banner daniela marszałka

Rifugio Rosa di Baremone

Autor: admin o czwartek 13. Sierpień 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Anfo (Via Santa Petronilla)

Wysokość: 1427 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1018 metrów

Długość: 11,2 kilometra

Średnie nachylenie: 9,1 %

Maksymalne nachylenie: 12,2 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

W czwartek mieliśmy do zobaczenia dwie ładne i zarazem konkretne górki. Co rozumiem pod tym pojęciem? Podjazdy z wysokim średnim nachyleniem prowadzące przez miłe dla oka okolice. Naszą pierwszą wspinaczkę poprzedził 27-kilometrowy transfer drogami SP3 i SS237 zakończony w Anfo nad jeziorem Idro. Ta niewielka miejscowość mająca wedle ostatniego spisu ludności zaledwie 463 mieszkańców leży w dolinie Sabbia. Lokalną atrakcją jest Rocca d’Anfo czyli ufortyfikowany kompleks wojskowy wzniesiony przez Wenecjan w połowie XV wieku, na pograniczu Republiki z Księstwem Biskupim Trydentu. Przebudowali go w XIX stuleciu najpierw inżynierzy napoleońscy, a następnie włoscy. Do końca I Wojny Światowej spełniał swą obronną rolę z uwagi na pobliską granicę z Cesarstwem Austro-Węgier. Ciekawostką jest też samo Lago d’Idro, najmniejsze z ośmiu przedalpejskich jezior włoskich. Ma powierzchnię tylko 10,9 km2. Niemniej z całej ósemki jest najwyżej położonym, gdyż leży na wysokości 368 metrów n.p.m. Swoją nazwę zawdzięcza zaś mitologicznej Hydrze, która wedle legendy miała w nim niegdyś mieszkać. Szkoci mają swego Nessiego, za to Włosi musieli importować potwora z Grecji. Nas przywiodła w te strony stroma i malownicza szosa wiodąca na Passo del Baremone, leżącą na dziale wodnym między Val Sabbia i Val Trompia. Pierwszą wersję tej górskiej drogi oddano do użytku już w 1559 roku z rozkazu niejakiego Sigismondo Lodrone. Przełęcz ta leży przeszło 1400 metrów n.p.m. Niemniej jej dokładna wysokość bywa różnie określana. Na profilu z „archivio salite” są 1404 metry, zaś na „cyclingcols” aż 1450. Na niektórych mapach widnieje 1406, zaś na stronie „massimoperlabici” 1418. Z przebiegu poziomic w aplikacji „veloviewer” wynika zaś, iż jest to pułap pomiędzy 1420 a 1430. W każdym razie metę tej wspinaczki można wyznaczyć też przy wybudowanym odrobinę wyżej i jakieś 200 metrów dalej Rifugio Rosa del Baremone. To jest schronisku, które od roku 1963 prowadzi rodzina Bonardellich.

Dawna droga wojskowa łącząca Anfo z Passo del Baremone ma długość nieco ponad 11 kilometrów i średnie nachylenie na poziomie co najmniej 9%. Na szlaku tym nie ma żadnych miejscowości. Mija się tylko jedno miejsce kultu i kilka samodzielnych gospodarstw. Stromizna trzyma niemal na całym dystansie. Wedle „cyclingcols” na pierwszych 1300 metrach ma średnią 10,7%. Co prawda na kolejnym kilometrze spada do umiarkowanej 5,8%. Niemniej na pozostałych dziewięciu waha się już na poziomie od 8,5 do 10,9%. Najtrudniejszy jest czwarty kilometr od końca. Co ciekawe na poziomie wspomnianego schroniska wcale nie kończy się kolarska wspinaczka w tych stronach. Można pojechać dalej na północny-zachód i po niespełna 9 kilometrach dotrzeć od południa na Passo Maniva (1664 m. n.p.m.). W ten sposób zyskując jeszcze ponad 200 metrów w pionie. Szlak ten prowadzi przez kilka pośrednich przełęczy takich jak: Passo della Spina (1521), Passo di Berga (1527) i Passo Dosso Alto (1674) po terenie wznoszącym się już tylko delikatnie, a przy tym nie pozbawionym zjazdów. Przede wszystkim jednak po drodze, na której odcinki asfaltowe przeplatają się z szutrowymi. Dlatego do tego rodzaju wycieczki lepiej nadałby się już rower przełajowy lub gravelowy. Przełęcz Baremone znana jest też pod nazwą Passo del Mare. Turyści piesi lub kolarze na rowerach górskich zamiast jechać na zachód po wspomnianej via Passo Maniva mogą stąd ruszyć na północ w kierunku Forte di Cima Ora. To znaczy do ruin przeszło 100-letniej warowni, wybudowanej na wysokości 1539 metrów n.p.m. My rzecz jasna trzymaliśmy się owej malowniczo wytyczonej szosy, która wijąc się pośród zieleni lasów i białych skał przypominających dolomickie szczyty, śmiało pokonuje przeszło tysiąc metrów przewyższenia od biegnącej wzdłuż jeziora Idro drogi SS237. Z małego parkingu jaki znaleźliśmy na wjeździe do Anfo ruszyliśmy kilka minut przed jedenastą. Pogoda słoneczna. Temperatura na starcie 32 stopni. Świetne warunki do późniejszego zjazdu czy robienia zdjęć, ale niezbyt korzystne do wymagającej wspinaczki.

Po przejechaniu 500 metrów na drodze krajowej dotarliśmy do miejsca, gdzie trzeba było wjechać na wąską i stromą via Santa Petronilla, przy tej okazji skręcając niemal o 180 stopni. Podjazd od samego początku był stromy, więc dość szybko się rozstaliśmy. Każdy z nas musiał znaleźć sobie właściwy rytm do pokonania tak trudnego wzniesienia. Po początkowej stromiźnie oddech można było wyrównać tylko na drugim kilometrze, zaś wyżej nie było już żadnej taryfy ulgowej. Ponieważ góra była stroma i ogólnie równa, a przy tym niezbyt długa postanowiłem się na niej sprawdzić. To znaczy chciałem zobaczyć na co mnie stać na dwunastym etapie wyprawy. Tym bardziej, że ból w prawym kolanie po 10 dniach od feralnego zjazdu z Monte Bisbino znacząco osłabł. Planem minimum było wjechanie na Baremone w czasie poniżej godziny. Jak już wspomniałem szosa ta prowadzi przez górską głuszę. Prawie nie ma tu siedzib ludzkich. Wspomnieć można Chiesa di Santa Petronilla na początku drugiego kilometra czy osadę Tese di Sotto pod koniec trzeciego. Wyżej zaś gospodarstwo Cascina Fontana Fredda (1029 m. n.p.m.) w połowie ósmego kilometra. Ruch samochodowy był minimalny. Bardzo przyjemne warunki do jazdy rowerem, o ile tylko ma się moc niezbędną do pokonania niebagatelnej stromizny. Na podjeździe spotkałem tylko trzech nastolatków, zaś podczas późniejszego odwrotu z przełęczy jeszcze młodą parę i wszyscy oni bawili się tu na rowerach elektrycznych. Droga wiodąca na przełęcz była nie tylko stroma i wąska, ale też kręta. Massimo ze wspomnianej strony doliczył się 20 zakrętów. Połowa z nich znajduje się pomiędzy początkami siódmego i dziesiątego kilometra, kiedy to szosa omija szczyt Cima Valdaelli (1360 m. n.p.m.). Podjazd wytrzymałem całkiem dobrze i wspinaczkę ukończyłem w czasie 58:44 co według mnie oznacza avs. 11,4 km/h i VAM rzędu 1040 m/h. Na przełęczy się nie zatrzymałem. Skierowałem się do schroniska, dojeżdżając do niego od strony Chiesetta degli Alpini. Przy dużej i zaskakująco taniej kawie spędziliśmy tam dobre pół godziny. Potem jeszcze niemal 10 minut przy tablicach. Poza tym sam zjazd kosztował nas sporo czasu z uwagi na uroki krajobrazu. Tym samym do samochodu dotarłem dopiero po wpół do drugiej.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/3908773653

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/3908773653

ZDJĘCIA

IMG_20200813_002

FILMY

VID_20200813_122728

VID_20200813_123832

VID_20200813_125314

VID_20200813_133323