banner daniela marszałka

Col de l’Arpettaz

Autor: admin o poniedziałek 5. Czerwiec 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1581 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1175 metrów

Długość: 16,4 kilometra

Średnie nachylenie: 7,2 %

Maksymalne nachylenie: 11,6 %

PROFIL

SCENA

Początek w Ugine (Sabaudia). To miasteczko będące siedzibą gminy mającej 7 tysięcy mieszkańców. Położone jest 24 kilometry na południowy-wschód od Megeve, zaś patrząc z przeciwnej strony ledwie 9 kilometrów na północ od Albertville. Zajmuje teren na północ od styku departamentalnych dróg D1212 i D1508. Opcje wjazdu z Ugine na przełęcz Arpettaz są dwie: krótsza-zachodnia i dłuższa-wschodnia. Obie zaczynają się poniżej miasta na rondzie przy szosie D1508, nazywanej tu Route d’Annecy. Pierwszy kilometr jest wspólny dla obu wersji wspinaczki. Następnie szlak zachodni skręca w lewo i wiedzie przez wioskę Mont Dessous, zaś wschodni odbija w prawo i prowadzi przez wieś o mało oryginalnej w tych stronach nazwie Hauteville. Dla siebie i kolegów wybrałem tą pierwszą opcję widząc w niej podjazd będący większym wyzwaniem. Jak widać na załączonym obrazku tylko pierwsza ćwiartka tego wzniesienia ma łagodne nachylenie. Począwszy od szóstego kilometra wspinaczka staje się wymagająca. Stromizna każdego z kolejnych kilometrowych odcinków nie schodzi już poniżej 7 %.

Zachodnia droga na przełęcz jest bardzo kręta. Na całym podjeździe jest aż 39 wiraży, z czego 32 na ostatnich 10 kilometrach. Wspinaczka kończy się w pobliżu Refuge de Col de l’Arpettaz. Schroniska wybudowanego na wschodnim zboczu góry Mont Chauvin (2407 m. n.p.m.). Przewyższenie, długość jak i średnie nachylenie z pewnością dałyby temu wzniesieniu status premii górskiej najwyższej kategorii. Tym większa szkoda, że nie zostało ono dotąd wykorzystane na żadnym z bywających w tych stronach wyścigów etapowych. Czy zmieni się to w najbliższej przyszłości? Być może. Wszak dopiero w 2016 roku A.S.O. odkryło dla Tour de France pobliską Montee de Bisanne. Arpettaz z racji braku miejsca na szczycie raczej nigdy nie wystąpi w roli etapowej mety. Nawet w przypadku Criterium du Dauphine czy Tour de l’Avenir nie wydaje się to możliwe. Tym niemniej z racji istnienia dwóch alternatywnych dróg na tą przełęcz może być ona wykorzystana jako trudna „przeprawa” w nieco wcześniejszej fazie rywalizacji. Podjazd przez Mont Dessous i zjazd przez Hauteville mogłyby świetnie „zagrać” na górskim odcinku prowadzącym do mety w Albertville.

AKCJA

Poniedziałek był dla nas trzech dniem przeprowadzki. Czekał nas przejazd z Cordon do wioski Les Emptes, leżącej na drodze z Aigueblanche do stacji narciarskiej Valmorel. Najkrótsza droga między tymi miejscowościami liczy około 70 kilometrów. My jednak z początku pojechaliśmy znanym sobie szlakiem przez Sallanches i Saint-Gervais, przedłużając ów transfer o kilkanaście kilometrów. Tak czy owak jadąc bezpośrednio z punktu A do B dotarlibyśmy do swej drugiej bazy noclegowej w niespełna dwie godziny. Daliśmy sobie na to całe popołudnie, ze względu na dwa wyzwania czekające nas po drodze. Przed drugim spodziewaliśmy się jeszcze spotkać Piotrka Podgórskiego i Romka Abramczyka, którzy tego dnia mieli do nas dołączyć na pozostałą część wyprawy. Jadąc szosą D1212 półtora kilometra za wioską Praz-sur-Arly wjechaliśmy na teren Sabaudii. Łagodnie zjeżdżając przemknęliśmy przez Flumet czyli miasteczko, w którym zaczynają się wspinaczki pod przełęcze znane z TdF tzn. Col des Aravis (na północ) i Col des Saisies (na południe). Po kolejnych 20 minutach byliśmy już w Ugine, gdzie zatrzymaliśmy się przy rondzie na styku dróg D1509 z D109. Wyszykowaliśmy się do jazdy i gdy już mieliśmy ruszać po górę zaskoczyli nas rodacy z Mazowsza. Pedro i Romano zmierzając na nasz zlot w Albertville pojechali przez Annecy i nieco z przypadku złapali nas w „bazie wypadowej” u podnóża Col de l’Arpettaz.

Nasi koledzy pod koniec swej kilkunastogodzinnej podróży nie byli gotowi od razu wskoczyć na rowery. Jednak późnym popołudniem mieli już razem z nami wjechać na Col des Cyclotouristes. Teraz należało im się parę godzin odpoczynku. Naszą trójkę czekała w tym czasie nie lada przeprawa. Pod Arpettaz wystartowaliśmy o 13:03 przy temperaturze 23 stopni i zachmurzonym niebie. Przez pierwsze 850 metrów jechaliśmy po Avenue Andre Pringolliet. Szybko straciliśmy z sobą kontakt. Z racji umiarkowanego nachylenia terenu ruszyłem mocno na dość twardym przełożeniu. Dario nie ma w zwyczaju szybko rozpoczynać pierwszego podjazdu, zaś Tomek z ostrożności skłonny był przystać na spokojne tempo początkowych kilometrów. Poza tym obaj zatrzymali się jeszcze pod koniec pierwszego kilometra. Ja na rozdrożu w górnej części Ugine od razu odbiłem w lewo wjeżdżając na Rue Isidore Berthet. Tą ulicą trzeba było jechać niemal do końca drugiego kilometra, by za mostkiem nad potokiem Nant Trouble skręcić w prawo na łącznik z drogą do Mont Dessous. Ja się jednak pośpieszyłem i odbiłem w prawo o 400 metrów za wcześnie wjeżdżając na drogę Chemin du Bon. Na szczęście przed jednym z domów była grupka ludzi i uprzejmy gospodarz wyjaśnił mi jak wrócić na właściwy szlak. Musiałem odszukać Route de Balevin a Mont-Dessous. Całe zamieszanie kosztowało mnie dodatkowe 800 metrów jazdy. Chwilowo znalazłem się za plecami Darka i Tomka. Gdy pod koniec czwartego kilometra do nich dojechałem byli tyleż zdziwieni co rozbawieni tą sytuacją.

Czułem się dobrze, więc na tej górze nie zamierzałem się oszczędzać. Do połowy ósmego kilometra droga prowadziła przez łąki i wioski, co kilkaset metrów zmieniając kierunek naszej jazdy. Za Mont-Dessous szosa zmieniła swój szyld na Route des Montagnes i adekwatnie do nowej nazwy stała iście górska. Nachylenie trzymało się już niemal cały czas powyżej 7 %, wielokrotnie osiągając nawet dwucyfrowe wartości. Mój licznik pokazał maksymalną stromiznę na poziomie 11,6 %. Do początku trzynastego kilometra szlak wiódł przez las. Droga zgodnie z oczekiwaniami stała się bardzo kręta. Kolejne wiraże następowały co 150, 200 max. 250 metrów. Wiele kolarskich gór już w życiu widziałem i śmiało mogę stwierdzić, iż mało który podjazd w Alpach jest równie „zakręcony”. Jakość nawierzchni była przyzwoita, acz momentami szosa była popękana. Ruch samochodowy prawie żaden. Niestety mogliśmy podziwiać owej góry w całej okazałości z uwagi na niski pułap chmur. Podobnie jak na Emosson, im bliżej byłem przełęczy tym mniej wokół siebie widziałem. Dotarłem na przełęcz przejechawszy 17,2 kilometra w czasie 1 godziny i 16 minut. Na prawo był jeszcze kawałek wznoszącej się drogi, więc i tam na chwilkę podjechałem. Ostatecznie postanowiłem się schować w schronisku przed przenikliwą wilgocią i chłodem (tylko 12 stopni). Tu poczekałem na przyjazd kolegów, którzy podobnie jak na Solaison towarzyszyli sobie do samego końca. Według stravy finałowy segment o długości 11,9 kilometra i przewyższeniu 958 metrów przejechałem w 56:53 (avs. 12,6 km/h i VAM 1010 m/h). Darek z Tomkiem solidarnie wykręcili na tym odcinku czas 1h 08:37.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

www.strava.com/activities/1022885973

http://veloviewer.com/activities/1022885973

ZDJĘCIA

20170605_001

FILMY

20170605_143600

20170605_152147