banner daniela marszałka

Malga Lessinia

Autor: admin o wtorek 28. Lipiec 2015

PODJAZD > https://www.strava.com/activities/362072745

Po dwóch dniach wspinaczek z widokiem na Lago di Garda zgodnie z wcześniej zakreślonym planem kolejnych wyzwań poszukałem nieco dalej na wschód. Dlatego we wtorek obrałem kurs na Monti Lessini czyli pasmo górskie położone na pograniczu regionów Veneto i Trentino. Na oku miałem dwa najdłuższe i zarazem najwyższe wzniesienia w tej okolicy tzn. Malga Lessinia i Valico Branchetto. Wedle danych z „archivio salite” spośród tej pary Branchetto jest podjazdem nieco dłuższym, nieco większym (pod względem przewyższenia) jak i przede wszystkim trudniejszym. Natomiast Lessinia miała być przynajmniej wyższa, gdyż wedle ściągniętego z „zanibike.net” profilu wspinaczka ku niej miała kończyć się na wysokości 1617 metrów n.p.m. Podobnie jak w przypadku weekendowych wzniesień z masywu Monte Baldo również tu swoje zwiedzanie postanowiłem zacząć od łatwiejszego z dwojga podjazdów. Aby znaleźć się w Bellori, miasteczku u podnóża podjazdu pod Malga Lessinia tym razem musiałem pokonać samochodem niespełna 70 kilometrów. Na wysokości Peschiera del Garda wskoczyłem na autostradę A4. Potem objechałem Weronę korzystając z południowej i wschodniej obwodnicy tego miasta. W końcu zaś zjechałem na drogę SP6 by jadąc na północ przez Quinto i Stallavenę dotrzeć na start swego trzeciego etapu. Ponieważ Stallavena dwa dni później miała być punktem startu do czwartego etapu niejako przy okazji „rozpracowałem” sobie dojazd do podnóża Valico Branchetto.

Wystartowałem tuż przed godziną dziewiątą z małego parkingu przed lokalną pizzerią. Mimo wczesnej pory temperatura była już komfortowa. Na starcie zanotowałem 24 stopnie Celsjusza. Pierwsze półtora kilometra prowadziło w terenie zalesionym po drodze SP14. W połowie drugiego kilometra ta szosa rozszczepiała się na dwa szlaki. Aby kontynuować podjazd musiałem wybrać wariant prawy oznaczony jako SP14a. Na początku piątego kilometra dojechałem do wioski Corso (4,1 km). Kilometr minąłem osadę La Rocca (5,1 km) skąd miałem widok na imponujących rozmiarów skalną ścianę. Kolejną miejscowością na moim szlaku była Cappella Fassani (9,2 km). Podjazd nie sprawiał większych problemów. Jak widać na załączonym obrazku był bardzo regularny, a przy tym prowadził po dobrym jakościowo asfalcie. Zdecydowana większość poszczególnych kilometrów „trzymała” na umiarkowanym poziomie 5-6 %, zaś maksymalna – chwilowa – stromizna na tym wzniesieniu wyniosła ledwie 9,7 %. Za Capella Fassani droga na pewien czas skręciła w kierunku wschodnim ku osadzie Maselli (11,5 km), gdzie na szerokim łuku w lewo minąłem półmetek tej wspinaczki. Niedaleko miałem już do Erbezzo (13,4 km). Ten najwyżej położony ośrodek gminny prowincji Werona, leży u wrót Parco Naturale Regionale della Lessinia. Można tu było się pomylić i przedwcześnie skręcić w prawo. Dwa razy się zawahałem co kosztowało mnie blisko minutę. Na szczęście było się kogo poradzić w sprawie wyboru właściwej trasy. Okazało się, że przez centrum Erbezzo oraz Campagnę należało jechać prosto i dopiero w okolicy Valbusi (14,4 km) odbić w prawo. Główna droga skręcała tu lekko w lewo po czym rozdzielała się wkrótce na dwie nowe, z których jedna prowadzi na przełęcz Fittanze della Sega, zaś druga ku miejscowości Fosse. Z obu tych lokalizacji można by następnie zjechać ku Dolinie Adygi. Niemniej ja na wcześniejszym rozjeździe musiałem wybrać węższą Via Castelberto, prowadzącą ku górze o tej samej nazwie.

Po ostrym wirażu w prawo dojechałem do wioski Sale (15,6 km), skąd miałem dobry widok na położone niżej Erbezzo. Po przeciwnej stronie miałem pobliski szczyt Monte Busimo. Wyżej cywilizacja powoli ustępowała pola naturze. Co najwyżej mijałem znaki drogowe wyznaczające skręty ku schroniskom jak np. Rifugio Dardo. Po przejechaniu 19,6 kilometra wjechałem na teren tutejszego Parco Naturale. Wyprzedziłem rodzinny duet na rowerach, który wyglądał na dziarskiego dziadka oraz wnuka-nastolatka. Pomiędzy pastwiskami tu i ówdzie stały gospodarstwa rolne, zaś przy drodze szwendały się należące do nich krowy. Zanim dojechałem na szczyt niebo zaperzyło się, więc obawiałem się, że zacznie padać. Na górze było pochmurnie i dość rześko tzn. tylko 18 stopni. Swą jazdę zakończyłem kilkaset metrów przed Malgą Lessinia, docierając na wysokość ledwie 1568 metrów n.p.m. Okazało się bowiem, że ostatnie pół kilometra tej wspinaczki prowadzi po szutrze. Przypominał mi on nawierzchnię jaką spotkałem w ubiegłym roku na ostatnich kilometrach Monte Subasio. Od biedy byłby on do przejechania. Niemniej nie zaryzykowałem defektu zostawiając ten teren nadciągającym właśnie amatorom spod znaku MTB. Sam cofnąłem się do znaku drogowego i kamiennej tablicy, gdzie pstryknąłem zdjęcia dokumentujące zdobycie tej premii górskiej. Mój podjazd liczył sobie 23 kilometry o średnim nachyleniu 5,3 % i przewyższeniu 1227 metrów. Dojechałem w to miejsce w czasie 1h 19:37 z przeciętną prędkością 17,3 km/h. Na stravie najdłuższy odcinek jaki znalazłem miał 22,4 kilometra. Pokonałem go w czasie 1h 19:53 z VAM na poziomie 911 m/h, acz odliczając krótkie przerwy w Erbezzo jechałem przez 1h 18:58. Czas brutto daje mi w tej chwili 7 miejsce na dość skromnej liście obejmującej tylko 57 wyników. Znacznie większy „peleton” zarejestrował się na krótszych fragmentach tego wzniesienia. Na dolnym odcinku z Bellori do Erbezzo jestem 29-ty pośród 240 użytkowników tego programu, zaś na górnym między Erbezzo a Pidocchio 40-ty wśród 396 osób.