banner daniela marszałka

Passo Rolle

Autor: admin o wtorek 19. Marzec 2019

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1973 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1257 metrów

Długość: 21,9 kilometra

Średnie nachylenie: 5,7 %

Maksymalne nachylenie: 10,7 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Czwartek 9 sierpnia został przeznaczony na spotkanie z prawdziwą klasyką Dolomitów. Czekała nas w tym dniu kolejna wycieczka do Trentino. Tym razem do miejscowości Fiera di Primiero, z której mieliśmy zacząć południowy podjazd na Passo Rolle. Przełęcz leżącą wedle rozbieżnych danych na wysokości 1984 lub 1973 metrów n.p.m. W cieniu wysokiej na ponad 3000 metrów górskiej grupy Pale di San Martino. Jedną z naszych nagród za dotarcie w to miejsce miał być widok na jej szczyty. To znaczy na najwyższy Cima della Vezzana (3192 m. n.p.m.) i przede wszystkim na strzelisty Cimon della Pala (3186 m. n.p.m.), nazywany Matterhornem Dolomitów. Pierwsza droga przez tą górską przeprawę została wybudowana jeszcze za rządów austriackich, bo już w latach 1863-1874. Biegnie ona dolinami Cismon i Travignolo łącząc w ten sposób Valle di Primiero na południowym-wschodzie ze słynną Val di Fiemme na północnym-zachodzie. Dziś znana jest pod nazwą SS50. Nieco łatwiejszy zachodni podjazd zaczyna się w Predazzo czyli miasteczku znanym ze skoczni, na których złote medale Mistrzostw Świata zdobywali Adam Małysz (2003) i Kamil Stoch (2013). Obie wspinaczki liczą sobie nieco ponad 20 kilometrów, więc kto chciałby przyjrzeć się jednego dnia obu stronom tego kolarskiego wzniesienia musi pokonać dystans co najmniej 86 kilometrów z przewyższeniem około 2220 metrów. Droga ta przebiega przez utworzony w roku 1967 Park Naturalny Paneveggio-Pale di San Martino o powierzchni blisko 20 tysięcy hektarów. Natomiast stoki narciarskie wokół tej przełęczy są jednym z dwunastu obszarów wchodzących w skład wielkiego terenu narciarskiego o nazwie Dolomiti Superski. W historii włoskiego kolarstwa ta przełęcz ma szczególne znaczenie. W Dolomitach nie brak podjazdów trudniejszych, wyższych czy po prostu sławniejszych niż Rolle, by wymienić tylko: Pordoi, Sella, Fedaia-Marmolada, Giau czy Tre Cime di Lavaredo. Niemniej to właśnie nasza czwartkowa góra była pierwszym wzniesieniem na obszarze Monte Palidi (Bladych Gór), z którym przyszło się zmierzyć uczestnikom Giro d’Italia.

A zatem używając terminologii rodem z kalendarza kolarskich klasyków można powiedzieć, iż tego dnia mieliśmy zaplanowany wykład u dolomickiej „Dziekanki”. Passo Rolle zadebiutowała na Giro już w roku 1937. Pojawiła się na trasie szesnastego etapu wiodącego z Vittorio Veneto do Merano. Tego samego dnia kolarze zapoznali się też ze wschodnim podjazdem na Passo di Costalunga. Pierwszy na obu przełęczach jak i mecie był słynny Gino Bartali, który do tyrolskiego Meran dotarł z przewagą 5:38 nad trójką najbliższych rywali. Trzy dni później po raz drugi triumfował zaś w „La Corsa Rosa”. Ten znakomity kolarz i znany z pobożności człowiek upodobał sobie południowy podjazd na przełęcz Rolle, bowiem wygrał tu jeszcze premie górskie w latach 1939, 1946 i 1949. Nie dziwi więc, że to właśnie on został tu upamiętniony. Na parkingu zamontowano tablicę z jego wizerunkiem i mottem: „Pięknie jest wspinać się po górach, bo jesteś w nich bliżej Boga”. Jak dotąd wyścig Dookoła Włoch pojawił się na Passo Rolle 23 razy. Pierwsze trzy wizyty miały miejsce jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej. Potem Giro odwiedzało tą górską przeprawę w każdej kolejnej dekadzie poza obecną, ale i to niedopatrzenie zostanie wkrótce naprawione. Rolle znajdzie się bowiem na dwudziestym etapie 102. edycji zaprojektowanym na szlaku z Feltre do Monte Avena. Tego dnia zawodowcy ścigać się będą na trasie, z którą co roku zmagają się amatorzy uczestniczący w Gran Fondo Sportful (dawniej GF Campagnolo), albowiem pokonają też przełęcze: Cima Campo, Passo Manghen i Croce d’Aune. Najczęściej, bo aż sześciokrotnie Giro bywało na Rolle w latach pięćdziesiątych. Natomiast w XXI wieku wyścig ten odwiedził ową przełęcz trzykrotnie tj. w sezonach 2001, 2003 i 2009. Jak dotąd peleton Giro d’Italia 16 razy wspinał się na nią od strony południowej, zaś wariant zachodni został wykorzystany siedmiokrotnie.

Raz, nieco z przypadku, na Passo Rolle zorganizowano finisz. W roku 1962 etap czternasty miał prowadzić z Belluno do miasteczka Moena, na granicy Val di Fiemme i Val di Fassa. Niemniej załamanie pogody wymusiło skrócenie tego odcinka z zaplanowanych 198 do 160 kilometrów. Wyścig przejechał „tylko” przez przełęcze: Duran, Staulanza i Cereda, zaś finisz wyznaczono już na czwartej czyli właśnie Rolle. Organizatorzy oszczędzili kolarzom wspinaczek i zjazdów na Valles i San Pellegrino. Wygrał mało znany uciekinier Vincenzo Meco, z przewagą 3:27 nad grupką sześciu asów, którą przyprowadził wyśmienity czasowiec Ercole Baldini. Niemniej rok później skopiowano ten odcinek na dziewiętnastym etapie i tym razem obyło się bez przeszkód. Na każdej z sześciu premii górskich jak i mecie pierwszy był Vito Taccone. Poza Bartalim jeszcze czterem zawodnikom udało się więcej niż raz wygrać na Passo Rolle. Gastone Nencini uczynił to w latach 1955 i 1957. Luksemburczyk Charly Gaul w 1956 i 1959, zaś wspomniany Taccone w 1963 i 1964. U progu obecnego stulecia (2001 i 2003) w ich ślady poszedł Kolumbijczyk Freddy Gonzalez. Z kolei jego rodak Carlos Ochoa pozostaje ostatnim zdobywcą tej przełęczy. Poza tym warto dodać, iż uczestnicy Giro d’Italia trzykrotnie finiszowali w San Martino di Castrozza czyli za półmetkiem południowego podjazdu. Najpierw w roku 1954 na etapie dziewiętnastym w tej górskiej miejscowości wygrał Holender Wout Wagtmans, który o 5 sekund wyprzedził Włocha Primo Volpiego. Potem w sezonie 1982 roku na odcinku szesnastym zwyciężył tu Hiszpan Vicente Belda, który o 3 sekundy wyprzedził Włocha Mario Beccię i o 5 sekund swego rodaka Faustino Rupereza. Natomiast w 2009 roku już czwartego dnia imprezy finisz z 16-osobowej grupy wygrał w tym miasteczku, zdyskwalifikowany później, Włoch Danilo Di Luca. „Killer” z Abruzji wyprzedził tu swych rodaków Stefano Garzellego i Franco Pellizottiego. Meta tej edycji Giro z uwagi na jubileusz stulecia wyścigu została wyznaczona w Rzymie. Dlatego wszystkie alpejskie odcinki rozegrano do półmetka zmagań, zaś decydujące górskie odcinki wypadły w Apeninach.

Jeśli o mnie chodzi to byłem już wcześniej na Passo Rolle dwa razy. Niemniej dawno temu i jak dotąd nie miałem okazji by zmierzyć się z południowym podjazdem na tą przełęcz. Pierwszy raz dotarłem na nią już w lipcu 2004 roku, gdy wraz z Jarkiem Chojnackim wjechałem na Rolle od strony Predazzo. Następnie jednak zawróciliśmy i po kilku kilometrach zjazdu wskoczyliśmy na drogę SP81 by wspinaczkami pod Passo di Valles i Passo San Pellegrino zamknąć naszą rundę wokół Canazei. Z kolei w czerwcu 2008 roku zachodnia Rolle pojawiła się na mojej drodze, gdy wespół z Piotrem Mrówczyńskim wziąłem udział w 215-kilometrowym Gran Fondo Campagnolo ze startem i metą w Feltre. Góra ta, a w zasadzie jej trzecia tercja o długości 6,5 kilometra, była piątym z sześciu podjazdów w programie tego wyścigu. Pokonanie maratońskiej i przy tym arcytrudnej trasy (5200 metrów przewyższenia) zajęło mi blisko 9 godzin. Tym razem zjechałem już rzecz jasna na południową stronę przełęczy. Niemniej zjazd to inna perspektywa. Poza tym w okolicy przełęczy Valles i Rolle dopadła nas wtedy ulewa, zaś momentami padał nawet śnieg z deszczem. Dlatego podczas blisko 40-kilometrowego zjazdu do Ponte Oltra jedynym celem było przetrwanie. Dopiero po kolejnych 10 latach dałem sobie szansę na poznanie drugiego oblicza tej góry z kolarskimi tradycjami. Trzeba przy tym powiedzieć, iż podjazd od Fiera di Primiero jest nieco trudniejszego od tego, który zaczyna się we Val di Fiemme. Niemniej nawet z tej strony nie stanowi on wyzwania ponad siły średnio wytrenowanego amatora. Portal cyclingcols wycenił to wzniesienie na 715 punktów, zaś szlak zachodni tylko na 556. Podobne proporcje wynikowe spotkać można na „archivio salite” tzn. 785 do 613. Dla porównania ledwie 15-kilometrowy Col du Turini, który mieliśmy okazję zobaczyć w minioną sobotę na trasie Paris-Nice autor cyclingcols wycenił na 820 punktów. Jednym słowem Passo Rolle w każdej ze swych dwóch postaci to podjazd „tylko” pierwszej kategorii.

Nieco uproszczając opis zawarty w książce „Passi e Valli in Bicicletta 21 – Trentino 1” południowy podjazd pod Rolle można opisać następująco. Start w centrum Fiera di Primiero na Ponte Mirabello ponad potokiem Cismon. Najpierw łatwe 1,5 kilometra o średniej 2,9% z przejazdem przez Siror prowadzące do kolejnego mostu nad ową rzeczką. Potem dojazd do San Martino di Castrozza o długości 11,5 kilometra przy średnim nachyleniu 6%. W centrum tej miejscowości wracamy na lewy brzeg wspomnianego potoku. Droga staje się bardziej kręta, widoki są coraz ładniejsze, ale stromizna specjalnie się nie zmienia. Prawdziwa wspinaczka kończy się przy Malga Fosse na wysokości 1930 metrów n.p.m. Od miasteczka św. Marcina do tego miejsca przejeżdża się 7,5 kilometra z przeciętną 6,4%. Na sam koniec pozostaje odcinek falsopiano czyli 2,1 kilometra o średniej 2%. Jak komuś mało przewyższenia to na czterysta metrów przed przełęczą może jeszcze odbić w prawo i pojechać wyżej szutrową drogą Val Venegia do mety przy Baita Segantini (2182 m. n.p.m.). To dodatkowe 2,9 kilometra przy średniej 7,8%. Do Fiera di Primiero wybraliśmy się osobno. Koledzy z Mazowsza plus Adam wyruszyli z bazy przed godziną ósmą. My zaś nie spieszyliśmy się i wyjechaliśmy z domu dopiero około jedenastej. „Drużyna-A” rozpoczęła zatem swój występ tuż przed dziewiątą, przy czym nie wszyscy pojechali na przełęcz Rolle. Adam poznał ją już wcześniej, więc na ten dzień opracował sobie inną trasę. Jeszcze na ulicach Fiery odbił w prawo ku Tonadico skąd zaczął 8-kilometrowy podjazd na Passo di Cereda (1369 m. n.p.m.). Następnie pokonał znacznie łatwiejszy pod Forcella Aurine (1297 m. n.p.m.), po czym szlakiem przez Tiser i Sospirolo dotarł do Pedaveny. Stąd od południa wjechał na Croce d’Aune, a nawet nieco wyżej bo na wysokość 1124 metrów. Na koniec zjechał do Ponte Serra, skąd odebrali go trzej zdobywcy Passo Rolle. Przy tym dodam, iż Arturro & Romano niczym pilni studenci „poszli na oba wykłady”, bowiem z przełęczy zjechali do Predazzo, by wjechać na nią także od strony zachodniej.

My po przyjeździe do Fiery zatrzymaliśmy się w górnej części miasteczka. Na zapleczu stacji benzynowej firmy ENI spod znaku sześcionogiego psa. Tym samym na start naszej wspinaczki musieliśmy się cofnąć jakieś 600 metrów. Ruszyliśmy z Darkiem o godzinie 12:10, zaś Tomek jakieś trzy minuty wcześniej. Było gorąco, temperatura 36 stopni. Niemniej w oddali na północy widać już było burzowe chmury zwiastujące rychłe załamanie pogody. Wiedziałem, że ten równy i stosunkowo łagodny podjazd powinien mi pasować dlatego postanowiłem pojechać go mocniej od samego początku. Tomka złapałem w połowie czwartego kilometra, zaś nieco wcześniej zgubiłem Darka. Z kolei z przeciwnej strony minął nas zjeżdżający już Pedro, który to wieszczył nadciągającą nawałnicę. Byłem na to mentalnie przygotowany, więc niespecjalnie się zdziwiłem gdy na siódmym kilometrze naszła mnie ulewa. Przez kilka następnych kilometrów trzeba było jechać w strugach deszczu. Temperatura momentalnie spadła. Według zapisu z licznika jeszcze na piątym kilometrze wynosiła 33 stopni, by na początku kilometra jedenastego spaść do poziomu ledwie 19 stopni. Niebawem, pod koniec dwunastego kilometra minąłem dolną stację kolei gondolowej kursującej na Alpe Tognola. Zanim dojechałem do San Martino di Castrozza było już po burzy. Według stravy segment o długości 11,32 kilometra powyżej Siror przejechałem w 42:27 (avs. 16 km/h z VAM 998 m/h). Darek na tym odcinku spędził 47:48. Artur, Pedro i Romek 48:44, zaś Tomek 54:02. Podczas wizyty u św. Marcina na początku czternastego kilometra trzeba było na moment zjechać z drogi SS50 i pojechać prosto. Przez chwilę zrobiło się bardziej stromo, ale z drugiej strony tak jak czy Darek zaoszczędziliśmy około 250 metrów. Tomek już wcześniej zjechał w uliczkę Via Dolomiti, więc zanim poznał ów skrót załatwił sobie inny objazd.

Zanim wyjechałem z San Martino dostrzegłem ruszającego przede mną innego amatora. Gość ruszył dość mocno, ale pomyślałem sobie, że z czasem go dogonię. Nic z tych rzeczy mój cel długo pozostawał w zasięgu wzroku, lecz powolutku mi odjeżdżał i na pozostałych do szczytu ośmiu kilometrach dołożył pewnie minutę. Zagadką dla mnie pozostanie czy był ode mnie nieco mocniejszy czy też przede wszystkim świeższy, albowiem dajmy na to zaczynał swą wspinaczkę dopiero od tego miasteczka. Tak czy owak zdopingował mnie do szybszej jazdy również na górnym segmencie. Droga nadal była szeroka i dobra jakościowo, lecz nabrała bardziej górskiego charakteru. Pojawiły się serpentyny. Trzy już na wylocie z San Martino di Castrozza. Potem dziesięć zakrętów między początkiem szesnastego i dziewiętnastego kilometra. W końcu zaś te najbardziej efektowne z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego. Na początku tego zakręconego sektora spotkałem Romka i Artura wracających z Predazzo. W końcówce było na tyle łatwo, że mogłem finiszować ze średnią 24,5 km/h. Na przełęcz po przebyciu 21,9 kilometra wjechałem w czasie 1h 20:50 (avs. 16,3 km/h). Strava mierzy tu czasy na segmencie o długości 20,16 kilometra. Ten dystans pokonałem w 1h 16:00 (avs. 15,9 km/h z VAM 957 m/h). Dario wykręcił na nim czas 1h 23:38. Tomka wyniku brak. Ciekawostką jest, iż na górnym odcinku kilkanaście sekund do Darka odrobił Roman, więc gdyby jechali razem znów mogłoby być ciekawie. Na górze dojechałem do okolic hotelu Venezia. Potem zjechałem na parking, gdzie dostrzegłem tablicę z Bartalim. Gdy już byliśmy w komplecie zaszliśmy do baru Cimon. Było dość ciepło tj. 24 stopni, więc dopóki nie wiało na tamtejszym tarasie można się było cieszyć górskim słońcem przy kawie i gorącej czekoladzie. Dopiero po około godzinnym pobycie na przełęczy ruszyliśmy w drogę powrotną do Fiera di Primiero. Przy samochodzie spotkaliśmy się tuż przed wpół do czwartą. Teraz czekał nas krótki transfer do Lausen, wioski w sąsiedniej dolinie Vanoi.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1761384620

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1761384620

ZDJĘCIA

20180809_040

FILMY

VID_20180809_134030

VID_20180809_134740

VID_20180809_143730

VID_20180809_144421