banner daniela marszałka

Droga do Bagneres-de-Bigorre

Autor: admin o środa 11. lipca 2007

Po powrocie do hotelu: ciepły prysznic, ponowne pakowanie się najpierw do plecaków i toreb, a potem do samochodu i około południa wyjazd w dalszą drogę. Tym razem mieliśmy do pokonania dobre 500 kilometrów już do samego Bagneres-de-Bigorre u podnóża Pirenejów. Podróż ta zajęła nam całe popołudnie najpierw po autostradach kolejno A-89, A-20 i A-62 przez okolice Ussel, Tulle, Brive-la-Gaillarde, Cahors i Montauban do samej Tuluzy. Całkiem niespodziewanie monotonię naszej drogi ku najcieplejszym regionom Francji urozmaiciła nam „złapana” z dala od kraju Radiowa Trójka. Za Tuluzą wjechaliśmy na autostradę A-64 by zjechać z niej dopiero na zjeździe nr 14 w okolicy Tournay. Stąd pozostało nam już tylko 16 kilometrów lokalnymi drogami do Bagneres-de-Bigorre gdzie po kilkunastu minutach poszukiwań naszej kolejnej „mety” stanęliśmy w końcu na progu Chambres d’Hotes „Deezark” około godziny 19:00.

W tym miejscu zatrzymaliśmy się na cztery kolejne noclegi. Wspomniany pałacyk z kilkoma pokojami gościnnymi, świetlicą telewizyjno-rozrywkową, sporym garażem i ładnym ogrodem, w którym nieraz można się było natknąć na wygrzewające się w słońcu małe gekony prowadzi małżeństwo rodem ze Szkocji czyli Steve i Kasia. Przybyli oni w te strony przed trzema laty tak jak wielu ich rodaków porzucając deszczowe i wietrzne Wyspy Brytyjskie miejsca z cieplejszym klimatem i zarazem wymarzonego do uprawiania wielu dyscyplin sportu poczynając od golfa poprzez kolarstwo, narciarstwo, zaś na paralotniarstwie kończąc. Kasia jak zdradzało jej imię miała polskie korzenie. Okazała się być córką polskiego żołnierza z Kresów, który po II Wojnie światowej osiedlił się w Wielkiej Brytanii. Niemniej jej ojciec nie zadbał swego czasu o jej edukację w zakresie języka przodków przez co podobnie jak ze Stevem komunikowaliśmy się z naszą gospodynią w języku Szekspira.