banner daniela marszałka

Chamrousse (Roche Beranger)

Autor: admin o środa 5. Czerwiec 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Uriage-les-Bains (D 111)

Wysokość: 1721 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1310 metrów

Długość: 17,6 kilometra

Średnie nachylenie: 7,4 %

Maksymalne nachylenie: 13,2 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Zjechawszy do Allevard zapakowaliśmy się do samochodu by jak najszybciej przedostać się do podnóża drugiego ze środowych wzniesień. Pokonaliśmy dość skomplikowaną trasę o długości 46 kilometrów, która to Uriage-les-Bains zawiodła nas drogami D525, A41, N87 i w końcu D524. Wspomniane miasteczko okazało się pięknym uzdrowiskiem. Położone jest na pograniczu gmin Saint-Martin d’Uriage oraz Vaulnaveys-le-Haut. Jego historia sięga starożytności, gdyż pierwsze łaźnie założyli w tym miejscu Rzymianie. Tutejsze woda termalna zawiera siarczki oraz chlorek sodu i ma właściwości anty-reumatyczne. Ponoć jej budowa molekularna zbliżona jest do stężenia surowicy ludzkiej krwi dzięki czemu może być ona aplikowana bezpośrednio poprzez zastrzyki domięśniowe. Niemniej Uriage było jedynie bramą do naszego celu czyli stacji narciarskiej Chamrousse. Ten ośrodek sportów zimowych jest starszy i pod każdym względem większy od poznanego nieco wcześniej Super-Collet d’Allevard. Pierwszy klub narciarski powstał tu już w roku 1929. Stacja ta połączona jest z Uriage-les-Bains dwoma niezależnymi szosami, z których każda pokonuje przewyższenie ponad 1300 metrów. Decyzję o budowie drogi południowej przez Belmont, Montgardier i Premol podjęto już w roku 1937. Do wybuchu II Wojny Światowej położono pierwsze 11 kilometrów do poziomu przełęczy Luitel. Jej górny odcinek ukończono w roku 1949. Droga północna biegnąca przez Saint-Martin d’Uriage powstała w latach 1954-56. Nieco wcześniej, bo w roku 1952 doprowadzono tu pierwsza kolej linową. Obecnie Chamrousse składa się z czterech terenów narciarskich, którym przyporządkowano stosowne do wysokości liczby. Chamrousse 1600 to de facto Domain de l’Arselle, Chamrousse 1650 znana jest lepiej jako Le Recoin, Chamrousse 1700 zowie się Bachat Bouloud. No i w końcu nasza kolarska meta czyli Chamrousse 1750 to po prostu Roche-Beranger. Natomiast najwyższym punktem całego narciarskiego kompleksu jest wierzchołek Croix de Chamrousse (2253 m. n.p.m.).

Na fanów „białego szaleństwa” czekają tu 42 trasy zjazdowe o łącznej długości 90 kilometrów. Obsługiwane przez 11 orczyków, 8 wyciągów krzesełkowych oraz kolej gondolową. Z kolei amatorzy narciarstwa biegowego mają do swej dyspozycji 9 tras o długości w sumie 44 kilometrów. W trakcie Igrzysk Olimpijskich w Grenoble (1968) to właśnie w Chamrousse rozegrano wszystkie konkurencje narciarstwa alpejskiego, który wówczas było tylko sześć. Panowie walczyli o medale w Roche-Beranger, gdzie swój złoty hat-trick „ustrzelił” Jean-Claude Killy. Panie rywalizowały zaś w pobliskim Le Recoin. Wspomniałem, iż z Uriage-les-Bains do Chamrousse prowadzą dwie drogi. Ich początki oddalone są od siebie o ledwie 1200 metrów. Północny szlak jest dłuższy, lecz łagodniejszy co oczywiste zważywszy na fakt, iż oba mają identyczne przewyższenie. Zaczyna się on na szosie D280, która za Saint-Martin-d’Uriage przechodzi w D111. Ten wariant podjazdu ma długość 20,5 kilometra z przeciętną nachylenia 6,4%. Niemniej na pierwszych 7 kilometrach jego stromizna wynosi aż 8,9%. Południowy w całości prowadzi po szosie D111 i również na dole jest trudniejszy niż u góry. W sumie liczy sobie 17,7 kilometra o średnim nachyleniu 7,4%. Początkowe 8 kilometrów ma przeciętną na poziomie 8,2%, zaś finałowe 9 kilometrów jedynie 7%. Oba segmenty przedzielone są ledwie 300-metrowym „falsopiano” w pobliżu Maison Forestiere de Premol. Na „cyclingcols” za trudniejszą uznano drogę południowa, która to uzyskała 981 punktów, podczas gdy północnej przyznano 888 oczek. Tym niemniej warto dodać, iż południowy podjazd może być jeszcze trudniejszy. Można go bowiem zacząć z doliny rzeki Romanche od miasteczka Sechilliene. Wówczas przez pierwsze 9 kilometrów wspinamy się stromą ścieżką na Col du Luitel (1264 m. n.p.m.) i dopiero za tą przełęczą wbijamy się na szerszą południową drogę do Chamrousse. Taki kombinowany wariant podjazdu został „wyceniony” przez autora wspomnianej strony na aż 1157 punktów. Tym niemniej Luitel i tak mieliśmy pokonać na ósmym etapie, więc w środę poprzestaliśmy na starcie z Uriage-les-Bains.

Południowy czy raczej południowo-zachodni podjazd do stacji Chamrousse dwukrotnie został wypróbowany na trasach Tour de France, choć co nietypowe nie został wcześniej przetestowany na Criterium du Dauphine (Libere) bądź Tour de l’Avenir. W 2001 roku znalazł się na jedenastym odcinku „Wielkiej Pętli”, którym była 32-kilometrowa czasówka ze startem w Grenoble. Pierwsze 13,5 kilometra tej próby prowadziło w terenie pagórkowatym przez Eybens i Brie-et-Angonnes. Natomiast kolejne 18,5 kilometra już po trasie wybranego przeze mnie podjazdu. Ten „etap prawdy” z czasem 1h 07:27 wygrał zdyskwalifikowany po latach Amerykanin Lance Armstrong. Teksańczyk równo o minutę wyprzedził Niemca Jana Ullricha oraz o 1:35 Baska Josebę Belokiego. Dziesiąty tego dnia Włoch Stefano Garzelli był wolniejszy już o 3:08, zaś 23. nasz Tomasz Brożyna o 5:05. Niespodziewany lider tamtego TdF Francuz Francois Simon stracił do „Jankesa” równe 7 minut, zaś ówczesny wicelider śp. Andrej Kiwiliew z Kazachstanu 6:07. Z kolei w sezonie 2014 peleton TdF dotarł tu na etapie trzynastym rozpoczętym w Saint-Etienne. Finałowy podjazd został poprzedzony zaliczonym już przez nas podjazdem na Col de Palaquit. Najmocniejszy na tym odcinku okazał się Włoch Vincenzo Nibali, późniejszy zwycięzca tej edycji. Sycylijczyk wyprzedził naszego Rafała Majkę o 10 i Czecha Leopolda Koniga o 11 sekund. Ciężkie straty poniósł tego dnia wicelider Richie Porte, który po kontuzji Chrisa Froome’a mógł wejść w buty lidera ekipy Sky. Tymczasem Australijczyk rodem z Tasmanii dotarł do mety w Chamrousse ze stratą aż 8:48 do zwycięzcy. Zważywszy na to co stało się podczas naszej „inspekcji” tego wzniesienia można powiedzieć, że podzieliłem jego losy 😉 Początkowo nic nie zapowiadało większych problemów, acz przyznam, iż na starcie nie czułem się dobrze. Ruszyliśmy razem, kilka minut po piętnastej przy temperaturze 30 stopni z ronda przy polu Golf de Grenoble Uriage.

Znów było upalnie. Przez pierwsze kilometry jechaliśmy w terenie odkrytym i mój licznik już na trzecim kilometrze zanotował 35 stopni! Taka wartość utrzymała się do końca piątego kilometra, zaś poniżej 30-stu spadła dopiero na dwunastym. Tym niemniej początkowo wytrzymywałem tempo Darka. Tommy trzymał się za nami z minimalną (taktyczną) stratą. Paliwa zaczęło mi brakować już pod koniec czwartego kilometra. Odpadłem od naszego lidera i po chwili wspinałem się czas jakiś w towarzystwie Tomka. Dodam, iż niezbyt długo. Na początku siódmego kilometra musiałem dać za wygraną czyli puścić koło młodszego kolegi. Fatalna kombinacja w postaci serii źle lub prawie nieprzespanych nocy oraz upalnych dni szybciej niż zwykle wysysała pokłady mojej energii. Znów zapowiadała się walka o przetrwanie i to długa, bo resztki sił musiałem rozłożyć aż na 11 kilometrów. Tomek rzucił się w pogoń za Darkiem, zaś ja traciłem do obu coraz więcej. Do wypłaszczenia w Premol (9,4 km) Dario dotarł z przewagą minuty nad Tomkiem i 2:20 nade mną. Przy łączniku z Col du Luitel (11 km) Tommy tracił do lidera tylko 30 sekund, zaś ja już 3:45. Tomek dopadł Darka na początku trzynastego kilometra. Na ostatnim z czternastu wiraży czyli w połowie piętnastego kilometra miałem do nich stratę 6:45. Gdy moi koledzy wjeżdżali do centrum stacji ja miałem do pokonania jeszcze półtora kilometra. Podjazd kończyłem „na oparach” energii i tak cud, że ani razu po drodze się nie zatrzymałem. Poprzestałem na wjeździe na Place de Trolles, przy którym to placu stoi budynek lokalnego merostwa. Moi dwaj kompani zgodnie z naszym zwyczajem poszukali jeszcze najwyższego punktu „zdobytej” stacji, docierając do końca Route de la Croisette na wysokość blisko 1800 metrów n.p.m. Na przejechanie tego wzniesienia potrzebowałem aż 1h 35:15 (avs. 11,3 km/h z VAM ledwie 820 m/h). Do kolegów straciłem jakieś 8:40, bowiem Tomkowi strava policzyła czas 1h 26:36. Na liście rankingowej moich czerwcowych „dróg krzyżowych” ta wspinaczka może się bić o miejsce drugie z podjazdem na Palaquit. Jeszcze na zjeździe byłem półprzytomny. Tymczasem trzeba było uważać na mocne podmuchy wiatru.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2426597082

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2426597082

ZDJĘCIA

20190605_039

FILMY

VID_20190605_165233

VID_20190605_170934