banner daniela marszałka

Col Tzecore

Autor: admin o czwartek 29. Sierpień 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Saint-Vincent (SR7)

Wysokość: 1623 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1046 metrów

Długość: 14 kilometrów

Średnie nachylenie: 7,5 %

Maksymalne nachylenie: 13,4 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Na sam koniec zostawiłem sobie podjazd na Col Tzecore, która w moim książkowym przewodniku opisana została pod nazwą Col Zuccore. Zachodnie wspinaczka na tą przełęcz zaczyna się na wschodnim krańcu Saint-Vincent i przez blisko 10 kilometrów wiedzie po drodze SR7. Dlatego po zjeździe z Col de Joux musiałem przedostać się na drugą stronę miasteczka. Przeprowadzka była krótka, ale dla własnej wygody postanowiłem skorzystać z samochodu. Przede wszystkim dlatego by po drugiej premii górskiej nie szukać już auta. Przejechawszy przez miasto zaparkowałem nieopodal stacji benzynowej sieci Europam. Miałem przed sobą wzniesienie nieco krótsze od pierwszego, lecz wcale nie łatwiejsze. Potwierdzała to zarówno książkowa ocena czyli „3 z plusem” jak i wycena rodem z cyclingcols.com przyznająca mu 765 punktów. Tzecore może i jest nieco niższe i mniejsze od Joux, lecz owe braki nadrabia większą stromizną. W przeciwieństwie do swej sąsiadki „ma w ofercie” 500-metrowe sektory o stromiźnie powyżej 10%. To znaczy trzy o identycznej wartości 10,4%. Pierwszy pod koniec drugiego kilometra, drugi pod koniec piątego i trzeci na początku jedenastego kilometra wspinaczki. Poza tym jeszcze dziewięć tego rodzaju odcinków o nachyleniu co najmniej 8%. Jednym słowem jakby to wszystko zsumować to okaże się, iż dobre 6 kilometrów z całego podjazdu trzyma tu na poziomie minimum 8%. Tym niemniej podobnie jak w przypadku Joux trudniejsza jest wschodnia droga na tą przełęcz. Wspinaczka rozpoczynająca się w Verres ma długość 16,1 kilometra i średnie nachylenie 7,7%, zaś przewyższenie 1239 metrów. Pierwsze 9,8 kilometra wiedzie przez Vallee d’Ayas. Dolinę tą opuszcza się na wysokości Challand-Saint-Anselme (1029 m. n.p.m.). Na bocznej drodze trzeba przejechać jeszcze 6,3 kilometra o przeciętnym nachyleniu 9,4%, w tym trzy bardzo strome kilometry bezpośrednio za wioską Orbeillaz o średniej aż 11,2%. Środowa wspinaczka do wyżej położonej stacji Estoul odwiodła mnie od tej górskiej ściany. Pozostało mi zaatakować Tzecore od zachodniej flanki.

W przeciwieństwie do swej sąsiadki Col Zuccore przez lata i dekady całe pozostawała nieznana wyścigowi Dookoła Włoch. Żadna z pierwszych stu edycji Giro d’Italia nie zahaczyła o tą przełęcz. Debiut miał miejsce dopiero w 2018 roku na etapie dwudziestym z Susy do Cervinii. Na przedostatnim odcinku ubiegłorocznego Giro wspinano się na Tzecore (vel Col du Mont-Tsęuc) od strony wschodniej. Pierwszy na tej przełęczy pojawił się Giulio Ciccone, który na trasie owej edycji bez powodzenia walczył o niebieską koszulkę „górala”. Klasyfikację górską tej imprezy wygrał niejako przy okazji swego generalnego triumfu Chris Froome, zaś młody Włoch dopiął swego w 2019 roku. Co ciekawe na zjazd z tej premii górskiej zakończył się w zachodniej części Saint-Vincent, co oznacza że wykorzystano spory fragment drogi SR33. Zanim Col Tzecore wypróbowano na wielkim Giro to kilkukrotnie przetestowano ów wschodni podjazd na trasach regionalnego Giro delle Valle d’Aosta. Jeśli chodzi o drugą dekadę XXI wieku to na stronie tego wyścigu znalazłem cztery takie przypadki. Wspinaczka z Verres pojawiła się na trasie piątego etapu z roku 2011, gdy w Torgnon wygrał Amerykanin Joseph Dombrowski. Potem na drugim odcinku w 2013 roku, gdy na mecie w Champorcher triumfował Włoch Davide Villella. W końcu zaś na trzecim etapie z sezonu 2015, gdy w Breuil-Cervinia zwyciężał Rosjanin Matwiej Mamykin. Poza tym na Tzecore od wschodu podjeżdżano też na odcinku trzecim z roku 2018. Jednakże wówczas podjazd ten rozpoczęto z okolic Challand-Saint-Victor, po wcześniejszej 8-kilometrowej wspinaczce na Col d’Arlaz. Etap ten zakończył się w Champoluc (Vallee d’Ayas), gdzie wygrał Włoch Alessandro Fedeli. Zdaje się, że nigdy na tym wyścigu Zuccore nie zdobyto od strony zachodniej. Tym niemniej na trzecim odcinku edycji 2019 wykorzystano środkowy, 8-kilometrowy fragment „mojego” wzniesienia, po czym na wysokości osady Ravet skręcono w kierunku końcówki Col de Joux. Znów działo się to na etapie do Champoluc, gdzie tym razem z cennej wiktorii cieszył się Luksemburczyk Michel Ries.

Na spotkanie z Tzecore ruszyłem o 10:51. To już nie był rześki poranek. Do godziny jedenastej powietrze wokół Saint-Vincent zdążyło się już nagrzać. Na starcie miałem 29 stopni. Na trasie temperatura spadła o 5 oczek. Począwszy od czwartego kilometra wahała się ona już na poziomie od 24 do 26. Przez pierwsze pięć kilometrów jechałem w kierunku bardziej południowym niż wschodnim. Podobnie jak na Col de Joux początek nie był szczególnie wymagający. Pierwsze półtora kilometra z przejazdem przez wioskę Cillian (0,8 km) i osadę Chadel (1,2 km) ma średnie nachylenie na umiarkowanym poziomie czyli 5,1%. Za to końcówka drugiego kilometra należy do najtrudniejszych fragmentów całego wzniesienia. Na samym końcu tego odcinka minąłem zjazd ku Estaod i Champeriou. To znaczy drogę, na której podczas GdVA-2019 na etapie do Champoluc zaczął się podjazd na przełęcz Joux, korzystający ze sporej części szlaku pod Tzecore. Po chwili minąłem tablicę informacyjną złożoną z ośmiu drewnianych znaków. Pokazującą odległości do szeregu miejscowości leżących na tym górskim szlaku. W połowie trzeciego kilometra wjechałem do gminy Emarese, w granicach której miałem pozostać już do końca tego podjazdu. Na czwartym kilometrze szosa pokręciła się na czterech wirażach, po czym znów odbiła na południe. Stromizna była już bardzo poważna tzn. średnio 8,7% na dystansie 3,5 kilometra. Na przełomie piątego i szóstego kilometra przejechałem przez wioskę Emarese (4,6-5,4 km). Za tą miejscowością droga na pewien czas obrała północny kierunek. Na początku siódmego kilometra minąłem kościół parafialny pod wezwaniem św. Pantaleona. Ósmy kilometr na dojeździe do Eresaz (7,6-8,1 km) okazał się znacznie trudniejszy niż zapowiadał to książkowy profil tego wzniesienia. Co ciekawe to właśnie tu na wysokości 1190 metrów n.p.m. znajduje się „municipio” czyli siedziba władz gminy Emarese, a nie w niżej położonej wiosce o takiej właśnie nazwie. Jak wynika ze stravy segment o długości 5,81 kilometra poprzedzający wjazd to tej miejscowości przejechałem w 27:38 (avs. 12,6 km/h z VAM 992 m/h). Tempo nie najwyższe, ale trzymałem poziom z pierwszej czwartkowej góry.

Trzeci sektor wzniesienia (od początku szóstego do końca dziesiątego kilometra) miał przeciętne nachylenie 7,1%. Przy czym dojazd do Eresaz był trudniejszy niż dwa kilometry powyżej tej ślicznej wioski. Pod koniec dziesiątego kilometra musiałem zjechać z drogi SR7. Ta w pobliżu Ravet (9,7 km) skręciła na wschód stając się wspomnianym łącznikiem między podjazdami na Joux i Tzecore. Ja musiałem tu odbić w prawo. Kolejna drewniana tablica informowała, iż do szczytu zostały mi jeszcze cztery kilometry z małym hakiem. To był już początek ostatniego z sektorów wyróżnionych w książce tj. czwartego o średniej stromiźnie 7,4%. Na trudnym początku jedenastego kilometra minąłem zjazd do Chassan (10,1 km). Niemal równie ciężka była druga połowa dwunastego kilometra. Tu i ówdzie otwierał się przede mną widok na dolny odcinek głównej doliny. Natomiast na szosie dostrzegłem separatystyczne napisy o treści „VDA libra”. Główną atrakcją trzynastego kilometra był przejazd przez Sommarese (12,3-12,8 km). Gdy minąłem niewielki parking u kresu tej miejscowości do końca wspinaczki pozostał mi już tylko kilometr. W swej środkowej części dość trudny, bo z nachyleniem 8,4% na odcinku 500 metrów. Jeszcze trochę wysiłku i mogłem zebrać się do finiszu w zacisznej strefie piknikowej Colle Tzecore. W sumie na tej górze przejechałem 13,77 kilometra w czasie 1h 03:18 (avs. 13,1 km/h). Strava znów przesadziła z przewyższeniem pokazując 1110 metrów. Biorąc za podstawę obliczeń oficjalną amplitudę czyli 1046 metrów wychodzi mi, iż pokonałem to wzniesienie z VAM na poziomie 992 m/h. Na przełęczy pojawiłem się o 11:54. Przed południem miałem dwie solidne wspinaczki na swym koncie. Na czerwcowej wyprawie po francuskich Alpach o tej porze dnia nierzadko dopiero zabieraliśmy się do pierwszego podjazdu. Na Tzecore vel Zuccore zakończyłem swój siedemnasty sezon na górskim szlaku. Tym razem zaliczyłem „tylko” 40 nowych wzniesień. To jest najmniej po roku 2013. Jednak sam finał owej zabawy miałem mocny. Jakby nie patrzeć w ciągu doby „uzbierałem” przeszło 3600 metrów przewyższenia. Niemniej nie był to klasyczny hat-trick, skoro między popołudniowym Estoul i porannym Joux mogłem się dobrze wyspać 😉

Na zjeździe z Tzecore zakończyłem tylko kolarską część tej wyprawy. Czwartkowe popołudnie spędziłem w zupełnie innym zakątku Valle d’Aosta i oczywiście w towarzystwie Iwony. Po obiedzie pojechaliśmy do Pre-Saint-Didier. To jest uzdrowiskowej miejscowości, którą poznaliśmy już w lipcu 2010 roku. Wówczas odwiedziliśmy ją jednak przy okazji mojej wspinaczki na Colle del Piccolo San Bernardo. Teraz cel wspinaczkowy mieliśmy pieszy, a zatem wspólny. Już w trakcie naszego pobytu w Grand Pollein dowiedzieliśmy się bowiem o nowej atrakcji w pobliżu tego miasteczka. Jego największym skarbem pozostaje termalne Spa, po raz pierwszy otwarte już w 1834 roku. Tym niemniej przed pięciu laty zyskało ono też podniebną konstrukcje, która skutecznie wabi zastępy żądnych wrażeń turystów. Miejscowa „passarella panoramica” została wybudowana na wysokości 1209 metrów n.p.m. kosztem 400.000 Euro. Jest to „ścieżka panoramiczna” wytyczona dokładnie 160 metrów ponad dnem wąwozu wyrzeźbionego przez potok Dora di Verney. Z miasteczka można do niej podejść nieszczególnie trudną leśną ścieżką o przewyższeniu 180 metrów, w czasie około 40 minut. Wejście do lasu poprzedza przejście przez Termy, zaś piesza wspinaczka zaczyna się nieco dalej w sąsiedztwie kamiennego mostu nad wspomnianą rzeczką. Trasa ta w paru miejscach niemal ociera się o szosę krajową SS26 prowadzącą ku granicy francuskiej na Przełęczy Małej św. Bernarda. Przechadzka po wspomnianej konstrukcji jest rodzajem bezpiecznego spaceru nad przepaścią. Dodatkową zaletą jest możliwość podziwiania okolicznych szczytów. Najlepiej widoczna jest pobliska Mont Cormet (2475 m. n.p.m.). Tym niemniej spoglądając na zachód ujrzeć można liczne wierzchołki z masywu Mont Blanc, choć akurat nie ten najwyższy. Nazajutrz, w dniu naszego wyjazdu z Italii, poranek był słoneczny. Korzystając z przychylnej nam aury postanowiliśmy pożegnać się z Doliną Aosty w możliwie najlepszy sposób czyli wjazdem na Przełęcz Wielką św. Bernarda. Gdy już na nią wjechaliśmy szkoda było od razu zjeżdżać. Zrobiliśmy sobie 15-minutową przerwę w podróży. Dwie dłuższe chwile dla „filmowców i fotoreporterów” zarówno po włoskiej jak i szwajcarskiej stronie granicy.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2668553653

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2668553653

ZDJĘCIA

20190829_055

FILM

VID_20190829_115839