banner daniela marszałka

Parking de Millefonts

Autor: admin o wtorek 15. Wrzesień 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Vallee de la Tinee / M2205 (M2565)

Wysokość: 2034 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1554 metry

Długość: 24 kilometry

Średnie nachylenie: 6,5 %

Maksymalne nachylenie: 12,7 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Na koniec kilkudniowego pobytu w Saint-Dalmas (Valdeblore) zostawiliśmy sobie górki położone najbliżej domu. Podjazdy, które moglibyśmy zaliczyć nawet w razie nagłego załamania pogody, dzięki bliskości naszej bazy noclegowej. Tym niemniej aura we wtorek nadal była wyborna. Tego dnia mogliśmy nawet nie odpalać samochodu. Byłoby to możliwe gdybyśmy po zjeździe do Vallee de Tinee jako pierwszą wybrali sobie wspinaczkę na Col de la Sinee. Uznaliśmy jednak, iż najpierw lepiej będzie się zmierzyć ze znacznie trudniejszym podjazdem na Parking de Millefonts. To potężne wzniesienie o długości 24 kilometrów i przewyższeniu przeszło 1550 metrów jest nieznane kolarskim wyścigom. Przynajmniej w swej pełnej wersji. Jednak składa się ono de facto z dwóch odrębnych części. Pierwsze 14,8 kilometra o średnim nachyleniu 6,1% to odcinek na drodze M2565 będący niemal całym podjazdem na Col du Saint-Martin (1502 m. n.p.m.). Ze szlaku prowadzącego do stacji La Colmiane trzeba zjechać na 1,8 kilometra przed przełęczą. Pozostała część wspinaczki prowadzi po cichej Route de Millefonds. Na tej wąskiej dróżce trzeba pokonać w pionie jeszcze 652 metry na dystansie 9,2 kilometra co daje średnią stromiznę 7,1%. Tym samym na Millefonts powtórzyłem swój manewr z ostatniego etapu sierpniowego Giro di Lombardia. Kiedy to pierwszą wspinaczkę zacząłem na szlaku pod słynne Passo del Mortirolo, po czym finiszowałem na wyższej, lecz słabo znanej przełęczy Carette di Val Bighera. Tutaj takim powszechnie znanym „środkiem” do tajemniczego celu był zachodni podjazd na przełęcz św. Marcina. Col du Saint-Martin przypadła ostatnio do gustu organizatorów spod szyldu ASO. W sezonie 2020 kolarze wspinali się na nią zarówno podczas marcowego Paryż – Nicea, jak i opóźnionego o blisko dwa miesiące Tour de France. Niemniej kolarska historia tego wzniesienia jest nieco bogatsza.

Przełęcz św. Marcina trzykrotnie pojawiła się w programie „Wielkiej Pętli”. Zadebiutowała w roku 1973 na etapie dziewiątym z Embrun do Nicei, wygranym w wielkim stylu przez Vicente Lopez-Carrila. Wspinano się tu od zachodniej strony, zaś premię górską zgarnął Pedro Torres, który na tym wyścigu zwyciężył w klasyfikacji górskiej. Dwa lata później na Saint-Martin podjeżdżano od wschodu czyli od doliny Vesubie. Była ona pierwszym z pięciu wzniesień na legendarnym odcinku piętnastym z Nicei do Pra Loup, o którym wspomniałem już przy relacji z Col de la Couiolle. Na przełęczy jako pierwszy zameldował się Lucien Van Impe. Belg wygrał klasyfikacje górską już po raz trzeci i zarazem stał się pierwszym zdobywcą charakterystycznej białej koszulki w czerwone grochy. Świętego Marcina po raz trzeci zaproszono na największą z kolarskich imprez dopiero w 2020 roku. Na drugim etapie wokół stolicy Alp Nadmorskich zatytułowanym Nice – Haut Pays – Nice podjechano na tą przełęcz od zachodu. Premię górską wygrał młody Francuz Benoit Cosnefroy, który nie nawiązał jednak do sukcesów Torresa i Van Impe’a. Przed ubiegłorocznym powrotem na trasę Touru zachodni podjazd na Col du Saint-Martin pod alternatywną nazwą Valdeblore / La Colmiane został dwukrotnie przetestowany na wyścigu Paris – Nice. W obu przypadkach wystąpił on w roli finałowej wspinaczki na sobotnim czyli siódmym etapie. W 2018 roku wygrał go Simon Yates, który o 8 sekund wyprzedził Belga Dylana Teunsa oraz Baska Iona Izagirre. Anglik odebrał koszulkę lidera Hiszpanowi „Lulu” Sanchezowi. Jednak całego wyścigu nie wygrał, gdyż na ostatnim etapie zdetronizował go Katalończyk Marc Soler. Natomiast etap z sezonu 2020 zaplanowany jako przedostatni z przymusu okazał się ostatnim. Tym samym na przełęczy św. Marcina zakończył się cały wyścig. Wygrał go prowadzący od samego początku Niemiec Maximilian Schachmann. Niemniej ostatni akt owych zmagań należał do Nairo Quintany. Kolumbijczyk wygrał z przewagą 46 sekund nad Belgiem Tiesjem Benoot i 56 sekund nad grupką, którą przyprowadził Francuz Thibaut Pinot.

Na tym jednak nie koniec „romansu” Marcina z marcową tygodniówką. W sezonie 2021 cały siódmy etap „Wyścigu ku Słońcu” będzie kopią tego finałowego sprzed dwunastu miesięcy. Ja z Col du Saint-Martin miałem już przyjemność przed siedmioma latami. Była to nasza pierwsza góra na szóstym etapie Route des Grandes Alpes. Odcinku rozpoczętym w górskiej osadzie Roya i zakończonym w Menton na upragnionym Lazurowym Wybrzeżu. Obecnie nie interesują mnie powtórki z rozrywki. Trenuję i podróżuję po to by poznawać nowe góry i miejsca. Millefonts była dla mnie taką nowością, zaś ponowna wizyta na szlaku św. Marcina trafiła mi się niejako w pakiecie z główną atrakcją tego dnia. Zresztą bez owych 15 kilometrów na drodze M2565 nie odczulibyśmy jak trudny jest podjazd do Parkingu „Tysiąca” Źródeł. Wspomnę, iż wyceniony przez „cyclingcols” na 1034 punkty. Z bazy wyjechaliśmy tuż przed dziesiątą. Tym razem na rowerach. Z samochodu mieliśmy skorzystać dopiero popołudniu na dojeździe do podnóża Col de la Sinne. Etap 10a zaczęliśmy od przeszło 13-kilometrowego zjazdu ku dolinie rzeki Tinee. Potrwał on dłużej niż mogłoby się wydawać, bo musiałem zadbać o dokumentację zdjęciową z tej części wzniesienia. Późniejszy zjazd ze szczytu mieliśmy zakończyć w Saint-Dalmas. Naszą wspinaczkę zaczęliśmy na kwadrans przed jedenastą. Na głównej drodze czekały nas dwa segmenty o umiarkowanym nachyleniu przedzielone kilkusetmetrowym wypłaszczeniem na dojeździe do La Bolline. Pierwszy miał mieć 8,2 kilometra i przeciętne nachylenie 6,2%, zaś drugi 6 kilometrów o średniej 6,3%. Tym niemniej początek tego wzniesienia okazał się bardziej wymagający. Do połowy trzeciego kilometra normą była stromizna na poziomie 7-8%. Już po 250 metrach zaliczyliśmy pierwszy wiraż, zaś nieco dalej pierwszy z dwóch krótkich tuneli wybitych w litej skale. Droga przyklejona do zbocza góry ochoczo zdobywała wysokość. W połowie drugiego kilometra zmieniła kierunek z południowego na północny. Z czasem okolica stała się bardziej zielona, zaś nachylenie nieco zelżało.

Na początku piątego kilometra droga zaczęła się piąć po serpentynach. Na kolejnych dwóch kilometrach sześć razy przyszło nam zmieniać kierunek jazdy. Przejechawszy 6,3 kilometra minęliśmy boczną M66, która biegnie do wioski Rimplas oraz wybudowanego ponad nią fortu Ouvrages de Rimplas. Od tego miejsca nasza szosa zaczęła stopniowo zbaczać na wschód. Po przebyciu 8,1 kilometra przejechaliśmy mostek nad potokiem Gros, za którym czekał nas 400-metrowy płaski odcinek. To był początek przeszło dwukilometrowego przejazdu przez „trójmiasto”: La Bolline, Valdeblore i La Roche. Pierwsze 10 kilometrów z małym hakiem przejechaliśmy w 39:15 (avs. 15,5 km/h). Wiejskie klimaty powróciły w połowie jedenastego kilometra. Po dwóch zakrętach w połowie dwunastego znaleźliśmy się już na przedpolu Saint-Dalmas. Pod koniec trzynastego kilometra byliśmy już na naszej „dzielni”, gdzie za kościółkiem Sainte-Croix (13,1 km) droga skręciła na północ. Po kolejnych 800 metrach odbiliśmy na zachód, zaś na kolejnym zakręcie porzuciliśmy szosę M2565. Skromna tabliczka z napisem „Millefonts” wskazała nam ścieżkę do górskiego raju. Po chwili pokonaliśmy mostek nad potokiem Bramafam. Po chwili ujrzeliśmy przydrożny znak straszący, iż dalsza droga jest niebezpieczna. Ostrzeżenie dotyczyło stanu tutejszej szosy. Asfalt był tu chropowaty, tu i ówdzie posypany kamyczkami lub dziurawy. Pod koniec szesnastego kilometra droga skręciła na północ i zaczęliśmy się wspinać po serpentynach. Z pierwszego wirażu był dobry widok na dolną część Valdeblore, zaś z drugiego na stację La Colmiane. Na kolejnych trzech kilometrach zaliczyliśmy siedem wiraży. Pod koniec tego sektora stromizna niemal dobiła do 12%. Gdzieś pomiędzy tymi zawijasami wyprzedził nas „wycieniowany” gość jadący w stroju UAE – Team Emirates. Był to Amerykanin Joe Dombrowski, który tego dnia zrobił sobie 135-kilometrowy trening z trzema solidnymi podjazdami: niepełnym Millefonts, Roubion oraz Isola 2000. Tutaj zaś na odcinku 4,5 kilometra nadrobił nad nami równo 3 minuty.

Rosyjskie przysłowie mówi: „Tisze jediesz, dalsze budiesz”. Jankes zawrócił na wysokości 1900 metrów n.p.m., zaś nas nic nie mogło powstrzymać przed dotarciem do parkingu u kresu szosy. W połowie dwudziestego kilometra droga bardziej zdecydowanie skierowała się północ. Jechaliśmy teraz prawą stroną Vallon de Bramafan. Widoki na okoliczne szczyty były przednie. Choć kierunek wspinaczki był jasno określony, to nie była to bynajmniej prosta jazda przed siebie. Na ostatnich trzech kilometrach mieliśmy do zaliczenia jeszcze dziewięć wiraży. Przy pierwszym z nich minęliśmy gruntową dróżkę prowadzącą do gospodarstwa na Plan de la Gourra. Nasza wspinaczka de facto zakończyła się na wysokości 2040 metrów n.p.m., którą osiągnęliśmy na dwieście metrów przed parkingiem. W samej końcówce teren już delikatnie opadał. Na tym odcinku szosa była wręcz w fatalnym stanie. Znajdowała się jakby w stadium przejściowym między asfaltem a szutrem. Do mety na niewielkim parkingu dotarliśmy około 12:20, po przeszło półtoragodzinnej wspinaczce. Pogoda była wyborna. Temperatura wysoka: w cieniu 23, zaś w słońcu 28 stopni. W połowie września i na wysokości ponad 2000 metrów n.p.m. można tu się było nawet opalać. Zważywszy, że na górnej części podjazdu było bardzo spokojnie, zdziwił nas widok około 20 samochodów zaparkowanych w tym miejscu. Najwyraźniej amatorzy górskich wędrówek wjechali tu już o poranku i teraz dreptali po okolicznych ścieżkach. Najwyższy z tutejszych szczytów czyli Mont Pepoiri mierzy 2674 metry n.p.m. Na Parking de Millefonts dotarliśmy razem, więc strava zanotowała nam identyczny czas na dystansie 23,69 kilometra. Przejechaliśmy ten segment w 1h 36:04 (avs. 14,8 km/h). Przyjmując, że góra miała przewyższenie 1560 metrów wykręciliśmy na niej VAM 974 m/h. Zapracowaliśmy sobie nawet na podium tj. ex-aequo drugie miejsce. Nasz „sukces” wyjaśnia fakt, iż peletonik zdobywców Millefonts jest bardzo skromny. Stosowna tabelka obejmuje czasy ledwie osiemnastu śmiałków.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/4062769328

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/4062769328

ZDJĘCIA

IMG_20200915_001

FILM