banner daniela marszałka

Fabrezza

Autor: admin o piątek 14. Sierpień 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Demo (SP84)

Wysokość: 1424 metry n.p.m.

Przewyższenie: 981 metrów

Długość: 15,5 kilometra

Średnie nachylenie: 6,3 %

Maksymalne nachylenie: 11,9 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Gdy krótko po piętnastej wyjeżdżaliśmy autem z Edolo byłem pogodzony z myślą, iż trzynasty etap tej wyprawy (podobnie jak trzeci) skończy się na jednym tylko wzniesieniu. Nie śpieszyliśmy się zatem z powrotem do bazy. W pobliskim Sonico wybraliśmy się na dłuższe i większe zakupy do hipermarketu Iperal, chcąc nabyć nieco towaru na użytek już własnych gospodarstw domowych. Niemniej gdy około siedemnastej zajechaliśmy do Capo di Ponte niebo się rozpogodziło i słonko znów zaczęło przygrzewać. Pojawiła się szansa na to by jednak ów dzień uratować. To znaczy zaliczyć przed zmrokiem jeszcze jedną górę zgodnie ze swą świecką tradycją. Daniela nazajutrz czekał długi dojazd i ciężki etap. To znaczy wyprawa do Bormio, a tak batalia z Passo dello Stelvio i potyczka z Torri di Fraele. Dlatego tego obiedzie postanowił już odpoczywać. Ja zaś rozmyślałem na jaki drugi solidny podjazd starczy mi jeszcze czasu wraz z dojazdem z domu na rowerze. W grę wchodziły dwa wzniesienia zaczynające się około 6-7 kilometrów od naszej bazy. Oba położone w dolinie Saviore. Tym pierwszym była wspinaczka z Cedegolo przez Fresine do Malga Lincino. Natomiast drugim wjazd z Demo przez Cevo do Fabrezzy. Wybrałem drugi, gdyż był nieco krótszy i przede wszystkim lżejszy. Tym samym szybciej można się było z nim uporać. Kilka minut przed wpół do siódmą zjechałem z naszego wzgórza i starą wersją drogi SS42, dziś znaną jako Via Nazionale ruszyłem na północ. Jadąc przez Sellero i Cedegolo dojechałem do początku górskiej szosy SP84 po około 17 minutach. Przede mną był przeszło 15-kilometrowy podjazd z przewyższeniem niespełna tysiąca metrów, acz znaleziony w sieci profil sugerował nieco większą amplitudę. Najpierw do pokonania miałem mocne i dość regularne 8 kilometrów o średniej stromiźnie 7,7%. Potem krótki kilkusetmetrowy zjazd i następnie 7 kilometrów o zmiennym nachyleniu z przeciętną 5,7%. Na każdym z tych segmentów maksymalna stromizna zbliżała się do 12%.

Cały podjazd znajdował się w granicach ustanowionego w roku 1983 Parco Regionale dell’Adamello. Ten park przyrodniczy ma powierzchnię 50.935 hektarów i obejmuje lombardzką część pasma Gruppo dell’Adamello. W pewnym uproszczeniu powiedzieć można, iż jego północny skraj dotyka przełęczy Tonale, południowy zasięg wyznacza Passo di Croce Domini, zachodnią rubież stanowi rzeka Oglio, zaś wschodnią granica z sąsiednim regionem Trydentu. Najwyższym szczytem wspomnianych gór jest rzecz jasna Adamello (3539 m. n.p.m.) po raz pierwszy zdobyte w roku 1864. Znaleźć tu też można górę poświęconą Papieżowi Polakowi – Punta Giovanni Paolo II (3307 m. n.p.m.). Przede wszystkim jednak znajduje się tu największy włoski lodowiec czyli Ghiacciaio dell’Adamello. Dziś o połowę mniejszy niż w XIX wieku, lecz wciąż rozciągający się na wysokościach od 3530 po 2550 metrów na obszarze 16,3 km2. Fabrezza to ledwie górska osada, zaś meta owej wspinaczki znajduje się przy Albergo Rifugio Stella Alpina, które służy za bazę wypadową w głąb Valle Salarno i jeszcze wyższe partie wspomnianych gór. Rzecz jasna do końca owej drogi nie dotarł zatem żaden wyścig kolarski. Niemniej nie oznacza to, iż przez ową dolinę nie przemknął parę razy kolorowy peleton. Przede wszystkim trzeba tu wspomnieć, iż położona na półmetku tego wzniesienia miejscowość Cevo (1054 m. n.p.m.) była pierwszą z trzech premii górskich na trasie 16 etapu Giro d’Italia 2019. Aczkolwiek podjeżdżano do niej nie „moją” drogą SP84, lecz szosą SP6 przez Fresine, której spory fragment wykorzystałem dzień później wspinając się do Malga Lincino. Premię tą podobnie jak i dwie pozostałe (w Aprice i na Mortirolo) Giulio Ciccone. Młody Włoch wygrał też cały ów odcinek, gdyż na finiszu w Ponte di Legno ograł Czecha Jana Hirta. Kilka dni później na antycznej arenie w Weronie odebrał zaś niebieską koszulkę dla zwycięzcy klasyfikacji górskiej.

Z kolei w położonej nieco wyżej wiosce Saviore dell’Adamello (1210 m. n.p.m.) zakończyły się dwa etapy Brixia Tour. W 2003 roku triumfował tu Słoweniec Martin Derganc, który o 13 sekund Toskańczyka Francesco Casagrande, zaś o 1:20 Liguryjczyka Mirko Celestino. Taka sama kolejność była potem na generalnym podium. Natomiast w sezonie 2006 najszybciej dotarł do tej mety Neapolitańczyk Giuliano Figueras, który o 18 sekund zdystansował Przemysława Niemca i Kolumbijczyka Felixa Cardenasa. Cały ten wyścig wygrał 35-letni wówczas Davide Rebellin, który do Saviore przyjechał na piątym miejscu. Jak już wspomniałem pod wieczór zrobiła się pogoda, więc mimo późnego startu u progu tej wspinaczki miałem przyjemne 25 stopni. Niemal cały pierwszy kilometr zabrał mi wyjazd z Demo, na którym minąłem dwa pierwsze wiraże. Po czterech kilometrach jazdy byłem już w Berzo Demo, gdzie za piątym zakrętem droga obrała zdecydowanie wschodni kierunek. Kolejną miejscowością na tym szlaku było Monte (5,7 km). Nachylenie cały czas było solidne, zaś na sektorze od 6,4 do 7,6 kilometra po starcie, na dwóch krótszych odcinkach nawet dwucyfrowe. Starałem się jechać szybko. Nie tyle po to by się sprawdzić akurat na tej górze, lecz dlatego by w drodze powrotnej mieć warunki do zrobienia przyzwoitych zdjęć jak i ukończenia zjazdu przy resztkach dziennego światła. W czerwcu pewnie bym się o to nie martwił, ale tu miałem już połowę sierpnia. Tym samym dolną połową wzniesienia pokonałem dość szybko. Segment o długości 8,28 kilometra i przewyższeniu 612 metrów przejechałem w 35:49 (avs. 13,9 km/h z VAM 1025 m/h). W samym Cevo dostrzegłem kilka pamiątek po ubiegłorocznej wizycie Giro i pognałem dalej, znów prosto na wschód. W połowie jedenastego kilometra minąłem stojący przy łuku drogi Hostel Lombardia, w którym znajduje się m.in. kasa biletowa do wspomnianego już parku. Niebawem byłem już w Saviore dell’Adamello, gdzie po przebyciu 11,1 kilometra musiałem wziąć ciasny zakręt w lewo.

Niemniej na Via Pian Regina było do przejechania tylko 250 metrów, po czym wiraż w prawo zaprosił mnie na Via Adamello. Poczynając od Cevo do końca dwunastego kilometra nachylenie było solidne, acz na umiarkowanym poziomie od 5 do 8%. Na kilometrach trzynastym i czternastym miałem do przejechania znacznie łatwiejszy (miejscami wręcz płaski) odcinek w terenie na ogół zalesionym. Dopiero na ostatnim kilometrze znów musiałem mocniej popracować. Był tam nawet 250-metrowy fragment ze stromizną od 9 do 12%. Następnie na pół kilometra przed końcem musiałem zejść z roweru by po drewnianym mostku obejść potok utworzony z wód pobliskiego wodospadu (Cascata del Valu). Po minięciu tej przeszkody został mi już tylko finisz do mety pod wspomnianym schroniskiem. Dotarłem tam z grubsza kwadrans przed dwudziestą. Podjazd przejechałem w 1h 02:20 (avs. 14,6 km/h i VAM 937 m/h). Na górze o tej porze było 16 stopni. Utwardzona wąziutka dróżka szła jeszcze wyżej, ale nie miałem czasu sprawdzać jaki kawałek ścieżki prowadzącej do sztucznego Lago Salarno (2058 m. n.p.m.) nadaję się dla roweru szosowego. Trzeba było się ewakuować na dół. Zjeżdżając zatrzymywałem się co jakiś czas by robić zdjęcia, acz zdawałem sobie sprawę, że ich jakość nie będzie zadowalająca. Górną połowę zjazdu pokonałem jeszcze przy dość dobrej widoczności. Poniżej Cevo czyli na trzeciej kwarcie zaczęło już szarzeć. Ostatnią sensowną fotkę udało mi się strzelić w Berzo Demo. Natomiast końcówkę zjazdu zrobiłem już po zmroku. Gdy około 21:10 dotarłem do Valle Camonica było już zupełnie ciemno. Przezornie wziąłem z sobą lampki. To był ich debiut na Giro di Lombardia. Moim ostatnim zadaniem było teraz bezpiecznie dotrzeć do Capo di Ponte. Na szczęście większą część ruchu samochodowego na tym odcinku doliny bierze na siebie nowa SS42, która długim tunelem omija tak Cedegolo jak i Sellero. Gdy już wjechałem do naszego miasteczka pozostał mi jeszcze do pokonania przeszło 500-metrowy podjazd do B&B Naquane. Hopka równie długa jak ta na gdańskim Nowcu, lecz bardziej stroma. Miała średnio 10% i maksymalnie 13%. Jednym słowem tego wieczora największą stromiznę musiałem przełknąć na deser.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/3913576590

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/3913576590

ZDJĘCIA

IMG_20200814_061

FILM

VID_20200814_195009