banner daniela marszałka

Passo della Cava

Autor: admin o niedziela 2. Sierpień 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Porlezza (SP 11)

Wysokość: 1150 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 868 metrów

Długość: 10,4 kilometra

Średnie nachylenie: 8,3 %

Maksymalne nachylenie: 18,4 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Po kwadransie spędzonym przy samochodach wróciliśmy do akcji. Warunki pogodowe do jazdy były raczej ekstremalne. Na starcie drugiego podetapu mój licznik odnotował 41 stopni! To zapewne była temperatura w słońcu, lecz nawet w cieniu musiało być dobrze ponad 30. Mogliśmy się pocieszać, że przynajmniej czekający nas podjazd będzie dość krótki. Ot nieco ponad 10 kilometrów, ale za to bardzo konkretny o czym za chwilę. Na Passo della Cava mogliśmy też wystartować z innego miejsca w tej samej dolinie, a mianowicie z położonej 4,5 kilometra dalej na wschód miejscowości Piano Porlezza. Owa wschodnia wspinaczka różni się diametralnie od wybranej przeze mnie opcji zachodniej, albowiem ma długość aż 18,4 kilometra i składa się jakby z trzech segmentów przedzielonych dwoma zjazdami o łącznej długości trzech kilometrów. Tym samym choć jej przewyższenie netto jest niższe niż po stronie zachodniej i wynosi tylko 838 metrów, to de facto do zrobienia w pionie jest tam aż 994 metrów. Teoretycznie można, więc było wjechać na Cavę od zachodu i zjechać wschodnią ścianą robiąc rundę o długości około 33 kilometrów. Mając do wykonania dokumentację fotograficzną przejechanego podjazdu nie mogłem skorzystać z tej opcji. Moi koledzy mogli ją rozważyć, ale ostatecznie nikt z niej nie skorzystał. Po wyjeździe z parkingu skierowaliśmy się ponownie na zachód, by po niespełna 400 metrach dotrzeć do skrzyżowania w centrum Porlezzy. Tym razem skręciliśmy na nim w prawo. Wjechaliśmy na pnącą się w kierunku północnym drogę SP11 poprowadzoną przez Val Rezzo. Nasz podjazd był relatywnie krótki, ale za to nie miał „słabych punktów”. Pierwsze 2,5 kilometra ma tu średnie nachylenie 7,1%. Środkowe 4,5 kilometra straszy przeciętną na poziomie aż 9,7%. Natomiast końcowe 3,5 kilometra nadal męczy stromizną rzędu 7,5%. Nawet „na świeżości” byłaby to dla nas wymagająca przeszkoda. Tymczasem my mieliśmy już w nogach 50 kilometrów, w tym blisko 20-kilometrowy podjazd na Monte Sighignola.

Do tego jeszcze słońce pracowało przeciwko nam. Na całym odcinku 1b, składającym się z podjazdu i zjazdu, średnia temperatura wyniosła 33 stopni. Rafał zaczął wspinaczkę całkiem żwawo, a mnie podkusiło by trzymać jego tempo. Pierwsze 2,5 kilometra na dojeździe do wioski Corrido przejechałem 13 sekund wolniej od kolegi. Potem złapałem z nim kontakt na stromym kilometrze prowadzącym do Molzano, będącego ostatnią „większą” miejscowością na tej górze. Pierwsze 4,5 kilometra przejechałem z VAM na poziomie 1010-1020 m/h. Na piątym kilometrze wyszedłem na prowadzenie, ale jak się okazało przeliczyłem się z siłami. Dario ukuł kiedyś slogan na temat moich występów na drugich górach dnia pt. „klątwa siódmego kilometra”. Niejednokrotnie bowiem po mocnym przejechaniu pierwszego podjazdu następnie starczało mi energii już tylko do połowy drugiego wzniesienia. Przed rokiem w masywie Chartreuse przeżyłem parę takich kryzysów. W tym roku na treningach kaszubskich podczas cieplejszych dni nierzadko łapały mnie skurcze po trzech godzinach intensywnej jazdy. Na Passo della Cava miałem kumulację tych nieprzyjemnych zdarzeń. Pierwszy skurcz uda złapał mnie po przejechaniu 6,2 kilometra, gdy postanowiłem się na chwilę zatrzymać. Wystartowałem ponownie po przeszło trzech minutach. W międzyczasie rzecz jasna minął mnie Rafaello. Następnie w wolniejszym już tempie udało mi się przejechać kolejne trzy kilometry. Potem goniąc już resztkami sił stanąłem drugi raz po przebyciu 9,3 kilometra. To znaczy w miejscu, gdzie dotychczasowa droga dzieliła się na dwie węższe. Lewa do wioski Buggiolo, zaś nasza prawa ku osadzie Dasio. Na tym przystanku minął mnie Daniel, mocno zaskoczony moją obecnością w tym miejscu. Najgorsze było jednak dopiero przede mną. Przed Dasio czekał mnie bowiem 400-metrowy odcinek przez trzy serpentyny o średnim nachyleniu 12,5% i max. 18%!

Będąc już odwodniony, z nogami odmawiającymi posłuszeństwa, przebyłem tym razem ledwie 200 metrów. Poprosiłem o wodę gospodynię z przydrożnego domostwa. Dostałem półtoralitrową butlę wody mineralnej, z której co-nieco wypiłem, zaś resztę zostawiłem przy drodze dla siebie i kolegów do skorzystania na zjeździe. Skurcze jednak nadal mnie dopadały. Między trzecim a czwartym przystankiem przejechałem tylko 300 metrów. Następnie minąłem osadę Dasio (9,7 km), z której na zachód odchodzi zdatna jedynie dla rowerów MTB szutrowa dróżka na graniczną przełęcz San Lucio (1541 m. n.p.m.). Ostatni kilometr tego wzniesienia jest łagodniejszy (średnia tylko 6,7%), więc miałem nadzieję, że już bez przygód dowlokę się do szczytu. Nic z tych rzeczy. Na 400 metrów przed finałem skurcze złapały mnie już nie w prawej czy lewej nodze, lecz na dobicie w obu na raz! Z bólem zwlokłem się z roweru i położyłem na drodze. Na szczęście ruch samochodowy na niej prawie nie istniał. Inaczej musiałbym się chyba przeczołgać na pobocze. Dopiero po trzech minutach wsiadłem na rower by z wolna dokończyć dzieła. Ostatecznie na pokonanie tego podjazdu potrzebowałem aż 1h i 12 minut, przy czym przeszło 16 spędziłem w pozycji „stojąc”, względnie „leżąc” 😉 Jedynym pośród nas, który uporał się z Passo della Cava w czasie poniżej godziny był Rafał, który wykręcił wynik 59:43. Drugi na górę wjechał Daniel, który na te stromizny miał nieco za twarde przełożenia. Za swój wysiłek zapłacił dokuczliwym bólem pleców, który prześladował go już do końca wyprawy. A potem jeszcze przez dobre dwa miesiące po powrocie do kraju. Tuż za mną wdrapał się na przełęcz mocno wyjechany Krzychu. Jak zwykle ambitny, lecz mający najmniej przejechanych kilometrów w fazie przygotowań do tego wyjazdu. Jednym słowem Cava nieźle nas poturbowała, lecz nie zdołała pokonać. Zmęczeni lub wręcz wyczerpani w komplecie dojechaliśmy do miejsca przeznaczenia. Aby szybciej „odżyć” jeszcze przed wyjazdem z Porlezzy wpadliśmy na zakupy do miejscowego „Carrefoura”. Szczęśliwie dla nas w Italii niedziele są z reguły handlowe.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/3854979209

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/3854979209

ZDJĘCIA

IMG_20200802_058

FILMY

VID_20200802_154736

VID_20200802_161507