banner daniela marszałka

Col de la Charmette

Autor: admin o niedziela 2. Czerwiec 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Saint-Egreve (D 105)

Wysokość: 1261 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1028 metrów

Długość: 12 kilometrów

Średnie nachylenie: 8,6 %

Maksymalne nachylenie: 11 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

W trakcie pierwszych pięciu dni tej wyprawy każdy z drugich podjazdów był dla mnie kryzysowy. Niemniej pośród nich tym zdecydowanie najgorszym był etap 2b, który przyszło nam „rozegrać” na podjeździe do Col de la Charmette. Czemu akurat ten podjazd mnie znokautował? Owszem mało spałem poprzedniej nocy i znów musiałem się zmagać z wysoką temperaturą, którą słabo znoszę. Jednak te dwa czynniki nękały mnie również w kolejnych dniach, acz nie do tego stopnia. Zakładam, że podstawową przyczyną mojej klęski na tym akurat wzniesieniu była długość poprzedniego podjazdu. Zdecydowana większość premii górskich jakie zwykliśmy poznawać w trakcie swych podróży liczy sobie od 10 do 20 kilometrów. Nie inaczej było w okolicach Grenoble. Jednak opisany już podjazd do Source de la Moliere miał aż 34 kilometry. Nie był szczególnie trudny, lecz na jego pokonanie potrzebowałem aż dwóch godzin. Doliczając postój na szczycie i czas potrzebny na zjazd oznaczało to, iż do drugiej niedzielnej wspinaczki przystępowałem mając za sobą blisko 70 kilometrów dystansu oraz dobre trzy i pół godziny spędzone pod palącym słońcem. Tymczasem czekał nas podjazd, na którym przeszło 1000 metrów przewyższenia trzeba było zrobić na przestrzeni niespełna 12 kilometrów. Bardziej stromy niż słynna L’Alpe d’Huez. Jednym słowem wymagający odpowiedniej mocy w nogach. Na świeżości mógłbym się z nim dziarsko zmierzyć. Niemniej tego popołudnia u podnóża owej góry miałem zdecydowanie za mało paliwa w baku. Odcinek pomiędzy obiema górami przejechaliśmy samochodem. Nie był on długi bowiem Sassenage od Saint-Egreve dzieli ledwie 7 kilometrów. Zatrzymaliśmy się na parkingu w zielonej okolicy, w pobliżu Parc de Vence. Około godziny szesnastej upał był wciąż niemiłosierny. Niebawem na starcie wspinaczki mój licznik zanotował temperaturę 34 stopni. Z miejsca postoju podjechaliśmy 800 metrów na start górskiego odcinka do dzielnicy La Monta.

Na mapie bez odpowiedniego powiększenia szlak na Col de la Charmette wygląda niczym strzała. Jakkolwiek nie brak na nim paru wiraży i zakrętów niemniej pierwsze wrażenie znajduje potwierdzenie w praktyce. Przez pierwsze 500 metrów wspinaczka ta prowadzi wzdłuż potoku La Vence, tym samym szlakiem co zachodni wariant podjazdu na Col de Palaquit. Ten prowadzi stąd dalej w kierunku wschodnim drogą D105a. Natomiast nasz szlak D105 odbija tu w lewo by piąć się na północ wzdłuż strumienia Le Tenaison. Na pierwszych siedmiu kilometrach mijamy szereg osad i wiosek. Zdecydowanie największą jest Proveysieux leżąca w połowie czwartego kilometra. Na dojeździe do niej odnajdujemy: Moretiere i Le Mollard. Natomiast powyżej mamy jeszcze do zobaczenia: Le Gua, Savoyardiere oraz Pomarey Dolne i Górne. Po przebyciu 6,7 kilometra droga na dobre gubi się w leśnej głuszy, gdzie wita nas brama wysoka na cztery metry. Na tym podjeździe niemal brak luźniejszych odcinków. Wspomnieć można tylko o dwóch: krótszym na wysokości Le Mollard i dłuższym w pierwszej połowie szóstego kilometra. Tym niemniej większość kilometrowych odcinków trzyma tu na poziomie 8-9%. Najtrudniejszym jest szósty od końca, na którym średnie nachylenie wynosi 10,3%. Wspinaczka kończy się w dość anonimowym miejscu u wylotu z lasu. Przełęcz leży pomiędzy szczytami Grande Sure (1920 metrów n.p.m.) na zachodzie i Charmant Som (1867 metrów n.p.m.) na wschodzie. U kresu szosy stoi kamienna kapliczka Oratorio San Bruno, która w dalekiej przeszłości wyznaczała południową granicę rozległych posiadłości mnichów z klasztoru Grand-Chartreuse. Żaden większy wyścig nigdy nie zawitał na przełęcz Charmette. Za mało tu miejsca na wyznaczenie kolarskiej mety. Do roli górskiej premii też słabo się nadaje, skoro jedynie z południowej strony dojechać na nią można po asfalcie. Teoretycznie tylko 11 kilometrów dzieli ją od położonej na północy miejscowości Saint-Laurent-du-Pont. Niemniej pierwsze 8 kilometrów tego szlaku to ledwie gruntowa ścieżka do Chartreuse-de-Curiere.

Przed nami było zatem 12 stromych kilometrów na drodze D105. W La Monta poczekałem z Tomkiem na przyjazd Darka. Wkrótce razem ruszyliśmy pod górę. W połowie pierwszego kilometra skręciliśmy w lewo ignorując czerwony znak „droga zamknięta” (route ferme). Początkowo nic nie zapowiadało mojej zapaści. Nie czułem się dobrze, ale miałem nadzieję, że w przyzwoitym stylu z umiarkowaną prędkością jakoś uda mi się dotrzeć do celu. Dario odpadł od grupki pod koniec pierwszego kilometra. Ja dyktowałem niewygórowane tempo, raz to jadąc sam, innym razem z Tomkiem. Pierwsze objawy kryzysu poczułem po trzech kilometrach, zaś pod koniec czwartego musiałem pożegnać się z młodszym kolegą. Według stravy pierwsze 5,3 kilometra Tommy przejechał w 27:39. Ja traciłem do niego 48 sekund, zaś Darek 1:41. Niemniej siły szybko mnie opuszczały, zaś upał nadal gnębił. W połowie podjazdu mój licznik zanotował 31 stopni. Po przejechaniu 6,3 kilometra w trakcie przejazdu przez Pomarey-les-Bas zatrzymałem się po raz pierwszy, chcąc się schłodzić wodą z przydrożnego kranu. Zanim ruszyłem dalej minęły dwie i pół minuty. W tym czasie minął mnie Darek, który pokrzepił się faktem, iż ktoś męczy się bardziej od niego. Niestety ten przystanek na niewiele mi się przydał. Na ratunek było już za późno. W połowie ósmego i dziewiątego kilometra ponownie się zatrzymywałem. Z biegiem czasu było ze mną coraz gorzej. Ogółem stawałem siedem razy. Dwa razy niejako przymusowo. Najpierw z uwagi na płot blokujący przejazd, następnie by przebrnąć przez strefę robót drogowych z początku jedenastego kilometra. W końcu zaś na ostatnim kilometrze złapał mnie jeszcze skurcz. W sumie na wszystkich przystankach straciłem 11 minut. Na szczyt dowlokłem się w słabiutkim czasie 1h 23:02, ze średnią prędkością ledwie 8,5 km/h. Tomek czekał na mnie przeszło kwadrans, z czego 11 minut już w towarzystwie Darka. Taki ślimaczy wjazd zdecydowanie nie napawał mnie optymizmem przed kolejnymi etapami. Na szczęście poniedziałkowy odcinek 3b miał być jednym z najkrótszych na tej wyprawie.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2418515318

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2418515318

ZDJĘCIA

20190602_059

FILMY

VID_20190602_175206