banner daniela marszałka

Passo Sommo

Autor: admin o sobota 13. września 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Trento

Wysokość: 1341 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1126 metrów

Długość: 27,9 kilometra

Średnie nachylenie: 4 %

Maksymalne nachylenie: 12 %

PROFIL > archivio salite

OPIS

Na start trzeciego etapu tej wycieczki podjechaliśmy do stolicy regionu czyli Trydentu. Z dużego i darmowego parkingu w dzielnicy Piedicastello ruszyliśmy w przeciwnych kierunkach. Adrian na zachód ulicą via Brescia, zaś ja na wschód ku centrum miasta. Mieliśmy całkowicie rozbieżne plany na ten dzień. Swemu koledze podsunąłem pomysł na trasę, którą osobiście zaliczyłem w czerwcu 2008 roku wespół z Piotrem Mrówczyńskim. Adek miał na niej do pokonania dwa wzniesienia o bardzo podobnym charakterze. Dodam, iż były to dwie premie górskie najwyższej kategorii. Ciężkie wspinaczki o identycznej długości i bardzo podobnym przewyższeniu. W pierwszej kolejności podjazd na Monte Bondone (1654 m. n.p.m.). To góra legenda w dziejach Giro d’Italia. Organizatorzy wyścigu Dookoła Włoch wykorzystali ją aż 15 razy, w tym 6-krotnie w roli finałowego wzniesienia. W XXI wieku czyli w latach 2006 i 2023 roku wygrali tam: Ivan Basso i Joao Almeida. Przy tym Włoch najszybciej wjechał na tą górę szlakiem z Trento, zaś Portugalczyk od strony Aldeno. Ja nie miałem już czego szukać w tych stronach. Na Monte Bondone dotarłem już wcześniej z każdej możliwej strony. W 2008 roku tak jak Adriano wschodnią trasą z Trento. Potem w trakcie Gran Fondo Charly Gaul 2012 aż na dwa sposoby. To znaczy najpierw od Aldeno, po czym już na metę tego wyścigu wariantem z Cadine. W końcu zaś w roku 2016 także od strony zachodniej czyli z Lasino. W ramach swojej pierwszej sobotniej wspinaczki Adek miał do pokonania 19,4 kilometra o średnim nachyleniu 7,5% czyli górę o przewyższeniu około 1460 metrów.

Następnie wrócił do Doliny Adygi zjazdem kończącym się w Aldeno. Po nim miał krótki płaski odcinek prowadzący przez Nomi do Calliano i z tej miejscowości podjazd na Passo Coe (1609 m. n.p.m.). Również o długości 19,4 kilometra, lecz ze średnim nachyleniem ciut mniejszym, bo 7,3%. To oznaczało przewyższenie o jakieś 40 metrów mniejsze niż na pierwszej premii górskiej. Ten podjazd również przetestowano na wielkim Giro. W 1969 roku „połowicznie”, gdy metę górskiego etapu zlokalizowano w miejscowości Folgaria (1169 m. n.p.m.), zaś w sezonie 2002 już w pełnej wersji z finałem na wspomnianej przełęczy. Za pierwszym razem najmocniejszym na nim okazał się Włoch Italo Zilioli, zaś przy drugiej okazji triumfował Rosjanin Paweł Tonkow. Z Passo Coe’ mój amico wrócił sobie do Pomarolo szlakiem przez Serradę i Rovereto czyli w dużej mierze drogą poznaną przez nas dwa dni wcześniej. W sumie przekręcił 104 kilometry z łącznym przewyższeniem 3021 metrów. Ja zadanie miałem znacznie prostsze. Konkretny podjazd tylko jeden, ale za to bardzo długi. Wybrałem sobie stosunkowo łagodną wspinaczkę na Passo  Sommo. Na tej przełęczy Giro bywało dwukrotnie. Dawno, bo podczas edycji z lat 1968 i 1974. Co ciekawe przy obu okazjach premie górskie wygrywali na niej goście z Hiszpanii tzn. Mariano Diaz oraz Jose Manuel Fuente. Swój podjazd zacząłem po wschodniej stronie miasta w rejonie mostu nad potokiem Fersina, będącym lewym dopływem Adygi. Pierwszy kilometr na drodze SS349 był niemal płaski. Ta wyraźniej zaczęła się wznosić, gdy minąłem okolice dworca kolejowego Santa Chiara.

W ramach pierwszego segmentu tej wspinaczki miałem do pokonania dystans 9,8 kilometra ze średnim nachyleniem 5,4%. Na tym odcinku przejechałem przez San Rocco (km 3,8) i Valsordę (km 8). Natomiast w połowie szóstego kilometra minąłem boczną dróżkę z Mattarello. Można z niej skorzystać jeśli komuś zależy na ominięciu regionalnej stolicy, ale trzeba mieć na uwadze, iż jest ona znacznie bardziej stroma. Momentami nachylenie dochodzi na niej do 14%. Pierwsza faza mojego podjazdu skończyła się po 11 kilometrach w Vigolo Vattaro. Premię górską GdI wyznaczoną w tej miejscowości wygrał niegdyś Gerard Rue. Francuz uczynił to na dwunastym etapie Giro z roku 1990. Ten górski odcinek wiodący do Baselga di Pine na trzecim miejscu ukończył ś.p. Joachim Halupczok. Za Vigolo miałem przeszło kilometrowy zjazd oraz równie długi płaski odcinek przed miejscowością Vattaro (km 13,4). Podjazd odżył pod koniec czternastego kilometra. W tym momencie zacząłem drugą fazę wspinaczki. To był segment o długości 8,4 kilometra i średnim nachyleniu 5,6% z przejazdem przez wioskę Pian dei Pradi (km 16,2). Ten etap mojego długiego podjazdu skończyłem po przejechaniu 21,3 kilometra wjazdem na przełęcz Valico della Fricca (1114 m. n.p.m.). Następnie miałem około 3-kilometrowy odcinek lekko w dół wiodący do wioski Carbonare (1047 m. n.p.m.), gdzie w sezonie 2025 na etapie do San Valentino premię górską wygrał Lorenzo Fortunato. Tym niemniej peleton Giro dojechał do niej z przeciwnej strony czyli szlakiem przez „wenecką” dolinę Valdastico.

Dojechawszy do Carbonare skończyłem swój pobyt na drodze krajowej nr 349. Skręciłem w prawo i wpadłem na szosę SS350. Do przełęczy Sommo zostało mi już tylko 3,4 kilometra. Niemniej to był najbardziej wymagający fragment całej wspinaczki. Segment o średnim nachyleniu 7,6% i maximum 11%. Najpierw 2-kilometrowy dojazd w rejon wioski San Sebastiano, która podobnie jak i sama przełęcz leży w granicach gminy Folgaria. Na podjeździe trzymałem się tu głównej drogi, ale na zjeździe nie odmówiłem sobie przyjemności przejazdu przez tą śliczną miejscowość. Wspinaczkę skończyłem po przejechaniu 27,5 kilometra od wspomnianego mostu w czasie netto przeszło 94 minut. Na mecie mimo niewielkiej wysokości było dość rześko czyli tylko 15 stopni. Wszedłem do schroniska Chalet Passo Sommo, gdzie zjadłem pyszny strudel z dodatkami. W drodze powrotnej wolałem uniknąć ponownego przejazdu przez 900-metrowy tunel między Carbonare a La Friccą. Poza tym przebyty właśnie szlak po drodze krajowej SS349 wydał mi się dość nudny. Dlatego do Trento wróciłem blisko 50-kilometrową okrężną trasą przez Monte Rovere i Caldonazzo. Miałem na niej dwa dłuższe zjazdy, ale też niemało krótszych podjazdów, na których zebrałem kolejne 660 metrów w pionie. W sumie przejechałem tego dnia 76,5 kilometra z łącznym przewyższeniem 1950 metrów. To dało mi możliwość do zapoznania się trudną technicznie, lecz bardzo urokliwą drogą Kaiserjagerstrasse, którą już w najbliższy poniedziałek mieliśmy pokonać na piątym etapie tej podróży w trakcie podjazdu na Passo di Vezzena.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15794885732

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15794885732

MONTE BONDONE & PASSO COE by ADRIAN ZDROJEWSKI

https://www.strava.com/activities/15797525467

ZDJĘCIA

Sommo_001

FILM