banner daniela marszałka

Col de Porte

Autor: admin o sobota 1. Czerwiec 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Grenoble / La Tronche (D 512)

Wysokość: 1326 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1107 metrów

Długość: 15,7 kilometra

Średnie nachylenie: 7,1 %

Maksymalne nachylenie: 10,5 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Do programu pierwszego etapu wybrałem dwa podjazdy w południowej części masywu Chartreuse. Na pierwsze sobotnie danie wspinaczkę pod Col de Porte, zaś na drugie wjazd na położoną w jej pobliżu Col de Palaquit. Taki był nasz plan minimum, bowiem chętni odpowiednio przedłużając sobie drugie wzniesienie mogli ponownie zameldować się na swej pierwszej mecie. Po długiej podróży do Francji pozwoliliśmy sobie na dłuższy sen niż zazwyczaj. Tym samym w teren wyjechaliśmy jeszcze później niż zwykle. Co do sposobu przedostania się na północny kraniec Grenoble zaufaliśmy telefonicznej nawigacji. Ta poleciła nam wykorzystać drogę krajową N87 okrążającą to miasto od wschodniej strony. Objechawszy aglomerację zatrzymaliśmy się na prawym brzegu Isery w pobliżu Pont de Chartreuse. Stąd mieliśmy ruszyć ku naszej pierwszej przełęczy, startując w kierunku miejscowości La Tronche. Strona „cyclingcols” publikuje aż cztery profile przedstawiające rozmaite podjazdy na przełęcz Porte, z czego aż trzy to opcje południowe. Podstawowa czyli północno-wschodnia biegnie po szosie D512. Sąsiednia (południowa) niemal cały czas wiedzie szlakiem D57 aż po przełęcz Palaquit, na której łączy się z tą pierwszą. Natomiast trzecia (południowo-zachodnia) zaczyna się w miejscowości Saint-Egreve na drodze D105a, mija wioskę Quaix-en-Chartreuse, by już po siedmiu kilometrach dobić do wspomnianej D57. Wybrałem dla nas tą pierwszą ścieżkę, zaś druga miała nam posłużyć za trasę etapu 1b. Po cichu liczyłem jeszcze na to, iż pomiędzy dwoma głównymi podjazdami bądź na sam koniec pierwszego etapu uda się nam też pokonać krótką, lecz bardzo stromą wspinaczkę do górującego nad miastem fortu czyli La Bastille (o długości 1,9 kilometra ze średnim nachyleniem ponad 14%).

Col de Porte jest przełęczą o bogatej karcie w dziejach Tour de France. Na trasie największego z Wielkich Tourów wykorzystaną ją już 18 razy (przy czym 8-krotnie podjeżdżano od południa). Przejechano przez nią już w 1907 roku na odcinku z Lyon do Grenoble o długości 311 kilometrów. Jako pierwszy zdobył ją Francuz Emile Georget. Niemniej tak w debiucie jak i na analogicznych odcinkach w kolejnych trzech latach na przełęcz tą zawsze wjeżdżano od łatwiejszej, północnej strony. Podobnie było w roku 1947, gdy po długiej nieobecności Col de Porte wróciła na trasę „Wielkiej Pętli”. Nasz „południowy klasyk” przetestowano na TdF dopiero w sezonie 1948 na maratońskim etapie czternastym z Briancon do Aix-les-Bains. Odcinek ten miał aż 263 kilometry, zaś kolarze poza wkrótce tradycyjnym tryptykiem: Porte–Cucheron–Granier musieli wcześniej pokonać podjazdy pod Galibier i Croix-de-Fer. Tego dnia nie było mocnych na Włocha Gino Bartalego. Toskańczyk wygrał z przewagą blisko 6 minut nad Belgiem Stanem Ockersem i odebrał koszulkę lidera Francuzowi Louisonowi Bobet. W późniejszych czasach jeszcze czterokrotnie (1951, 1958, 1962 i 1965) jechano przez Porte na etapach prowadzących z Briancon do Aix-les-Bains. Jednak były one nieco krótsze i łatwiejsze niż pierwotny, albowiem trzy podjazdy w masywie Chartreuse poprzedzano wspinaczkami na przełęcze Lautaret i Luitel. Z nich najbardziej pamiętny był odcinek 21-wszy z 1958 roku. Charly Gaul wygrał go z przewagą niemal 8 minut nad Belgiem Janem Adriaensensem, zaś do lidera Raphaela Geminianiego odrobił prawie kwadrans. Gaul po swym solowym rajdzie wrócił do gry o żółtą koszulkę, którą ostatecznie wywalczył dwa dni później na 74-kilometrowej czasówce do Dijon. Dodać też można, że Luksemburczyk do dziś pozostaje jedynym dwukrotnym zwycięzcą premii górskiej na Col de Porte, bowiem wygrał ją też na TdF z 1961 roku.

Lista zdobywców tej przełęczy na trasach Tour de France wręcz „poraża” jakością. Oprócz Gaula i Bartalego są na niej inni generalni zwycięzcy tego wyścigu jak i górale najwyższej klasy. Wszak już w 1909 roku pierwszy dotarł na nią Luksemburczyk Francois Faber. Natomiast po II Wojnie Światowej: Francuzi Jean Robic (1947) i Raymond Poulidor (1962), Hiszpanie: Federico Bahamontes (1963) i Julio Jimenez (1965), Francuz Roger Pingeon (1968), wielki Eddy Merckx (1970) czy kolejni Hiszpanie: Luis Ocana (1971) i Pedro Delgado (1989). Ostatnim zwycięzcą tej premii górskiej był zaś Francuz Stephane Heulot, na etapie do Albertville z roku 1998. Przyjmując za punkt startu do tej wspinaczki okolice mostu Chartreuse i bramy św. Wawrzyńca pierwsze 800 metrów na drodze D512 jest niemal płaskie. Na tym odcinku mijamy odchodzącą stromo w lewo uliczkę Chemin de la Bastille. Nasz podjazd de facto zaczyna się dopiero pod koniec pierwszego kilometra, gdy wspomniana droga odbija w lewo przybierając nazwę Route de la Chartreuse. Po czterech kilometrach mijamy elegancką wioskę Corenc z kościołem św. Piotra i Pawła, zaś pod koniec ósmego kilometra docieramy na pośrednią przełęcz Col de Vence leżącą na wysokości 782 metrów n.p.m. Jesteśmy już niemal na półmetku wzniesienia mając jego trudniejszą część za sobą, w tym dwukilometrowy sektor o średnim nachyleniu 9,2%. Potem jest nieco łatwiej, bowiem na pozostałym do szczytu odcinku 8,5 kilometra przeciętna wynosi 6,5%. Pod koniec jedenastego kilometra na wysokości Croix Saint-Bruno mijajmy skręt ku Fort du Saint-Eynard (1332 m. n.p.m.). To ciekawa alternatywa wobec Col de Porte. Meta parę metrów wyżej niż ta na przełęczy i przede wszystkim trudniejsza 4-kilometrowa końcówka, z ostatnimi trzema na średnim poziomie 10,6%. Trzymając się szosy D512 w połowie dwunastego kilometra wjeżdżamy do kolejnej ładnej wioseczki czyli Le Sappey-en-Chartreuse. Dwa kilometry dalej jesteśmy już na Col de Palaquit (1159 m. n.p.m.), skąd do końca wspinaczki brakuje nam już tylko 2,5 kilometra.

Na przełęczy po wschodniej (prawej) stronie drogi wita nas wyborny widok na Chamechaude (2082 m. n.p.m.), najwyższy szczyt Massif de la Chartreuse. Zmęczeni cykliści mogą się tu zatrzymać na popas w restauracji Le Cartusia. Natomiast niestrudzeni powinni z owej przełęczy odbić w lewo i pokonać kolejne ponad 440 metrów w pionie drogą do mety przy Chalets de Charmant Som. My mieliśmy ten finał w programie etapu 3a, po wcześniejszym zaliczeniu północnego podjazdu na Col de Porte. Dlatego w sobotę poprzestaliśmy na poziomie 1326 metrów. Do tej przeszło 15-kilometrowej wspinaczki podszedłem ambitnie. Zacząłem ją dość mocno i szybko rozstałem się ze swymi kompanami. Jednak warunki pogodowe były trudne (aż 33 stopni na starcie) i po sześciu-siedmiu kilometrach poczułem, że „przegrzałem swój system”. Zwątpiłem nawet czy zdołam w dobrym tempie przejechać cały ten podjazd. Ostatecznie jakoś się wybroniłem, w czym zapewne nieco pomogła mi łatwiejsza górna połówka tego wzniesienia. Według stravy zasadniczą część podjazdu pokonałem w 1h 05:05. Moi koledzy pojechali spokojniej. Tomek dotarł na przełęcz ze stratą przeszło 10 minut (byłoby nieco mniej, gdyby nie dwa przystanki na samym dole). Dario finiszował po kolejnych trzech minutach. Zważywszy jednak na upalną aurę obaj dobrze zrobili oszczędzając swe siły na tym podjeździe. Ja miałem wkrótce zapłacić za swe śmiałe harce.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2415287198

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2415287198

ZDJĘCIA

20190601_001

FILMY

VID_20190601_131259

VID_20190601_132510

VID_20190601_133428

VID_20190601_135015