banner daniela marszałka

Col de Chaussy (via Lacets de Montvernier)

Autor: admin o wtorek 13. Czerwiec 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1533 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1033 metry

Długość: 13,8 kilometra

Średnie nachylenie: 7,5 %

Maksymalne nachylenie: 11,6 %

PROFIL

SCENA

Początek w Pontamafrey-Montpascal (Sabaudia). To wioska na prawym brzegu L’Arc, powstała w miejscu gdzie do owej rzeki wpływa Torrent de la Ravoire. Miejscowość ta leży po wschodniej stronie linii kolejowej biegnącej przez Vallee de la Maurienne, ledwie 6 kilometrów na północ od Saint-Jean-de-Maurienne. W całej gminie o tej samej nazwie mieszka ledwie 318 osób.  Co ciekawe składa się ona z dwóch geograficznie odrębnych jednostek. To znaczy Pontamafrey (w dolinie) i Montpascal (dobre 900 metrów wyżej) przedzielonych ziemiami gminy Montvernier. Col du Chaussy to górska przeprawa między szczytami Pointe de l’Armelaz (1840 m. n.p.m.) na zachodzie i Cret Lognan (2696 m. n.p.m.) na wschodzie. Okoliczne tereny wchodzą w skład Espace Nordique du Grand Coin, więc zimą służą amatorom narciarstwa biegowego. Rowerem szosowym można tu dotrzeć na trzy sposoby. Szlak północno-zachodni zaczyna się w miejscowości La Chambre i na pierwszych kilometrach jest zbieżny z południowym podjazdem na Col de la Madeleine. Droga południowa startuje z Pontamafrey, zaś południowo-wschodnia z Hermillon, przy czym obie łączą się na wysokości niespełna 800 metrów czyli we wiosce Montvernier. Każda z trzech wersji wspinaczki na Col du Chaussy zmusza do pokonania przeszło tysiąca metrów w pionie. Dwie z nich mają długość ponad 15 kilometrów. Wybrana przez nas opcja środkowa jest krótsza, więc zapewnia nieco bardziej intensywną wspinaczkę. Poza tym posiada magnes, który przyciąga do niej rzesze cykloturystów, zaś od niedawna także profesjonalne wyścigi kolarskie. Ową atrakcją są Lacets de Montvernier czyli serpentyny na drodze D77b malowniczo wykute w niemal pionowej górskiej ścianie. Nie licząc pierwszego łagodnego zakrętu w lewo jest tu aż 17 ciasnych wiraży na przestrzeni ledwie 2000 metrów. Cały podjazd z Pontamafrey do Montvernier liczy sobie 3,6 kilometra i ma średnie nachylenie 8%. Wspomniana „karuzela” znajduje się między połową pierwszego i trzeciego kilometra wspinaczki.

Na Tour de France z roku 2015 to niewielkie wzniesienie otrzymało status premii górskiej drugiej kategorii. Budowę tej drogi ukończono w kwietniu 1933 roku. Przeto dziwić może, że tak późno została odkryta przed kolarskim światem. Być może stało się tak z uwagi na problemy logistyczne jakie stwarza tak ciasny i pokręcony odcinek szosy. Dość powiedzieć, że podczas wspomnianej „Wielkiej Pętli” na ten 2-kilometrowy fragment podjazdu ze względów bezpieczeństwa nie wpuszczono kibiców. Uczestnicy TdF 2015 zmierzyli się z nim w końcówce 18-tego etapu. Szczyt tego wzniesienia znajdował się ledwie 10 kilometrów przed finiszem wyznaczonym w Saint-Jean-de-Maurienne. Pierwszym tak na premii górskiej jak i mecie był Francuz Romain Bardet. Oczywiście zanim ten podjazd pojawił się na trasie wyścigu Dookoła Francji został najpierw sprawdzony na mniejszych imprezach. Regionalny Tour de Savoie wykorzystał go już ponoć trzykrotnie. Niemniej za próbę generalną przed Tourem posłużył ostatni etap 67. Criterium du Dauphine. Przy tej okazji najszybciej na szczycie wzniesienia pojawił się samotny uciekinier Niemiec Tony Martin. Jednak do mety w stacji Valfrejus brakowało mu jeszcze 50 kilometrów i ostatecznie to Chris Froome cieszył się ze zwycięstwa etapowego jak i w całym „Delfinacie”. We wspominanym sezonie 2015 ASO wsadziło Lacets de Montvernier w program każdej ze swych alpejskich etapówek. Podjazd z Pontamafrey do Montvernier pojawił się bowiem również w końcówce ostatniego etapu Tour de l’Avenir zmierzającego do stacji Les Bottieres. W przyszłym roku po raz drugi ma pokazać się na trasie TdF. Dokładnie zaś w połowie dwunastego odcinka, prowadzącego z Bourg-Saint-Maurice do L’Alpe d’Huez.

Tym niemniej wjazd do poziomu wioski Montvernier jakkolwiek bardzo efektowny stanowi ledwie czwartą część całej południowej wspinaczki na Col de Chaussy. Na pozostałych do przełęczy 10 kilometrach wyzwań również nie brakuje. Wszystkie kilometrowe odcinki trzymają tu na poziomie od 6 do 9%. Dziesiąty kilometr jest równie trudny co najbardziej pokręcony kilometr trzeci, bowiem też ma średnie nachylenie 8,9%. Poza tym również prowadzi po wąskim i niebezpiecznym odcinku drogi. Po lewej ręce mamy tu pionową górską ścianę, zabezpieczoną metalową siatką dla bezpieczeństwa podróżnych. Z kolei po prawej stronie za wysokim ledwie na kilkadziesiąt centymetrów murkiem czai się głęboka na kilkaset metrów przepaść. Na początku trzynastego kilometra dojeżdża się do górskiej wioski Montpascal leżącej na wysokości 1420 metrów n.p.m. Jednak do końca wspinaczki pozostaje jeszcze wymagające półtora kilometra. Przede wszystkim zaś odcinek 440 metrów na wysokim poziomie od 9 do 11,3%. Łatwiej robi się dopiero na ostatnich stu metrach przed płaskowyżem, na którym to znajduje się plac z restauracją i kapliczką. Przełęcz Chaussy zadebiutowała w Tour de France, jakże by inaczej, podczas edycji z roku 2015. Stało się to nazajutrz po wspomnianej wizycie Touru na Lacets de Montvernier. Dziewiętnasty etap 102. „Wielkiej Pętli” prowadził z Saint-Jean-de-Maurienne do La Toussuire. Zaraz po starcie kolarze musieli wjechać na Col de Chaussy. Wspinaczka rozpoczęła się w Hermillon, więc w całości prowadziła po drodze D77 (z pominięciem serpentyn). Wzniesieniu przyznano pierwszą kategorię, zaś najszybciej pokonał je „Purito” czyli Joaquin Rodriguez. Następnie peleton zjechał przez Montaimont do La Chambre czyli drogami D99 i D213. Oczywiście nawet ten debiut w TdF miał już swój wyścigowy precedens, bowiem dwa lata wcześniej podjazd ten znalazł się na trasie czwartego etapu Tour des Pays de Savoie.

AKCJA

Z La Toussuire do Saint-Jean-de-Maurienne zjechałem kilka minut przed piętnastą. Tomek uznał, że niedługi odcinek do podnóża Col de Chaussy pokona na rowerze. Ja wraz z Romkiem wsiadłem do Renault oszczędzając sobie tych kilkunastu minut jazdy w przeszło 30-stopniowym upale. Naszego młodszego kolegę minęliśmy na drodze D1008 tuż przed wjazdem do Pontamafrey. Po dotarciu do wioski zaparkowaliśmy w pobliżu miejscowej biblioteki i mostku nad potokiem Ravoire. Chcieliśmy schować auto w cieniu wysokiego żywopłotu. Niemniej i tak na starcie do drugiej wspinaczki nagrzany licznik pokazał mi 41 stopni. Owszem było bardzo gorąco, ale czy aż tak? W każdym razie jeszcze w połowie podjazdu temperatura trzymała się na poziomie 35 stopni, zaś na mecie choć była już niemal godzina siedemnasta i wjechaliśmy przeszło tysiąc metrów wyżej stanęła na poziomie 30 stopni! Ot urok wspinaczki po południowym stoku góry. Aby ją zacząć z najniższego punktu zjechaliśmy w kierunku rzeki L’Arc. Dokładnie zaś do przejazdu pod torami kolejowymi Ligne de la Maurienne. Podjazd od samego początku prowadził po szosie D77b. Po przejechaniu pierwszych 150 metrów trzeba było skręcić w lewo na Rue de Lacets i od razu naszym oczom ukazał się widok na to co nas wkrótce czeka. Kilkanaście serpentyn gęsto skręconych na skale, a ponad nimi mała kapliczka tzn. Chapelle de la Balme, którą minąć mieliśmy dopiero na początku czwartego kilometra wspinaczki. Dopiero po chwili na wysokości szkoły podstawowej przypomniało mi się, że trzeba włączyć licznik. Dlatego też wykres z mojej górskiej ścieżki nie obejmuje pierwszych dwustu metrów. W połowie pierwszego kilometra wyjechaliśmy z Pontamafrey.

Niebawem na pierwszym łagodnym wirażu w lewo stromizna po raz pierwszy przekroczyła 10%. Dwieście metrów dalej zaczęliśmy jazdę po prawdziwym korkociągu. Kolejny zakręt jest tu gwarantowany co 150, a czasem nawet co 100 metrów. Jechaliśmy spokojnie, a mimo ciężko mi było złapać wygodny rytm jazdy, gdyż po każdym ciasnym zakręcie trzeba było odzyskiwać prędkość. Stromizna na poziomie od 6,5 do 9,5%. Droga wąska ze śladami po wizycie Touru. Najwięcej farby na tutejszym asfalcie zostawili fani bliźniaków Yates. Podjeżdżałem wespół z Romkiem, zaś Tomek nieznacznie odstawał. Gdy dojechaliśmy do Montvernier spotkaliśmy czekającego na rozdrożu Piotra, z którym zamieniliśmy parę słów. Pedro podjechał na Chaussy tym samym co my szlakiem, a teraz zamierzał zjechać do Hermillon, po czym na sam koniec chciał przejechać kilka płaskich kilometrów wzdłuż rzeki. W sumie wyszło dokładnie 40 kilometrów jazdy przy temperaturze dochodzącej do 40 stopni. Według stravy dojazd do Montvernier (3,7 km) zajął nam niespełna 20 minut. Z tego około dwanaście spędziliśmy na segmencie „Les Lacet de Montvernier switch backs” o długości 2,2 kilometra. Romano uzyskał na nim czas 11:50 (avs. 11,6 km/h), ja 11:53 (avs. 11,5 km/h), zaś „Bury” 12:37 (avs. 11,1 km/h). Jechaliśmy zatem wolno z VAM na poziomie poniżej 800 m/h. W dalszą drogę ruszyliśmy w niewielkich odstępach czasu. Ja pierwszy, potem Tomek i jako ostatni Roman. Już przed Le Noiret (4,9 km) każdy jechał sam, przy czym Roman wyprzedził Tomka. Na dojeździe do Montbrunal (6,5 km) moja przewaga nieco wzrosła, poniekąd dlatego iż Romek poczekał na „Burego”. Koledzy jechali zgodnie niemal do końca ósmego kilometra. Potem „Romain” rzucił się w pogoń za liderem. W tym momencie miał do odrobienia niespełna półtorej minuty. Szło mu całkiem dobrze i powoli odrabiał stratę.

Tymczasem ja pod koniec dziesiątego kilometra, w trakcie przejazdu po stromym i wąskim odcinku na półce skalnej nagle ujrzałem przed sobą spadającą na asfalt żmijkę. Dobrze, że nie jechałem tu 2-3 sekundy szybciej, albowiem ów gad wykonawszy swoje „salto mortale” wylądowałby wtedy na moich plecach lub karku. Gdy wyjechałem z tej niebezpiecznej strefy kolejny odcinek na dojeździe do Montpascal (12,4 km) okazał się znacznie łagodniejszy. Tymczasem Romano w owej górskiej wiosce tracił do mnie już tylko minutę. Ta różnica między nami utrzymała się do samej mety. Tym niemniej nasze realne czasy na segmencie o długości 9,7 kilometra między Montvernier z Col du Chaussy były niemal identyczne. Ja przejechałem ten odcinek w 47:57, zaś Romek w 47:59. Tomek długo trzymał się dzielnie i osłabł dopiero na ostatnich kilku kilometrach, wykręcając czas 53:04. Piotr przed nami pokonał ten sektor w 1h 04:22. Natomiast Dario jadący z przymusu „wieczorową porą” uzyskał tu wynik 52:09. Co ciekawe na stravie odnotowano już wyniki blisko 12.300 osób z całego podjazdu na Chaussy oraz ponad 13.100 użytkowników na dolnej ćwiartce poniżej Montvernier. Mało która kolarska góra może się pochwalić podobną popularnością. Darek nakręcił się zdrowo po tej okolicy, bowiem Col de Chaussy podjechał od strony południowo-wschodniej, po czym z przełęczy zjechał do Pontamafrey. Dopiero wtedy w ramach osobnej rozrywki wjechał do Montvernier po serpentynach i na koniec zjechał do Fiata porzuconego w okolicy Hermillon. Można więc powiedzieć, że przerobił ten sam górski program co uczestnicy TdF 2015, acz w odwrotnej kolejności. W sumie przejechał tego dnia 76 kilometrów. Tomek blisko 72. Natomiast mój i Romka łączny dystans wyniósł 66 kilometrów z przewyższeniem 2205 metrów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

www.strava.com/activities/1035060385

http://veloviewer.com/activities/1035060385

ZDJĘCIA

20170613_061

FILMY

20170613_191940