej części podjazdu do Rifugio Verenetta, naszej drugiej niedzielnej wspinaczki. Na ostatnich kilometrach przed Tonezzą del Cimone trzeba było pokonać cztery wiraże. Do miejscowości tej wjechałem z Darkiem po 42 minutach jazdy. Według stravy segment o długości 9,65 kilometra przejechaliśmy w 40:17 (avs. 14,4 km/h z VAM 921 m/h). Jakieś 6-7 minut szybciej niż nasi koledzy ze stolicy i okolicy. Natomiast Tomek tracił tu do nas niespełna 9 minut.

Wjechaliśmy tu na drogę SP64, gdzie pierwsze 3,5 kilometra prowadziły w odkrytym terenie wśród górskich łąk. Na tym odcinku przejechaliśmy przez wioski: Pettina i Sella. Po pokonaniu 13,7 kilometra minęliśmy odchodzącą w lewo szutrową drogę SP136 na Passo della Vena (1535 m. n.p.m.). Niebawem byliśmy już przy restauracji Chiosco Alpino. Nasza droga zmierzała teraz na północ by od tej strony ominąć szczyt Spiz Tonezza. Na szesnastym kilometrze stromizna przekroczyła 11%. Chcąc jak najszybciej pokonać ten trudny odcinek przyśpieszyłem i w okolicy wiaduktu nieco z przypadku odjechałem Darkowi. Potem szosa zawróciła na południe i na malowniczym odcinku z przełomu siedemnastego i osiemnastego kilometra przebiła się przez dwie galerie. Tu nieco zwolniłem by dać koledze szansę na dogonienie. Dario dojechał do mnie w okolicy Baito Restele, ale chyba odczytał mój odjazd jako atak, bo gdy tylko wjechaliśmy na drogę SP92 to skontrował. Tu w pobliżu Rifugio Melegnon stromizna skoczyła do 11,7%, zaś nawierzchnia drogi uległa pewnej degradacji. Tym razem to ja nie byłem w stanie utrzymać koła kolegi. Darek odjechał mi na dobre. Na przeszło 4-kilometrowym segmencie do Passo di Valbona nadrobił ponad minutę. Ten fragment podjazdu był nie mniej efektowny niż wcześniejszy. Minęliśmy tu kilka galerii oraz schronisko Rumor (21,1 km). Darek na przełęcz Valbona dotarł w czasie 1h 30:40 (avs. 14,6 km/h z VAM 952 m/h), zaś ja potrzebowałem na to 1h 31:43 (avs. 14,4 km/h z VAM 942 m/h). Dojechawszy do przełęczy Valbona (22,3 km) musieliśmy odbić w lewo. Aby wjechać na finałowy odcinek wspinaczki trzeba było jeszcze obejść opuszczony szlaban. Ta droga była wąska i nieco chropowata. Zameldowałem się na szczycie jakieś 50 sekund po Darku. Zrobiliśmy zdjęcia i nakręciliśmy filmiki. Na Tomka czekaliśmy blisko pół godziny. Niemniej to nie stanowiło problemu. Na szczycie góry pomimo sporej wysokości było aż 32 stopni! Można było się nawet opalać. Spotkaliśmy tam kilku fanów radiokomunikacji, którzy okazali się „Dobrymi Samarytanami”, bowiem nie proszeni poczęstowali nas dwukrotnie wodą mineralną prosto z podręcznej lodóweczki.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1752549572

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1752549572

ZDJĘCIA

20180805_001

FILMY

VID_20180805_130951

VID_20180805_131043

VID_20180805_133804

VID_20180805_140223

VID_20180805_140835

VID_20180805_150318