banner daniela marszałka

Passo San Marco

Autor: admin o wtorek 11. Sierpień 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Olmo al Brembo (SP1 -> SP9)

Wysokość: 1985 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1436 metrów

Długość: 19,2 kilometra

Średnie nachylenie: 7,5 %

Maksymalne nachylenie: 14,2 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Ta góra stała bardzo wysoko na mojej sierpniowej liście. Zarówno pod względem wysokości jak i przewyższenia była tu numerem dwa. Dla Daniela pewnie tylko jednym z pięciu najważniejszych wzniesień, gdyż jako debiutant na szosach Lombardii miał on tu więcej górskich skarbów do odkrycia. Mój kolega miał już w nogach podjazd na Passo dello Spluga, zaś dzień po przełęczy św. Marka czekała go wspinaczka na Plan di Montecampione. No i przede wszystkim wymarzył sobie zdobycie Stelvio i Gavii w ostatnich dniach naszej wyprawy. Passo San Marco to potężna kolarska góra, z której by strony nie patrzeć. Przełęcz ta łączy Valle Brembana w prowincji Bergamo z Valtelliną w prowincji Sondrio. Znajduje się w Alpach Bergamskich (Alpi Orobie) pomiędzy szczytami Monte Verrobbio (2136 m. n.p.m.) i Pizzo delle Segade (2168 m. n.p.m.). Swoją nazwę zawdzięcza patronowi Wenecji. Przeszło 1000-letnia Republika znad Adriatyku w okresie swej świetności panowała nie tylko nad greckimi wyspami typu Cypr i Kreta, lecz również nad wschodnią Lombardią. Pod koniec XVI wieku włodarze weneckiego państwa wymarzyli sobie budowę drogi handlowej łączącej ich lombardzkie posiadłości z doliną Valtellina, którą w owym czasie władali przychylni im Szwajcarzy z Gryzonii (Graubunden). Najłatwiejszy szlak łączący obu sojuszników wiódł wzdłuż wschodniego brzegu jeziora Como. Niemniej był on kontrolowany przez wrogie Księstwo Mediolanu zależne od hiszpańskich Habsburgów. Tym samym trzeba było zbudować trakt przez góry i tak w roku 1593 powstała „mulattiera” o nazwie Via Priula, która obecnie jest pieszym szlakiem turystycznym w pewnych punktach stycznym ze współczesną drogą asfaltową. Do dziś przetrwała też dawna „Casa Cantoniera” wzniesiona na wysokości 1830 metrów n.p.m. i funkcjonująca teraz jako Rifugio Ca’ San Marco.

Każdy z podjazdów na przełęcz św. Marka to premia górska najwyższej kategorii. Wspinaczka północna ze startem w Morbegno jest dłuższa i większa, zaś południowa z początkiem w Olmo al Brembo bardziej stroma. Ta pierwsza liczy sobie 26,6 kilometra o średnim nachyleniu 6,5%. Ma przewyższenie 1726 metrów i maksymalną stromiznę 10%. Natomiast druga ma długość 20,1 kilometra przy średniej 7,2%. W pionie trzeba tu pokonać 1443 metry, zaś w najtrudniejszych momentach nachylenia sięgające 14%. Podjazd północny poznałem już dawno. To znaczy pod koniec czerwca 2008 roku. Zdobyłem go razem z Piotrkiem Mrówczyńskim, gdy przemierzaliśmy włoskie Alpy pomiędzy niedzielnymi startami w GF Marco Pantani i GF Fausto Coppi. Teraz nadarzyła się wyborna okazja ku temu by przyjrzeć się słoneczniejszej stronie owej przełęczy. Na trasach Giro d’Italia ta wielka góra pojawiła się jak dotąd tylko cztery razy. Najpierw w sezonach 1986-88, po czym ostatni raz w roku 2007. Organizatorzy wyścigu Dookoła Włoch po dwakroć skorzystali z obu szlaków prowadzących na Passo San Marco. Za pierwszym i czwartym razem wybrali podjazd północny, zaś przy drugiej i trzeciej okazji wybrali wariant południowy. Przełęcz ta miała bardzo udany „debiut” w Giro. Praktycznie rozstrzygnęła o losach edycji z roku 1986, kiedy to na szesnastym etapie Roberto Visentini wespół z Gregiem Lemondem i Gianbattistą Baronchellim zgubił na San Marco dotychczasowego lidera Giuseppe Saronniego. Popularny „Beppe” wdrapał się wówczas na premię górską ze stratą 2:20 do swych najgroźniejszych rywali i ta różnica z grubsza utrzymała się już do mety w Foppolo. Tego dnia tak premię górską jak i cały odcinek wygrał Hiszpan Pedro Munoz. Rok później jako pierwszy na tej przełęczy pojawił się Holender Johan Van der Velde. Tym razem jechano od strony południowej ku mecie w stacji Madesimo. Tam po przejechaniu sporej części podjazdu z Chiavenny na Splugę triumfował jednak Francuz Jean-Francois Bernard.

Wyczyn Munoza czyli wygrana premia i triumf na mecie skopiował w sezonie 1988 Szwajcar Tony Rominger. Ten kolarski poliglota zanim po trzydziestce stał się specjalistą od wygrywania wyścigów wieloetapowych potrafił się popisać długim, solowym i co najważniejsze zwycięskim rajdem w ciężkim terenie. Przy okazji opisu z Valcavy wspomniałem już w jakim stylu wygrał on Giro di Lombardia 1989. Tymczasem rok wcześniej zaszalał sobie na trzynastym etapie Giro. Wygrał premię górską u św. Marka, zaś do mety w Chiesa in Valmalenco dotarł z przewagą ponad czterech minut nad kolejnymi kolarzami. Podczas edycji z roku 2007 obyło się bez równie śmiałej akcji. Na premii górskiej pierwszy był Włoch Fortunato Baliani, który jednak w Bergamo na finiszu z małej grupki uległ trójce słynniejszych rodaków. Triumfował tam bowiem Stefano Garzelli przed Gilberto Simonim i Paolo Bettinim. Południowy podjazd pod Passo San Marco biegnie dwoma drogami stanowiącymi spójną całość. Na odcinku do Mezzoldo to wciąż SP1. Natomiast powyżej tej wioski to już SP9. Ta pierwsza jest szeroka i ma łagodne nachylenie. Ta druga jest nieco węższa i przede wszystkim stroma. Według cytowanego przeze mnie przewodnika po kolarskich podjazdach prowincji Bergamo początkowe 7 kilometrów ma tu przeciętne nachylenie 4,8%, zaś pozostałe 13 kilometrów średnią stromiznę 8,5%. Dla nas oznaczało to co najmniej 20 minut na rozgrzewkę i ponad godzinę prawdziwej wspinaczki. Powyżej Mezzoldo tylko na relatywnie łatwym dwunastym kilometrze można złapać oddech. Wcześniejsze 4 kilometry mają średnią 9,1% i maximum 13%, zaś finałowe 8 kilometrów przeciętną 8,8% z maksem 14%. Na osłonę przed słońcem mogliśmy liczyć przez pierwsze 13 kilometrów. Wyżej czekała nas już tylko jazda w odsłoniętym terenie czyli pod gołym niebem poprzez górskie hale. Dokładny opis tego wzniesienia znalazłem też pod adresem: http://www.massimoperlabici.eu Autor tej świetnej strony na temat kolarskich podjazdów (tak szosowych jak i szutrowych) testuje swe siły w tym trudnym terenie od roku 1976!

Nasz dojazd z Barzany do Olmo al Brembo niemal w całości przebiegał szlakiem poznanym dzień wcześniej. Od poprzedniego transferu był kilka kilometrów dłuższy. Wyjechaliśmy z domu dość wcześnie, więc kwadrans po dziesiątej byliśmy już gotowi do rowerowej wspinaczki. Mimo tak „młodej” godziny znów było ciepło, ale na szczęście dla nas tym razem nie upalnie. Na starcie mój licznik zanotował 27 stopni. Na całym podjeździe temperatura wahała się na poziomie od 23 do 30 stopni, zaś na samej górze wyniosła 25. Zaparkowaliśmy na poboczu drogi nieco powyżej centrum miejscowości. Daniel ruszył pod górę z tego miejsca. Natomiast ja zjechałem jeszcze do rozjazdu dróg SP1 i SP8 by zrobić tam kilka fotek przed jazdą. Tym samym dałem koledze jakieś dwie minuty zapasu przed swoim startem. Początkowo trasa wiodła w kierunku północno-wschodnim. Na drugim kilometrze minąłem osadę Malpasso, zaś po skończeniu trzeciego kilometra boczną drogę SP10 biegnącą do Piazzatorre. To mały ośrodek narciarski z wyciągiem na pobliską Monte Torcola (1746 m. n.p.m.). W połowie szóstego kilometra wjechałem do Mezzoldo. Według stravy dolny segment o długości 5,49 kilometra pokonałem w 18:30 (avs. 17,8 km/h z VAM 876 m/h). Przed dotarciem do centrum wioski minąłem kościół pod wezwaniem Jana Chrzciciela (Chiesa di San Giovanni Battista), a zaraz potem drugi wiraż na tym podjeździe. Trzeci i czwarty zakręt napotkałem już na wyjeździe z tej miejscowości. Od połowy ósmego kilometra zrobiło się naprawdę stromo. Niebawem dogoniłem i wyprzedziłem Daniela, który na tym trudnym odcinku rozsądnie wybrał jazdę we własnym rytmie. Na całym podjeździe wyprzedziłem jeszcze kilku włoskich cyklistów, którzy również testowali swe siły na tej ciężkiej górze. Droga długi czas wiodła prawym brzegiem rzeczki Brembo di Mezzoldo, po czym pod koniec dziesiątego kilometra przeskoczyła na jej lewą stronę. Zanim dotarłem do zapory przy Ponte dell’Acqua musiałem pokonać ściankę z nachyleniem powyżej 13%, a zatem nieco niższym niż ostrzeżenie ze znaku drogowego.

Po minięciu sztucznego jeziorka na wysokości małej elektrowni kolejny kilometr faktycznie pozwolił na złapanie głębszego oddechu. Minąłem tu Albergo Ristorante Genzianella i w połowie dwunastego kilometra na wysokości 1308 metrów n.p.m. musiałem skręcić w lewo. Ślepa droga na wprost doprowadziłaby mnie jedynie do położonego nieco wyżej Rifugio Madonna delle Nevi. Od tego skrętu rozpoczął się najbardziej „zakręcony” odcinek całego wzniesienia. W sumie 9 wiraży (liczonych od nowa) na dystansie niespełna 3 kilometrów. Po drodze maksymalna stromizna na tym podjeździe czyli przeszło 14% (w punkcie oddalonym 12,2 km od startu), a także ostatnia osada na całym szlaku czyli Fraccia (13,4 km). Potem długi odcinek w kierunku południowo-zachodnim aż po wiraż nr 10 przy gospodarstwie Casera Ancogno (16,3 km). Stąd już tylko siedemset metrów dzieliło mnie od nowego Rifugio San Marco 2000 wybudowanego na wysokości 1831 metrów n.p.m. obok dwunastego vel siedemnastego zakrętu. Z tego samego miejsca na lewo odchodzi też ścieżka do Ca’ San Marco czyli starego schroniska o weneckiej przeszłości. Ostatni wiraż po południowej stronie przełęczy – oficjalnie nr 13 – z panoramicznym widokiem na okoliczne szczyty, mijamy na wysokości 1883 metrów n.p.m. Do pokonania z tego miejsca pozostaje jeszcze 1300 metrów, w tym 102 metry do zrobienia w pionie. Ostatni kilometr był już nieco łatwiejszy od poprzednich, bowiem trzymał na poziomie 6,5%. Swoją wspinaczkę zakończyłem po przejechaniu 19 kilometrów w czasie 1h 31:17 (avs. 12,5 km/h z VAM 944 m/h). Daniel finiszował po około pięciu minutach. Na przełęczy w samo południe było ciepło i gwarno. Nie brakowało tu innych cyklistów, jak również turystów tak zmotoryzowanych jak i pieszych. Na przełęczy spędziliśmy dobre 20 minut i drugie tyle na bufecie przed schroniskiem San Marco 2000. Potem już na spokojnie, acz bez dłuższych przystanków, kontynuowaliśmy zjazd do Olmo al Brembo. Gdy wróciliśmy do auta powitała nas przy nim temperatura na poziomie 34 stopni. Jednym słowem „nihil novi” pod słonecznym, lombardzkim niebem. Już wiedzieliśmy, że początek drugiego z wtorkowych podjazdów będzie ciężki niezależnie od stopnia nachylenia drogi.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/3899614404

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/3899614404

ZDJĘCIA

IMG_20200811_001

FILMY

VID_20200811_115848

VID_20200811_120122

VID_20200811_120204