banner daniela marszałka

Cime de la Bonette

Autor: admin o środa 6. Lipiec 2005

Na następny dzień czyli środę 6 lipca wyznaczyliśmy sobie „randkę z Jej wysokością” tzn. najwyższą przełęczą kolarskiej Europy tzn. Cime del la Bonette położoną na wysokości 2802 metry n.p.m. w Parku Narodowym Mercantour. Aby dostać się w pobliże tego niebotycznego wzniesienia ja i Piotr musieliśmy przejechać samochodem blisko 80 kilometrów. Pojechaliśmy najpierw przez Embrun, potem wzdłuż wybrzeży Lac de Serre-Poncon i dalej przez Le Lauzet-Ubaye aż do miejscowości Barcelonette. Jacek z Tomkiem mieli inny pomysł. Wybrali się na południe krótszą drogą czyli przez przełęcz Vars. Przy czym Tomek dotarł do Jausiers na rowerze, zaś Jacek samochodem. Nasz atak na Cime de la Bonette podjęliśmy przeto dwoma osobnymi oddziałami, przy czym nasi koledzy zaczęli jako pierwsi. My rozpakowaliśmy się w Barcelonette dzięki czemu mogliśmy sobie pozwolić na 8-kilometrową płaską rozgrzewkę przed dotarciem do Jausiers. Tam czekała już na nas Cime de la Bonette (2802 m. n.p.m.) najwyższą przełęcz używana dotąd przez kolarzy szosowych podczas wyścigów na Starym Kontynencie. Trzy razy gościł na niej Tour de Franch. W latach sześćdziesiątych dwukrotnie zdobył ją „Orzeł z Toledo” czyli Federico Bahamontes, zaś w pamiętnym dla nas Polaków Tourze z 1993 roku jako pierwszy na górze zameldował się Szkot Robert Millar.

Północna strona tego wzniesienia to 23-kilometrowy podjazd o średnim nachyleniu 6,8 % z bardzo trudnym ostatnim kilometrem, mocno niedoszacowanym na załączonym tu profilu. Pierwsza droga przez tą przełęcz została wybudowana w 1860 roku czyli jeszcze w czasach cesarza Napoleona III. Miała ona przede wszystkim znacznie strategiczne, albowiem wykorzystywana była przez wojsko na niespokojnym XIX-wiecznym pograniczu francusko-włoskim. Cały podjazd zajął nam około 1h 40-45 minut co dało przeciętną prędkość w okolicach 13 km/h z hakiem. Udało mi się „zrewanżować” Piotrowi za porażkę z Col d’Izoard. W połowie podjazdu odjechałem niczym „górska kozica” i na dach kolarskiej Europy wdrapałem się pięć minut przed swym kompanem. Była to zresztą największa różnica na pojedynczym podjeździe podczas wszystkich wspólnych wypadów co podkreśla wyrównany poziom naszych górskich umiejętności. Najbardziej we znaki dał się nam finałowy kilometr ze średnią 11 % gdzie jechałem 8-9 km/h, zaś Piotr się przyznał do prędkości 5-6 km/h, acz jak wynikało z jego Polara puls miał pod kontrolą na poziomie 160 uderzeń. Szczyt owej przełęczy przypomina kapelusz i co ciekawe można oczywiście zjeżdżając na drugą stronę można obrać kurs na Niceę, do której brak około 140 kilometrów, bądź też po kilometrze można odbić w lewo na Col del Bonette (2715 m. n.p.m.) i okrążając sam wierzchołek wrócić na drogę, którą wspinaliśmy się od północy. Jednym słowem można by nie jako wykręcić rundkę po rundzie owego „kapelusza”.