banner daniela marszałka

Col de Vence

Autor: admin o niedziela 6. Wrzesień 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Vence (M236 -> M2)

Wysokość: 963 metry n.p.m.

Przewyższenie: 792 metry

Długość: 12,2 kilometra

Średnie nachylenie: 6,5 %

Maksymalne nachylenie: 10 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Wycieczka do Greolieres-les-Neiges zabrała nam nieco ponad cztery godziny, przy czym dwie i pół godzinki to była sama jazda. Resztę owego czasu kosztował nas długi bufet na terenie stacji oraz liczne przystanki na spokojnym zjeździe ku Pont du Loup. Tym samym przy samochodzie zameldowaliśmy się dopiero około wpół do czwartej i po załadunku rowerów ruszyliśmy w drogę powrotną na wschód. Oczywiście nie na spoczynek do bazy, bo co to za górski etap bez co najmniej dwóch podjazdów. Tym drugim miał być wjazd na Col de Vence. Górską przeprawę o wysokości niespełna tysiąca metrów leżącą w masywie górskim Prealpes de Castellane między dolinami rzek Var i Loup. Miasteczko Vence, w którym zaczyna się kluczowa część południowego podjazdu na tą przełęcz mieliśmy na naszym szlaku do Le Broc. Dlatego wybór tego wzniesienia na górski odcinek specjalny 1b był jakby oczywisty. Pozostało nam tylko zdecydować jak długiej wspinaczki sobie życzymy. Pełen podjazd na Col de Vence od tej strony zaczyna się w nadmorskim Cagnes-sur-Merm położonym pomiędzy wielką Niceą a filmowym Cannes i liczy sobie niemal 19 kilometrów. Tym samym startując pod przełęcz Vence „z poziomu plaży” zafundowalibyśmy sobie na powitanie z Nadmorskimi Alpami przeszło 100 kilometrów jazdy. Moim zdaniem zbyt duży dzień jak na pierwszy dzień wyprawy. Poza tym start w Cagnes-sur-Mer wiązałby się zapewne z dłuższym szukaniem parkingu dla samochodu, a następnie skomplikowanym wyjazdem z miasta na początkowym odcinku trasy rowerowej. Uznałem, iż lepiej będzie się ograniczyć do ostatnich 12 kilometrów tego wzniesienia. To znaczy wolałem sobie darować łagodny dolny segment i zacząć nasz podjazd od miejsca, skąd droga wznosi się już nieprzerwanie z charakterystycznym dla tej premii górskim regularnym nachyleniem od 5 do 7%. Skrócenie owego podjazdu było też uzasadnione sytuacją pogodową. Niebo zdążyło się już zachmurzyć i granatowe chmurzyska zwiastowały nam deszcz, przynajmniej na odcinku powyżej miasteczka.

Dojechawszy na miejsce zaparkowaliśmy kilkaset metrów na południe od centrum miasta. Na rowerach zjechaliśmy kolejne półtora kilometra, niemal docierając do ronda, na którym zaczyna się droga M236. Vence to miejscowość o długiej historii. Już w V wieku była siedzibą biskupstwa. W późniejszym czasie swym łagodnym klimatem jak i śródziemnomorskimi pejzażami wabiła rozmaitych artystów. To tutaj ostatnie lata swego życia spędził Witold Gombrowicz, a poza nim także pisarz D.H. Lawrence czy malarze Henri Matisse i Marc Chagall. Współcześnie na niewysokiej i regularnej Col de Vence wykuwają swą formę i to przez cały rok, setki kolarzy i tysiące fanów kolarstwa. Wystarczy wspomnieć, iż w programie strava, na segmencie „Col de Vence depart et arrivee FFC” zarejestrowało swe czasy już 18.400 osób! W czołowej „10” znajdujemy tu niemal samych profesjonałów, tak wciąż aktywnych jak i tych „emerytowanych”. Wśród nich tak głośne nazwiska jak Romain Bardet, Thomas De Gendt czy dwukrotny mistrz olimpijski w MTB Julien Absalon. Mimo tej popularności Vence nigdy nie znalazła się na trasie Tour de France. Owszem w minionym półwieczu „Wielka Pętla” relatywnie rzadko zaglądała w Alpy Nadmorskie, niemniej i tak dziwi fakt, iż w swej ponad stuletniej historii nigdy nie zahaczyła o tą przełęcz. Co innego marcowa impreza z kolarskiego portfolia ASO czyli Paris – Nice. Popularny „Wyścig ku Słońcu” tylko w ostatnich siedmiu sezonach czterokrotnie miał w swym programie południowy podjazd na Col de Vence. Profi wjeżdżali pod „naszą” górę w latach 2014, 2015, 2017 i 2020. Za każdym razem na sobotnim czyli siódmym etapie Paryż – Nicea. Nie inaczej będzie w nadchodzącym sezonie 2021, gdy wzniesienie to pojawił się na odcinku z Nicei do Valdeblore La Colmiane. Trzeba jednak zastrzec, iż na P-N przełęcz Vence występuje tylko w roli „przystawki”, gdyż bywa pierwszą premią górską dnia i nie ma większego wpływu na losy całej rywalizacji. Za to znacznie więcej znaczy na trasie czerwcowego triathlonu Ironman France Nice.

Mimo długiej pierwszej góry, która musiała nieco „wejść nam w nogi” pod Col de Vence ruszyliśmy bardzo szybko. Zapewne mobilizowały nas te ciemne chmury na horyzoncie. Pierwsze 2,1 kilometra czyli odcinek poniżej Vence pokonaliśmy w niespełna 7 minut. Czas 6:55 (avs. 18,1 km/h i VAM 1102 m/h). Płaski przejazd przez to miasteczko liczył sobie tylko 150 metrów i po wjeździe na drogę M2 zaczęliśmy zasadniczą część wspinaczki. W połowie czwartego kilometra przejechaliśmy na lewy brzeg rzeczki La Lubiane. Na wysokości góry Baou de Blancs minęliśmy wjazd do rezydencji Saint-Martin. Wzdłuż drogi co kilometr witały nas duże niebieskie tablice, na których oprócz nazwy i wysokości naszego celu wypisane były dane techniczne kolejnego kilometra tej wspinaczki tzn. pozostałe do szczytu przewyższenie i dystans oraz średnie nachylenie kolejnego odcinka. Na początku siódmego kilometra stromizna na chwilę podskoczyła do 9-10%. Jechaliśmy szybko, starałem się dawać zmiany, zaś na 5 kilometrów przed finałem puściłem tylne koło Adriana i odrobinę zredukowałem swą prędkość. Po ośmiu kilometrach droga wróciła na prawy brzeg rzeczki, gdzie nieco bardziej krętym szlakiem biegła dalej na północ, zaś w końcówce na zachód. Cały czas w otwartym terenie przez suchą, jałową okolicę. Szczęśliwie dla nas ciemne chmury nie wydały z siebie deszczu. Niemniej zeszły na tyle nisko, iż na końcowym fragmencie podjazdu zrobiło się jakby mgliście. Można było zapomnieć, iż nie tak daleko stąd mamy zazwyczaj słoneczne wybrzeże Morza Śródziemnego. Adrian wspomniany segment powyżej Vence o długości 9,69 kilometra pokonał w równo 35 minut. Ja na to samo potrzebowałem 35:45 (avs. 16,3 km/h z VAM 1057 m/h). Mogłem być z siebie zadowolony, skoro wyraźnie przekroczyłem „tysiaka” na drugiej górze dnia. Pośród tysięcy cyklistów nasze czasy mieszczą się tu w górnych 15%. W sumie na „dzień dobry” z Alpes-Maritimes przejechaliśmy blisko 87 kilometrów z przewyższeniem 2045 metrów. Do Le Broc wróciliśmy trasą nadmorską. Zjechaliśmy na tankowanie w Cagnes-sur-Mer. Dzięki czemu zaliczyliśmy krótką przejażdżkę po francuskiej riwierze.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/4022664736

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/4022664736

ZDJĘCIA

IMG_20200906_061