banner daniela marszałka

Madone de Fenestre

Autor: admin o sobota 12. Wrzesień 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Roquebilliere-Vieux (M2565 -> M94)

Wysokość: 1908 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1312 metrów

Długość: 21,4 kilometra

Średnie nachylenie: 6,1 %

Maksymalne nachylenie: 13,9 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Na żadną z baz noclegowych nie mogliśmy narzekać. Moim zdaniem ta w Saint-Dalmas była najlepszą ze wszystkich pięciu. Sama wioska klimatyczna. W prawdziwie górskim stylu z wiekowymi domami z kamienia i kościółkiem Saint-Croix w stylu romańskim. Dobrze zaopatrzony sklep spożywczy sieci Proxi w bliskiej okolicy. Sam lokal czyli Chalet le Bois Noir też pierwsza klasa i to w umiarkowanej cenie. Mieszkanie na pierwszym piętrze nowszego budynku. Duży salon z kuchnią, dwie sypialnie i spora łazienka. Spokojnie zmieścilibyśmy się tu nawet 4-osobową ekipą. Wewnątrz na swoim miejscu wszystkie istotne urządzenia, zaś na zewnątrz zero problemów z parkowaniem. Piętro niżej zawsze skory do pomocy gospodarz, bynajmniej nie unikający komunikacji w języku angielskim. Same plusy. Zatrzymaliśmy się tu na pięć nocy by wyprawiać się stąd na podjazdy zaczynające się w dolinie rzeki Tinee. Na oku miałem szóstkę: od mało znanej przełęczy Sinne na południu, po „Jej wysokość” Bonette na dalekiej północy. Niemniej najpierw na jeden dzień musieliśmy jeszcze wrócić do przejechanej w piątek Vallee de la Vesubie. Na szóstym etapie poznaliśmy bowiem tylko dwa z pięciu ciekawych wzniesień tej doliny. Przy czym z góry odpuściliśmy sobie zachodnie Turini mając tą przełęcz zdobytą już wcześniej od dwóch innych stron. Do „przepracowania” pozostały nam dwie wspinaczki w okolicy miasta Saint-Martin-Vesubie tzn. Madone de Fenestre i Parking de Salese. Naszą pierwszą metą miało być sanktuarium maryjne o burzliwej historii. Pierwszą świątynię pod wezwaniem Matki Bożej Łaskawej wznieśli tu benedyktyni już w 887 roku. Zburzona przez Saracenów podczas najazdu z X wieku została odbudowana i przekształcona w szpital przez Templariuszy w wieku XIII. Po gwałtownej likwidacji tego zakonu należała wpierw do opactwa z Borgo San Dalmazzo, a potem do biskupów Nicei. W międzyczasie przetrwała dwa poważne pożary w XV i XVIII wieku. Po traktacie z roku 1860 pozostała we władzy Sabaudów, którzy zostali królami zjednoczonej Italii. Dopiero po korektach granicznych z roku 1947 przypadła Francji i obecnie należy do uzdrowiska Saint-Martin-Vesubie.

To wysokogórskie sanktuarium swoją nazwę zawdzięcza pobliskiej przełęczy Colle di Finestra (2474 m. n.p.m.) dziś leżącej na włosko-francuskiej granicy, nieco na południowy-zachód od szczytu Cime du Gelas. Rejon tej świątyni uchodzi za nad wyraz deszczową okolicę. Z uwagi na sąsiedztwo wysokich gór nawet w pogodne dni nadziać się tu można popołudniami na gwałtowne burze i ulewy. Jeśli tak jest w rzeczywistości to my mieliśmy dużo szczęścia. Akurat po trzech dniach zmiennej i nieco pochmurnej aury trafił nam się ciepły i słoneczny dzień. Wyborne warunki do zjazdów i robienia zdjęć w podróży. Nieco gorsze do ciężkiej rowerowej wspinaczki jaka czekała nas na pierwszym z sobotnich wzniesień. Podjazd ten zdecydowaliśmy się zacząć z poziomu niespełna 600 metrów n.p.m. W pobliżu Roquebilliere-Vieux, a dokładnie po wschodniej stronie mostu nad rzeką Vesubie. Do przejechania mieliśmy zatem przeszło 21 kilometrów z przewyższeniem ponad 1300 metrów. Strona „cyclingcols” wycenia to wzniesienie na 938 punktów czyli najwyżej pośród wszystkich premii górskich z doliny Vesubie. Patrząc na jego profil widzimy, iż składa się ono z dwóch połówek o porównywalnej długości, lecz zupełnie innym charakterze. Z grubsza mieliśmy tu do pokonania najpierw 11,1 kilometra o przeciętnym nachyleniu tylko 4,2%, zaś następnie 10,5 kilometra o średniej stromiźnie 8%. W tej drugiej części zaś kilka 500-metrowych odcinków o wartości około 11% oraz jeden na poziomie 12,6%. W dodatku ten najcięższy do „zwalczenia” po 20 kilometrach jazdy czyli w drugiej fazie przedostatniego kilometra. Jednym słowem niezłe wyzwanie. Na bazę wypadową do obu sobotnich podjazdów wybraliśmy sobie parking w Le Touron, znajdujący się poniżej Saint-Martin-Vesubie. Tym samym na start pierwszej wspinaczki musieliśmy dojechać pokonując 7-kilometrowy odcinek w dół doliny Vesubie. Ten sam segment drogi M2565 nieco później stać się miał pierwszą tercją naszego podjazdu ku Madone de Fenestre.

Po takowym wstępie prawdziwą „zabawę” zaczęliśmy kwadrans przed jedenastą przy temperaturze 23 stopni. Pierwsze kilometry nie stanowiły większego problemu. Jechaliśmy cały czas lewym brzegiem La Vesubie, tu i ówdzie przejeżdżając ponad potokami spływającymi do tej rzeczki ze wschodniej flanki. Nachylenie było co najwyżej umiarkowane, zaś miejscami wręcz łagodne. Po dotarciu do „naszego” parkingu minęliśmy niebawem kaplicę Saint-Roch i pole kempingowe La Ferme Saint-Joseph. Po przebyciu dokładnie ośmiu kilometrów wjechaliśmy na most ponad La Madone, jak nazywana jest Vesubie w swym początkowym biegu przed połączeniem z potokiem Le Boreon. Po drugiej stronie na wzgórzu widać już było Saint-Martin-Vesubie. Po kolejnych 600 metrach dotarliśmy do centrum tego miasteczka czyli w rejon placu generała De Gaulle’a. W miejscowości tej urodził się polski międzywojenny generał Włodzimierz Zagórski, który po zamachu majowym z 1926 roku zginął w tajemniczych okolicznościach, prawdopodobnie zamordowany przez stronników marszałka Piłsudskiego. Do św. Marcina dojechaliśmy w niespełna 27 minut jadąc ze średnią prędkością 19,4 km/h. Niebawem po przejechaniu 8,9 kilometra na drodze M2565 musieliśmy odbić w prawo by wjechać na górską szosę M94. Nasz nowy szlak jeszcze przez 800 metrów biegł niemal równolegle do głównej drogi, po czym skręcił ostro na południe, by kilometr dalej obrać już zdecydowanie wschodni kierunek. W tym momencie skończyły się żarty i zaczęły schody. Przez następne trzy kilometry stromizna z rzadka schodziła poniżej 8%, zaś maksymalnie sięgnęła 13,7%. Już ten „sztywny” odcinek zdołał nas rozdzielić. Niemniej trzymałem się całkiem dzielnie, bowiem po 14 kilometrach wspinaczki traciłem do Adriana tylko 32 sekundy. Potem nachylenie było zmienne. Trafiały się ścianki ze stromizną powyżej 12%, lecz nie brakowało odcinków zaiste łagodnych. Przy tym pierwsza połowa osiemnastego kilometra zasługiwała na miano „falsopiano”.

Na przeszło 3-kilometrowym segmencie w tym urozmaiconym terenie straciłem do Adka kolejną minutę z paroma sekundami. W połowie osiemnastego kilometra droga przeszła na lewy brzeg La Madone (La Vesubie) i pozostała tam przez dobry kilometr. Na samym końcu tego odcinka trafił się nawet krótki zjazd, w trakcie którego wjechaliśmy już na teren Parku Narodowego Mercantour. Następny prawobrzeżny kilometr miał solidne nachylenie sięgające 10,2%. Niemniej to była tylko przygrywka do wyzwania podczas kolejnej wizyty na lewym brzegu rzeczki. Dwucyfrowe wartości na odcinku 470 metrów i niemal cały czas stromizna rzędu 12-13%. Ładna ścianka tuż przed metą. Nagrodą za jej pokonanie był widok wprost na Sanktuarium. Niemniej od niego dzielił nas jeszcze kilometr. Ten finałowy odcinek prowadził przez dwa wiraże. Dopiero drugi oznaczał wytchnienie. Początkowo było jeszcze bowiem całkiem ostro czyli ze stromizną nawet 11,2%. Dopiero na ostatnich 400 metrach podjazd odpuścił i dało się przyśpieszyć na finiszu do małego parkingu przed świątynią. Na pokonanie całego wzniesienia potrzebowałem około 1h i 25 minut co oznaczało średnią prędkość 15 km/h. Na stravie nie znalazłem jednak segmentu obejmującego cały profil rodem z „cyclingcols”. Najdłuższy tam znaleziony liczy sobie tylko 12,8 kilometra i zaczyna się od wjazdu na boczną drogę M94. Ten sektor przejechałem w 56:44 (avs. 13,5 km/h z VAM 961 m/h). Adrian wykręcił na nim czas 55:25 czyli tym razem straciłem do lidera 1:19. Niewiele biorąc pod uwagę skalę podjazdu. Przy tym całkiem ładnie finiszowałem. Na finałowym sektorze o długości 2,3 kilometra do swego kompana odrobiłem 28 sekund kręcąc VAM 1057 m/h. To mogłem uznać za dobrą wróżbę przed drugą połową wyprawy. Na mecie pogoda była wyborna. W cieniu 18 stopni, lecz w słońcu licznik nagrzał mi się do 31. Pomimo braku baru czy restauracji (otwarty był jedynie przykościelny sklep z pamiątkami) spędziliśmy na szczycie przeszło pół godziny.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/4049963798

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/4049963798

ZDJĘCIA

IMG_20200912_001

FILM