banner daniela marszałka

Mottarone

Autor: admin o wtorek 31. Sierpień 2021

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Stresa (SP39)

Wysokość: 1438 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1227 metrów

Długość: 19 kilometrów

Średnie nachylenie: 6,5 %

Maksymalne nachylenie: 13 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

W poniedziałkowe popołudnie przyjechaliśmy do Omegni. Przeszło 14-tysięcznej miejscowości leżącej na północnym krańcu Lago d’Orta. Wynająłem tu dla nas apartament ulokowany na parterze siedmiopiętrowego bloku przy via Novara 6. Miejscówka przyjemna, bo w pobliżu wspomnianego jeziora. Pewnym minusem był fakt, że nie można było postawić samochodów pod samym domem. Trzeba się było wypakować przy ulicy. Natomiast na dłuższy czas można było pozostawić auta na darmowym parkingu przed pobliskim dworcem kolejowym. Ja z Adrianem przyjechałem do Omegni na cały tydzień. Rafał z Krzyśkiem mieli mniej wolnego czasu. Wpadli tu już tylko na trzy doby. To oznaczało zaś, że zostały nam już tylko trzy dni na wspólne zwiedzanie północno-zachodniej Italii. Jeden z owych dni trzeba było wykorzystać na transgraniczną wycieczkę pod przełęcz Simplon. Drugi należało uświetnić wspinaczką na górę Mottarone. Cały tydzień miałem dla naszych celów drozbiagowo rozpisany. Tymczasem koledzy z Gorzowa opracowali własny plan na czwartek czyli ostatni akt swych włoskich wakacji. Zwiedzanie całej okolicy rozpoczęliśmy od wyprawy na Mottarone (1491 m. n.p.m.). To najwyższa szczyt masywu Mergozzolo, będącego częścią górskiej supergrupy Alpi Cusiane, które z kolei zaliczane są do Alp Pennińskich. Ta granitowa góra leży na pograniczu prowincji Novara oraz Verbano-Cusio-Ossola. Jej wierzchołek należy do gminy Stresa. Masyw wciśnięty jest między dwa górskie jeziora. Wielkie Lago Maggiore na wschodzie i 12-krotnie od niego mniejsze Lago d’Orta na zachodzie. Oba są doskonale widoczne z Mottarone więc nosi ona przydomek „La Montagna dei due laghi”. Góra choć nieszczególnie wysoka mocno wystaje ponad swą okolicę. Ma wybitność aż 1130 metrów. Dlatego przy dobrej pogodzie i idealnej widoczności z jej szczytu dostrzec można wiecznie-białe szczyty po każdej stronie świata: masyw Monte Rosa, szwajcarski Finsteraarhorn w Alpach Berneńskich, Monte Disgrazia w Alpach Retyckich, a nawet „piramidę” Mont Viso w dalekich Alpach Kotyjskich.

Kolarze szosowi mogą dotrzeć niemal na sam szczyt Mottarone, albowiem po asfalcie da się tu wjechać na wysokość 1438 metrów n.p.m. Drogi wspinaczkowe są zasadniczo dwie, acz każda z nich na dolnym odcinku ma dwa warianty. Klasyczny podjazd zachodni zaczyna się w pobliżu miasteczka Orta San Giulio, ale można też wystartować z Omegni. Oba szlaki łączą się we wiosce Armeno na wysokości około 540 m. n.p.m. Z kolei po wschodniej stronie tak czy owak startuje się ze Stresy, ale z dwóch różnych miejsc. Podjazd podstawowy na pierwszych kilometrach biegnie przez Vedasco i Vezzo. Ów alternatywny początkowo prowadzi przez Someraro i Levo, zaś wpada na główną drogę osiągając pułap 605 m. n.p.m. Szlaki zachodni i wschodni łączą się ze sobą na 1200 metrów przed końcem szosowej wspinaczki. Samą końcówkę można pokonać na dwa sposoby dzięki szosowej pętelce wytyczonej wokół szczytu góry. Mottarone to zarazem niewielki ośrodek sportów zimowych. Amatorzy szusowania mają tu do swej dyspozycji 21 kilometrów tras zjazdowych obsługiwanych przez 6 wyciągów i 2 kabiny kolejki linowej. Mimo to ta skromna stacja zapisała się na zawsze w historii narciarstwa alpejskiego. To właśnie tu 20 stycznia 1935 roku przeprowadzono pierwsze zawody w slalomie-gigancie. Peleton Giro d’Italia mierzył się z tą górą pięciokrotnie w trakcie czterech edycji tego wyścigu. Tym niemniej kolarze ani razu nie wjechali na sam szczyt. Mottarone za każdym razem była jedynie przelotową górską premią. Dlatego wspinaczki „profich” kończyły się na wspomnianym łączniku dróg czyli wysokości 1365 metrów n.p.m. Giro po raz pierwszy pojawiło się tu w roku 1966. Na maratońskim etapie z Parmy do Arony o długości aż 267 kilometrów pierwszy na szczyt wjechał znakomity hiszpański góral Julio Jimenez, zwany „Zegarmistrzem z Avili”. Niemniej na mecie po solowej akcji triumfował Franco „Szalone Serce” Bitossi. Włoch zwyciężył z przewagą 32 sekund nad swym rodakiem Giannim Mottą, który ostatecznie wygrał cały ten wyścig.

Na kolejną wizytę Giro trzeba było czekać aż do sezonu 1997. Jednak na piętnastym odcinku 80. edycji „La Corsa Rosa” możni wyścigu odpoczywali po ostrej batalii stoczonej dzień wcześniej na aostańskim szlaku do Breuil-Cervini. Na trasie z Verres do Borgomanero rządzili harcownicy. Pierwszy na premii górskiej zameldował się Filippo Casagrande, młodszy brat słynnego Francesco. Niemniej finiszowy sprint z 4-osobowej grupki wygrał Alessandro Baronti przed Casagrande i młodym Paolo Savoldellim. Giro z 2001 roku kończyło się w atmosferze dopingowego skandalu po nalocie policji na hotele kolarzy w San Remo. Przedostatni, a przy tym ostatni górski, etap tej imprezy prowadził z Busto Arsizio do Arony. Przewidziano na nim aż dwie wspinaczki na Mottarone. Pierwszą najszybciej ukończył Włoch Marzio Bruseghin. Podczas drugiej swą klasę potwierdził liderujący w tym wyścigu Gilberto Simoni. „Gibo” zgubił wszystkich rywali, po czym wygrał na dole z przewagą aż 2:25 nad Savoldellim. Przy czterech pierwszych okazjach za każdym razem wjeżdżano na tą górę od strony Orta San Giulio. Dopiero w sezonie 2011 organizatorzy „zaproponowali” kolarzom wspinaczkę od Stresy. Miało to miejsce na odcinku nr 19 z Bergamo do stacji Macugnaga. Tą premię górską wygrał Francuz Jerome Pineau. Natomiast sam etap Paolo Tiralongo „za przyzwoleniem” swego ex-szefa i zarazem lidera wyścigu Alberto Contadora. Trzeci na kresce był Vincenzo Nibali. W minionym roku Mottarone miało wystąpić na Giro po raz szósty. Premię górską przewidziano na 85 kilometrze etapu (znów 19-tego) z Abbiategrasso do Alpe di Mera. Niestety na pięć dni przed przyjazdem wyścigu na zboczach Mottarone doszło do wielkiej tragedii. Spadł jeden z wagonów koleji linowej, która od roku 1970 obsługuje trasę Stresa-Alpino-Mottarone. W wypadku zginęło aż 14 osób. Z respektu dla zmarłych ominięto szczyt góry. Odcinek pomiędzy Ortą a Stresą kolarze pokonali łatwiejszym szlakiem przez Alpe Agogna (697 m. n.p.m.), gdzie wytyczoną premię górską ledwie czwartej kategorii.

Na Mottarone wjechałem po raz pierwszy w lipcu 2010 roku i od strony zachodniej. Dlatego teraz swoim kolegom zaproponowałem wycieczkę nad Lago Maggiore. Jak już wspomniałem każdy z tamtejszych podjazdów zaczyna się w miasteczku Stresa. Tutejsza gmina jest mniejsza od Omegni. Liczy sobie przeszło 4,5 tysiąca mieszkańców, z czego blisko sto osób mieszka na mikro-archipelagu Isole Boromee. To trzy wyspy (Isole: Madre, Bella i Pescatori) oraz dwie wysepki o łącznej powierzchni 18 hektarów. Do Stresy nie mieliśmy daleko. Raptem 17 kilometrów szlakiem przez Feriolo i Baveno. Wypakowaliśmy się w jednej z bocznych uliczek przy drodze SP39. Dokładnie o dziesiątej ruszyliśmy na spotkanie z największą kolarską górą rejonu Cusio. Zaczęliśmy od płaskiego odcinka po via Principe di Piemonte, który wiódł wzdłuż torów kolejowych. Po 700 metrach minęliśmy miejscowy dworzec, przed którym droga wyłożona była kosteczką. Potem jechaliśmy po via Giosue Carducci, ale trasa nadal była płaska. To zmieniło się dopiero po przejechaniu 1,3 kilometra startu, gdy na wysokości Hotel du Parc odbiliśmy w prawo na via per Binda. Nadal byliśmy na drodze SP39, ale ta zaczęła się w końcu śmiało wspinać po wschodnim zboczu góry. Szybko wyjaśniło się, że znów czeka mnie długa „czasówka” to znaczy jazda na solo. Adrian był dla mnie za mocny, więc nawet nie próbowałem trzymać jego tempa. Z kolei Rafałowi doskwierały plecy i z miejsca puścił moje koło. Szosa początkowo biegła raczej na południe mijając stylowe wille i rezydencje. Za czwartym wirażem odbiła wyraźniej na zachód. W połowie trzeciego kilometra wspinaczki minąłem Vedasco. Następnie na ósmym zakręcie, tym ozdobionym rzeźbami syreny i rybaka, miałem piękny widok na Lago Maggiore. Jezioro należące zarówno do Piemontu, Lombardii jak i szwajcarskiego kantonu Ticino. Na liście włoskich akwenów śródlądowych jest ono drugim pod względem wielkości jak i głębokości. Ma 212 km2 powierzchni. Jego maksymalna głębia to aż 372 metry. Natomiast obwód liczy 170 kilometrów. Dystans w sam raz na porządny etap Giro.

Pod koniec czwartego kilometra podjazdu minąłem drogę SP34 i przejechałem przez osadę Locco. Kilometr dalej na 300-metrowym wypłaszczeniu zacząłem się przyglądać wiosce Vezzo, która ciągnęła się wzdłuż SP39 przez około półtora kilometra. W połowie siódmego kilometra wspinaczki droga ta na krótko pękała na dwa niezależne pasy. Jadąc pod górę należało rzec jasna wybrać jej prawy tor czyli Viale Stazione. Po czterystu metrach oba kierunki znów się spotkały, zaś mój czas na szosie nr 39 zbliżał się już końcowi. Dokładnie po przejechaniu 9 kilometrach od naszego parkingu czyli pokonawszy 7700 metrów podjazdu należało odbić w prawo na węższą i bardziej stromą dróżkę wiodącą do Alpino. Według książki pierwsze 7,5 kilometra tego wzniesienia ma przeciętne nachylenie 6,1%. Natomiast kolejne 4,5 kilometra ciut solidniejsze 6,6%. Niby niewielka różnica, lecz ten drugi segment jest bardziej nieregularny i ma ostre fragmenty. Najtrudniejszy jest zaś właśnie pierwszy kilometr po rozjeździe, na którym stromizna trzyma na poziomie 9,7%. Potem na początku dziesiątego kilometra minąłem zjazd na Giardino Alpinia. Ten ogród botaniczny powstał w 1934 roku. Można w nim oglądać górską roślinność nie tylko z Alp, lecz również pochodzącą z Kaukazu, Chin czy Japonii. Pod koniec dziesiątego kilometra znów zrobiło się trudniej, po czym na wypłaszczeniu z początku jedenastego minąłem pole campingowe obsiane drewnianymi domkami. Skończywszy jedenasty kilometr byłem już u wrót Parco del Mottarone. Strzeże go punkt poboru opłat. Kolarze wstęp mają darmowy. Motocykliści za przyjemność dalszej podróży płacą 7 Euro, zaś kierowcy samochodów 10. Za bramkami wjeżdża się już na drogę prywatną czyli Strada privata Borromea. Jej pierwszy kilometr wiedzie lekko w dół. Traci się 16 metrów z wcześniej zdobytej wysokości. Potem mamy dość trudny kilometr trzynasty ze średnią 7,9% i łatwiejsze półtora kilometra o przeciętnej tylko 4,4%. Jednak mój licznik zakończył pracę już po 13 kilometrach od Stresy i tym samym „nie zobaczył” tego co na wschodnim Mottarone stanowi największe wyzwanie.

Najtrudniejszy sektor tego wzniesienia zaczyna się w połowie piętnastego kilometra i trzyma przez całe cztery kilometry na średnim poziomie aż 9,5%. Droga wije się tu w kierunku zachodnim, zaś począwszy od Alpe Calandro pokonuje pięć klasycznych wiraży. Na ostatnim z nich wjeżdża się na dochodzącą od Orta San Giulio via Mottarone czyli SP41. Nieopodal owego łącznika stoi pomnik upamiętniający dwóch kolarskich asów z pobliskiego Borgomanero. Jednym z nich był Domenico Piemontesi (rocznik 1903): drugi i trzeci kolarz Giro w latach 1929 i 1933 oraz brązowy medalista pierwszych MŚ zawodowców z sezonu 1927. Drugim młodszy o pokolenie Pasquale Fornara (1925): trzeci kolarz Giro-1953 i drugi Vuelty-1958. Łowca szwajcarskich etapówek. Cztery razy triumfował w Tour de Suisse i raz w Tour de Romandie. Z tego miejsca do szczytu pozostaje jeszcze 1200 metrów o ile wybierze się krótszy wariant finału. Pierwsza część tego odcinka ma nachylenie pod 10%, zaś druga bliżej 7%. W samej końcówce można też odbić prawo na węższą dróżkę biegnącą obok kościoła Madonna della Neve i okrążyć wierzchołek góry od strony północnej. Z tej opcji skorzystał Adrian. Mój krajan z Sopotu nieźle sobie na tej górze poszalał. Dystans 19,51 kilometra pokonał w 1h 13:36 (avs. 15,9 km/h). VAM w teorii miał umiarkowany, bo 992 m/h. Niemniej na tej górze był to świetny wynik. Aktualnie siódmy na 374 zarejestrowane osoby, a przy tym najlepszy w sezonie 2021! Ja wjechałem na metę od południa. Rafał podobnie i na segmencie 19,15 kilometra uzyskał wynik netto 1h 30:23. Mój czas pozostanie zagadką. Spekulując na bazie naszych wyników z 9-kilometrowego sektora pomiędzy Stresą a Alpino zakładam, że był bliższy rezultatu Adka niż Rafy, ale raczej powyżej 1h i 20 minut. Na tej górze jest się gdzie zabawić, także latem. Mamy tu park rozrywki Alpyland. Dwa schroniska: Genziana i Gran Baita CAI Omegna. Górski hotel czyli Albergo Ristorante Miramonti. No i bar San Giuda, z którego usług skorzystaliśmy zatrzymując się przed nim na kilkadziesiąt minut.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/5881404757

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/5881404757

MOTTARONE by Adriano

https://www.strava.com/activities/5883494453

ZDJĘCIA

Mottarone_01

FILM