banner daniela marszałka

Monte Fae

Autor: admin o piątek 12. września 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Isera

Wysokość: 921 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 710 metrów

Długość: 7,5 kilometra

Średnie nachylenie: 9,5 %

Maksymalne nachylenie: 17 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Po zjechaniu z Monte Cornetto pojechaliśmy z Peri do Mori czyli sąsiada Rovereto z zachodniego brzegu Adygi. Zakładałem, że Adrian spokojnie poradzi sobie jednego dnia z dwoma wzniesieniami klasy HC. Dlatego na piątkowe popołudnie zaproponowałem koledze wypad na Bocca del Creer z metą przy Albergo Rifugio Graziani (1617 m. n.p.m.). To długi podjazd składający się z trzech segmentów przedzielonych luźniejszymi odcinkami. Pierwsza faza tej wspinaczki to przeszło 7 kilometrów z przeciętnym nachyleniem 6,8% poniżej Brentonico. Druga na dojeździe do San Giacomo liczy 6 kilometrów i ma średnią stromiznę 8,7%. Na koniec trzeba zaś pokonać jeszcze niemal 7 kilometrów o przeciętnej 6,9%. To w sumie 22,6 kilometra z przewyższeniem 1416 metrów netto, zaś 1493 brutto. Ja do tej mety dotarłem w roku 2016, ale niejako na raty. Najpierw podjechałem bowiem z Mori do Polsy po trasie górskiej czasówki z Giro d’Italia 2013. Następnie po powrocie na drogę SP3 zacząłem drugą część wspinaczki do wspomnianego schroniska nieco powyżej wsi Brentonico. Jadąc do Rifugio Graziani mija się po drodze Passo di San Valentino (1314 m. n.p.m.). To przełęcz znana z kilku wydarzeń kolarskich. Była ona premią górską na trasach Giro z lat 1995 i 2021. Poza tym metą górskich etapów na wyścigach takich jak Giro di Padania 2011 i Tour of the Alps 2023. Niemniej przy wszystkich tych okazjach do św. Walentego podjeżdżano od południa, nieco trudniejszym szlakiem z Avio.

Cały podjazd z Mori na San Valentino wykorzystano dopiero na Giro z roku 2025, ale w roli finałowego wzniesienia. Szesnasty etap tej imprezy wygrali tu Włosi z Astany: Christian Scaroni przed Lorenzo Fortunato, zaś trzeci ze stratą 55 sekund finiszował kolejny reprezentant gospodarzy Giulio Pellizzari. Biorąc pod uwagę, iż Adek dzień wcześniej pokonał podjazd z Bolognano na Passo Santa Barbara to można powiedzieć, że dzień po dniu „opracował” kluczowe segmenty z ostatnich 50 kilometrów wspomnianego etapu. Gdybym czuł się na siłach i miał do dyspozycji tryb 32 w swojej kasecie to z Mori pojechałbym w rejon Lago di Garda, by z wioski Varignano rozpocząć podjazd do San Giovanni al Monte / Marcarie (1104 m. n.p.m.). To ciężka wspinaczka o długości 11,5 kilometra i średniej stromiźnie 8,9 z max. 15%. Już dzień wcześniej mogła być moją drugą premią górską, ale z ostrożności wybrałem sobie Passo della Bordala z Loppio. Mimo to i tak z trudem ukończyłem swój drugi podjazd pierwszego etapu. Tymczasem dzień drugi zaczęliśmy od wzniesienia znacznie trudniejszego niż wczorajsza Serrada. Owszem chciałem się przekonać na co z przełożeniem 34/28 będzie mnie stać na stromiznach rzędu kilkunastu procent. Niemniej wolałem tego nie testować na podjeździe tak ciężkim jak ten do św. Jana na Górze. Wybrałem sobie podjazd nawet bardziej stromy, ale znacznie krótszy, a przy tym położony bliżej naszej bazy. Z Mori wróciłem na chwilę Pomarolo, po czym podjechałem do Isery. W tej gminie zaczyna się wschodni podjazd na Passo di Monte Fae. Jego ogólne dane techniczne podałem na wstępie artykułu. Warto dodać, że na tym wzniesieniu stromizna stopniowo narasta i w trzeciej tercji czyli na 2,5-kilometrowym segmencie od Lenzimy ma już średnio 12,8%!

Ruszyłem pod górę z ronda przy drodze SP90. Najpierw miałem stosunkowo luźny przejazd uliczkami Isery. Odcinek o długości 750 metrów, na którym stromizna sięgała co najwyżej 7%. Pod koniec pierwszego kilometra wpadłem na szosę SP45 i zrazu ruszyłem na wschód ku Reviano (km 1,6). Od drugiego kilometra nachylenie było już poważne. W połowie trzeciego kilometra przejechałem przez Folaso, zaś kilkaset metrów dalej minąłem boczną dróżkę do Patone. W tej okolicy zaczął się długi trawers na południe biegnący pośród winnic. Pochodzi stąd wino Marzemino wspominane już przez Mozarta w operze „Don Giovanni”. W połowie piątego kilometra skręciłem w prawo i niebawem na wysokości kościółka San Rocco wjechałem do Lenzimy. Pierwsze 4 kilometry na drodze SP45 były ciężkie, bo ze średnią 8,8 i max. 11,3%, lecz najgorsze miało dopiero nadejść. Już sam przejazd przez wioskę i odcinek tuż za nią był bardzo stromy. Cały kilometr ze średnią 12 i max. 15,2%. Po czym na wysokości gospodarstwa Maso Pilon podjazd jeszcze bardziej „dokręcił śrubę”. Wąziutka szosa wpadła do lasu, zaś przydrożny znak postraszył stromizną 18%. Niebezpodstawnie, bowiem według zapisu z Garmina na finałowym odcinku 1,6 kilometra miałem tu średnią stromiznę 13,5 przy maximum 17%. Wspinaczkę skończyłem po przeszło 46 minutach na wysokości bocznej dróżki biegnącej ku okopom z czasów I Wojny Światowej. Gdybym drogą SP45 pojechał dalej na zachód to przez Nomesino i Manzano dotarłbym do Valle San Felice. Zatem ten stromy podjazd można łatwo połączyć z większą częścią południowego podjazdu na Bordalę czy Santa Barbarę.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15785746461

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15785746461

RIFUGIO GRAZIANI by ADRIAN ZDROJEWSKI

https://www.strava.com/activities/15786737385

ZDJĘCIA

Fae_036

FILM