banner daniela marszałka

Piani Resinelli (Rifugio Soldanella)

Autor: admin o sobota 8. Sierpień 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Lecco (via Don Giuseppe Pozzi -> SP62)

Wysokość: 1354 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1125 metry

Długość: 15,6 kilometra

Średnie nachylenie: 7,2 %

Maksymalne nachylenie: 14,1 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

W sobotnie przedpołudnie musieliśmy się pożegnać z naszymi kolegami z Gorzowa. Krzysiek i Rafał przyjechali do Italii „tylko” na dziewięć dni. Swoje krótsze „Giro” chcieli jednak zakończyć z przytupem. Przez cały tydzień zwiedzali z nami stosunkowo niskie, acz bynajmniej nie łatwe podjazdy wokół Lago di Como. Finałowy weekend swych włoskich wakacji przeznaczyli zaś na trzy najsłynniejsze kolarskie góry Lombardii. W tym te dwie zdecydowanie najwyższe. W tym celu wyjeżdżając z Bellano skierowali się w stronę Morbegno. Następnie przejeżdżając praktycznie całą Valtellinę dotarli do Bormio. Ten słynny ośrodek narciarski miał być ich przystanią na ostatnią noc we Włoszech i zarazem bazą wypadową do kolejnych kolarskich podbojów. To znaczy zarówno do sobotniego „Medio Fondo” na pograniczu prowincji Sondrio i Brescia, jak również do wspinaczki pod Passo dello Stelvio zaplanowanej na niedzielne przedpołudnie. O tym czego nasi kompani dokonali będzie jeszcze okazja wspomnieć przy okazji kolejnego wpisu. Tymczasem ja z Danielem miałem się tego dnia przenieść do Barzany pod Bergamo, skąd od niedzieli mieliśmy ruszać na kolejne cztery etapy naszej wyprawy. Jednak po drodze niejako na pożegnanie z prowincją Lecco czekały nas jeszcze dwie ciekawe wspinaczki. Zaiste nie tak trudne i słynne jak Mortirolo czy Gavia stojące tego dnia na szlaku Rafy i Krzycha. Niemniej bezsprzecznie obie wymagające i do tego z ciekawą kolarską przeszłością. Pierwszą miał być blisko 16-kilometrowy podjazd z Lecco na Piani Resinelli, zaś drugim ledwie 12-kilometrowy (acz bardzo sztywny w końcówce) wjazd z Torre de Busi na Valico di Valcava. Ostatecznie oba te wzniesienia udało mi się jeszcze nieco „podrasować”. W pierwszym przypadku wydłużając całą wspinaczkę o kilkaset stromych metrów, zaś w drugim zaczynając podjazd niżej niż to sugerował jakikolwiek książkowy czy internetowy profil.

Nasz pierwotny program zakładał pierwszy przystanek w Lecco. Mieście liczącym 48 tysięcy mieszkańców, które w latach 2011-13 organizowało finisz Giro di Lombardia. To na jego ulicach monument ten wygrali: Szwajcar Olivier Zaugg oraz dwukrotnie Katalończyk Joaquin Rodriguez. To właśnie tutaj na mecie edycji z roku 2013 jako trzeci finiszował Rafał Majka. Tym niemniej już nawet w mieście tej wielkości można się pogubić. Niekiedy w plątaninie ulic trudno znaleźć szlak mający nas wyprowadzić z danej miejscowości ku wybranej górze. Tak było w tym przypadku, więc po paru minutach zmieniliśmy oryginalny plan. Zamiast do skutku szukać drogi SP62 postanowiliśmy wskoczyć na „krajówkę” SS36racc i czym prędzej podjechać do Ballabio. Miasteczka leżącego na ósmym kilometrze czekającego nas wzniesienia. Na tej wysokości bez trudu odnaleźliśmy szukaną drogę, zaś nasz samochód zostawiliśmy przy rondzie, od którego zaczyna się górna część owej wspinaczki. Tym samym etap 7a zaczęliśmy od przeszło 7-kilometrowego zjazdu do Lecco, zapoznając się przy tej okazji z dolną fazą podjazdu. Piani Resinelli jak dotąd dwukrotnie gościło uczestników Giro d’Italia. Po raz pierwszy w roku 1962, gdy etap szesnasty z metą w tej stacji wygrał Hiszpan Angelino Soler. Zwycięzca Vuelty z sezonu 1961 na owym Giro nie liczył się w „generalce”, lecz za to skutecznie polował na etapowe sukcesy. Zgarnął w sumie trzy, zaś ten był jego drugim. Finiszował tu z przewagą 1:27 nad Włochem Franco Balmamion’em, późniejszym triumfatorem całego wyścigu. Dokładnie pół wieku później zakończył się tu odcinek piętnasty 95. edycji Giro. Po 150-kilometrowej ucieczce zwyciężył Włoch Matteo Rabottini, który na tej imprezie wygrał też klasyfikację górską. Jako jedyny z grupy uciekinierów odparł on na ostatnich metrach pościg wspomnianego już Rodrigueza. Dynamiczny „Purito” zyskał tego dnia 25 sekund nad faworytami gospodarzy: Ivanem Basso i Michele Scarponim oraz 39 sekund nad Ryderem Hesjedalem, któremu odebrał koszulka lidera. W sumie przejechał w „maglia rosa” aż 10 etapów, lecz mediolańska czasówka ostatecznie przechyliła szalę zwycięstwa na stronę Kanadyjczyka.

Wspinaczkę zaczęliśmy kilka minut po jedenastej przy temperaturze 33 stopni. Pierwszy kilometr przejechaliśmy po: via Don Giovanni Pozzi i corso Giacomo Matteotti, po czym wpadliśmy na drogę SP62. Na początku trzeciego kilometra wyjechaliśmy z Lecco i niebawem minęliśmy Malavedo oraz Laorcę. Na tym odcinku Daniel dyktował mocne tempo, ale jakoś udało mi się za nim utrzymać. Podjazd stopniowo stawiał coraz wyższe wymagania. Wkrótce pokonaliśmy 2-kilometrowy sektor o średniej 8,5%, zaczynający się przed Pomiedo. Na początku siódmego kilometra wjechaliśmy na kilometrowe falsopiano, które doprowadziło nas do centrum Ballabio (7,2 km). Na wspomnianym rondzie odbiliśmy w lewo za plecami zostawiając nasz „wóz techniczny”. Zaczęliśmy nieco trudniejszy od dolnego, lecz bez wątpienia przyjemniejszy dla oka (widoki) i ucha (mniejszy ruch), górny segment tego wzniesienia. Co ciekawe do roku 1980 był on drogą płatną. Tu najpierw mieliśmy do pokonania półtora kilometra o średniej 9,1%. Potem zaś malowniczy odcinek z tuzinem serpentyn wiodący wzdłuż zbocza Costa Adorna. Było gorąco, lecz na szczęście nieco cienia dawały rosnące wzdłuż wąskiej drogi drzewa, przede wszystkim sosny piniowe. Po słabszych pierwszych kilometrach jeszcze przed półmetkiem przejąłem prowadzenie i zacząłem dyktować swoje tempo. Nie za mocne, gdyż w tym upale nie chciałem szaleć. Jednak ostatecznie okazało się ono nieco za mocne dla mojego kompana. Na Piani Resinelli dotarłem w 69 minut. Segment o długości 14,3 kilometra liczony od wjazdu na Corso Matteotti pokonałem w 1h 07:54 (avs. 12,7 km/h z VAM tylko 903 m/h). Niemniej zamiast wjeżdżać na duży i płaski już parking, skorzystałem jeszcze z biegnącej na prawo stromej dróżki do Rifugio Soldanella. Tym sposobem dodałem sobie jak i koledze, który ambitnie ruszył moim śladem, jeszcze 600 metrów podjazdu o średniej 11% i max. 14%. Zatrzymaliśmy się dopiero tam, gdzie szosa zmienia się w pieszy szlak na szczyt Grigna Meridionale (2184 m. n.p.m.). Spoglądając w przeciwną stronę widzieliśmy zaś leżące jakieś 1100 metrów poniżej schroniska Lago di Garlate. Jeziorko, które za sprawą rzeki Adda jest przedłużeniem wschodniego ramienia Lago di Como.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/3884111640

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/3884111640

ZDJĘCIA

IMG_20200808_001

FILMY

VID_20200808_122604

VID_20200808_130239