banner daniela marszałka

Col du Soulor

Autor: admin o niedziela 2. Grudzień 2018

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1474 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 964 metrów

Długość: 13,6 kilometra

Średnie nachylenie: 7,1 %

Maksymalne nachylenie: 10,9 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Do Argeles-Gazost dotarliśmy popołudniem 3 czerwca po około 24 godzinach jazdy via Poznań. W stolicy Wielkopolski zostawiliśmy bowiem nasze auto u rodziny Darka i przesiedliśmy się na pokład Renault Traffica wypożyczonego dla naszej trójki przez Piotra. Rafał z Krzyśkiem ze swojego Gorzowa mieli do pokonania o kilkaset kilometrów mniej. Niemniej na terenie Francji chcieli unikać płatnych autostrad, więc spodziewaliśmy, iż na trasie odrobimy do nich sporo dystansu. Dojechawszy na miejsce klucze do naszego apartamentu na I piętrze budynku przy 12 Avenue des Pyrenees odebraliśmy na recepcji pobliskiego kempingu Sunelia 3 Vallees. Na poniedziałkowy pierwszy etap wybrałem dla siebie i innych chętnych podjazdy pod Col du Soulor i Col des Spandelles. Uznałem, iż na początek warto będzie zacząć od wzniesień o średnim stopniu trudności czyli na miarę pierwszej kategorii. Tylko Piotr zaniepokojony gorszymi prognozami na kolejne dni postanowił wykorzystać ów poniedziałek na zaliczenie czegoś bardziej atrakcyjnego. Pedro wyruszył zatem z naszej bazy na najtrudniejszą premię górską w najbliższej okolicy czyli znany z TdF od roku 1994 Hautacam (15,9 km przy średniej 7,6%). Potem na drugie danie zaserwował sobie również bywały na „Wielkiej Pętli” podjazd pod Cauterets-Cambasque (16,3 km przy średniej 5,3%).

Dario, Rafa i Chris przystali na moją propozycję i dość wcześnie, bo już przed godziną dziewiątą wsiedliśmy do naszych aut by podjechać w pobliże wybranych na ten dzień wzniesień. Najszybciej mogliśmy ku nim dotrzeć wybrawszy górski kurs wprost na przełęcz Soulor czyli drogą D918. Ponieważ ten około 20-kilometrowy odcinek mieliśmy nazajutrz pokonać w ramach podjazdu na Col du Aubisque mogliśmy zobaczyć czeka nas we wtorek. Na górze pogoda była średnia czyli 15 stopni z częściowym zachmurzeniem. Soulor na rowerach mieliśmy zdobyć od strony północnej jadąc szosą D126 przez Vallee de l’Ouzom. Teoretycznie zaczynając naszą górską zabawę od zjazdu ku wiosce Etchartes w pierwszej kolejności mogliśmy wybrać wspinaczkę pod Spandelles, zaś zjechawszy z niej wykończyć całość podjazdem na Soulor. Tym niemniej ze względu na niepewną aurę uznaliśmy, iż lepiej będzie nie oddalać się od samochodów nazbyt daleko. Wybierając Soulor na pierwszy rzut mieliśmy auta z powrotem do swej dyspozycji na półmetku etapu. To zaś w razie ewentualnego deszczu dałoby nam możliwość założenia suchych strojów przed drugim podjazdem. Dlatego też cały 12-dniowy serial podjazdowy dość nietypowo zaczęliśmy od zjazdu. Ten prawdziwy skończył się po około 12 kilometrach w miejscowości Ferrieres. My jednak postanowiliśmy dotrzeć nieco niżej, choćby po to by zobaczyć w jakim miejscu od drogi D126 umyka boczna szosa wiodąca na znacznie mniej znaną przełęcz Spandelles. Zatrzymaliśmy się zatem po przejechaniu 13,6 kilometra od przełęczy Soulor, jakieś 400 metrów za odnalezionym rozjazdem.

Punkt zerowy naszej pierwszej wspinaczki był miejscem zgoła anonimowym. Z prawej strony szosy szumiał potok Ouzum, który dał nazwę owej dolinie. Korzystając z przydrożnego murku przebraliśmy się w stroje bardziej stosowne do wysiłku podjazdowego. Warunki pogodowe nieco się poprawiły, zaś temperatura wzrosła. W dolinie było 19 stopni. Teraz naszym celem była jedna z pięciu najpopularniejszych pirenejskich przełęczy. Przez Col du Soulor peleton TdF jechał ponad 70 razy. Przełęcz ta zadebiutowała na Tourze już w 1910 roku. To znaczy na legendarnym etapie z Luchon do Bayonne, gdy „Wielka Pętla” po raz pierwszy wjechała w Wysokie Pireneje. Tym niemniej trzeba od razu powiedzieć, że Soulor znajduje się w cieniu swego większego sąsiada Col d’Aubisque. Gdy Tour de France wjeżdża na Aubisque od strony zachodniej to Soulor jest jedynie ledwie zauważalną hopką w trakcie zjazdu z tej wyższej przełęczy. Natomiast gdy Aubisque jest zdobywany od wschodu to Soulor stanowi nieklasyfikowaną stację pośrednią w drodze ku premii górskiej wytyczonej 235 metrów wyżej i blisko 10 kilometrów dalej. Tak było choćby w 2018 roku na etapie Laruns. Soulor „wybija się na niepodległość” jedynie gdy Tour omija Aubisque i najczęściej bywa tak gdy uczestnicy Touru wjeżdżają na tą przełęcz właśnie od strony północnej. W sumie tylko 20 razy wyznaczono tu premię górską, z czego 17-krotnie po II Wojnie Światowej. Pierwszym zdobywcą tej przełęczy był w 1912 roku Francuz Eugene Christophe. Ostatnim w roku 2010 nie kojarzony z górskimi harcami Niemiec Marcus Burghardt. Za rok światowa czołówka będzie miała kolejną okazję do sprawdzenia się na podjeździe po szosie D126, gdyż znajdzie się on na trasie czternastego etapu TdF 2019, który prowadził będzie z Tarbes na Col du Tourmalet.

Pierwsze dwa kilometry tego wzniesienia przejechaliśmy razem. Zaczęliśmy całkiem żwawo, lecz łatwy teren nie wprowadził wstępnej selekcji w naszej grupie. To zmieniło się, gdy na wyjeździe z niegdyś górniczej wioski Ferrieres nachylenie ostro podskoczyło, do poziomu 9-11 %. Pierwsza góra każdej wyprawy ma dla mnie zawsze szczególny smak. Po miesiącach planowania, trenowania i oczekiwań w końcu wjeżdżam do swego kolarskiego raju. Na dobrą sprawę nigdy nie mogę być pewien na co będzie mnie stać w ciężkim górskim terenie. Niemniej pchany entuzjazmem zazwyczaj jadę ją mocno. Czasem skutkuje to ponadprzeciętnym wynikiem (wysokim VAM), zaś innym razem większym niż na kolejnych górach zapiekiem w nogach i kłuciem w płucach. Tym razem również mocniej przycisnąłem i na trzecim kilometrze odjechałem Rafałowi oraz Krzyśkowi. Przez cały podjazd towarzyszył mi Darek. Scenicznie północny podjazd pod Col du Soulor napewno może się podobać. Droga jest spokojna czyli ze znikomym ruchem samochodowym. Po drodze mija się niewiele śladów ludzkiej cywilizacji. Jedyną wioską na tym szlaku jest Arbeost, którą minęliśmy pod koniec piątego kilometra wspinaczki. Powyżej tej miejscowość leśne otoczenie ustąpiło miejsca górskim łąkom i przednim widokom na okoliczne szczyty. Wierzchołki tych najwyższych wciąż jeszcze były przypruszone śniegiem. Udało mi się przejechać 12 kilometrów w niezłym rytmie, acz w końcówce miałem chwilę zwątpienia czy utrzymam tempo Darka. Najdłuższy z ujawnionych na stravie odcinków czyli 13,59 km przejechaliśmy w czasie 55:18 (14,8 km/h i VAM 1023 m/h). Rafał ten dystans pokonał w 1h 06:09. Krzysiek nie zwykł ujawniać swych dokonań na stravie. Niemniej godzi się dodać, iż jego górski debiut wypadł całkiem obiecująco, gdyż stracił do nas około 8 minut.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1616868511

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1616868511

ZDJĘCIA

20180604_002

FILMY

VID_20180604_01

VID_20180604_02

VID_20180604_03

VID_20180604_04

VID_20180604_05