banner daniela marszałka

Valgrisenche / Pra de la Teisa

Autor: admin o czwartek 22. Sierpień 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Arvier / Leverogne (SR25)

Wysokość: 1974 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1220 metrów

Długość: 19,3 kilometra

Średnie nachylenie: 6,3 %

Maksymalne nachylenie: 12,7 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Czwartkowe przedpołudnie było pochmurne, by nie powiedzieć deszczowe. Dlatego dokonaliśmy roszady w naszym programie. To znaczy odwróciliśmy sobie kolejność zajęć. Przed południem pojechaliśmy w stronę Turynu by zwiedzić wzniesioną nieopodal stolicy Piemontu królewską rezydencję Reggia di Venaria Reale. Chcąc do niej dotrzeć musieliśmy przejechać przeszło 110 kilometrów. Jednak dzięki autostradzie A5 dojazd ów zabrał nam z grubsza godzinę. Ten barokowy pałac wybudowano w latach 1658-79. Jego architektem był Amadeo di Castellamonte. Należał do dynastii sabaudzkiej założonej w roku 1003 przez hrabiego Sabaudii Umberto I Biancomano (po naszemu Humberta I Białorękiego). Z historią tego rodu Casa di Savoia można było się zapoznać już na wstępie zwiedzania. Sabaudowie początki mieli skromne, ale przez kolejne stulecia konsekwentnie pięli się w europejskiej hierarchii europejskich władców. Z nadania króla Niemiec (późniejszego cesarza Rzeszy) Zygmunta Luksemburskiego otrzymali w roku 1416 tytuł książęcy, zaś dwa lata później objęli rządy nad Piemontem. Na mocy pokoju utrechckiego z 1713 roku uzyskali już koronę królewską i władztwo nad Sycylią, szybko zamienione na tytuł króla Sardynii. Do szczytu swej potęgi doszli w II połowie XIX wieku. To pod ich patronatem dzięki zwycięskim wojnom z Cesarstwem Austriackim, Królestwem Obojga Sycylii oraz Państwem Kościelnym w latach 1861-70 doszło do zjednoczenia Italii. Pokonanie Habsburgów nie byłoby możliwe bez poparcia Francji, rządzonej przez cesarza Napoleona III. Pomoc ta rzecz jasna nie była bezinteresowna. Na mocy porozumienia z Plombieres (1858) Sabaudowie oddali Francuzom swą „ojcowiznę”, a także rejon Nicei. Niemniej było warto, skoro dzięki temu przejęli kontrolę nad Lombardią i regionem Wenecji. Pierwszą stolicą Zjednoczonych Włoch był Turyn (w latach 1861-65). Sabaudowie na tronie włoskim zasiadali do przegranego referendum konstytucyjnego z czerwca 1946 roku. Ich dawny pałac ma powierzchnię 80.000 m2. Perłą w tej architektonicznej koronie jest La Galeria Grande (łącząca niegdyś apartamenty króla i jego następcy). Długa na 80, szeroka na 12 i w najwyższym punkcie wysoka na 15 metrów.

Do Grand Pollein wróciliśmy wczesnym popołudniem. Niebo nad Doliną Aosty wkrótce się przejaśniło. Około godziny piętnastej wskoczyłem do samochodu i podobnie jak w środę pojechałem na zachód ku kolarskiej przygodzie. Jako, że na drugi etap wybrałem sobie Valgrisenche dojazd miałem nieco dłuższy niż dzień wcześniej. Około 20-kilometrowy, albowiem podjazd w głąb owej doliny zaczyna się w Leverogne, na zachodnich obrzeżach miejscowości Arvier. To właśnie w niej 3 marca 1871 roku urodził się Maurice-Francois Garin, który nieśmiertelną sławę zdobył w sezonie 1903 dzięki zwycięstwu w pierwszej edycji Tour de France. Ten poddany króla włoskiego, jak wielu jego ziomków z biednej wówczas Valle d’Aosta, w wieku 14 lat wraz z rodziną wyemigrował za chlebem do bogatszej Francji. Był drobnej postury i za młodu pracował jako kominiarz. W roku 1893 został profesjonalnym kolarzem. Obywatelstwo francuskie uzyskał dopiero osiem lat później. Za nim się to stało dwukrotnie zwyciężył w Paris-Roubaix (w latach 1897-98). Natomiast u progu XX wieku wygrał bardzo prestiżowe wówczas maratony Paris-Brest-Paris (1901) i Bordeaux-Paris (1902). Garin triumfował również na trasie drugiej edycji „Wielkiej Pętli”, lecz podobnie jak trzej jego najbliżsi rywale został ostatecznie zdyskwalifikowany. Etapowy wyścig Giro delle Valle d’Aosta w ostatnich dwóch dekadach pięciokrotnie zaglądał do Valgrisenche. Najwyższy punkt szosowej drogi w tej dolinie czyli Pra de la Teisa znajduje się w zupełnie anonimowym miejscu. Dlatego za każdym razem finiszowano niżej, w miejscowości Valgrisenche na wysokości około 1660 metrów n.p.m. W 2003 roku trzeci etap tej imprezy wygrał Włoch Marco Marzano. Natomiast w 2006 odcinek drugi padł łupem Belga Kevin’a Seldrayers’a. Z kolei trzeci etap z sezonu 2011 wygrał w tych stronach Francuz Antoine Levieu. GdVA 2014 rozpoczęła się zaś zorganizowanym w tej dolinie prologiem. Na dystansie 5,1 kilometra i trasie prowadzącej lekko pod górę jedynym zawodnikiem, który zszedł poniżej 9 minut był Kolumbijczyk Diego Antonio Ochoa. W końcu zaś w roku 2017 na kończącym ów wyścig czwartym etapie najlepszy okazał się Włoch Alessandro Fedeli, który o 14 sekund wyprzedził Belga Harm’a Vanhoucke.

Do Arvier dojechałem aostańską „krajówką” czyli drogą SS26. Zjechałem z niej na rondzie, które od wschodniej strony przyzdobione jest płaskorzeźbą upamiętniającą Maurice Garina. Zatrzymałem się na małym parkingu poniżej boiska do piłki nożnej, tuż przed wjazdem do Leverogne. Nie było już śladu po wcześniejszym załamaniu pogody. Gdy o godzinie 15:40 na mostku nad potokiem Dora di Valgrisenche włączyłem licznik to zanotowałem temperaturę 29 stopni. Na całej długości tego podjazdu była komfortowa. Nawet u kresu wspinaczki na wysokości blisko 2000 metrów n.p.m. wynosiła 20 stopni. Podjazd zaczął się po minięciu hotelu Beau Sejour czyli 300 metrów za wspomnianym mostem. Dolna „połówka” tego wzniesienia każdego zmusi do wysiłku. Pierwsze 8,9 kilometra ma bowiem średnie nachylenie 8,5%, z czego pierwsza kwarta o długości 4,5 kilometra aż 9,2%. Ta faza podjazdu kończy się na wysokości 1512 metrów n.p.m. Trzeba na niej pokonać pięć 500-metrowych odcinków o stromiźnie rzędu 10-11-12%, a także cztery sektory o nachyleniu co najmniej 9%. W przeciwieństwie do Valsavaranche tu górska szosa cały czas biegnie jedną stroną doliny. Od startu do mety wzdłuż lewego brzegu Dora di Valgrisenche. Co ciekawe najwyższy punkt drogi SR25 czyli Pra de la Teisa wcale nie znajduje się na jej południowym krańcu. Można przejechać jeszcze kolejne 2,7 kilometra. Niemniej to oznacza już zjazd ku osadom Surier i Usellieres położonym na wysokości „tylko” 1780 metrów n.p.m. Dolina Valgrisenche leży poza granicami Parco Nazionale Gran Paradiso. Prowadzi ku szczytom górskiej grupy Alpi della Grande Sassière e del Rutor. Na pierwszym kilometrze nachylenie jest „łagodzone” licznymi zakrętami. Na odcinku ledwie 800 metrów minąłem tu aż sześć wiraży. Po przebyciu 1,3 kilometra wjechałem do wioski Rochefort. Potem musiałem „zawinąć” jeszcze cztery razy, zanim na chwilowym wypłaszczeniu dotarłem do La Ravoire (2,5 km). Na początku piątego kilometra pokonałem mało przyjemny tunel o długości blisko 600 metrów. Nie sposób było szybko się wydobyć z tej „ciemnicy”, gdyż akurat w tym miejscu średnia stromizna oscylowała na poziomie 12%.

Odrobina płaskiego terenu na przełomie szóstego i siódmego kilometra pozwoliła na złapanie oddechu przed kolejnym trudnym odcinkiem. Dopiero po przejechaniu 9,2 kilometra, najtrudniejszą część zadania miałem za sobą. Segment poniżej Planaval przejechałem w 42:47 (avs. 12,5 km/h z VAM 1063 m/h). Następne dwa kilometry były bardzo łagodne, acz za osadą Revers (10,2 km) trzeba było przejechać kolejny długi tunel. Przydrożna tablica powitała mnie w Valgrisenche, reklamowanej jako gmina (kraina) tkaczy. W połowie dwunastego kilometra podjazd na chwilę odżył i na odcinku pomiędzy Prariond (11,6 km) i La Bethaz (12,6 km) znów musiałem skorzystać z małej tarczy. Potem miałem chwilowy luz czyli krótki zjazd i falsopiano. Następnie kilkaset metrów solidnego podjazdu na wysokości Gerbelle i kolejny niemal płaski odcinek wiodący kostką po głównej ulicy miejscowości Valgrisenche (14,3 km). Pod koniec piętnastego kilometra na rozjeździe musiałem odbić w prawo. Droga w lewo zawiodła by mnie do wybudowanej w 1957 roku zapory Diga di Beauregard. Przejechawszy jeszcze półtora kilometra trasą przez cztery kolejne wiraże dojechałem do Bonne. Wioski leżącej na wysokości 1810 metrów n.p.m., należącej do najwyżej położonych stałych siedzib ludzkich w tym regionie. Tu minąłem dzielnego nastolatka, który przy asyście prowadzącej samochód mamy zdobywał to wzniesienie na nartorolkach. Ostatnie przydrożne domostwa napotkałem w Mathieu (17,5 km). Zaraz za tym przysiółkiem przejechałem 300-metrowe wypłaszczenie. Natomiast finałowe półtora kilometra wiodło już cały czas pod górę, wbrew książce która zapowiadała niemal płaskie ostatnie 800 metrów. Nachylenie było umiarkowane, acz miejscami przekraczające 8%. Zaletą tego odcinka były ładne widoki po lewej ręce m.in. na położone w dole sztuczne jezioro Beauregard, powstałe na wysokości 1710 metrów n.p.m. Na dotarcie do mety w drogowej zatoczce przy Pra de la Teisa potrzebowałem niespełna 78 minut. Według stravy segment „Valgrisenche full” o długości 19,1 kilometra pokonałem w 1h 16:54 (avs. 14,9 km/h z VAM 951 m/h). Dodam, że zdaniem autora książki „PeViB-20” ta kolarska góra zasługuję na szkolną notę „5 z minusem” czyli o równo stopień wyższą niż znacznie dłuższy podjazd przez Valsavaranche.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2642182087

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2642182087

ZDJĘCIA

20190822_060

FILMY

VID_20190822_170155

VID_20190822_171344