banner daniela marszałka

Signal de Bisanne

Autor: admin o czwartek 8. Czerwiec 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1930 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1226 metrów

Długość: 14,7 kilometra

Średnie nachylenie: 8,3 %

Maksymalne nachylenie: 13,4 %

PROFIL

SCENA

Początek w Villard-sur-Doron (Sabaudia). To miejscowość mająca niespełna 700 mieszkańców, położona po północnej stronie regionalnej drogi D925. Leży ona ledwie 4 kilometry na zachód od poznanego przez nas dzień wcześniej Beaufort, zaś patrząc z drugiej strony 15 kilometrów na wschód od Albertville. Podjazd pod Signal de Bisanne biegnie głównie po drodze D213 i dopiero na ostatnich (najtrudniejszych) dwóch kilometrach skręca w prowadzącą ku samemu szczytowi górską alejkę. Wzniesienie to w pewnym sensie przypomina słynny Kronplatz z włoskiej części Tyrolu, albowiem tu również można wjechać rowerem na sam szczyt góry. Signal de Bisanne to bowiem górski szczyt w masywie Beaufortain wznoszący się na wysokość 1941 metrów n.p.m. Z mojego punktu widzenia różnica między Bisanne a Kronplatz alias Plan di Corones była głównie w komforcie jazdy. O ile na Plan de Corones niektóre odcinki w finałowej fazie wspinaczki są mocno problematyczne z punktu widzenia szosowca, o tyle tu do samego końca można jechać po dobrej nawierzchni. Pod względem przewyższenia Signal de Bisanne jest niewiele mniejsza, za to ma wyższe średnie nachylenie niż Kronplatz liczony od startu we wiosce Longega. Na Bisanne nie ma bowiem łatwych kilometrów. W dolnej połowie wspinaczki poszczególne kilometry mają średnie nachylenie od 6,5 do 8,5%. Natomiast w górnej części podjazdu najłatwiejszy z siedmiu pozostałych kilometrów ma średnio właśnie 8,5%, zaś najtrudniejsze czyli dwa ostatnie trzymają solidarnie na poziomie 10,5%.

Południowy szlak na Signal de Bisanne, zaczyna się przy wspomnianej już szosie D925. Na dobrą sprawę około 300 metrów przed centrum Villard-sur-Doron. W drodze na szczyt mijamy parę wiejskich osad tzn. Le Cray d’en Bas (2,4 km od startu), La Nuaz (7,7 km), Le Pallieres (8 km) oraz jedną stację narciarską czyli Bisanne 1500 (10,4 km). Większa część wspinaczki prowadzi przez górskie łąki, acz od czasu do czasu zdarzają się zacienione leśne odcinki. Po przejechaniu 12,6 kilometra, na wysokości 1723 metrów n.p.m. trzeba z drogi D123 odbić w lewo na wspomnianą już stromą końcówkę. Gdy Tour de France w roku 2016 na etapie dziewiętnastym do Saint-Gervais / Le Bettex po raz pierwszy wykorzystał owo wzniesienie to właśnie na tym rozjeździe wyznaczono linię górskiej premii górskiej. Na Monte de Bisanne (HC) wygrał nasz Rafał Majka, który zdobył tu kolejne 25 punktów do swej bogatej kolekcji. Dzięki temu właśnie w tym miejscu praktycznie zapewnił już sobie drugi triumf w klasyfikacji górskiej „Wielkiej Pętli”. Uczestnicy TdF nie mogli stąd pojechać wyżej, musieli zjechać w kierunku stacji narciarskiej Les Saisies, a stamtąd na północ ku miasteczku Flumet. W przyszłym roku Tour de France po raz drugi przetestuje i to od tej samej strony podjazd na Montee de Bisanne. Jednak tym razem kolarze po szybkim zjeździe do drogi D218b u bram do Les Saisies, zamiast w lewo skręcą w prawo. Będą bowiem zjeżdżać na południe ku Beaufort, by stamtąd poprzez Col du Pre wjechać na Cormet de Roselend, zaś całą zabawę na jedenastym etapie zakończą pod „Małym Bernardem” w stacji La Rosiere.

AKCJA

Środowe rozpogodzenie po wtorkowym deszczu nie okazało się chwilowe. To było tylko preludium do fali upałów, która nawiedziła Sabaudię przynajmniej na dziesięć kolejnych dni. Z małymi wyjątkami już do końca wyprawy nie musieliśmy się martwić o opady. Z czasem zaczęła nas męczyć nazbyt wysoka temperatura. Czwartek był pierwszym dniem tego typu. Dojazd do Villard-sur-Doron był niemal taki sam jak ten wcześniejszy do Beaufort, tyle że o parę kilometrów krótszy. Na ten dzień mieliśmy zaplanowane południowe podjazdy pod Signal de Bisanne i Col des Saisies. Obie te wspinaczki zaczynały się przy szosie D925 w punktach oddalonych od siebie zaledwie o 1300 metrów. Przyjechawszy na miejsce zaparkowaliśmy na dużym, acz niemal pustym parkingu przed miejscowym Intermarche. Ta lokalizacja w pełni nam odpowiadała, jako że znajdowała się pomiędzy podnóżami obu wspomnianych wzniesień. Z naszego postoju widzieliśmy początek drogi D123 wiodącej na Bisanne, zaś po kilometrze jazdy na wschód czekał nas wjazd na D218b prowadzącą do Les Saisies. Ja, Darek i Romek mieliśmy tego dnia zaliczyć oba te podjazdy. Tomek i Piotr woleli poprzestać na jednej wspinaczce i mieli ku temu dobry powód. Otóż w środę tak w poziomie jak i w pionie przejechali więcej niż nasza trójka. Wjeżdżając na Col du Joly i Cormet de Roselend „zrobili” w sumie niemal 90 kilometrów o łącznym przewyższeniu ponad 2530 metrów. Po takiej dawce „górskiej roboty” należał im się nieco luźniejszy dzień. Niemniej adekwatnie do swych warunków fizycznych wybrali sobie  odmienne cele na czwartek. Tommy wolał stromy Bisanne, zaś Pedro łagodniejszy Saisies. Wystartowaliśmy wszyscy razem o godzinie 12:07, przy czym po krótkim zjeździe do drogi D925 my czterej pojechaliśmy w prawo, zaś Pedro odbił w lewo by dojechać do podnóża Col des Saisies.

Jak już wspomniałem dzień był gorący. Na starcie mieliśmy temperaturę rzędu 32 stopni, która mimo przewyższenia ponad 1200 metrów niewiele spadła w trakcie wspinaczki. Gdy przeszło godzinę później  stanąłem na szczycie Signal de Bisanne termometr w Garminie pokazywał mi 26 stopni. Wspinaczkę zaczęliśmy zgodnie i spokojnie. Przez pierwszy kilometr trwał przejazd przez Villard-sur-Doron. Po sześciuset metrach minęliśmy pierwszy z trzynastu wiraży na Montee de Bisanne. Wszystkie na dojeździe do linii górskiej premii rodem z Tour de France, bowiem na stromej dwukilometrowej końcówce do szczytu brakowało tego typu atrakcji. W połowie trzeciego kilometra czyli tuż po minięciu Le Cray d’en Bas nasza grupka zaczęła pękać. Darek z Tomkiem zaczęli zostawać za mną i Romkiem. We wspomnianej wiosce można odbić na bardziej stromą Route du Manon, która ponownie łączy się z szosą D123 na wysokości około 1140 metrów n.p.m. Niemniej wszyscy pozostaliśmy wierni klasycznej wersji południowego podjazdu na Bisanne. Między połową czwartego a początkiem szóstego kilometra przyszło nam pokonać aż siedem serpentyn. Po przejechaniu 4,7 kilometra nachylenie po raz pierwszy skoczyło ponad 10%, zaś po 6,4 kilometra od startu zbliżyło się na chwilę do 11%. Zbliżała się trudniejsza druga połowa tego wzniesienia. Ciężko było w okolicy La Nuaz i Les Pallieres, a tylko ciut lżej na dojeździe do stacji Bisanne 1500. Nieco wcześniej, bo po przejechaniu 9,3 kilometra znów można było wybrać alternatywną drogę boczną. Tym razem bardzo stromą Route de Filles, która to skraca ową wspinaczkę aż o 600 metrów, jako że wraca do D123 na poziomie 1660 metrów n.p.m. Dla nas było jednak wystarczająco ciekawie na głównym szlaku przetestowanym przez ubiegłoroczny Tour de France.

Powyżej Bisanne 1500 nachylenie ani na moment nie spadło poniżej 7%, za to aż pięciokrotnie przekroczyło poziom 11%. Jechało mi się już trochę trudniej, ale wciąż byłem w stanie utrzymać tempo kolegi. Na Montee de Bisanne dojechaliśmy jeszcze razem w czasie 1h 00:55 (avs. 12,2 km/h). Namalowana 11 miesięcy wcześniej linia górskiej premii wciąż była tu dobrze widoczna. zaraz za kreską trzeba było odbić w lewo. Wjechaliśmy na węższą i bardziej stromą drogę ku szczytowi góry. Tu już nie byłem w stanie utrzymać się Romkowi na kole. Próbowałem jechać równo w niedużej odległości od naszego lidera, by ewentualnie móc go dojść jednym mocnym zrywem pod sam koniec wspinaczki. Niemniej wkrótce okazało się, że na jakikolwiek mocniejszy skok nie było mnie już stać, więc do mety dotarłem kilkanaście sekund za Romanem. Według najdłuższego segmentu znalezionego na stravie Romek wjechał na szczyt w 1h 12:39 (avs. 11,8 km/h), zaś ja w 1h 12:54 (avs. 11,7 km/h). Biorąc pod uwagę oficjalne przewyższenie tego wzniesienia można przyjąć, iż Romano wykręcił VAM 1012, zaś ja 1008 m./h. Wjechawszy na szczyt u skraju asfaltowej drogi początkowo skręciliśmy w prawo ku najwyżej położonym wyciągom Chamois i Rosieres. Potem wraz Darkiem i Tomkiem zjechaliśmy na przeciwny kraniec owej górskiej czapy ku stacji kolejki górskiej Bisanne i restauracji Panoramique 2000. Nasi koledzy skończyli wspinaczkę w czasie 1h 24:54. Mieliśmy z tego miejsca świetny widok tak na położoną w dole stację Les Saisies, jak i na piętrzący się w oddali, wiecznie ośnieżony Mont Blanc. Tymczasem Pedro wjechał na Col des Saisies w 1h 23:14. Tym samym można powiedzieć, że dotarł do swego celu, w chwili gdy my zebraliśmy się w komplecie na szczycie Bisanne.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

www.strava.com/activities/1027260208

http://veloviewer.com/activities/1027260208

ZDJĘCIA

20170608_001

FILMY

20170608_133618

20170608_135901

20170608_142904