banner daniela marszałka

Alp Anarosa (Tguma)

Autor: admin o piątek 27. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Zillis

Wysokość: 2341 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1414 metrów

Długość: 14,6 kilometra

Średnie nachylenie: 9,7 %

Maksymalne nachylenie: 14 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Ten mega-podjazd od dawna miałem na oku. Blisko 15 kilometrów ze średnią stromizną niemal 10% czyli bardzo mocne wyzwanie. To wzniesienie ma wymiary zbliżone do Alpe Gesero z Roveredo czyli najtrudniejszej góry Gryzonii, przynajmniej według „cyclingcols”. Dla mnie było jednym z najważniejszych punktów tej wyprawy. Wśród wszystkich 24 premii górskich Tguma była druga pod względem wysokości bezwzględnej jak i przewyższenia, a przy tym obiektywnie najtrudniejsza. Chcąc się z nią zmierzyć musieliśmy wrócić w rejon, od którego tydzień wcześniej zaczęliśmy wycieczkę po górskich szosach wschodniej Szwajcarii. Jednym słowem drugi wypad do doliny Tylnego Renu (Hinterrhein) i na drogi regionu Viamala. Pierwszy tego dnia przystanek w Zillis, wiosce położonej jakieś 4 kilometry na północ od znanej nam już Andeer. Głównymi atrakcjami zamieszkanej przez około 400 mieszkańców gminy Zillis-Ruschein jest XII-wieczny kościół pod wezwaniem św. Marcina oraz zamek Burg Haselstein, którego historia sięga roku 1270. Ten pierwszy zabytek może się pochwalić najstarszym w Europie malowanym sufitem kasetonowym. Drugi „strzeże” wioskę od wschodu górując nad nią o dobre 230 metrów.

Wspinaczka do miejsca zwanego Alp Anarosa czyli na parking pod szczytem Tguma (2416 m. n.p.m.) ma dwa warianty. Oba zaczynają się od przejazdu na lewy brzeg Tylnego Renu. Droga zaczyna się wznosić tuż przed przejazdem pod autostradą A13. Pierwsze półtora kilometra jeszcze niezbyt trudne, bo z przeciętnym nachyleniem 7,4%. Ten odcinek kończy się we wiosce Donat. Dalej trzeba jechać w lewo na Wergenstein lub też w prawo do Mathon. Ta pierwsza opcja jest krótsza o prawie 5 kilometrów, lecz nieco trudniejsza. Opcja wschodnia ma bowiem przeszło 3-kilometrowy luźny odcinek na wysokości ponad 1500 metrów n.p.m. Próbując nadążyć za kolegą zrazu też pojechałem w prawo. Niemniej coś mi się wydawało, że nie tędy droga. Gdy dzieliło nas już kilkadziesiąt metrów, tuż przed wjazdem do Pazen zatrzymałem się by sprawdzić mapę. Po czym zawróciłem do rozjazdu, by zgodnie ze swym planem pokonać tę górę zachodnim szlakiem. Na tej pomyłce nadrobiłem 1,6 kilometra dystansu i straciłem blisko 7 minut. Będąc już na właściwej ścieżce przejechałem mostek Maillart i zacząłem się zmagać z najtrudniejszym segmentem wzniesienia. Cały odcinek z Donat do Wergenstein to 4 kilometry o średnim nachyleniu aż 11,3%. Droga jest początkowo asfaltowa, zaś powyżej Casti już na ogół betonowa. Na niektórych odcinkach to dwa wąskie paski takiej nawierzchni z trawą po środku.

Dojechawszy do Wergenstein trzeba skręcić w prawo. Mnie ponownie zawiodła intuicja i pojechałem prosto. Potem „zbadałem” jeszcze jedną uliczkę, zanim w końcu ruszyłem tam gdzie trzeba. Kolejne straty czyli nadprogramowe 1,5 kilometra i 8 minut poza szlakiem. Luźniejszy odcinek o długości 650 metrów zaprowadził mnie do miejsca, gdzie na wysokości około 1540 metrów łączą się oba wczesne warianty tej wspinaczki. Do pokonania w pionie zostaje stąd jeszcze 800 metrów na dystansie 8,5 kilometra. Po drodze 14 ciasnych zakrętów. Nie ma żadnych znaków z napisami Alp Anarosa czy też Tguma. Co najwyżej wskazują one kierunek na Curtginatsch czyli „zagubione” w górach gospodarstwo leżące nieco dalej, lecz niżej niż wspomniany parking będący naszym celem. Za łącznikiem dróg najpierw mamy tu 2,5 kilometra ze średnią 10,6%. Potem łatwiejszy kilometr między osadami Dumagns i Tgavugl. Następnie kolejne 2,5 kilometra z ostrym nachyleniem czyli przeciętną 9,8%. Po czym znów chwila na wytchnienie, acz raptem półkilometrowa. Na koniec ciężkie, lecz bardzo równe 2 kilometry na poziomie 9,4%. Jakieś półtora kilometra przed finałem mija się oczko wodne („lago” to spora przesada). Ostatnie 700 metrów prowadzi zaś po drodze gruntowej, gładkiej lecz jakby gliniastej. Po czwartkowych opadach koła nieco się w niej zapadały. Meta w górskiej głuszy z pięknymi widokami, mimo częściowego zachmurzenia. Hitem tego miejsca jest dostęp do rozmaitych napojów chłodzonych w rześkiej wodzie z fontanny. Jakże cennych dla strudzonego kolarza czy wędrowca. Niemniej ten bar nie jest darmowy. Drinki można pobrać po uiszczeniu sugerowanej opłaty. Monety należy wrzucić do przygotowanej na tą okoliczność „skarbonki”.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14934104729

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14934104729

ZDJĘCIA

Anarosa_001

FILM