banner daniela marszałka

Pratonevoso

Autor: admin o czwartek 26. Czerwiec 2008

Po wyjeździe z Ghisallo czekało nas jeszcze ponad 300 kilometrów drogi do Cerialdo niewielkiej miejscowości położonej na obrzeżach Cuneo tj. miasta startu i mety naszego ostatniego wyścigu czyli GF Fausto Coppi. Na początek kilkadziesiąt wolnych kilometrów po prowincjonalnych drogach przez Erbę ku Monzy. Potem już szybka jazda po autostradach A4 i A6 (za wyjątkiem zakorkowanych przedmieść Mediolanu), lecz w sumie niespecjalnie przyjemna, bowiem dokuczał nam ponad 30-stopniowym upał. Do naszej ostatniej bazy czyli La Ca’ da Abel na ulicy San Michele dojechaliśmy dopiero około godziny szesnastej. Nasi gospodarze czyli Maria Franca i Giacomo przygotowali dla nas niemal całe pierwsze piętro swego domu. Dużego, acz nieco opustoszałego „po wylocie” całej czwórki ich dorosłych dzieci. Pomimo zmęczenia podróżą postanowiłem jednak trzymać się wcześniejszego planu i odwiedzić wieczorem stację narciarską Pratonevoso. Był już ona gospodarzem górskich etapów Giro di’Italia w latach 1996 i 2000, zaś w tym roku gościć miała również po pierwszy uczestników Tour de France. Można więc powiedzieć, iż udałem się tam niejako na rekonesans przed „Wielka Pętlą”. Piotrek darował sobie tą wspinaczkę, ale podwiózł mnie do Villanova Mondovi, które było najdogodniejszym miejscem do rozpoczęcia czwartkowej przejażdżki.

Od początku miałem pod górkę bowiem już na dojazdowych sześciu kilometrach do Frabosa Sottana trzeba było pokonać przewyższenie blisko 130 metrów. Po kwadransie takiej rozgrzewki zacząłem zasadniczą część tego wzniesienia. W porównaniu z większością przejechanych podczas tej wyprawy podjazdów ten nie był imponujący. W sumie ma on nieco ponad 13,5 kilometra przy średnim nachyleniu 6,7 % i maksymalnie dobiega w paru miejscach poziomu 10 %. Najtrudniejsze są cztery kilometry za miejscowością Miroglio. Ten odcinek liczy sobie średnio 8,4 % i kończy się zaraz ze serią galerii m/w w miejscu gdzie podczas Touru leżał kontratakujący Denis Mienszow. Kilometr dalej należy zjechać z drogi wiodącej prosto do Artesiny i odbić w lewo do Pratonevoso. Z tego miejsca bohaterowie Giro mieli do mety już tylko cztery kilometry bowiem metę wyznaczono na dużym placu tuz po wjeździe do stacji narciarskiej.

Ja nie byłem poddany żadnym ograniczeniom i mogłem sobie pozwolić na wycieczkę o dwa kilometry dłuższą czyli aż po Colle del Prel na wysokość 1615 metrów n.p.m. Jakiś kilometr przed szczytem natknąłem się na remont głównej drogi i odcinek pomiędzy kolejnymi agrafkami musiałem pokonać bocznymi uliczkami o kiepskiej nawierzchni i stromiźnie do 12 %. Cała wspinaczka zajęła mi niespełna 51 minut przy średniej prędkości 16,3 km/h i VAM 1063 m/h. Na zjeździe popuściłem nieco wodze fantazji i w bezpiecznej okolicy czyli na stromej prostej tuż przed wspomnianym już Miroglio licznik pokazał mi prędkość 72 km/h. Cały ten wypad należał do najkrótszych i najłatwiejszych podczas całej wyprawy bowiem tego wieczora przyszło mi przejechać ledwie 39,5 kilometra przy łącznym przewyższeniu 1061 metrów.