Wali
Autor: admin o środa 25. czerwca 2025
DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Ilanz
Wysokość: 1718 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 1020 metrów
Długość: 14,6 kilometra
Średnie nachylenie: 7 %
Maksymalne nachylenie: 13 %
PROFIL > cyclingcols
OPIS
Wali to górska restauracja na terenie domeny narciarskiej Obersaxen Mundaun w Alpach Lepontyńskich (górska grupa Adula-Alpen). Zarazem stacja przesiadkowa między dwoma liniami kolejki krzesełkowej zawożącymi narciarzy oraz innych turystów w rejon szczytu Piz Sezner (2310 m. n.p.m.). Prowadzą do niej dwie szosowe drogi. Zachodnia z okolic Tavanasy, zaś wschodnia zaczyna się w Ilanz. Teoretycznie mogłem ten podjazd zacząć niemal z tego samego miejsca co pierwszą środową wspinaczkę pod Alp Quader. Wówczas miałbym do przejechania dystans 12,6 kilometra ze średnim nachyleniem 7,1 przy max. 11%. Do pokonania w pionie byłoby jednak „tylko” 895 metrów. Dlatego wybrałem nieco trudniejszy wariant orientalny. Zatem podjechałem autem na poznany we wtorek parking w rejonie dworca kolejowego. Ruszałem na tą górę bardziej siłą woli niż z wielką ochotą. W tych dniach wschodnią Szwajcarię jak i spory kawał Europy opanowały wielkie opały. Gdy wczesnym popołudniem ruszało się na drugi z codziennych podjazdów temperatura u podnóży wzniesień nierzadko zbliżała się do 40 stopni! Nawet jazda po płaskim byłaby w tych warunkach ciężka, a co dopiero walka z poważnymi podjazdami stanowiącymi wyzwania same w sobie. Wali z Ilanz zmuszało zaś do zrobienia przewyższenia przeszło tysiąca metrów i miejscami do powalczenia z dwucyfrową stromizną.
Choć średnio chciało mi się jechać to ostatecznie podjąłem tą „rozgrzaną rękawice”. Ruszyłem pod górę zrazu tym samym szlakiem co dzień wcześniej w głąb Val Lumnezia. Ze znanej mi już ścieżki zjechałem po przejechaniu 1,7 kilometra. Należało odbić w prawo i wjechać na drogę kantonalną prowadzącą do Obersaxen. Miejscowości która pod względem lingwistycznym jest jedną z „germańskich wysp” w retoromańskim morzu Surselvy. W tym momencie byłem już na pierwszym cięższym segmencie tego wzniesienia. Na dole trzeba było pokonać odcinek o długości 3,5 kilometra ze średnią 8,9%. Ta stromizna skończyła się po przejechaniu 4,3 kilometra. Potem do końca szóstego kilometra miałem względny luz. W tym czasie przemknąłem przez wioskę Flond (km 5,4). Wraz z początkiem siódmego kilometra rozpocząłem kolejny fragment wspinaczki, acz nie tak trudny jak pierwszy. Niespełna 3 kilometry z przeciętnym nachyleniem 6,7%, w tym luźniejszy moment w trakcie przejazdu przez Valatę (km 7,8). Pod koniec dziewiątego kilometra zaczął się kolejny łatwy odcinek prowadzący przez Obersaxen Affeier (km 9,3). Na początku jedenastego kilometra będąc już na wysokości 1310 metrów n.p.m. zatrzymałem się na przystanku Chummenbuhl mając ku temu dwa ważkie powody. Per primo musiałem chwilę odsapnąć i na spokojnie łyknąć co-nieco z bidonu. Po drugie chciałem się upewnić, iż właśnie tu trzeba skręcić w lewo by zacząć finałowy odcinek podjazdu do Wali.
Półtorej minuty później ruszyłem dalej. Do pokonania zostało mi jeszcze 4,5 kilometra o średniej 9,1%. Niezły kawałek na dobicie w tych cieplarnianych warunkach. Pierwsze półtora kilometra jeszcze umiarkowanie trudne z przejazdami przez wioski: Misanenga (km 10,5) oraz Miraniga (km 11,3). W tej drugiej dostrzegłem baner ze zdjęciem lokalnego bohatera czyli Carlo Janki. Ten urodzony w pobliskim Obersaxen narciarz alpejski najlepsze wyniki osiągał w slalomie-gigancie. W 2009 roku zdobył złoty medal na Mistrzostwach Świata w Val d’Isere, zaś roku później został mistrzem olimpijskim w tej specjalności na Igrzyskach w Vancouver. Jednak nie był asem tylko tej jednej konkurencji. Wygrał w sumie 11 zawodów Pucharu Świata, triumfując też w zjazdach, kombinacjach i supergigancie. No i przede wszystkim w sezonie 2009/2010 zdobył dużą Kryształową Kulę za wygranie klasyfikacji generalnej PŚ. Wioseczka ma się zatem kim pochwalić. Takie afisze to zdaje się szwajcarski zwyczaj, bowiem naście lat temu widziałem podobny w Val Mustair sławiący wybitnego biegacza narciarskiego Dario Colognę. Gdy podobiznę Carla miałem już za plecami zaczął się najtrudniejszy sektor owej wspinaczki czyli 3 kilometry ze średnią 10%. Dodam, iż zaniżoną za sprawą wyraźnie łatwiejszych ostatnich kilkuset metrów. Odcinek zrazu prowadzący przez las, a wyżej już pośród łąk z pojedynczymi chatami czy też gospodarstwami. Na przedostatnim kilometrze pozwoliłem sobie na jeszcze jeden przystanek, tym razem minutowy. Po czym resztkami sił dokończyłem wspinaczkę. Na finiszu musiałem ominąć „licealną” wycieczkę. Zaś na mecie zastałem zamkniętą restaurację i stację w trakcie przedsezonowego remontu.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/14913503389
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14913503389
ZDJĘCIA
FILM

