banner daniela marszałka

Col du Joly

Autor: admin o środa 7. Czerwiec 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1989 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1251 metrów

Długość: 22,4 kilometra

Średnie nachylenie: 5,6 %

Maksymalne nachylenie: 11,1 %

PROFIL

SCENA

Początek w Beaufort (Sabaudia). To największa miejscowość w dolinie Beaufortain, acz mająca niewiele ponad 2100 mieszkańców. Miasteczko położone jest przy drodze D925 biegnącej z Albertville do Bourg-Saint-Maurice via Cormet de Roselend. Leży 19 kilometrów na północny-wschód od stolicy Zimowych Igrzysk Olimpijskich sprzed ćwierćwiecza, u zbiegu górskich potoków Le Doron i L’Argentine. Ta okolica dała swą nazwę znanemu sabaudzkiemu serowi z rodziny Gruyere. Jest on wytwarzany z krowiego mleka i ma kwaskowaty, owocowo-warzywny smak oraz kwiatowy aromat. Fachowcy dodają, iż ser ten ma konsystencję gładką i kremową, acz zarazem podwyższoną wartość tłuszczu. Ponoć znakomicie współgra z białym winem i rybami, w szczególności łososiem. Nie dane nam było skosztować tego specjału kuchni francuskiej. Znacznie bardziej interesowały nas górskie skarby jakie posiada okolica Beaufort. Otóż z miejscowości tej można rozpocząć wspinaczkę pod co najmniej cztery wzniesienia godne pierwszej lub najwyższej kategorii. Jadąc na wschód dotrzeć można na wspomnianą już Cormet de Roselend (1967 m. n.p.m.) czyli przełęcz 10-krotnie wykorzystaną na trasach Tour de France, począwszy od roku 1979. Wyruszając na północ wspinaczkę kończymy jeszcze wyżej, bo na Col du Joly (1989 m. n.p.m.). Z kolei kierując się na południe mamy do wyboru nawet dwa podjazdy. To znaczy szutrowy w samej końcówce Cormet d’Areches (2108 m. n.p.m.) oraz w pełni szosowy Col du Pre (1736 m. n.p.m.). Jakby mało było tego bogactwa wystarczy przejechać doliną trzy lub cztery kilometry w kierunku zachodnim, by dotrzeć do podnóża kolejnych dwóch przełęczy bywałych na „Wielkiej Pętli” tzn. Col des Saisies (1656 m. n.p.m.) i Montee de Bisanne (1723 m. n.p.m.).

Pośród wszystkich sześciu wyżej wymienionych wzniesień: najwyższym, największym i po prostu najtrudniejszym jest Cormet d’Areches. Tym niemniej miano najdłuższej dzierży tu przeszło 22-kilometrowa wspinaczka pod Col du Joly, którą to postanowiliśmy przetestować w pierwszej kolejności. Jest ona dość nieregularna. Łatwiejsza w dolnej części za sprawą dwóch niemal płaskich odcinków i wyraźnie trudniejsza na ostatnich 10 kilometrach o średniej ponad 7,4 %. Podjazd kończy się na granicy departamentów Savoie i Haute Savoie. U kresy szosowej drogi można posilić się w restauracji Chez Gaston lub przynajmniej odpocząć na jej drewnianym tarasie podziwiając majestat masywu Mont Blanc. Okazja ku temu jest znakomita, bowiem najwyższa góra Europy w linii prostej oddalona jest od tego miejsca o zaledwie 6 kilometrów. Na drugą stronę przełęczy do miejscowości Les Contamines-Montjoie nie da się już zjechać na szosówce. Niemniej rower trekkingowy ponoć radzi sobie z tym zjazdem, podobnie jak może umożliwić chętnym wjazd na pobliski szczyt Aiguille Croche (2487 m. n.p.m.). Pełen uroku podjazd pod Col du Joly nie został dotychczas wypróbowany w całości na żadnym z profesjonalnych wyścigów. Tym niemniej początkowe siedem kilometrów tego wzniesienia można śmiało połączyć z górną częścią południowej wspinaczki na Col des Saisies. Zrobiono tak chociażby na tegorocznym Tour de l’Avenir. Ostatnie kilometry siódmego etapu tej imprezy wiodły bowiem drogami D70 i D218B z Beaufort przez Hauteluce do olimpijskiej stacji narciarskiej Les Saisies.

AKCJA

W środę przy znacznie lepszej niż dzień wcześniej pogodzie mogliśmy rozpocząć rozplanowany na 10 etapów objazd trzech sabaudzkich dolin. Pierwsze dwa dni mieliśmy jeździć po szosach wokół Beaufortain. Następne trzy w okolicy najbliższej nam Vallee de la Tarentaise. Natomiast pięć ostatnich przeznaczyłem na wycieczki ku położonej na południe od nas Valle de la Maurienne. Naszą kolarską bazą wypadową było Beaufort, do którego dotarliśmy drogami N90 i D925 pokonując dystans 47 kilometrów. Po dojechaniu na miejsce zaparkowaliśmy przy drodze wiodącej na Cormet de Roselend, jakieś trzysta metrów za centrum miasteczka. Na swój pierwszy cel tego etapu zgodnie wybraliśmy podjazd pod Col du Joly. Ba, nie tylko wszyscy wystartowaliśmy w tym samym kierunku. Tym razem udało się nam to zrobić niemal jednocześnie. Ja z Piotrem i Romkiem ruszyłem o 12:02, zaś Darek z Tomkiem trzy minuty później. Z miejsca postoju zjechaliśmy do pierwszego miejskiego ronda i po nawrotce w spokojnym tempie rozpoczęliśmy tą długą wspinaczkę. Początkowe 650 metrów przejechaliśmy jeszcze po drodze D925. Tuż po wjeździe do lasu wzięliśmy zakręt w lewo o 180 stopni aby wjechać na szosę D70. Na początku drugiego kilometra Pedro powiedział, że musi nieco zluzować by móc jechać swoim równym tempem. Tymczasem droga na zmianę wiodła przez łąkę i las. W otwartym terenie minęliśmy pierwsze wiejskie osady tzn. Les Outards (2,3 km) i Les Curtillets (2,9 km). Nachylenie nie przekraczało 9 %, a przy tym trafiły się dwa szybkie, bo niemal płaskie odcinki. Pierwszy na czwartym kilometrze, drugi nieco dłuższy od początku szóstego do połowy siódmego kilometra. Niemniej niedługo potem, bo pod sam koniec siódmego kilometra stromizna po raz pierwszy skoczyła do poziomu 11 %.

Chwilę wcześniej zjechaliśmy z drogi D70 odbijając w prawo na rozjeździe jak nakazywał przydrożny znak. Niebawem przejechaliśmy przez wioskę Saint-Sauveur (7,4 km). W połowie dziewiątego kilometra, tuż przed Les Granges (8,8 km), szosa znowu odpuściła. Tym razem na blisko dwa kilometry. Ten łatwy sektor zakończył się nawet krótkim zjazdem, na którym przeskoczyliśmy na prawy brzeg potoku Ruisseau du Dorinet. Z rozpędu pokonaliśmy króciutką hopkę i przejechawszy 10,4 kilometra byliśmy już na lokalnej drodze C1. Potem do końca jedenastego kilometra znów jechaliśmy po niemal płaskim terenie. Na kilometrze dwunastym nachylenie było już solidniejsze, acz wciąż umiarkowane. Jednak to były już niemal ostatnie łatwiejsze kawałki tego wzniesienia. Podjazd postawił twardsze warunki z chwilą gdy minęliśmy gmach elektrowni Belleville (11,8 km). Dwieście metrów dalej przemknęliśmy obok parkingów przed dolną stacją kolejki gondolowej Ruelle. Z tego miejsca do szczytu pozostało jeszcze nieco ponad 10 kilometrów. Ten długi odcinek składa się z dwóch około 4-kilometrowych segmentów o średniej stromiźnie około 8 %, przedzielonych 2-kilometrowym łatwiejszym sektorem, na którym jest krótkie falsopiano, a także chwila zjazdu. Za najtrudniejszy na całym podjeździe trzeba uznać kilometr szesnasty, gdzie nachylenie cały czas utrzymuje się na poziomie od 8 do 11 %. Trasa niemal cały czas wiedzie tu przez górskie hale i oferuje przednie widoki. Zarówno na okoliczne szczyty jak i wybudowaną w pobliżu zaporę na Lac de la Girotte.

Z upływem kilometrów nasze wspólne tempo było dla mnie co raz mniej komfortowe. Końcówka była dość trudna, zaś podjazd jakby nie patrzeć długi. Dla mnie osobiście nawet najdłuższy podczas całej tej wyprawy. Siły powoli zaczęły mnie opuszczać i ostatecznie jakieś 1300 metrów przed finałem musiałem spasować. Romano pojechał po zwycięstwo, zaś ja starałem się już tylko minimalizować straty własne. Wspinaczkę zakończyłem po przejechaniu 22,3 kilometra w czasie niemal 1 godziny i 26 minut. Na stravie znalazłem nasze wyniki z segmentu o długości 21,7 kilometra. Romek przejechał go w 1h 24:30 (avs. 15,4 km/h i VAM 840 m/h). Natomiast ja wykręciłem czas 1h 25:07 (avs. 15,3 km/h i VAM 834 m/h). Nasza prędkość pionowa na pierwszy rzut oka wygląda skromnie. Niemniej na tego typu wzniesieniu z kilkoma odcinkami wypłaszczeń i drobnymi zjazdami, nawet w pełni formy trudno byłoby wykręcić 1000 m/h. Porównując się z innymi amatorami można chyba powiedzieć, że jechaliśmy całkiem nieźle skoro pośród 264 sklasyfikowanych osób Romek zajmuje obecnie 26., zaś ja 34 miejsce. Wjechawszy na górę próbowaliśmy dojrzeć skryty za chmurami szczyt Mont Blanc. Potem podeszliśmy do Chez Gaston. Niestety restauracja ta w dzień powszedni i jakby nie było jeszcze przed letnim sezonem była zamknięta. Postanowiliśmy jednak zostać na jej tarasie, bowiem był nieźle nasłoneczniony, a przy tym zapewniał świetny widok na ostatni fragment wspinaczki. Zaczęliśmy zatem wypatrywać naszych kolegów. Dojechali do nas po kwadransie. Okazało się, że Dario i Tomek dogonili Piotra dopiero na dwa kilometry przed szczytem. Dwaj pierwsi uzyskali czas 1h 38:39 (avs. 13,2 km/h i VAM 719 m/h), zaś Pedro przejechał wspomniany segment w 1h 40:49 (avs. 12,9 km/h i VAM 704 m/h).

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

www.strava.com/activities/1025706299

http://veloviewer.com/activities/1025706299

ZDJĘCIA

20170607_001

FILMY

20170607_134726

20170607_135543

20170607_141817