banner daniela marszałka

Valico Branchetto

Autor: admin o czwartek 30. Lipiec 2015

PODJAZD > https://www.strava.com/activities/362072748

W czwartek o poranku czekało mnie małe dejavu, gdyż dojazd do podnóża czwartej góry miałem niemal identyczny z wtorkowym wypadem pod Malga Lessinia. Jedyna różnica była taka, że mogłem się zatrzymać jakieś trzy kilometry wcześniej. Po dojechaniu do Stallaveny zaparkowałem przy via Prealpi na wysokości miejscowego „orlika”. Tego dnia miałem zaliczyć ponad 26-kilometrowy podjazd pod Valico Branchetto leżące na wysokości 1591 metrów n.p.m. Dłuższy, większy, nieco wyższy i przede wszystkim znacznie trudniejszy od mojej pierwszej przygody w Monte Lessimi. Autorzy „archivio salite” wycenili to wzniesienie na 903 punkty, zaś wtorkową Malga Lessinia tylko na 714 i to łącznie z szutrową końcówką, którą ostatecznie sobie podarowałem. Ponieważ dojazd do Stallaveny miałem już wcześniej opracowany wszystko poszło szybko i sprawnie. Znów około dziewiątej było gotów do jazdy. Do miejsca, w którym wyznaczyłem sobie start tej wspinaczki musiałem podjechać kilkaset metrów. Licznik włączyłem przy zjeździe z Via Prealpi w odchodzą szerokim łukiem w prawo drogę SP6. Po prawej stronie ulicy miałem sklep Carrera Jeans. Kolarskim kibicom z nieco dłuższym stażem tej marki przedstawiać nie trzeba. Napomknę tylko, że ta firma sponsorowała w latach 1984-1996 jedną z najsilniejszych ekip zawodowego peletonu. Przewinęło się przez nią wiele gwiazd, nie tylko włoskiego kolarstwa. Pośród nich Roberto Visentini zwycięzca Giro d’Italia z roku 1986 oraz Irlandczyk Stephen Roche, który w sezonie 1987 wygrał dla tych barw Giro i Tour de France, a poza tym zdobył tytuł mistrza świata. W stylizowanych na dżinsy spodenkach jeździli też Claudio Chiappucci i Marco Pantani. „Diabeł” przez niemal całą swą karierę, zaś „Pirat” przez jej pierwsze cztery lata. Członkiem pierwszej ekipy Carrera był też w latach 1984-85 Czesław Lang.

Pierwsze kilometry podjazdu prowadziły po szerokiej drodze. Stromizny może nie było widać, ale można ją było poczuć w nogach i płucach. Poza tym droga była ruchliwa, więc jechałem przy akompaniamencie samochodowych i motorowych silników. Przez pierwsze dwa kilometry szosa wiodła na południe, po czym skręciła na północny-wschód. W połowie piątego kilometra przejechałem przez Rosaro (4,5 km), zaś na początku siódmego minąłem zjazd ku wiosce Azzago 6,1 km). Jeszcze kilkaset metrów i najtrudniejszą kwartę całego wzniesienia, w tym chwilowe stromizny do 12,5 %, miałem już za sobą. Wkrótce dojechałem do położonego na wysokości 730 metrów n.p.m. Cerro Veronese (8,7 km). Miejscowość ta ma niemal 2,5 tysiąca mieszkańców, zaś jej najsłynniejszym „synem” jest Damiano Cunego triumfator Giro z roku 2004. Chyba wszyscy mamy w pamięci swoistą rewolucję pałacową jaką „Mały Książe” przeprowadził w ekipie Saeco dystansując wówczas nie tylko swych zdeklarowanych rywali, ale też swego nominalnego „szefa” Gilberto Simoniego. Tym niemniej godzi się jeszcze przypomnieć, że Cunego wygrał też trzykrotnie klasyk Giro di Lombardia (2004, 2007 i 2008) oraz został wicemistrzem świata podczas czempionatu rozgrywanego wokół Varese (2008). Okolice Cerro Veronese były zdecydowanie najłatwiejszym odcinkiem tego podjazdu. Trudniej zrobiło się znów pod koniec dwunastego kilometra jeszcze przed dotarciem do Corbiolo (12,5 km). Jadąc dalej główną droga dotarłem w końcu do Santa Margherita (16,2 km) położonej u progu Bosco Chiesanuova, najważniejszej miejscowości na tym szlaku. Już trzykrotnie gościła ona uczestników Giro d’Italia. Po raz pierwszy w 1957 roku gdy czasówkę wygrał Luksemburczyk Charly Gaul. Rok później etap ze startu wspólnego padł łupem Włocha Ercole Baldiniego. W końcu zaś w 1979 roku najszybciej dotarł tu Szwed Bernt Johansson. Co więcej w miasteczku tym urodziła się Paola Pezzo, mistrzyni MTB – złota medalistka olimpijska z Atlanty i Sydney oraz mistrzyni świata z lat 1993 i 1997.

Chcąc przejechać przez centrum tego miasteczka, skręciłem w Via Sant’Antonio i tym samym na jakiś czas rozstałem się z szosą SP6. Dojechawszy do miejscowej starówki (16,9 km) przejechałem plac na wprost kierując się na Via Monti Lessini. W połowie osiemnastego kilometra byłem już z powrotem na prowincjonalnej „szóstce” i wkrótce minąłem osadę Larici (18 km). Dwa kilometry dalej przejechałem obok gospodarstw rolnych przy wiosce Grietz (20 km). Za nią przyszła pora na kilkusetmetrowy zjazd. Ostatnia faza podjazdu zaczęła się około 5 kilometrów przed szczytem. Po drodze było parę malutkich osad: Coville (21 km) i Maregge (21,4 km). Następnie przez dobry kilometr jechałem wzdłuż granic Parco Naturale Regionale della Lessinia, ostatecznie wjechawszy na jego teren na wysokości Tracchi (22,8 km). Po przejechaniu 23,6 kilometra minąłem zjazd w lewo na Rifugio Bocca di Selva. Wyżej było jeszcze parę porzuconych latem zabudowań w połowie 25-tego kilometra. Potem już tylko finałowy odcinek z trzema serpentynami i łagodnym zakrętem w lewo na sam koniec. Kulminację wzniesienia nie sposób przeoczyć dzięki sporych rozmiarów tablicy. Trafił się nawet jakiś dobry człowiek, który zrobił mi zdjęcie na jej tle. Po drugiej stronie przełęczy widać było leżącą na wysokości 1498 metrów n.p.m. stację narciarską San Giorgio. Cały podjazd o długości 26,2 kilometra przejechałem w czasie 1h 30:26 przy średniej prędkości 17,4 km/h i skromnym VAM 862 m/h. Niemniej ów niski wskaźnik tłumaczyło średnie nachylenie na poziomie 5,1 %, w tym kilka niemal płaskich kilometrów. Na stravie nie mam swojego wyniku z całego wzniesienia. Zapewne dlatego, że w okolicy Bosco Chiesanouva zjechałem na ponad kilometr z oficjalnego szlaku. Znalazłem za to dwa większe rezultaty cząstkowe. Po pierwsze odcinek 6,7 kilometra przy średniej 4,8 % między Cerro Veronese a Bosco Chiesanuova, który przejechałem w 21:53 (av. 18,5 km/h). Po drugie 8,5 kilometra przy 5,1 % między Bosco a Valico Branchetto „zrobione” w 30:50 (av. 16,8 km/h). Zważywszy, iż oba fragmenty trasy miały podobne nachylenie stwierdzić muszę po fakcie, że w końcówce nieco osłabłem.