banner daniela marszałka

Risoul

Autor: admin o piątek 14. Czerwiec 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Guillestre (D 86 & D 186)

Wysokość: 1902 metry n.p.m.

Przewyższenie: 983 metry

Długość: 13,8 kilometra

Średnie nachylenie: 6,7 %

Maksymalne nachylenie: 9,4 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Po swym zjeździe z Vallon du Cristillan nie zastałem Tomka przy samochodzie. On ze swojej Col de Vars wrócił znacznie wcześniej, więc dla „zabicia czasu” zaczął kręcić po okolicy. W tym momencie „stacjonował” już na starówce w Guillestre. Zdzwoniliśmy się i uzgodniliśmy, że do niego dojadę. Z Darkiem wyminąłem się po czterech kilometrach zjazdu doliną Cristillan, więc stało się jasne, że przyjdzie nam na niego dłużej poczekać. Zamiast kwitnąć przy aucie lepiej było spędzić ten czas w miasteczku. To jednak wiązało się z koniecznością pokonania kilkudziesięciu metrów w pionie. Nagrodą za tą odrobinę wysiłku była kawa z ciastkiem zamówiona w barze „Le Dahu”. Po naszym „podwieczorku” wróciliśmy w rejon kempingu La Ribiere. Tam czekając na swego kolegę obserwowaliśmy jak miejscowi amatorzy spokojnej rozrywki schodzą się do klubu na popołudniową partyjkę „petanki”. Cóż to takiego, zapyta czytelnik znad Wisły. Otóż „La Petanque” to nic innego jak „gra w boule”, by nie powiedzieć „w kulki”. Sport ten jest bardzo popularny we Francji, szczególnie zaś w jej południowej części. Ponoć francuski związek tego sportu liczy aż 600 tysięcy licencjonowanych zawodników! Gdy Dario do nas dołączył to już bez zbędnej zwłoki ruszyliśmy w kierunku Risoul 1850. Z uwagi na zwycięstwo Rafała Majki przed pięcioma laty ta premia górska pierwszej kategorii była naszą „lekturą obowiązkową”. Stacja narciarska powyżej wsi Risoul zaczęła powstawać na początku lat siedemdziesiątych, acz nie bez przeszkód. Pierwszy operator miejscowych wyciągów zbankrutował już w roku 1974. Problemem był tu zawsze dojazd i klimat. W pobliże Guillestre nie dociera żadna autostrada czy linia szybkiej kolei. Z najbliższych francuskich lotnisk tj. Grenoble, Chambery i Marsylii samochodem jedzie się do niej ze trzy godziny. O dziwo szybciej można tu dotrzeć z portu lotniczego pod Turynem, górską drogą przez przełęcz Montgenevre.

Poza tym klimat też bywa kłopotliwy. Risoul to już jednak południowe Alpy i temperatura bywa tu wyższa niż choćby w Sabaudii. Trzysta słonecznych dni w roku sprzyja opalaniu się, ale niekoniecznie narciarstwu. Ponoć 30% tutejszych stoków jest sztucznie naśnieżanych. Ośrodek ten obecnie zarządzany jest przez firmę Labellemontagne i całkiem nieźle sobie radzi. Miejscowa baza hotelowa obejmuje 18.600 łóżek. Risoul wespół z sąsiednią stacją Vars tworzy teren narciarski La Foret Blanche czyli „Biały Las”. Trzynasty pod względem wielkości w całej Francji. Na amatorów „białego szaleństwa” czeka tu 119 tras o łącznej długości 185 kilometrów. Domena ta obsługiwana jest przez 42 urządzenia transportowe. To znaczy przez koleje: kabinową i gondolową, 18 wyciągów krzesełkowych i 22 orczyki zdolne przewieźć 57 tysięcy turystów na godzinę. Warto jeszcze wspomnieć, iż Vars słynie ze swego stoku Charbieres, na którym bite są rekordy świata w szybkości zjazdów. Przy tym nietylko tych narciarskie, lecz również snowboardowe czy wykonywane na rowerze górskim. Francuski kaskader Eric Barone wycisnął tu na rowerze prędkość 227,720 km/h, zaś włoscy narciarze Ivan Origone i Valentina Greggio odpowiednio: 254,958 km/h oraz 247,083 km/h! O kolarskich wydarzeniach na Col de Vars sporo napisałem w poprzednim odcinku. Sportowa historia stacji Risoul 1850 jest znacznie krótsza, acz już całkiem ciekawa. Prestiżowe wyścigi kolarskie po raz pierwszy zajrzały do tego ośrodka w sezonie 2010. Najpierw w czerwcu zakończył się tu czwarty etap Criterium du Dauphine wygrany przez Francuza Nicolasa Vogondy, który o 12 sekund wyprzedził pochodzącego z francuskiego Kraju Basków neo-pro Romaina Sicarda (zwycięzcę Tour de l’Avenir oraz MŚ U-23 z roku 2009). Ze stratą 15 sekund do zwycięzcy finiszowali tu Słoweniec Janez Brajković i Hiszpan Alberto Contador czyli dwaj kolarze walczący o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej tego wyścigu.

Następnie we wrześniu 2010 roku na cały weekend zawitał tu Tour de l’Avenir. W stacji Risoul zakończyły się wówczas dwa ostatnie etapy 47. edycji „Touru Przyszłości”. Oba odcinki wygrał kolarz, który w kolejnej dekadzie niejednokrotnie potwierdził swój wielki talent do jazdy po górach. Kolumbijczyk Nairo Quintana dzięki dwóm etapowym wiktoriom, najpierw zdobył koszulkę lidera TdA, zaś dzień później przypieczętował swe generalne zwycięstwo. Na sobotnim etapie ze startu wspólnego wyprzedził Amerykanina Andrew Talanskiego i Baska Mikela Landę o 39 sekund. Natomiast na kończącej wyścig 13,5-kilometrowej czasówce Talansky stracił do „górala” z Andów 47 sekund, zaś trzeci w tej próbie Kolumbijczyk Jarlinson Pantano 1:17. Kolejność ta przełożyła się na generalne podium tej imprezy. W sezonie 2013 Risoul gościło finał 65. „Delfinatu”. Po swoje pierwsze zawodowe zwycięstwo sięgnął tu wówczas Alessandro De Marchi, obecnie jeżdżący w CCC Team. Włoch po śmiałej ucieczce dotarł do mety z przewagą 24 sekund nad Chrisem Froome’m i wspomnianym już Talanskym. Urodzony w Kenii Brytyjczyk odniósł wówczas pierwsze ze swych trzech generalnych zwycięstw w CdD. Po testach na dwóch wspomnianych „tygodniówkach” w sezonie 2014 A.S.O. wprowadziło Risoul do największego z kolarskich salonów. Zakończył się tu czternasty etap Tour de France, rozpoczęty w Grenoble i wiodący przez przełęcze: Lautaret oraz Izoard. Po ataku na 9 kilometrów przed metą wygrał go nasz Rafał Majka. Polak okazał się najmocniejszym zawodnikiem z licznej grupy uciekinierów. Jedynym pośród nich, który potrafił obronić niewielką u podnóża finałowej góry przewagę nad grupą liderów. „Zgred” wygrał z przewagą 24-26 sekund nad liderującym Włochem Vincenzo Nibalim oraz jadącym swój życiowy wyścig Francuzem Jean-Christophem Perraud. Poniżej minuty stracili do Majki jeszcze tylko: Thibaut Pinot i Romain Bardet oraz Amerykanin Tejay Van Garderen.

Z kolei w sezonie 2016 zakończył się tu dziewiętnasty odcinek Giro d’Italia, którego początek wyznaczono w piemonckim Pinerolo. Ten, który w dużej mierze zdecydował o losach całego wyścigu. Na zjeździe z granicznej przełęczy Agnel (wł. Agnello) groźnie wyglądające upadki zaliczyli Steven Kruijswijk oraz Ilnur Zakarin. Holender, który do tego etapu przystąpił z przewagą równo trzech minut na metę przyjechał ledwie szesnasty ze stratą aż 4:54 i spadł na trzecie miejsce w „generalce”. Dzień później wypadł zaś z podium. Natomiast rosyjski Tatar po swej kraksie musiał wycofać się z 99. wyścigu Dookoła Włoch. Etap do Risoul wygrał Nibali, który o 51 sekund wyprzedził Baska Mikela Nieve i o 53 Kolumbijczyka Estebana Chavesa. Ten ostatni na jeden dzień został posiadaczem różowej koszulki lidera. Czwarty był wówczas Włoch Diego Ulissi, zaś Rafał Majka tym razem finiszował na piątym miejscu ze stratą 2:14 do Sycylijczyka. Polak dojechał do mety na czele małej grupki, w której byli też Hiszpan Alejandro Valverde i Kolumbijczyk Rigoberto Uran. Dario choć długo kazał na siebie czekać przynajmniej nie tracił już czasu na miejscu. Jako pierwszy z nas wyruszył ku Risoul 1850. Ja wraz z Tomkiem wjechałem na D86 z minutową stratą. Szybko rozstałem się z Tomkiem, który jednak po chwili wszedł na właściwe dla siebie obroty. Dario nie zwykł mocno rozpoczynać podjazdów, dzięki czemu złapałem go już w połowie drugiego kilometra. Niebawem razem dojechaliśmy do wsi Risoul (1,7 km), gdzie na łuku drogi Tommy tracił do nas ledwie 10 sekund. Od tego miejsca ku stacji jechaliśmy już po szosie D186. Na początku trzeciego kilometra przez krótką chwilę we trzech. Tym niemniej dyktowane przeze mnie tempo wkrótce okazało się zbyt mocne dla Darka. Nieco wyżej nawet Tomek na pewien czas puścił moje koło. Tym niemniej „Bury” miał wszystko pod kontrolą. „Przeładował magazynek” i odpalił na nowo. Na początku czwartego kilometra na naszym szlaku pojawiły się pierwsze wiraże. Niżej nieliczne zmiany kierunku jazdy następowały na łagodnych łukach. Dwóch pod koniec pierwszego kilometra i trzecim w samej Risoul.

Późniejsze ciasne zakręty wzorem tych z L’Alpe d’Huez opatrzono tu tablicami. Niemniej dobór patronów na drodze do Risoul 1850 jest bardzo dowolny. O ile upamiętnienie Nairo Quintany, Rafała Majki czy Vincenzo Nibalego nie wymaga wyjaśnień. O tyle obecność Alberto Contadora czy Alejandro Valverde wydaje się już mocno naciągana. Natomiast uwiecznienie takich sław jak: Fausto Coppi, Bernard Hinault czy Marco Pantani nie ma żadnego uzasadnienia w historii tego wzniesienia. Ostatnią miejscowością na tym górskim szlaku jest Gaudissard (4,5 km). Dario tracił tu do mnie już dwie minuty, więc stało się jasne że nie włączy się do walki o pierwszeństwo na górze. Tymczasem Tomek złapał mnie przed wirażem Majki, który znajduje się tu w połowie siódmego kilometra. Po chwili sam zaczął dyktować mocne tempo. Na początku ósmego kilometra okazało się ono dla mnie zbyt ostre. Musiałem spasować, ale nie odpuściłem zupełnie. Starałem się jechać na tyle szybko na ile było mnie stać, co by koledze zanadto zadania nie ułatwiać. Niemniej nie było między nami żadnego „przeciągania liny”. Linka pękła i do samej mety różnica już tylko rosła. Po przejechaniu 9,3 kilometra dzieliło nas 27 sekund, zaś w połowie jedenastego kilometra 0:42. Następnie po przebyciu 11,2 kilometra traciłem do Tomka 48 sekund, zaś przy wjeździe do ośrodka już 1:18. Odczyty z lotnego „Flybys” znajdują potwierdzenie w wynikach ze „Stravy”. Na segmencie obejmującym dystans 12,68 kilometra Tomek wykręcił czas 52:36, zaś ja 53:56 (avs. 14,1 km/h z VAM 985 m/h). Darek uzyskał na nim wynik netto 1h 05:02. W samej stacji na wysokości dużego parkingu skręciłem w prawo i zafiniszowałem przy apartamentowcu Le Cristal. Dopiero Tomek uświadomił mi, że można tu dotrzeć wyżej. Po poprawce całą wspinaczkę ukończyłem zatem przy hotelu Le Diamant. Przed wyjazdem z Risoul 1850 stanęliśmy jeszcze na zdjęcia przed powitalnymi tablicami. Tu spotkaliśmy parę naszych rodaków od wielu lat zamieszkałą we Francji. Tymczasem niebo nad nami zaperzyło się. Dlatego pomimo obowiązkowych foto-przystanków starałem się możliwie szybko ukończyć ten zjazd, co by zdążyć do auta przed spodziewaną burzą.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2450044688

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2450044688

ZDJĘCIA

20190614_050

FILM

VID_20190614_170441