banner daniela marszałka

Charmant Som

Autor: admin o poniedziałek 3. Czerwiec 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Saint-Laurent-du-Pont (D 520B)

Wysokość: 1668 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1240 metrów

Długość: 22,4 kilometra

Średnie nachylenie: 5,5 %

Maksymalne nachylenie: 12,4 %

PROFIL

  

SCENA i AKCJA

Po tym jak w niedzielę wdrapaliśmy się na Source de la Moliere, najwyższy szosowy podjazd Massif du Vercors w poniedziałek poszliśmy za ciosem. Pierwszym celem trzeciego etapu tej wyprawy było zdobycie Charmant Som, najbardziej wyniosłej kolarskiej mety w sąsiednich górach Chartreuse. Jako, że każdy szosowy szlak wiodący na ten górski szczyt prowadzi przez Col de Porte był to zarazem nasz powrót do pierwszej z sobotnich górskich premii. Oczywiście ponowny wjazd na tą przełęcz od południowej strony nie miałby większego sensu. Dlatego tym razem wdarliśmy się autem do wnętrza Massif de la Chartreuse, by poznać podjazdy w środkowej części tej górskiej grupy. Pierwszą wspinaczkę zacząć mieliśmy z miejscowości Saint-Laurent-du-Pont. Tym samym na dojeździe mieliśmy do pokonania 36-kilometrową trasę przez miejscowość Voreppe i niepozorną przełęcz Placette (587 metrów n.p.m.). Na miejscu czekał nas blisko 24-kilometrowy podjazd o średnim nachyleniu 5,2%. W praktyce to długie wzniesienie składa się jednak z trzech wcale niełatwych sekcji wspinaczek, przedzielonych dłuższym i krótszym odcinkiem niemal płaskiego terenu. Pierwsza tercja to 10-kilometrowy sektor z Saint-Laurent-du-Pont do La Diat prowadzący po drodze D520B wzdłuż rzeczki Guiers Mort. Wymagający od połowy czwartego do końca siódmego kilometra, gdzie najtrudniejsze 500 metrów ma średnie nachylenie 8,4%. W Le Diat skręca się w prawo i wjeżdża na drogę D512 biegnącą na południe ku przełęczy Porte. Ten fragment wzniesienia liczy 8,3 kilometra. Jest tu kilka co najmniej 8%-owych odcinków, zaś najsroższy przez pół kilometra trzyma na poziomie 9%. Zarówno na pierwszym jak i drugim segmencie podjazdu maksymalna (chwilowa) stromizna sięga 11,5%.

Niemniej najcięższe zadanie czeka na śmiałków podczas trzeciego aktu tej wspinaczki. Co prawda pierwsze 1200 metrów za przełęczą Porte jest z grubsza płaskie. Niemniej potem trzeba pokonać trzykilometrowy odcinek o średniej 10%, prowadzący po szosie D57e powstałej w latach 1932-37. Trud jej budowniczych został uwieczniony na licznych tablicach, które stoją na poboczu tej drogi. Poważne wyzwanie dla cyklistów kończy się tu na wysokości kapliczki Oratoire d’Orgeval. Ostatni kilometr podjazdu jest już znacznie łatwiejszy. Meta znajduje się przed oberżą, za którą to piętrzy się wierzchołek góry Charmant Som, przerastający górską gospodę o niemal 200 metrów. Tak u kresu owej wspinaczki jak i w wielu niższych miejscach, spoglądając na wschód dojrzymy charakterystyczny wierzchołek góry Chamechaude (2082 m. n.p.m.). Najwyższego szczytu w paśmie Chartreuse, który pod względem wybitności (deniwelacji względnej) z „wynikiem” 1769 metrów uchodzi za czwartą górę metropolitalnej Francji. Wspomniałem, że Charmant Som zawiera w sobie północny podjazd na Col de Porte. To znaczy szlak, który już 10 razy znalazł się na trasach Tour de France. Można go przemierzyć tak w wersji dłuższej czyli od miasteczka Saint-Laurent-du-Pont lub znacznie krótszej z miejscowości Saint-Pierre-de-Chartreuse. Na „Wielkiej Pętli” każdy z tych wariantów przećwiczono dotąd po pięć razy. Ten pierwszy w latach 1907-10, gdy na górę pierwsi wjeżdżali: Emile Georget, Georges Passerieu, Francois Faber i Charles Crupelandt oraz w 1963 roku, gdy premię górską wygrał Federico Bahamontes. Natomiast opcja druga (poprzedzana zjazdem z sąsiedniej przełęczy Col du Cucheron) była testowana na Tourze z lat 1947, 1961, 1968 oraz 1970 i 1971 gdy najszybciej wspinali się: Jean Robic, Charly Gaul, Roger Pingeon, Eddy Merckx i Luis Ocana. W sezonie 2020 roku peleton TdF po raz dziewiętnasty przejedzie Col de Porte. Organizatorzy początek jedenastej, północnej wspinaczki na tą przełęcz wyznaczyli w mieście św. Wawrzyńca.

My po dojechaniu do Saint-Laurent-du-Pont nie znajdując dogodnego miejsca na „porzucenie” auta wjechaliśmy na podjazd by poszukać szczęścia gdzieś przy trasie przyszłej wspinaczki. Tak przejechaliśmy niemal dwa kilometry, zatrzymując się dopiero w zatoczce pod lasem, tuż przed pierwszym z tuneli i naprzeciwko dawnej destylarni. Potem już na rowerach nieco zjechaliśmy. Niemniej obejrzawszy początkowy odcinek drogi D520B uznaliśmy, iż nie ma sensu zawracać aż do miasteczka. Ostatecznie ruszyłem w towarzystwie Tomka z miejsca równo o kilometr oddalonego od centrum Saint-Laurent. Darek wystartował siedem minut wcześniej i nieco wyżej, bo z osady Fourvoirie. Po niespełna kilometrze jazdy minęliśmy nasz postój, by po chwili zniknąć w długim na 270 metrów tunelu. Na przełomie drugim i trzecim mieliśmy po prawej ręce tory kolejki wąskotorowej. Niemniej największą atrakcją pierwszej tercji tego wzniesienia okazał się przejazd przez urokliwy przełom rzeki czyli Gorges du Guiers Mort, na piąty i szóstym kilometrze wspinaczki. Jak głęboki jest to kanion można się przekonać spoglądając z pobliskiego punktu widokowego Belvedere des Sangles. Tommy nie mógł się zdecydować czy jechać ze mną czy też nieco wolniej. Natomiast Dario zaczął spokojnie i szybko tracił swą początkową przewagę. Tym samym na początku siódmego kilometra, dojeżdżając do mostu Pont Saint-Pierre, ujrzałem go przed sobą jak sposobi się do wjazdu na drogę D103. Taki wybór pozwoliłby mu zobaczyć klasztor Grande Chartreuse (główną siedzibę Zakonu Kartuzów), lecz jednocześnie zmusiłby Dariusza do nadrobienia 700 metrów. Krzyknąłem, więc iż trzeba odbić w prawo i po chwili już we trzech wjechaliśmy na bodaj najłatwiejszy fragment tego podjazdu. Pierwsza połowa tego odcinka nadal wiodła między skałami. Krajobraz zmienił się dopiero, gdy minęliśmy Porte de l’Enclos.

Pod koniec dziewiątego kilometra dotarliśmy do La Diat wjeżdżając na drogę D512, tą samą po której dwa dni wcześniej wspinaliśmy się na Col de Porte od południa. Na początku dziesiątego kilometra minęliśmy miejscowy park rozrywki „zaopatrzony” w tor wyścigowy dla specjalistów od BMX-ów. Na drugiej tercji dość szybko się rozjechaliśmy. Darek odstał wyraźnie, lecz Tomek trzymał kontakt wzrokowy z moimi plecami. Do końca czternastego kilometra jechaliśmy przez łąki i tereny zamieszkane, mijając kolejne osady jak choćby Martinere czy Les Guillets. Potem szosa wpadła w las dając nam więcej cienia. Dzień znów był gorący. Na starcie mieliśmy 26 stopni, ale na szóstym kilometrze już 30, zaś w połowie wspinaczki nawet 33. O tym co nas czeka informowały eleganckie zielone tablice z aktualną wysokością bezwzględną, odległością do Col de Porte i nachyleniem najbliższego kilometra. Na długiej prostej do przełęczy zorientowałem się, iż Tomek ponownie zaczął odrabiać dystans, więc po zakręcie w prawo nieco zwolniłem by szybciej mnie doszedł. Zakładałem, że jak tylko będzie chciał to i tak mnie złapie na stromej końcówce. Wolałem złapać głębszy oddech by później spróbować utrzymać jego koło na stromiźnie przed Charmant Som. Poszło mi lepiej niż się spodziewałem. Nawet byłem tu w stanie dyktować warunki. Według stravy najbardziej stromy fragment o długości 3,7 kilometra pokonaliśmy ze średnią prędkością 10,5 km/h i VAM na poziomie 969 m/h. Żaden wyczyn i tempo ledwie umiarkowane. Niemniej pod koniec przeszło 20-kilometrowej wspinaczki, nazajutrz po niedzielnej gehennie z Col de la Charmette dało mi to nadzieję, że lepsze czasy jeszcze przyjdą. Cały podjazd zabrał nam 1h 34:34 (avs. 13,4 km/h). Zasiedliśmy przed oberżą, zamawiając po kawie i ciastku. Po 11 minutach dojechał do nas Darek. W tych górskich okolicznościach przyrody pozwoliliśmy sobie na 40-minutową sjestę.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2420797478

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2420797478

ZDJĘCIA

20190603_001

FILMY

VID_20190603_133517

VID_20190603_140226