banner daniela marszałka

Sella Ciampigotto

Autor: admin o wtorek 9. Kwiecień 2019

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1790 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1050 metrów

Długość: 16,3 kilometra

Średnie nachylenie: 6,4 %

Maksymalne nachylenie: 12,7 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Po przenosinach do Vittorio Veneto zostały nam do rozegrania jeszcze cztery górskie etapy. Dwa z dala od nowego domostwa wymagały przeszło godzinnych transferów na północne krańce prowincji Belluno. Pozostałe dwa mogliśmy rozegrać w pobliżu naszej drugiej bazy, niemal bez użycia samochodu. Ponieważ pogoda nadal dopisywała zdecydowaliśmy, iż w pierwszej kolejności zrobimy sobie dwie dłuższe wycieczki ku dolinie Cadore. Po pierwsze tam czekały nas wyższe podjazdy, więc póki było ciepło i słonecznie warto było zwiedzić te górskie rejony. Po drugie w ostatnich dniach przed długim powrotem do kraju lepiej było odpocząć od widoku auta i spędzać czas niemal wyłącznie na rowerze. Na dziewiątym i dziesiątym etapie mieliśmy zatem do przejechania cztery premie górskie na północnych kresach Veneto. Przede wszystkim legendarną Tre Cime di Lavaredo. Stromy podjazd rozsławiony kilkoma występami na trasach Giro d’Italia, a przy tym najwyższy w całym weneckim regionie. Poza tym pewniakami do zobaczenia były dwa wymagające podjazdy w okolicy Lozzo di Cadore tzn. Sella di Ciampigotto oraz Pian de Buoi-Rifugio Marmarole. Ponieważ te dwa zaczynają się w odległości jakiś dwóch kilometrów od siebie nie ulegało wątpliwości, iż przejedziemy je jednego dnia. Do końca wahałem się natomiast jakie wzniesienie dodać do pary ze słynnym Drei Zinnen. W grę wchodziły dwie kandydatury czyli: wykorzystana na Giro 2018 wspinaczka pod Passo di Sant’Antonio oraz nieco trudniejszy, acz położony na uboczu podjazd pod Passo di Cibiana. Ta kwestia miała zostać rozwiązana już na miejscu czyli w trakcie dziesiątego etapu naszej wyprawy. Najpierw czekał nas jednak etap dziewiąty z podjazdami na Sella di Ciampigotto (1790 m. n.p.m.) oraz Rifugio Marmarole al Pian de Buoi (1786 m. n.p.m.). Dwa wymagające wzniesienia z podobną wysokością i przewyższeniem. Niemniej dość różne w swym charakterze. To pierwsze liczy sobie 17 kilometrów i prowadzi na przełęcz. Natomiast drugie ma tylko 13,6 kilometra i kończy się w górskiej głuszy.

Nasi czterej znajomi z Via Pagliarin pojechali tego dnia do Agordo by przejechać tam około 80-kilometrową rundę z podjazdami pod Passo Duran i Forcella Staulanza. Piękna okolica i dość trudne podjazdy, szczególnie ten pierwszy. Ja oba poznałem dwukrotnie. Najpierw w 2007 roku na trasie GF Dolomiti Stars, po czym zmierzyłem się z nimi raz jeszcze na szlaku GF Campagnolo. Niestety na zjeździe z Duran upadł i mocno się poobijał Romek. Jak się później okazało na tym zakończył swój udział w Giro del Veneto. Tymczasem my też ruszyliśmy na północ, lecz wybierając jedną dolinę bardziej na wschód. Mieliśmy do przejechania 68 kilometrów. W korzystnych okolicznościach jest to dystans do przejechania samochodem w około godzinę. Niemniej sierpniowa niedziela we Włoszech gwarantuje zwiększony ruch turystyczny i znacznie wolniejszą jazdę. Nasz dojazd wiódł drogami SS51, SS51bis i SS52, w dużej mierze wzdłuż Piawy, która w swą 220-kilometrową podróż ku Adriatykowi zaczyna w Alpach Karnickich. Jak już napisałem w niedzielę i poniedziałek mieliśmy bawić w krainie Cadore. Ta górska wspólnota obejmuje obszar 21 gmin. Od Ospitale di Cadore na południu po Comelico Superiore na północy i zarazem od Selva di Cadore na zachodzie (po znaną z Giro) Sappadę mna wschodzie. Ta niegdyś biedna górska okolica dzięki turystyce i rzemiosłu przeżywa gospodarczy boom. W dziedzinie wytwórczości ów rejon specjalizuje się w optyce. Stało się to dla nas – nomen omen – oczywiste gdy tylko dojechaliśmy do Domegge di Cadore. Przez kilka najbliższych kilometrów naszej drogi bodaj co drugi sklep czy zakład pracy sprzedawał lub produkował okulary. Żartowaliśmy sobie, że robią tu chyba „binokle” dla całej Italii lub przynajmniej regionu Veneto. Nieco wcześniej minęliśmy też miejscowość Pieve di Cadore, w której urodził się Tiziano Vicelli czyli słynny Tycjan (1490-1576), jeden z najwybitniejszych malarzy włoskiego renesansu.

Z bazy wyjechaliśmy dość późno, więc dopiero wczesnym popołudniem dotarliśmy do Treponti, gdzie zaczyna się podjazd na Sella Ciampigotto. Zaparkowaliśmy pod nieczynnym w tym dniu warsztatem. Przy wyborze miejsca startu kierowąłem się profilem wzniesienia ściągniętym z „archivo salite” oraz opisem z książkowej serii wydawniczej „Passi e Valli in Bicicletta”. Tym razem musiałem zajrzeć do przewodnika nr 3 w swej kolekcji czyli dotyczącego podjazdów spod hasła „Dolomiti Bellunesi”. W tym miejscu dodam, iż jak podaje portal „cyclingcols” wspinaczkę tą można też zacząć też z nieco niższego pułapu w pobliskim miasteczku Pelos di Cadore. Wybór ten nie ma większego znaczenia, bowiem oba początki łączą się z sobą we wiosce Laggio di Cadore, już na wysokości 930 metrów n.p.m. Potem na pozostałym do przełęczy odcinku aż 13,8 kilometra jechać już można tylko drogą SP619. Jakkolwiek na Sella Ciampigotto nigdy wcześniej nie dotarłem to sześć lat wcześniej byłem w tej okolicy. Dokładnie zaś 18 lipca 2012 roku wraz z Adamem Kowalskim i Piotrem Walentynowiczem parę godzin po uporaniu się z zachodnim Monte Zoncolan wyruszyliśmy z naszego domku w Ovaro by pokonać długi, lecz dość łagodny podjazd z Patusery na Sella di Razzo (1739 m. n.p.m.). To całkiem przyjemne wzniesienie o długości 26,7 kilometra i średnim nachyleniu tylko 4,5% było niezłą „odtrutką” dla duszy i ciała po „jadowitym” Zonco. Dzień później ten sam szlak przez Val Pesarina przemierzył też Dario. Przełęcze Ciampigotto i Razzo to w zasadzie dwie strony tego samego medalu. Na górze dzieli je tylko 2,7 kilometra terenu, delikatnie wznoszącego się w stronę zachodnią. Sella Ciampigotto tylko raz „widziała” kolorowy peleton Giro d’Italia. Miało to miejsce w 2013 roku na etapie jedenastym z Tarvisio do Vajont wygranym przez Litwina Ramunasa Navardauskasa. Niemniej wspinano się wtedy od łagodniejszej strony wschodniej, wobec czego premię górską wyznaczono na Sella di Razzo. Jako pierwszy zameldował się na niej Wenezuelczyk Jackson Rodriguez.

Można więc powiedzieć, że oba nasze niedzielne podjazdy nie zostały jeszcze przetestowane przez wyścig Dookoła Włoch. A szkoda, bo przynajmniej Sella Ciampigotto mogła by być niezłą przystawką przed Monte Zoncolan. Dla przykładu etap z Belluno na Zoncolan można by poprowadzić przez przełęcze: Duran, Cibiana i Ciampigotto co dałoby około 3800 metrów przewyższenia na dystansie tylko 154 kilometrów. Zdecydowałem się na start w Treponti, więc nasza wspinaczka zaczynała się dokładnie w miejscu, gdzie biegnąca prosto na północ droga SS52 (Strada Statale Carnica) rozdwaja się dając początek wspomnianej już szosie SP619. Ta zmierza zaś na wschód ku przełęczy Forcella Lavardet (1542 m. n.p.m.), po drodze mijając Sellę Ciampigotto. Dość długa bo 17-kilometrowa wspinaczka na tą przełęcz nie należy do przesadnie trudnych. Niemniej na pewno nie można jej lekceważyć. Jest na niej kilka trudniejszych odcinków i co ważne najtrudniejszy z nich to ostatnia kwarta tego wzniesienia. Pierwszy trudniejszy kawałek zaczyna się już po 600 metrach i ma długość 1,5 kilometra przy średniej 8,3%. W tym czasie mija się wioskę Pinie (1,2 km). Potem trafia się ostry kilometr z przeciętną 9,3% pomiędzy km 5,9 a 6,9 od startu. Druga część tego wzniesienia jest wyraźnie trudniejsza. Najpierw między km 9,2 a 11,4 trzeba pokonać odcinek o średnim nachyleniu 7,3%. Niemniej najtrudniejsze zmagania zarezerwowane są na sam koniec. Na finałowym sektorze o długości 4,7 kilometra droga wije się po serpentynach. Pośród jedenastu wiraży trzeba tam pokonać w pionie 375 metrów, co daje średnią stromiznę rzędu 8%. Warto też mieć na uwadze, iż znakomita większość tego podjazdu biegnie przez niezamieszkane obszary leśne. Najwyżej położona miejscowość na tym górskim szlaku to wspomniane już Laggio (3,2 km), zaś ostatnim miejscem mogącym posłużyć za strefę bufetu jest Chalet al Fogher (5,2 km). Wyżej w razie ewentualnego kryzysu liczyć można już tylko na dwie przydrożne fontanienki. W ostateczności trzeba sobie poszukać wody w płynącym równolegle do drogi potoku Piova.

Wystartowaliśmy bardzo późno czyli niespełna kwadrans przed trzynastą. Bardzo szybko okazało się, że będę miał powtórkę z wczorajszej rozrywki czyli dość długi „solo ride” niczym na sobotniej Monte Cesen. Moi kompani znów nie mieli melodii do szybszej jazdy. Tym samym już na wysokości kościółka w Pinie miałem nad nimi przeszło minutę przewagi, zaś podczas przejazdu przez Laggio di Cadore dzieliły nas już trzy minuty. Można powiedzieć, że wyżej nic się nie zmieniło, bowiem zyskiwałem nad nimi z grubsza minutę na każdym kilometrze. Na stravie zaznaczono dwa około 6-kilometrowe segmenty. Pierwszy z nich (km 3,5-9,5) pokonałem w 21:39 przy średniej 16,8 km.h z VAM 843 m/h. Tomek uzyskał tu 26:13 i był 8 sekund szybszy od Darka. Z kolei na przejechanie drugiego (km 9,6-16,1) potrzebowałem 31:04 – średnia 12,7 km/h i VAM 988 m/h. Tym razem w „grupetto” szybszy był Dario z czasem 38:40, zaś Tommy zanotował na nim równe 39 minut. Podjazd okazał się łatwiejszy od wczorajszego pod Malga Mariech. Przede wszystkim luźniejsza była dolna „połówka” czyli 9,2 km o średniej 5,2%. Mocniej trzeba było popracować w drugiej części wzniesienia, szczególnie na krętym odcinku zaczynającym się 1415 metrów n.p.m. Na starcie mieliśmy temperaturę 31 stopni, zaś na mecie już tylko 20. Zresztą na trasie można było się chować przed słońcem w cieniu rzucanym przez drzewa, jeśli wierzyć książce: ten las zdominowany jest przez jodły i modrzewie. Wspinaczka okazała się nieco krótsza niż jej oficjalne dane. Według mego licznika szosa przestała się wznosić po pokonaniu 16,1 kilometra od rozjazdu w Treponti. Według stravy najdłuższy segment o długości 16,41 kilometra przejechałem w 1h 07:33 (avs. 14,6 km/h z VAM 913 m/h). Darek z Tomkiem wspinali się w trybie ekonomicznym przez 1h 23:41. Na samej przełęczy poza tablicą nie było nic ciekawego, więc pojechałem dalej na wschód z myślą by zatrzymać się dopiero przy jednym ze schronisk na płaskowyżu. Przejechałem tak jeszcze 600 metrów mijając po drodze Ristorante Bar Baita Ciampigotto.

Zatrzymałem się dopiero przy Rifugio „Tenente Giuseppe Fabbro”. Tu postanowiłem zaczekać na swych dwóch towarzyszy. Wokół schronisku było dość gwarno i tłoczno, ale udało mi się zająć dla nas jeden ze stolików przed budynkiem. Niebo było tu dość mocno zachmurzone, ale chyba mieliśmy przeczucie, że obędzie się bez deszczu. Po przyjeździe kolegów spędziłem w tym miejscu jeszcze przeszło pół godziny. Dopiero około 14:50 rozpoczęliśmy zrazu spokojny odwrót do Treponti. Przed samym zjazdem umówiliśmy się jeszcze na postój przy tablicy z napisem „sella Ciampigotto”. Tam spotkaliśmy cykloturystę w dobrze nam znanej żółto-fioletowej koszulce rodem z rajdu Ardechoise. Wespół z Darkiem i sześcioma innymi kolegami w czerwcu 2006 roku brałem udział w tej imprezie. Do dziś w mojej szafie z ciuchami kolarskimi zalega ów pamiątkowy trykot. Napotkany jegomość okazał się Francuzem, który wraz z dwoma swymi nieco starszymi kolegami (w tym momencie jeszcze podjeżdżającymi) wybrał się przeszło tydzień wcześniej na wyprawę z Thonon-les-Bains do Triestu. Jak wynikało z okazanego „programu wyprawy” mieli oni w sumie do pokonania 1180 kilometrów z łącznym przewyższeniem blisko 21 tysięcy metrów. Podjazdy w „menu” mieli najróżniejszej wielkości. Od pagórków po wielkie wzniesienia takie jak: Simplon, San Bernardino, Maloja, Stelvio, Palade, Sella, Giau czy Tre Cime di Lavaredo. Nasza Sella Ciampigotto była przedostatnią większą przeszkodą na ich szlaku. Do portu nad Adriatykiem będącego stolicą Wenecji Julijskiej brakowało im jeszcze 203 kilometrów. Tak mi jak i Darkowi przypomniały się czasy, gdy wraz z Piotrem Mrówczyńskim, Adamem i Romkiem na przełomie czerwca i lipca 2013 roku porwaliśmy się na coś jeszcze dzikszego. Przez równo dwa tygodnie przemierzaliśmy górskie szosy Francji, Włoch oraz Szwajcarii w ramach dubeltowej Route des Grandes Alpes. Podczas owej eskapady na trasie Thonon-Menton-Thonon mój licznik doliczył się wtedy 1772 kilometrów dystansu i przeszło 44 tysięcy metrów amplitudy.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1768151681

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1768151681

ZDJĘCIA

20180812_002

FILMY

VID_20180812_144521

VID_20180812_144640

VID_20180812_150559