banner daniela marszałka

Alpe di Colonno

Autor: admin o poniedziałek 3. Sierpień 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Argegno (SP 13)

Wysokość: 1323 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1115 metrów

Długość: 18,9 kilometra

Średnie nachylenie: 5,9 %

Maksymalne nachylenie: 11,9 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Drugi etap naszego lombardzkiego Giro zaczęliśmy od kolejnego przeszło 30-kilometrowego transferu w kierunku południowym. Jednak tym razem w całości prowadzącego wzdłuż wód Lago di Como. Oba poniedziałkowe wzniesienia zaczynaliśmy bowiem z miejscowości leżących na zachodnim brzegu tego jeziora. Naszym pierwszym celem był podjazd z Argegno do Alpe di Colonno, zaś drugim startująca z Cernobbio wspinaczka na Monte Bisbino. Mieliśmy do zaliczenia dwie premie górskie z przewyższeniem ponad 1100 metrów każda. Niemniej różniące się charakterystyką. Pierwsza blisko 19-kilometrowa o zmiennym nachyleniu. Druga przeszło 15-kilometrowa, ale za to bardzo regularna z solidną stromizną na całej swej długości. Większą część naszej porannej trasy samochodowej znaliśmy już z poprzedniego dnia. Z turystycznego punktu widzenia jazda po drodze SS340 była sporym rozczarowaniem. Zamiast miłych dla oka widoczków mieliśmy kilka wizyt w tunelach. Najdłuższy z nich, ten na wylocie z Dongo, miał długość aż 3,5 kilometra. W poniedziałek poznaliśmy jeszcze dłuższy, który okazał się być swego rodzaju „obwodnicą” Menaggio. Dopiero po minięciu tego miasteczka droga krajowa nr 340 przestała się chować przed światem. Po dojechaniu do Argegno bezskutecznie szukaliśmy parkingu dla naszych samochodów w sąsiedztwie nabrzeża. Ostatecznie musieliśmy się zadowolić miejscami na wzgórzu pod lasem. Początek wspinaczki wyznaczyliśmy sobie na południe od miejsca, gdzie potok Telo wpada do Lago di Como. Na starcie około wpół do jedenastej było już 31 stopni, ale prognozy pogodowe na resztę dnia były niepokojące. Istniało spore ryzyko, iż z drugim poniedziałkowym podjazdem nie uwiniemy się przed zapowiadaną na popołudnie burzą. Jeszcze tylko krótka sesja zdjęciowa na tle jeziora i „forza ragazzi” ruszamy ku górskiej przygodzie.

Co prawda wystartowaliśmy z „krajówki”, ale już po dwustu metrach odbiliśmy w lewo na biegnącą w kierunku zachodnim drogę SP13. To była ta sama szosa, której inny odcinek wykorzystaliśmy dzień wcześniej podczas dojazdu do Lanzo w trakcie wspinaczki na Monte Sighignola. Otóż ponownie wspinaliśmy się w głąb Valle Intelvi, tym razem przemierzając jej wschodnią część. Tą górską dolinę wielokrotnie przemierzali uczestnicy Giro di Lombardia. Do San Fedele d’Intelvi podjeżdżano zarówno od strony Osteno jak i Argegno. Nierzadko były to wspinaczki decydujące o losach tego wyścigu. Jak na razie po raz ostatni wykorzystano tutejsze drogi podczas edycji z roku 2010. Niemniej wówczas podjazd od strony Lago di Como przejechano na początkowym etapie rywalizacji. Dla nas to klasyczne wzniesienie o długości około 8 kilometrów było jedynie fragmentem całej zabawy.  Cały szlak do Alpe di Colonno można podzielić na trzy wyraźnie różniące się sekcje. Najpierw mamy tu wymagający 9,5-kilometrowy sektor od Argegno po osadę Lura. Dość trudny na początkowym odcinku przed Dizzasco (3,8 km) i nieco łagodniejszy na dojeździe do San Fedele (8,2 km) jak i powyżej tej miejscowości czyli po zjeździe z głównej drogi. Następnie za Lurą pojawia się 900-metrowy zjazd do Blessagno, a za nim około 3,5-kilometrowe „falsopiano” prowadzące do Pigry. Wizytę w tej wiosce można sobie jednak darować, gdyż tuż przed nią trzeba odbić w lewo na węższą dróżkę o wojskowym rodowodzie. Na rozjeździe nie ma tabliczek z napisem Alpe di Colonno. Trzeba się kierować znakiem na Rifugio Boffalora. Ostatnia tercja całego wzniesienia jest tą najtrudniejszą. Na segmencie o długości 4,8 kilometra trzeba pokonać w pionie aż 418 metrów co daje nam ładną średnią 8,7%.

Początek tej wspinaczki należał do Daniela. Wystartował naprawdę mocno. Ja zadowoliłem się nieco spokojniejszym tempem i jazdą w towarzystwie Rafała. Na pierwszych kilometrach kręciliśmy VAM w okolicy 1000 m/h. Cały czas mieliśmy na oku naszego lidera, a gdy okazało się, że ten nieco przeliczył się z siłami doszliśmy kolegę, po czym zmieniliśmy go na prowadzeniu. Umiarkowane nachylenie powyżej Dizzasco było moim sprzymierzeńcem. Czułem, że mógłbym tu jeszcze przyspieszyć i być może zgubić Rafała. Przynajmniej na czas jakiś. Niemniej wiedziałem jak długie to wzniesienie oraz co serwuje śmiałkom na deser. Dlatego nie forsowałem tempa. Dolny segment o długości 8,12 kilometra przejechaliśmy w 33:41 (avs. 14,8 km/h). Po wjeździe do San Fedele bez trudu znaleźliśmy skręt do Lury, zaś po wspomnianym krótkim zjeździe przemknęliśmy przez wąskie uliczki Blessagno. Łagodny odcinek przed Pigrą potraktowaliśmy dość ulgowo. Przejechaliśmy go z prędkością niespełna 22 km/h, chcąc zaoszczędzić nieco sił na stromy finał. W górnej partii wzniesienia zamieniliśmy się rolami. Czułem każdy zbędny kilogram. Tym razem to Rafał na ogół dyktował warunki, zaś ja próbowałem utrzymać jego tempo. Długo się to udawało, ale gdy na ostatnim kilometrze przyśpieszył to na tą zmianę rytmu nie znalazłem już odpowiedzi. Finałowy sektor przejechałem w czasie 24:47 (avs. 11,3 km/h) czyli o 10 sekund wolniej od kolegi. Nasze „piękne” VAM-y ze „stravy” wydają się być mocno przesadzone. Na bazie rzeczywistego przewyższenia można przyjąć, iż Rafa wspinał się w tempie 1019 m/h, zaś ja 1012 m/h. Jednym słowem nieźle, acz już bez rewelacji. Na pokonanie całego wzniesienia o długości 18,69 kilometra potrzebowałem zaś 1h 16:40 (avs. 14,6 km/h).

Na górze przemknęliśmy obok Rifugio Alpe di Colonno i po zakręcie w lewo przejechaliśmy jeszcze 300 metrów do miejsca, gdzie prowadząca nas wąska asfaltowa droga zaczęła delikatnie opadać. Warto wspomnieć, iż na tym górskim szlaku Alpe di Colonno wcale nie jest najwyższą możliwą metą. Na szosowych rowerach można zapewne dotrzeć do Rifugio Venini położonego na wysokości 1576 metrów n.p.m. Trzeba by jednak przejechać kilka ładnych kilometrów. Najpierw 1800 metrów łagodnie w dół do przełęczy Boffalora (1221 m. n.p.m.). Potem 2900 metrów w górę po chyba jeszcze przyzwoitej szosie do Bocchetta di Lenno (1497 m. n.p.m.). No i na koniec 1400 metrów do wspomnianego schroniska, ale już po zniszczonym asfalcie czy nawet szutrze. Nie będąc pewny stanu szosy powyżej Rifugio Boffalora uznałem, że wystarczy nam dojazd do schroniska Alpe di Colonno. Strzeliliśmy sobie zatem po fotce w miejscu chwilowego postoju i niebawem zawróciliśmy ku schronisku, by przed nim poczekać na kolegów. Tu znów czekała nas niespodzianka, gdyż jako trzeci na górskiej mecie zameldował się Krzysiek. Daniel podobnie jak na Monte Sighignola utrudnił sobie zadanie. Po dotarciu do San Fedele minął skręt do Lury i ostatecznie na drodze SP13 „przerobił” dodatkowe 6 kilometrów. Gdy do nas dołączył poszliśmy do schroniska na zasłużoną kawkę. Tymczasem na niebie zebrały się już deszczowe chmury. Ulewa zdawała się być kwestią czasu. Na szczęście udało nam się jeszcze „na sucho” dotrzeć do samochodów pozostawionych na obrzeżach Argegno. Niestety gęste chmury „skradły” dobre światło, przez co na tym zjeździe zdjęcia wyszły mi dość średnie.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/3859992828

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/3859992828

ZDJĘCIA

IMG_20200803_052

FILMY

VID_20200803_121003

VID_20200803_123346