banner daniela marszałka

Col des Cyclotouristes

Autor: admin o poniedziałek 5. Czerwiec 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1318 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 970 metrów

Długość: 12,5 kilometra

Średnie nachylenie: 7,8 %

Maksymalne nachylenie: 12,5 %

PROFIL

SCENA

Początek w Albertville (Sabaudia). Tego miasta fanom sportu nie trzeba reklamować. W lutym 1992 roku było ono gospodarzem XVI Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Ostatnich, które zorganizowano w tym samym sezonie co Igrzyska Letnie. Na dobrą sprawę położone na wysokości ledwie 330 metrów n.p.m. Albertiville bardziej firmowało niż gościło te wielkie zawody. Większość olimpijskich dyscyplin rozegrano w górskich ośrodkach Sabaudii takich jak: Val d’Isere, Tignes, Arc 2000, La Plagne, Courchevel, Meribel czy Les Saisies. Na miejscu widzowie mogli oglądać jedynie: łyżwiarstwo figurowe, łyżwiarstwo szybkie i debiutujące na Igrzyskach łyżwiarskie wyścigi na krótkim torze. Sześć lat później po raz pierwszy i jedyny jak dotąd zakończył się w tym mieście etap Tour de France. To była niesławna „Wielka Pętla” z roku 1998. Etap szesnasty wiódł z Vizille przez przełęcze: Porte, Cucheron, Granier, Grand Cucheron i Madeleine. Niemiec Jan Ullrich podjął próbę odzyskania koszulki lidera utraconej dzień wcześniej na mroźnym i deszczowym etapie do Les Deux des Alpes. Zaatakował na „Magdalenie”, lecz Włoch Marco Pantani nie dał się urwać. Dwa wielcy rywale dojechali do Albertville razem, z przewagą niemal dwóch minut nad 8-osobową grupką pościgową. Po zaciętym finiszu etap wygrał Ullrich przed Pantanim, zaś 1:49 później jako trzeci linię mety przeciął Amerykanin Bobby Julich. Nasz Dariusz Baranowski stracił tego dnia szanse na miejsce w pierwszej „10” wyścigu.

Podjazd na przełęcz Cykloturystów zaczyna się we wschodniej części miasta. Na lewym brzegu rzeczki Arly, która to niebawem (bo jeszcze w granicach miasta) wpada do znacznie większej Izery. Zdecydowana większość spośród 19 tysięcy mieszkańców Albertville mieszka jednak po zachodniej stronie obu rzek. Dlatego będąc w centrum trzeba odszukać równoległą do Arly drogę D990, po czym jadąc nią skręcić na Pont des Adoubes. Tuż za tym mostem znajduje się małe rondo. Wspomniana D990 odbija tu prawo czyli na południe ku dolinie Tarentaise. Skręcając w lewo wybieramy szosę D925, która prowadzi na północ w głąb doliny Beaufortain. Nas jednak interesuje stroma droga widoczna na wprost czyli D105. Ta z początku wiedzie do średniowiecznego miasteczka Conflans, zaś po kolejnych 12 kilometrach dociera na Col de Cyclotouristes. Wspinaczka jest dość trudna, ale równa. Najtrudniejszy jest jej sam początek. Większa część podjazdu (w tym cały środek i góra) ukryta jest w lesie. Dwa kilometry przed finałem na wysokości 1130 metrów n.p.m. mija się wybudowany w latach 1877-81 Fort du Mont. Wzniesienie to podobnie jak Arpettaz nie zagościło jeszcze na trasach najsłynniejszych wyścigów etapowych. Mimo swej turystycznej nazwy stanowiłoby niezłe wyzwanie nawet dla profesjonalistów. Na samej przełęczy nie ma ani metra wolnego miejsca na zorganizowanie finiszu. Niemniej po asfalcie da się tu wjechać od dwóch stron. Dzięki temu można by tu wyznaczyć linię górskiej premii (co najmniej pierwszej kategorii), po czym łagodniejszą flanką północną zjechać w dolinę Beaufortain i w ten sposób połączyć Cyclotouristes z kolejnym podjazdem. Do wyboru byłyby cztery tzn. Montee de Bisanne, Col des Saisies, Cormet de Roselend bądź Col du Pre.

AKCJA

Mimo krótkiego pobytu na chłodnej i mglistej Col de l’Arpettaz całe „zwiedzanie” tego wzniesienia zabrało na przeszło dwie i pół godziny. Do Ugine zjechałem na kwadrans przed czwartą. Jak już wspomniałem dojazd do Albertville był krótki. Na miejscu u podnóża Col des Cycloturistes spodziewaliśmy się ujrzeć naszych dwóch kolegów z Mazowsza. Tymczasem w okolicy ronda przy zaparkowanym w bocznej uliczce Renault Traffic spotkaliśmy tylko jednego z nich. Pedra zanadto świerzbiły nogi by czekać na nas aż trzy godziny. Wystartował zatem na przełęcz Cykloturystów solo, już o godzinie 15:24. Na podmiejskim posterunku został tylko cierpliwy Romano. Nasza czwórka ruszyła śladami Piotra dopiero o 16:30. Zważywszy, że cała wspinaczka zabrała naszemu koledze blisko godzinę i 15 minut mogę przypuszczać, że gdy zbieraliśmy się do drogi Pedro był już na przedostatnim kilometrze swego podjazdu. Tymczasem my szybko podzieliliśmy swe siły na dwa pododdziały. Okazją ku temu był trudny początek wspinaczki czyli stromy dojazd do bram średniowiecznego Conflans. Przydrożny znak straszył nawet informacją o nachyleniu rzędu 13 %. Niemniej uczciwie przyznam, iż mój licznik pokazał tu „maksa” na poziomie 11,8 %. W każdym razie jako rzecze „strava” już po przejechaniu 500 metrów mieliśmy z Romkiem 32 sekundy przewagi nad Darkiem i Tomkiem. Jako, że nasi koledzy cały podjazd jechali oszczędnie owa różnica szybko rosła. Pod koniec drugiego kilometra były to już 2:38, zaś w połowie szóstego kilometra 8:18. Na przełęczy czekaliśmy na swych kompanów nieco ponad kwadrans.

Na początku drugiego kilometra stromizna ponownie zbliżyła się do 12 %, po czym znacząco odpuściła niemal do końca czwartego kilometra. Tym niemniej w połowie trzeciego kilometra spotkała nas niemiła niespodzianka. Trafiliśmy akurat na czas robót drogowych na tej przełęczy. Kilka dni przed naszym przybyciem w to miejsce na odcinku około trzech kilometrów wysypano masę drobnych kamyczków, które z czasem zostały zapewne ubite poprawiając jakość tej drogi. Tym niemniej dnia 5 czerwca Roku Pańskiego 2017 uczyniły z drugiej kwarty podjazdu Col des Cycloturistes sektor prawdziwie szutrowy. Romek mający spore doświadczenie w wyścigach MTB czuł się na tej nawierzchni swobodniej ode mnie. Warstwa żwirku nie wszędzie była cieniutka, więc ogólnie trzeba było uważać. Oczywiście godzinę później w trakcie zjazdu na tym odcinku trzeba było być jeszcze bardziej ostrożnym. Nachylenie podjazdu zgodnie z oczekiwaniami było solidne, ale z rzadka przekraczało 10 %. Najwyżej skoczyło do poziomu 12,5 % niespełna 10,7 kilometra po starcie czyli już po minięciu Fort du Mont. Romek dyktował naprawdę solidne tempo. Momentami obawiałem się, że nie wytrzymam. Zastanawiałem się czy to kolega taki mocny, czy ja zanadto zmęczony po Arpettaz. Ostatecznie na przełęcz przyjechaliśmy razem. Według stravy segment długości 12,2 kilometra pokonaliśmy w 59:18 (avs. 12,4 km/h i VAM 959 m/h). Na tym samym odcinku Dario z „Burym” spędzili 1h 14:36. Natomiast będący naszym zwiadowcą Pedro wykręcił tu czas 1h 12:58.

Do Albertville zjechaliśmy kwadrans przed dziewiętnastą. Czekał nas jeszcze blisko 30-kilometrowego dojazd na nocleg do Les Emptes. Wyjeżdżając z miasta musieliśmy znaleźć drogę krajową N90 prowadzącą w głąb doliny Tarentaise. Kilka kilometrów przed Moutiers zaczęliśmy wypatrywać zjazdu ku miasteczku Aigueblanche. Natomiast na sam koniec tego transferu trzeba było jeszcze pokonać 3,5-kilometrowy podjazd szosą D95 do cichej wsi, która miała stać się naszą siedzibą na przeszło półtora tygodnia. Na miejscu trochę czasu zajęło nam znalezienie Gites Les Emptes. W owym domu należącym do sympatycznego francusko-białoruskiego małżeństwa udało mi się zarezerwować przestronny 2-pokojowy apartament z kuchnią, łazienką i długim balkonem. To wszystko za nadspodziewanie skromną cenę, bowiem dzienny koszt wynajmu w przeliczeniu na osobę wynosił tu mniej niż 15 Euro.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

www.strava.com/activities/1022885964

http://veloviewer.com/activities/1022885964

ZDJĘCIA

20170605_051

FILMY

20170605_175140

20170605_183604