banner daniela marszałka

Mont Agel

Autor: admin o czwartek 10. Wrzesień 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Cap d’Ail (M37 -> D6007 -> D37)

Wysokość: 1108 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1023 metry

Długość: 15,8 kilometra

Średnie nachylenie: 6,5 %

Maksymalne nachylenie: 12,1 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Mont Agel to góra w Prealpach Nicejskich wznosząca się na wysokość 1151 metrów bezpośrednio ponad Monako. Spośród trzydziestu wzniesień, które we wrześniu 2020 roku wziąłem na celownik ta była największą zagadką. Ponoć z internetu wszystkiego można się dowiedzieć. Najwyraźniej są jednak wyjątki od tej zasady. Otóż żadnego profilu szosowego podjazdu na Mont Agel w necie nie znalazłem. Musiałem sam opracować jego namiastkę, co uczyniłem na bazie danych z „google maps”. Niemniej ten rysunek nadaje się do korekty. Ten podjazd mogliśmy zacząć z Monte Carlo lub miasteczka Cap d’Ail, leżącego jakieś dwa kilometry na zachód od granicy Księstwa. Według „cyclingcols” w tym pierwszym przypadku mielibyśmy start na wysokości 54, zaś w drugim 85 metrów n.p.m. Wybraliśmy tą drugą lokalizację, gdyż tak pod względem logistycznym jak i sanitarnym była prostszym rozwiązaniem. Większą zagadką było to jak wysoko uda nam się zajechać. Pod koniec XIX wieku na szczycie owej góry wybudowano fort, który następnie zamieniono na bazę lotniczą. Nie mieliśmy pewności czy finałowy segment tego wzniesienia jest aktualnie dostępny dla „cywilów”. Zdjęcia z „google street view” urywają się tu na wysokości około 850 metrów n.p.m. Aczkolwiek z drugiej strony na „stravie” były odnotowane wyniki z segmentów obejmujących również szczytową partię góry. Pełen podjazd pod Mont Agel ma przeszło 1000 metrów przewyższenia i do tego niezłą historię sportową. Związaną przede wszystkim z kolarstwem. Niemniej na wstępie kilka zdań o militarnej przeszłości tego miejsca. W latach 1889-90 wybudowano pierwszą drogę z miejscowości La Turbie na szczyt Mont Agel. Natomiast w roku 1892 oddano do użytku wojska fort Catinat. Był on jednym z 459 (!) wybudowanych we Francji pod kierownictwem generała Raymonda Adolphe’a Séré de Rivières, nazywanego Vauban’em XIX-wieku, przydomek nawiązujący do postaci słynnego inżyniera-architekta z czasów Ludwika XIV. Fort ten miał ubezpieczać niżej położone warownie La Revere i Mont Chauve, zaś w roku 1940 wziął udział w obronie miasta Menton.

Po II Wojnie Światowej powstała na jego miejscu baza lotnicza (radarowa) nr 943 Captaine-Auber kontrolująca przestworza na wybrzeżu Morza Śródziemnego od granicy hiszpańskiej po włoską i w głąb morza aż po północną Sardynię. Została ona poniekąd zamknięta w lipcu 2012 roku, gdy opuściła ją załoga złożona z 350 pracowników. Tym niemniej radary (w tym Radar Ground Master 406) pracują tu nadal. To znaczy w trybie automatycznym przesyłając stosowne dane do bazy pod Lyonem. Ostatnie 3,6 kilometra szosowego podjazdu do bazy na Mont Agel to wąska i kręta droga wojskowa. Zastanawialiśmy się czy będzie otwarta. Inauguracyjny wyścig kolarski na tej górze odbył się już w sezonie 1920, zaś cztery lata później w ramach Rajdu Monte Carlo na jej zboczach przeprowadzono pierwszy „hill-climbing speed-test”. Kolarze na drodze prowadzącej pod Mont Agel ścigali się kilkadziesiąt razy. W latach 1920-65 zorganizowano tu w sumie 35 edycji wyścigu Nicea – Mont Agel, który początkowo startował z ulic Monte Carlo. Rozgrywano go pod koniec lutego bądź na początku marca. Trzy pierwsze edycje z lat 1920-22 wygrał Henri Pelissier. W kolejnej dekadzie królował tu Włoch Luigi Barral, pięciokrotny triumfator z lat 1933-37. Podczas wojny dwukrotnie zwyciężył Gabriel Ruozzi (1941-42), zaś na początku lat. 50 Jean Dotto (1951-52). Następnie do wyczynu Barrala nawiązał specjalizujący się w tego typu wyścigach Hiszpan Jose Gil Sole, najlepszy w latach 1953, 1955-57 i 1960. Swą klasę zaprezentował tu również jego słynny rodak Federico Bahamontes. „Orzeł z Toledo” wygrał ten wyścig w sezonach 1954 i 1961. Natomiast ostatnia edycja tej imprezy padła łupem Włocha. W 1965 roku zwyciężył w niej Italo Zilioli, który w owym czasie trzy razy z rzędu kończył Giro d’Italia na drugim miejscu. Poza tym w latach 1950-62 rozegrano na tej górze także 10 edycji bliźniaczej imprezy pt. Monaco – Mont Agel. Dotto, Bahamontes i Alfred Gratton triumfowali w niej dwukrotnie. Co więcej Gratton w roku 1958, Bahamontes w 1961 i Manuel Manzano w 1962 dali radę wygrać w jednym sezonie obie wspinaczki z metą na Mont Agel.

Jak już wspomniałem nasz podjazd na Mont Agel mieliśmy zacząć z Cap-d’Ail. Tym niemniej wygodniejszym miejscem do „porzucenia” samochodu była wyżej położona miejscowość La Turbie (478 metrów n.p.m.), leżąca wszak na trasie naszego przejazdu. To miejscowość znana z ostatnich etapów wyścigu Paryż – Nicea, gdzie występuje w roli gospodarza lotnej premii. Tym niemniej jako, że prowadzą do niej dwa około 7-kilometrowe podjazdy to wyznaczano na jej ulicach także premie górskie Tour de France. W 1934 roku na etapie do Cannes wygrał ją Rene Vietto, zaś w 1955 na odcinku do Monaco jego rodak Raphael Geminiani. Obaj Francuzi przekuli wkrótce te małe sukcesy na triumfy etapowe. Inaczej było w roku 2009, gdy na La Turbie podjeżdżano zaraz po starcie. Premię górską zgarnął tu wtedy Niemiec Tony Martin, zaś w odległym Brignoles o zwycięstwo rywalizowali już sprinterzy. Ruszając autem z Le Broc mieliśmy do przejechania 40 kilometrów. Najpierw zjazd w dolinę Var, potem wzdłuż rzeki ku morzu i na koniec jazda na wschód autostradą A8. Po dojechaniu na miejsce zaparkowaliśmy nieco poniżej miasteczka. Kilka minut po dziesiątej wskoczyliśmy na rowery i całą zabawę zaczęliśmy od przeszło 6-kilometrowego zjazdu do podnóża wzniesienia. Dzień mieliśmy pochmurny. Niemniej temperatura była przyjemna i dodam bardzo stabilna. Na całej trasie wahała się w wąskim przedziale od 22 do 25 stopni, mimo różnicy poziomów przekraczającej tysiąc metrów. Podjazd zaczęliśmy od ronda przy Avenue du Trois Septembre. Dzięki wcześniejszemu zjazdowi wiedzieliśmy co nas czeka w pierwszej fazie wspinaczki. Zaczęliśmy spokojnie przez pierwsze 1300 metrów jadąc po drodze M37 czyli aleją generała De Gaulle’a. Ten odcinek kończył się wjazdem na głośną i zatłoczoną, a więc nieprzyjazną cyklistom drogę D6007 zwaną Route de Moyenne Corniche. Tu musieliśmy się zatrzymać na przeszło minutę, bo trafiliśmy na czerwone światło. Potem mieliśmy do przejechania 800 pośród samochodowego zgiełku. Po czym na początku trzeciego kilometra skręciliśmy w prawo, wjeżdżając na szosę D37 i odzyskując spokój ducha.

Kolejny odcinek o długości 4,6 kilometra doprowadził nas do centrum La Turbie. Pierwsza część tego segmentu prowadziła przez trzy wiraże, połączone długimi prostymi oferującymi ładne widoki na wybrzeże. Na wysokości drugiego zakrętu minęliśmy lokalny klub kartingowy. W połowie piątego kilometra droga wyprostowała się i ruszyła zdecydowanie na północ. Nachylenie było umiarkowane, za wyjątkiem przedostatniego kilometra przed La Turbie, gdzie średnia stromizna wynosi 9%. Po około 27 minutach od startu dotarliśmy do centrum tej miejscowości. Następnie po przejechaniu 7 kilometrów odbiliśmy w lewo wybierając wąską D53. Natomiast 1100 metrów dalej na najbliższym wirażu pojechaliśmy prosto wjeżdżając do gminy Peille i zarazem na Route de Mont Agel. Pierwsze trzy kilometry za La Turbie przejechaliśmy jeszcze razem, ale potem tempo Adriana okazało się dla mnie za mocne. Jadąc już osobno pod koniec jedenastego kilometra minęliśmy przełęcz Col de l’Arme i most Pont des Demoiselles (768 m. n.p.m.). Następnie przez ponad kilometr jechaliśmy wzdłuż terenów dzierżawionych przez Monte-Carlo Golf Club. W końcu zaś po przejechaniu 12,2 kilometra, tuż za zakrętem w prawo, wjechaliśmy na drogę wojskową. Pierwszy szlaban był podniesiony, drugi opuszczony. Kolegi tu nie spotkałem, więc w ślad za nim pojechałem. Po cichutku krętym szlakiem z ośmioma wirażami na dole i dziewiątym u góry na końcu długiej prostej. Potem zostało jeszcze 600 metrów do wrót bazy, z czego ostatni łuk na 200 metrów przed finałem. Wizyta bez zwyczajowych zdjęć i filmików, co by ewentualnie nie zadzierać z armią Napoleona-Macrona. Adriano dotarł na górę w czasie 1h 04:43 (avs. 14,9 km/h z VAM 921 m/h), zaś ja potrzebowałem na to 1h 06:04 (avs. 14,6 km/h z VAM 902 m/h). Niemniej czasy samej jazdy mieliśmy o blisko dwie minuty lepsze. W końcówce o średniej stromiźnie 7,4% jechaliśmy całkiem żwawo. Adek wykręcił tu VAM 1022 m/h, zaś ja przyzwoite 978 m/h. Po wszystkim przeprowadziliśmy „szybki odwrót na wcześniej upatrzone pozycje”. Tego dnia mieliśmy jeszcze jeden fort do zdobycia, a przy okazji przełęcz, której sława po wielokroć przerasta jej wysokość.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/4041098312

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/4041098312

ZDJĘCIA

IMG_20200910_001

FILM