banner daniela marszałka

Thyon 2000

Autor: admin o środa 9. sierpnia 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 2086 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1596 metrów

Długość: 21,5 kilometra

Średnie nachylenie: 7,4 %

Maksymalne nachylenie: 11,1 %

PROFIL

SCENA

Początek w Sionie (Valais), w południowej części miasta czyli na lewym brzegu Rodanu. Podjazd prowadzi do stacji narciarskiej Thyon 2000 powstałej na północnych zboczach Mont Rouge (2491 m. n.p.m.). Góra ta rozdziela Val de Nendaz (na zachodzie) oraz Val d’Herens z Val d’Heremence (na wschodzie). Na ulicach Sionu wjazd do obu tych dolin na szosach dzieli dystans ledwie kilometr. Zachodnia wspinaczka zaczyna się na drodze nr 207, zaś wschodnia na szosie nr 206. Na samym dole pomiędzy nimi brak trzeciej drogi ku szczytom Alp Pennińskich. Dlatego podjazd do Thyon trzeba zacząć bądź na drodze prowadzącej do stacji Nendaz i Siviez lub też na szlaku prowadzącym do zapory Grande-Dixence lub wioski Arolla. W tym pierwszym przypadku odcinek dzielony z innym wzniesieniem liczy sobie 3200 metrów, zaś w drugim ma aż 7 kilometrów. Zatem chcąc by podjazd ten w możliwie największym stopniu odróżniał się od innych wzniesień w tej okolicy wspinaczkę należy zacząć na Route de Nendaz. Podjazd ma blisko 1600 metrów przewyższenia, więc jest minimalnie mniejszy od wspinaczki ku Grande-Dixence. Niemniej od swej wschodniej sąsiadki jest przeszło 3 kilometry krótszy, co oznacza, że jest bardziej stromy. Na tej górze praktycznie nie ma przerwy we wspinaczce. Jedynym przerywnikiem jest około 200-metrowy zjazd w połowie piętnastego kilometra. Jak przystało na podjazd z najwyższej półki druga połowa tego wzniesienia jest trudniejsza od pierwszej. Na dolnym segmencie o długości 10,4 kilometra średnie nachylenie to solidne 6,4%. Natomiast na górnym (powyżej wsi Les Agettes) stromizna wynosi już średnio 8,4%. Według „cyclingcols” najtrudniejszy jest kilometr w okolicy stacji Les Collons o nachyleniu 10,1%. Jak już wspomniałem nasz podjazd do Thyon 2000 zaczął się na drodze ku Nendaz. Na szosie nr 207 przejechaliśmy pierwsze 3,2 kilometra. W tym czasie przejeżdża się przez miejscowości: Turin (2 km) i Arvillard (2,9 km). Wspinaczka przez ten czas wiedzie w kierunku południowo-zachodnim bez żadnych wiraży. Tym samym po swej prawej ręce mamy widok na Sion jak i Dolinę Rodanu.

Na początku czwartego kilometra należy skręcić w lewo w kierunku Pravidondaz (4,2 km). Przez kolejne trzy kilometry podjazd trzyma na poziomie co najmniej 7%. W połowie szóstego kilometra docieramy do wsi Salins (5,4 km). Z tego miejsca w prawo odchodzi droga ku stacji Veysonnaz, połączonej z Thyon linią kolei gondolowej. Powyżej Salins następny 3-kilometrowy odcinek ma nachylenie około 6%. Na początku ósmego kilometra droga skręca na południe i odtąd wiedzie serpentynami zmieniając kierunek m/w co 800 metrów. Po przebyciu 10,2 kilometra na wysokości 1150 metrów n.p.m. docieramy do Les Agettes. Trzy wiraże i przeszło dwa kilometry dalej jesteśmy już we wiosce Mayens-de-Sion (12,5 km). Na czternastym kilometrze chwilowa stromizna po raz pierwszy przekracza 10%, zaś szosa niebawem na dobre chowa się w lesie. Potem mamy wspomniany już króciutki zjazd do zbiegu z Route d’Heremence. Za nim zaś finałowe 7 kilometrów o średnim nachyleniu 8,4% z 11 serpentynami po drodze. Trudny jest przede wszystkim dojazd do siódmego wirażu czyli odcinek 4,5 kilometra o średniej 9,2%. W międzyczasie na zakręcie piątym mijamy wjazd do Les Collons (17,6 km). Ostatnie 2,5 kilometra już nieco łatwiejsze, zaś meta wbrew nazwie stacji na wysokości dobrze ponad 2000 metrów n.p.m. Thyon tylko raz zapisał się w annałach Tour de Romandie. Zakończył się tu ostatni etap tego wyścigu z roku 1978. Wygrał go 22-letni wówczas Holender Johan Van der Velde (trzeci kolarz Tour de France z roku 1982), który tego dnia aż o 2:35 wyprzedził Belga Guido Van Calstera i o 3:05 Francuza Pierre’a Bazzo. Dzięki temu sukcesowi Van der Velde odebrał koszulkę lidera i zwycięstwo w całym wyścigu swemu starszemu rodakowi Hennie Kuiperowi. W późniejszych latach wygrał też klasyfikację młodzieżową TdF 1980, Dauphine Libere 1980 oraz trzy razy klasyfikację punktową Giro d’Italia. Niemniej i tak do historii przeszedł jako ten, który na śnieżnym etapie do Bormio z GdI 1988 pierwszy wjechał na Passo del Gavia, po czym „zamarzł” na zjeździe i cały etap skończył ze stratą prawie 47 minut. Zważywszy, że dolna część tego podjazdu pokrywa się z podjazdem do Veysonnaz warto dodać, iż na Tour de Romandie z lat 1997-99 triumfowali w niej: Rosjanin Paweł Tonkow, Szwajcar Laurent Dufaux i Hiszpan Oscar Sevilla.

AKCJA

Zjazd z okolic Barrage de la Grande-Dixence do Sionu zabrał nam niemal półtorej godziny. W dużej mierze za sprawą dłuższego postoju w restauracji Val-des-Dix w Pralong. Poza tym jechaliśmy bardzo spokojnie. Przy słonecznej aurze warto było podziwiać piękne „okoliczności” górskiej przyrody w jej pełnej krasie. Po drugie tak mnie jak i Darka czekał tego dnia jeszcze drugi podjazd z gatunku HC. Dlatego na zjeździe woleliśmy oszczędzać swe wątłe siły na pojedynek z kolejnym gigantem Alp Pennińskich. Na dole uzgodniliśmy plan na dalszą część popołudnia. Przede wszystkim poprosiliśmy kolegów o transportowe wsparcie w drodze powrotnej do domu. Łatwo było policzyć, że kolejna wspinaczka o wymiarach podobnych do Grande-Dixence da nam „dzienny utarg” powyżej 3000 metrów w pionie. Dlatego po drugim zjeździe chcieliśmy uniknąć co najmniej 10-kilometrowego podjazdu do naszej bazy noclegowej. Uzgodniliśmy, że Sławek przyjedzie nas odebrać z Arvillard czyli miejsca, gdzie boczna droga do Thyon 2000 zbiega się z dobrze nam wszystkim znaną szosą nr 207. Krótko po piętnastej nieśpiesznie ruszyliśmy do podnóża Val de Nendaz. Nieco wcześniej to samo uczynił Sława, który postanowił wrócić do bazy na rowerze. Do Haute-Nendaz dotarł w 1h 17 minut jadąc z prędkością VAM powyżej 600 m/h. Tym samym przejechał w sumie 67 kilometrów z przewyższeniem niespełna 2500 metrów. Tymczasem my zaczęliśmy swój drugi podjazd o 15:07. Rzecz jasna wcześniejsza Grande-Dixence wyssała z nas niemało energii. Zaczęliśmy spokojnie, tak z uwagi na 30-stopniową temperaturę jak i przeciwny wiatr wiejący z zachodu. Do wirażu z wjazdem na Route de Salins dotarliśmy w nieco ponad 13 minut. Wkrótce minęliśmy kościół ze strzelistą wieżą (Eglise Saint-Francois) w Pravidondaz. Dario na dojeździe do Salins momentami przyśpieszał, ale na tym etapie wspinaczki miałem jeszcze dość sił by dojechać mu do koła. Według stravy pierwsze 5,4 kilometra tego wzniesienia czyli odcinek ze średnim nachyleniem 6,5% pokonaliśmy w 22:38 (avs. 14,2 km/h z VAM 926 m/h). W połowie szóstego kilometra minęliśmy szosę odchodzącą w prawo ku stacji Veysonnaz. Przed sobą mieliśmy znacznie ambitniejszy cel niż ten stosunkowo nisko położony ośrodek narciarski.

Trzymaliśmy teraz kurs na wioskę Les Agettes, do której dotarliśmy w czasie niespełna 43 minut. Tym samym kolejny segment o długości 4,6 kilometra i średniej 6,1% przejechaliśmy w 19:40 (avs. 14,1 km/h z VAM 859 m/h). Zbliżaliśmy się już do półmetka podjazdu, lecz wszystkie najtrudniejsze fragmenty były jeszcze przed nami. Jak dotąd maksymalne nachylenie wyniosło tylko 8,9%. W połowie trzynastego kilometra minęliśmy Mayens-de-Sion, zaś kilometr dalej boczną Route de l’Ours czyli ostatnią drogę, która na tej górze daje możliwość wyboru „lajtowego” Veysonnaz zamiast „hardkorowego” Thyon. W to miejsce na wysokości 1440 metrów n.p.m. dotarliśmy w mniej niż godzinę, bowiem strava na segmencie 13,3 kilometra przy średniej 6,8% podała nam czas 59:21 (avs. 13,4 km/h i VAM 918 m/h). Razem dojechaliśmy jeszcze do krótkiego zjazdu w połowie piętnastego kilometra. Potem jednak już po kilkuset metrach stromego 7-kilometrowego finału „balonik pękł” i szybko zaczęło uchodzić ze mnie powietrze. Dopadł mnie kryzys z niedoboru cukru, gdy do mety było jeszcze daleko. Do tego stromo, bo z licznymi odcinkami powyżej 10%. Szczęśliwie sama końcówka była już nieco lżejsza. Dalsza jazda „na oparach” była swoistą sztuką przetrwania. Tego lata gorzej czułem się tylko na La Creusaz. Ostatnie 7,1 kilometra przejechałem w 39:59 (avs. 10,7 km/h z VAM 883 m/h). Dario odjechał mi na blisko cztery minuty. Na najdłuższym, niemal 21-kilometrowym segmencie wykręcił czas 1h 40:43. Natomiast ja pokonałem ten sam dystans w 1h 44:31 (avs. 12,0 km/h z VAM 922 m/h). Dochodziła już godzina siedemnasta i na górze było tylko 16 stopni. W dodatku niebo stawało się coraz bardziej zachmurzone. Najwyraźniej zbierało się na deszcz, a może nawet burzę. Zatem po kwadransie zaczęliśmy dość pośpieszny odwrót chcąc uniknąć niemiłej niespodzianki pogodowej. Darek po 7 kilometrach zjazdu zagubił się w akcji i ostatecznie zamiast w umówione miejsce zjechał do Sionu przez znajomą nam z poprzedniej góry wioskę Vex. Ja zatrzymałem się w Arvillard kończąc szósty etap po przejechaniu 90,5 kilometra z łącznym przewyższeniem 3224 metrów. Pod tym względem był to dla mnie najcięższy dzień na rowerze od 30 czerwca 2013 roku! Wtedy to na 129-kilometrowej trasie z Villar do Sestriere zrobiłem w pionie ponad 4100 metrów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

www.strava.com/activities/1125454581

http://veloviewer.com/activities/1125454581

ZDJĘCIA

20170809_051

FILM

20170809_170218