banner daniela marszałka

Malga Alta di Pora

Autor: admin o niedziela 9. Sierpień 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Rovetta (SP56 dir.1 -> SP671)

Wysokość: 1527 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 886 metrów

Długość: 16,4 kilometra

Średnie nachylenie: 5,4 %

Maksymalne nachylenie: 11,2 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Casa Vacanze Doralice w Barzanie była najlepszą z pięciu baz noclegowych na tym wyjeździe. Apartament na pierwszym piętrze z salonem i sypialnią. Duża łazienka ze świetnym prysznicem. Nieco przymała kuchnia, ale wyposażona we wszystko co potrzebne. Luksusy w umiarkowanej cenie 60 Euro za dobę. Przy tym fajna lokalizacja w ładnej i cichej okolicy, choć ledwie 20 minut jazdy autem od centrum Bergamo. Więcej niż trzeba dwóm strudzonym podróżnym. Spokojnie znalazłoby się tu miejsce dla czterech, zaś „na upartego” nawet sześciu osób. Wypoczynek w wersji aktywnej to był temat przewodni ósmej odsłony naszego Giro di Lombardia. Uznałem, że około półmetka wyprawy przyda nam się jeden luźniejszy dzień. Trzymający się głównych założeń programowych pt. „dwie góry dziennie”, lecz wyraźnie łatwiejszy pod względem trasy od każdego z poprzednich jak również następnych etapów. Dlatego na drugą niedzielę wybrałem dwa stosunkowo łatwe wzniesienia. To znaczy o przewyższeniu poniżej 1000 metrów i „przyjaznym” średnim nachyleniu rzędu 5%. Pierwszym miała być 16-kilometrowa wspinaczka z Rovetty do stacji narciarskiej Malga Alta di Pora, zaś drugim 12-kilometrowy wjazd z Nembro do Selvino. Do pokonania w pionie tylko 1500 metrów czyli ciut mniej niż mieli Rafał z Krzyśkiem na swym finałowym podjeździe z Bormio pod Passo dello Stelvio. Mój wybór oznaczał, iż tego dnia zwiedzimy sobie Val Seriana czyli dolinę, która od granic Bergamo biegnie w kierunku północno-wschodnim wzdłuż rzeki Serio. Od podnóża pierwszej góry dzieliło nas przeszło 50 kilometrów w dużej mierze prowadzących po dawnej drodze krajowej SS671. Dostępny na stronie „cyclingcols” profil wzniesienia (dokładniejszy od tego z „archivio salite”) sugerował start w Clusone czyli rodzinnym miasteczku Paolo Savoldellego. Niemniej minimalna stromizna pierwszych dwóch kilometrów zniechęciła mnie do tej opcji. Rovetta, w której swe letnie zgrupowania mają piłkarze Atalanty Bergamo, wydała mi się lepszym rozwiązaniem.

W dużym skrócie podjazd do Malga Alta di Pora prezentował się następująco. Luźny kilometr na dzień dobry. Potem solidne, lecz niezbyt wymagające 7 kilometrów o przeciętnym nachyleniu 5%. Wszystko to na wspomnianej ex-krajówce. Na wysokości Bratto skręt w prawo i wjazd na Via Monte Pora. Na niej pierwszy kilometr płaski, po czym siedem kolejnych o zmiennym nachyleniu i solidnej średniej 7%. W tym na dojeździe do Colle Vareno 3-kilometrowy segment o stromiźnie 8,9%. Malga Alta di Pora to średniej wielkości ośrodek narciarski z 8 wyciągami oraz 30 kilometrami tras dla narciarzy-alpejczyków i snowboardzistów. Latem przyciągający kolarzy zarówno szosowych jak i górskich oraz fanów lotniarstwa i paralotniarstwa. Wybudowano go na zboczach masywu Monte Pora (1880 m. n.p.m.) leżącego w paśmie Prealpi Bergamasche. Jak dotąd tylko raz dostąpił on zaszczytu goszczenia wielkiego Giro d’Italia. W sezonie 2008 zakończył się tu (na wysokości 1453 metrów n.p.m.) 19. etap wyścigu Dookoła Włoch rozegrany na 238-kilometrowej trasie z Legnano przez przełęcze Vivione i Presolana. Wygrał go w pięknym stylu Wasyl Kirijenka jeżdżący w ekipie Tinkoff Credit Systems. Białorusina zapamiętaliśmy przede wszystkim jako znakomitego czasowca. Wszak wywalczył aż cztery medale Mistrzostw Świata w tej specjalności, w tym złoto w amerykańskim Richmond przed pięciu laty. Tym niemniej na Wielkich Tourach wygrał trzy etapy ze startu wspólnego i tylko jedną czasówkę. Z tych pierwszych wyłącznie górskie, dwa na Giro i jeden na Vuelcie (Pena Cabarga-2013). W Monte Pora finiszował na solo z przewagą ponad 4:30 nad Włochem Danilo Di Luką i Rosjaninem Aleksandrem Jefimkinem. Trzy lata później w podobnym stylu triumfował na odcinku do Sestriere prowadzącym przez szutrową Colle delle Finestre. Co godne zauważenia w batalii asów na Monte Pora niesławny Riccardo Ricco nadrobił nad Alberto Contadorem 37 sekund i był bliski przejęcia różowej koszulki lidera. Ostatecznie „El Pistolero” obronił się tak na tym jak i kolejnym górskim etapie do Tirano. Po czym na kończącej 91. Giro czasówce do Mediolanu pozbawił Włocha wszelkich złudzeń.

Niedziela była kolejnym gorącym dniem. Na starcie po wpół do jedenastej mój licznik zanotował już 33 stopni. Z kolei na szczycie około południa 26. Średnia z niespełna 3-godzinnego „nagrania” wyszła 31, zaś maksimum 36 pokazało się pod sam koniec zjazdu. Tym samym upał był tu bodaj trudniejszym przeciwnikiem niż same góry. Po krótkich rozważaniach darowaliśmy sobie pokonanie trzech pierwszych kilometrów ruchliwą drogą SP671. Wybraliśmy znacznie przyjemniejszy, acz bardziej górzysty szlak przez centrum Rovetty i sąsiednią miejscowość Fino del Monte, na którym stromizna dochodziła do 8%. Po płaskim trzecim kilometrze wbiliśmy się na główną drogę na wysokości Ombregno. Przez kolejnych 5 kilometrów chcąc nie chcąc musieliśmy już brnąć pod górę główną arterią Val Seriany. Niekiedy omijając stojące w korkach samochody. Trasa mało przyjemna i niemal cały czas wiodąca w terenie zabudowanym, acz same miejscowości ładne dla oka, w tym te największe jak Castione della Presolana czy Bratto. Po niespełna 28 minutach wspinaczki w końcu opuściliśmy ten zatłoczony trakt skręcając na wschód w stronę Dorgi. Przejechaliśmy razem jeszcze ów płaski kilometr, po czym gdy podjazd odżył odjechałem Danielowi. Cały czyli 4,5-kilometrowy sektor na dojeździe do Colle Vareno pokonałem w 21:58 (avs. 12,2 km/h z VAM 980 m/h). Co ciekawe na wysokości tej górskiej osady droga przez niespełna kilometr biegnie w granicach prowincji Brescia, albowiem tereny te nie należą do Castione, lecz do gminy Angolo Terme. W połowie piętnastego kilometra znów zrobiło się luźniej, więc szybko dojechałem do Malga Alta di Sopra. Po czym za tą stacją trzeba się było jeszcze zmobilizować na ostatni kilometr wspinaczki. Tu ponownie dało się odczuć najazd weekendowych turystów. Liczne samochody porzucone po obu stronach drogi na odcinku kilkuset metrów i wielu spacerowiczów w najróżniejszym wieku. Niemniej udało się dotrzeć do końca asfaltu bez specjalnych slalomów, a nawet nieco dalej. Ominąłem bowiem szlaban i zatrzymałem się dopiero na odsłoniętym zboczu góry z ładnymi widokami na dolinę Seriana i górskie szczyty po jej zachodniej stronie.

Według stravy segment o długości 16,58 kilometra przejechałem w 1h 04:29 (avs. 15,4 km/h z VAM ledwie 816 m/h). Miało być lekko i tak w sumie wyszło. Po kilku minutach dojechał do mnie Daniel, po czym na tej dobrze nasłonecznionej miejscówce spędziliśmy kolejne 20 minut. Jeszcze dłuższy postój zrobiliśmy sobie w ogródku przed barem we wspomnianym Colle Vareno. Nic więc dziwnego, że była to jeszcze jedna góra, na której mniej czasu zajęło nam samo zdobycie szczytu niż zjechanie z mety do samochodu. Ale czy można sobie odmówić kawy z ciastkiem lub chłodniejszego napoju po dobrze wykonanej robocie? Nikt nas przecież nie gonił. Druga góra miała być stosunkowo krótka. Dzień wciąż dość długi. No i daliśmy sobie na wszystkie atrakcje wystarczająco dużo czasu opuszczając bazę kwadrans po dziewiątej. Tymczasem gdy my najpierw autem, a potem na rowerach poznawaliśmy dolinę Seriana oraz łagodną Monte Pora nasi kompani znad Lago di Como czyli Krzychu i Rafa mieli znacznie trudniejszy orzech do zgryzienia przed 1100-kilometrowym transferem do Gorzowa. Około wpół do dziesiątej ruszyli na nierówny pojedynek cyklisty-amatora z prawdziwym gigantem. Legendarną przełęczą Stelvio leżącą na wysokości aż 2758 metrów n.p.m., przeszło półtora tysiąca metrów ponad Bormio. Rafał zdobył ją już w 2015 roku od trudniejszy tyrolskiej strony czyli ze startem w Prato allo Stelvio. Dla Krzyśka tego rodzaju pułap byłby nowością, gdyby nie sobotnia Gavia. W każdym razie na Stelvio pobił swój prywatny rekord jeśli chodzi o amplitudę wspinaczki, bowiem dotychczas zrobił maksymalnie 1524 metry na pirenejskiej Col de Tentes. W przyjemnej temperaturze sięgającej 22-23 stopni wykonali swe trudne zadanie w czasie poniżej dwóch godzin. W każdym razie Rafał pokonał to 22-kilometrowe mega-wzniesienie w 1h i 55 minut. O Krzychu świadczą zdjęcia i relacje, albowiem podobnie jak przed dwoma laty również na tym wyjeździe był kolarzem anty-systemowym czyli nieuchwytnym dla stravy. „Ragazzi grazie per Vostra compania & arrivederci nella prossima stagione”.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/3889762181

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/3889762181

ZDJĘCIA

IMG_20200809_001

FILMY

VID_20200809_120918

VID_20200809_121839

VID_20200809_125346