banner daniela marszałka

Alpe Cheggio

Autor: admin o niedziela 5. Wrzesień 2021

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Villadossola (via San Bartolomeo)

Wysokość: 1493 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1234 metry

Długość: 23,4 kilometra

Średnie nachylenie: 5,3 %

Maksymalne nachylenie: 14 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Trzecią niedzielę owej wyprawy zaczęliśmy od samochodowego wypadu do Villadossoli. Dojazd ten był nieco krótszy niż sobotni, bo 37-kilometrowy. Dzięki niemu mieliśmy poznać jeszcze jeden podjazd w zachodniej części rejonu Ossola. Tym razem chcieliśmy wjechać w głąb Valle Antrona. Niemniej celem całej wspinaczki była górska osada Alpe Cheggio, położona w górnej części Val Loranco. To znaczy w bocznej dolince, która odchodzi na północ od Antrony na wysokości wioski Antronapiana. Czekał nas długi, bo 23 kilometrowy podjazd o bardzo zmiennym nachyleniu. Pierwsze szesnaście kilometrów trzeba było pokonać główną doliną na drodze SP67, zaś ostatnie siedem już na węższej i bardzo krętej szosie SP141. Villadossola jest trzykrotnie mniejsza od nieformalnej stolicy owej okolicy czyli Domodossoli. Ma przeszło 6200 mieszkańców i jak przystało na włoskie miasteczko długą historię. Jej świadectwem jest romański kościół pod wezwaniem San Bartolomeo, którego dzieje sięgają końcówki X wieku. Tą świątynię z okazałą dzwonnicą minęliśmy zresztą tuż po naszym starcie z ronda przed via Idilio Zonca. Jako się rzekło większa część naszej trasy wieźć miała poprzez Valle Antrona. To dolina leżącą między poznaną przez nas w sobotę Val Bognanco a długą Valle Anzasca, którą peleton Giro d’Italia odwiedził w 2011 roku na etapie do stacji Macugnaga. Główna szosa w dolinie Antrona kończy się w osadzie Alpe Russi nad Lago d’Antrona. To jest na wysokości niespełna 1100 metrów n.p.m. Niemniej węższą, bardzo pokręconą dróżką tam można dotrzeć nieco dalej i wyżej. To znaczy do zapory na Lago di Campliccioli (1356 m. n.p.m.). Ponoć widoki z tego miejsca zapierają dech w piersi. Ja jednak celowałem w najtrudniejsze kolarskie wzniesienie tej okolicy czyli wspomniane Alpe Cheggio. Dlatego główną dolinę musieliśmy opuścić na wysokości około 900 metrów n.p.m. Niemniej odrobinę przedłużając sobie nasz podjazd mogliśmy wjechać na Diga Alpe dei Cavalli (1508 m. n.p.m.) i tym sposobem podziwiać górski krajobraz na tle wód jeziora, acz z poziomu innej tamy.

Alpe Cheggio podobnie jak San Domenico czy Alpe Devero leży na terenie regionalnego parku. W tym przypadku jest to utworzony w grudniu 2009 roku Parco Naturale dell’Alta Valle Antrona. Park ten ma powierzchnię 7444 hektarów i leży w granicach gminy Antrona Schieranco. Najwyższym szczytem jest tu graniczny Pizzo d’Andolla (3656 m. n.p.m.). Innego rodzaju skarbami jest zaś pięć jezior, z których cztery tj. Alpe dei Cavalli, Camposecco, Campliccioli oraz Cingino są sztuczne. Natomiast najniżej położone Lago d’Antrona to dzieło dzikiej natury. Powstało bowiem w lipcu 1642 roku na skutek wielkiego osuwiska, którego zabiło 95 osób i jednocześnie zablokowało potok Troncone. Z kolei górski akwen, do którego my zmierzaliśmy powstał za sprawą zapory grawitacyjnej wybudowanej w latach 1922-26. Samo jezioro położone jest na wysokości 1490 m. n.p.m. i ma maksymalnie 30 metrów głębokości. Jego wody zasilają elektrownię w miejscowości Rovesca. Chcąc do niego dotrzeć z ulic Villadossoli trzeba pokonać m/w 1250 metrów przewyższenia. Podjazd jest długi, więc średnia stromizna wynosi tylko 5,3%. Tym niemniej po drodze spotyka się nachylenia o bardzo różnych wartościach. Autor strony „massimoperlabici” to 23-kilometrowe wzniesienie podzielił aż na dziewięć sektorów. Jego szczegółową analizę można nieco uogólnić. Czego zatem mogliśmy się spodziewać w dolinach Antrona i Loranco? Otóż, na początek mieliśmy do przejechania 4-kilometrowy sektor z Villadossoli do Cresti (512 m. n.p.m.). Solidny kawałek o średniej stromiźnie 6,4%. Następnie luźne 7 kilometrów przez Seppianę, Viganellę do San Pietro (649 m. n.p.m.). Na tym segmencie przeciętne nachylenie wynosi od 1,2 do 2,5% czyli de facto jest to długie „falsopiano”. Potem na 5-kilometrowym odcinku przez Locaskę do Antronapiany (902 m. n.p.m.) stromizna miała stopniowo rosnąć i średnio wynieść 5,1%. Zdecydowanie najtrudniejsza miała być ostatnia „kwarta” czyli 7,1 kilometra już na drodze SP141. Ten finałowy sektor ma stromiznę 8,4% i to mimo luźniejszego kilometra między Alpe Rasghio i Alpe Campo.

Po przyjeździe do Villadossoli zatrzymaliśmy się na sporym parkingu wytyczonym wzdłuż via San Bartolomeo. Jazdę zaczęliśmy niemal punkt dziesiąta czyli o identycznej porze jak w sobotę. Po dwóch tygodniach współpracy przy realizacji dziennego programu osiągnęliśmy precyzję godną szwajcarskich zegarków. Na pierwszych metrach za rondem pokonaliśmy pagórek kończący się w pobliżu kościółka św. Bartłomieja. Potem przez czterysta metrów jechaliśmy niemal po płaskim terenie w bliskim sąsiedztwie potoku Ovesca, który wyrzeźbił rzeczoną Valle Antrona. Po 600 metrach podjazd odżył i pod koniec pierwszego kilometra zafundował nam pierwszy wiraż. Na drugim i trzecim kilometrze droga trzykrotnie zmieniła kierunek. Jednak co ważniejsze stromizna była tu naprawdę solidna, na poziomie 7-8%. Minęliśmy na tym odcinku miejscowość Noga (1,8 km), po czym dojechaliśmy do Boschetto (2,9 km). Na czwartym kilometrze nachylenie spadło do około 6%. Zakończyliśmy go wjazdem do Cresti na wysokości miejscowego merostwa. Na wylocie z owej osady zaczął się pierwszy zupełnie płaski odcinek. Liczył on półtora kilometra i zawiódł nas do Seppiany (5,9 km). Kolejne 1200 metrów z przejazdem przez Camblione miejscami miało umiarkowane nachylenie. Jednak po siedmiu kilometrach od ronda zaczął się najdłuższy z płaskich sektorów w dolinie Antrona. Pod koniec ósmego kilometra wpadliśmy do Viganelli. To specyficznie usytuowana wioska. Słynie z tego, że przez 83 dni w roku nie dochodzi do niej światło słoneczne! Jej mieszkańcy przez wieki w okresie od 11 listopada do 2 lutego żyli w półmroku. Dopiero w grudniu 2006 roku na pobliskim zboczu górskim zamontowano specjalne lustro o wymiarach 8 na 5 metrów by sprowadzić naturalne światło na ulice tej miejscowości. Pod koniec dziewiątego kilometra przejechaliśmy na prawy brzeg Oveski. W połowie jedenastego kilometra można już było poczuć pewne nachylenie, acz jeszcze długo było ono łagodne. Na początku dwunastego kilometra minęliśmy osadę San Pietro z wiekowym kościołem, rzecz jasna pod wezwaniem św. Piotra.

W połowie trzynastego kilometra skończyła się szybka jazda po płaskim. Nachylenie zaczęło wzrastać, acz stopniowo. Po 13,3 kilometra podjazdu dotarliśmy do Locaski. Dalej zaś na nieco trudniejszym odcinku minęliśmy okazały budynek elektrowni wodnej Rovesca G.B. Pirelli. Ciekawe, że inicjały przed nazwiskiem są tu takie same jak u założyciela słynnej firmy z branży opon pneumatycznych. Przypadek? W połowie piętnastego kilometra zaliczyliśmy dwa wiraże, po czym po 15,1 kilometra od ronda minęliśmy boczną dróżkę do wspomnianej Roveski. Do połowy szesnastego kilometra stromizna trzymała się na poziomie 7-9%. Łatwiej, acz bynajmniej nie płasko zrobiło się na ostatnich kilkuset metrach przed Antronapianą. Po 16 kilometrach „wspinaczki” musieliśmy zjechać z szosy SP67. W drodze byliśmy już od 52 minut, a najciekawsze miało się dopiero zacząć. Jak dotąd jechaliśmy ze średnią prędkością 18,3 km/h, ale z VAM ledwie 754 m/h. Nie mogło być inaczej, skoro do tego momentu średnie nachylenie wynosiło tylko 4,1%. Wpadliśmy do centrum wioski mijając wybudowany po tragedii z połowy XVII wieku kościół pod wezwaniem św. Wawrzyńca (San Lorenzo), a zaraz po nim siedzibę władz „komuny” Antrona Schieranco. W połowie siedemnastego kilometra wyjechaliśmy z wioski i zaczęliśmy się piąć po serpentynach krętym szlakiem na północ przez Val Loranco. Na pozostałych nam do celu siedmiu kilometrach przyszło nam zaliczyć aż 26 klasycznych wiraży. Droga SP141 była owszem wąska, ale wbrew przepowiedniom z książkowego przewodnika wydanego w 1998 roku całkiem przyzwoitej jakości. Na początek mieliśmy tu do przejechania 3,6 kilometra ze średnią 8,6% i 14 zakrętami na dojeździe do Alpe Rasghio (1210 m. n.p.m.). Potem przejechaliśmy na lewy brzeg potoku Loranco. Odcinek 1100 metrów przed Alpi di Campo (1264 m. n.p.m.) był znacznie łagodniejszy, bowiem ma średnio tylko 4,9%. Wkrótce jednak stromizna znów podskoczyła.

Droga zrazu wiodła szeroką łąką, potem przez las, zaś na koniec znów wpadła na górską halę. Finałowy sektor do Alpe Cheggio miał długość 2,4 kilometra i średnie nachylenie aż 9,7%. Półtora kilometra przed metą zaczęliśmy bardzo pokręcony odcinek z sześcioma zakrętami na zaledwie 500 metrach. Właśnie przedostatni kilometr ze średnią 10,2% był tym najtrudniejszym. Na ostatnim, nieco  łatwiejszym, minęliśmy Rifugio Citta di Novara (1474 m. n.p.m.). Potem jeszcze jedna ścianka i już prawie byliśmy na mecie. Po ostatnim ostrzejszym wirażu zjechaliśmy w kierunku Oratorio di San Bernardo. Natomiast za ową kaplicą skręciliśmy w prawo i jadąc wciąż po asfalcie wjechaliśmy na pełen aut parking. Stąd do zapory na Lago Alpe dei Cavalli brakowało nam już tylko 200 metrów. Ów ostatni odcinek był już de facto kamienistą gruntówką. Po niespełna półtorej godzinie od startu wpadliśmy w końcu na koronę zapory. Nasza nagrodą były piękne widoki na każdą stronę świata. warto wspomnieć, iż po zachodniej stronie tamy zaczyna się pieszy szlak wiodący wzdłuż jeziorka ku Alpe del Gabbio. Z tej zaś polany ambitniejsi piechurzy mogą się wybrać na wycieczkę do Rifugio Andolla (2061 metrów n.p.m.). Mój telefon oczywiście „nie przetrwał” tak długiego podjazdu. Tym razem ogłosił „fajrant” na ulicach Antronapiany czyli po 16 kilometrach nagrywania. Niemniej dotarłem do mety w towarzystwie Adriana, więc mogłem polegać na jego danych. Jak nam poszło? Na najdłuższym segmencie 22,43 kilometra spędziliśmy 1h 24:52 (avs. 15,8 km/h z VAM 864 m/h). Natomiast na finałowym sektorze 6,64 kilometra uzyskaliśmy czas 32:33 (avs. 12,2 km/h i VAM 1004 m/h). Przed wyjazdem z Alpe Cheggio wpadliśmy jeszcze na kawę do schroniska CAI Novara. Zjazd skończyliśmy kwadrans po trzynastej. Po czym z Villadossoli pognaliśmy prosto do naszej bazy noclegowej. Drugi z niedzielnych podjazdów mieliśmy rozpocząć już z ulic Omegni. Dlatego wyjątkowo między górami mogliśmy sobie pozwolić na sjestę w prawdziwie włoskim stylu.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/5909286265

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/5909286265

ALPE CHEGGIO by Adriano

https://www.strava.com/activities/5909282831

ZDJĘCIA

Alpe Cheggio_01

FILM