banner daniela marszałka

Archiwum: '2017b_Valais / Wallis' Kategorie

Valais / Wallis

Autor: admin o 15. sierpnia 2017

Niespełna siedem tygodni po nadspodziewanie skomplikowanym powrocie z francuskiej Sabaudii na drugi ze swych corocznych wyjazdów wybrałem się do południowo-zachodniej Szwajcarii ku podjazdom zaczynającym się w dolinie górnego Rodanu. Na górskich drogach ponownie towarzyszyli mi Darek Kamiński i Piotr Podgórski, a obok nich debiutant w mojej ekipie Sławek Szymczak. Naszym celem były górskie szosy kantonu Valais-Wallis. Dla mnie była to trzecia wyprawa stricte szwajcarska. Dwie poprzednie zorganizowałem jednak dawno temu, bo w sierpniu 2008 i czerwcu 2009 roku. Potem wpadałem jeszcze do Konfederacji Helweckiej czterokrotnie. Niemniej na krótszy czas – od kilku godzin do kilku dni – przy okazji wyjazdów do Francji, Włoch czy Austrii. Po ośmiu latach przerwy znów 100% swego czasu i sił postanowiłem poświęcić na szwajcarskie wzniesienia, do tego znajdujące się niemal wyłącznie w granicach jednego tylko kantonu. Valais jest istnym rajem dla fanów szosowych wspinaczek. Wymagających gór kolarskich jest tu co nie miara. Spokojnie można by spędzić w tym kantonie całe trzy tygodnie codziennie jeżdżąc po dwie premie górskie pierwszej bądź najwyższej kategorii! My przyjechaliśmy na niecałe 12 dni, więc wstępnie założyłem, iż mogę w tym czasie pokonać 23 nowe wzniesienia. Valais (niem. Wallis) to prawdziwe górskie cudo. Do Konfederacji na dobre przystąpił dopiero w 1815 roku. Jest trzecim pod względem wielkości kantonem Szwajcarii. Dzieli się na 13 dystryktów (tyle ile gwiazd na kantonalnym herbie) i 143 gminy. Ma powierzchnię 5224 km2 i 339 tysięcy mieszkańców, z czego 34 tysiące żyje w stołecznym Sionie. Choć tereny dzisiejszej Szwajcarii były kolebką kalwińskiej Reformacji te akurat okolice pozostały wierne Rzymowi.

Osią wokół której tętni życie tego regionu jest Rodan, na jego górnym odcinku od samych źródeł na wysokości 2209 metrów n.p.m. po wlot do Jeziora Genewskiego (Lac Leman) na poziomie 372 metrów n.p.m. Rzeka ta oddziela dwa potężne pasma górskie czyli Alpy Berneńskie na północy i Alp Pennińskie na południu. Poza tym na zachodnim krańcu owego kantonu są jeszcze Masywy Mont Blanc i Chablais, zaś na wschodnich kresach Alpy Lepontyńskie. W granicach Valais znajduje się aż 46 szczytów o wysokości ponad 4000 metrów n.p.m. Pośród nich najwyższy w Szwajcarii Duffourspitze (4638 m. n.p.m.) oraz ten najsłynniejszy czyli Matterhorn (4477 m. n.p.m.). Mamy tu aż 680 lodowców. W tym długi na 23 kilometry Aletsch, największy w całych Alpach. Co ciekawe kanton jest oficjalnie dwujęzyczny. Zachód i centrum jest frankońskie, zaś wschód germański. Według najnowszych danych dla niemal 63% mieszkańców ojczystym jest język francuski lub jego lokalna odmiana Arpitan, zaś dla przeszło 28% język niemiecki lub dialekt Walser. Wyraźna w statystykach, acz niewidoczna dla oka granica przebiega między miejscowościami Sierre i Salgesch. Co oczywiste do Valais często zagląda Tour de Suisse, zaś Tour de Romandie w środkowo-zachodniej części tego regionu wytycza sobie królewskie odcinki. Warto jednak dodać, iż w stacjach Crans-Montana, Verbier i Finhaut-Emosson bywał też Tour de France, zaś do Leukerbad i Saas-Fee wpadało Giro d’Italia. Współcześnie najbardziej znanymi kolarzami z tego kantonu są: Steve Morabito i Sebastian Reichenbach z FdJ oraz młody-zdolny Kilian Frankiny z BMC.

Ta wyprawa była krótsza od francuskiej, lecz obfitowała w trudniejsze wspinaczki. Bazę noclegową w przystępnej cenie (o co niełatwo w tym kraju) znalazłem w stacji Nendaz powyżej Sionu. Dzień po dniu badaliśmy górski teren Valais-Wallis poczynając od frankońskiego zachodu i centrum, a kończąc na germańskim wschodzie. Moi trzej kompani przedostatniego dnia wjechali też na teren sąsiednich kantonów Ticino i Uri robiąc przeszło 100-kilometrową rundkę przez przełęcze: Nufenen, San Gottardo (via Tremola) i Furka. Dario tą ostatnią zdobył nawet od obu stron! Pogodę mieliśmy na ogół dobrą, lecz nie obyło się bez trzech deszczowych dni. Dlatego poprzestałem na ośmiu pełnowymiarowych etapach i dwóch odcinkach z ledwie jednym podjazdem. Do tego między szóstym a siódmym dniem górskiej eksploracji pozwoliłem sobie na pierwszy od lat wycieczkowy dzień wolny. Przez 10 dni „roboczych” przejechałem w sumie 857,5 kilometra o łącznym przewyższeniu 26.337 metrów, większym niż na podobnej długości wyjazdach do Lombardii, Sud Tirolu i Trentino z lat 2014-2016. Każde z pokonanych przeze mnie 18 wzniesień miało ponad tysiąc metrów przewyższenia. Siedem z nich tzn. częściowo szutrowy Croix de Couer, Sanetsch, Lac de Moiry, Grande Dixence, Thyon 2000, Mattmark See i Alpe Galm straszyło amplitudą przeszło półtora metrów! Dziewięciokrotnie wjechałem na wysokość powyżej 2000 metrów n.p.m. Najwyższą górą i zarazem największym podjazdem była tu Col du Sanetsch położona w Alpach Berneńskich. Najdłuższymi, podjazdy ku sztucznym jeziorom: Lac de Moiry i Mattmark See w Alpach Pennińskich. Natomiast najtrudniejszym wzniesieniem wspinaczka do górskiej osady Alpe Galm.

Poniżej przedstawiam listę wzniesień, które dzień po dniu udało mi się zaliczyć. Natomiast w kolejnych tygodniach postaram się napisać coś więcej o nich samych jak i moich wrażeniach z ich zdobycia.

Mój rozkład jazdy:

4.08 – Barrage de Mauvoisin & Val Ferret

5.08 – Planachaux & La Creusaz

6.08 – Croix de Coeur & Ovronnaz-Odonne

7.08 – Col de Sanetsch & Lac de Tseuzier

8.08 – Lac de Moiry

9.08 – Barrage de la Grande Dixence & Thyon 2000

11.08 – Siviez

12.08 – Mattmark See & Moosalp

13.08 – Bachalp & Gruben

14.08 – Alpe Galm & Weritzalp

Napisany w 2017b_Valais / Wallis | Możliwość komentowania Valais / Wallis została wyłączona

Weritzalp

Autor: admin o 14. sierpnia 2017

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Gampel

Wysokość: 2099 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1459 metrów

Długość: 21,1 kilometra

Średnie nachylenie: 6,9 %

Maksymalne nachylenie: 12,7 %

PROFIL

SCENA

Początek w Gampel (Wallis). To miejscowość w dystrykcie Leuk, która od 1 stycznia 2009 roku tworzy gminę Gampel-Bratsch. Gampel leży na prawym brzegu Rodanu, jakiś kilometr na północ od tej rzeki oraz drogi krajowej nr 9. W gminie tej mieszka niespełna 2 tysiące osób i bezpośrednio graniczy ona z porównywalnej wielkości jednostką Steg-Hohtenn. Gampel położone jest 35 i 10 kilometrów na wschód od Sionu i Susten oraz z drugiej strony 12 i 21 kilometrów na zachód od Visp i Brig. Miasteczko to jest bramą do Lotschental. Największej doliny kantonu Valais-Wallis po północnej stronie Rodanu czyli w Alpach Berneńskich. Ma ona 27 kilometrów długości i biegnie wzdłuż rzeczki Lonza, która wypływa z długiego na 6,5 kilometra lodowca Langgletscher. Otoczona jest szczytami o wysokości ponad 3000 metrów, z których najwyższym jest Bietschhorn (3934 m. n.p.m.). Dolina ta leży w granicach obszaru chronionego Jungfrau-Aletsch, który decyzją UNESCO z grudnia 2001 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa z dziedziny Natura. Główna przeszło 20-kilometrowa droga przez Lotschental biegnie początkowo w kierunku północnym, zaś następnie na północny-wschód. Na szlaku tym mijamy takie miejscowości jak: Goppenstein, Ferden, Kippel, Willer i Blatten. Szosa ta kończy się w osadzie Faleralp na wysokości 1763 metrów n.p.m. Kolarski podjazd na tym szlaku liczy sobie 20,5 kilometra o przewyższeniu 1133 metrów czyli ma średnie nachylenie 5,5%. Chcąc porwać się na coś ambitniejszego ze sportowego punktu widzenia należy podczas przejazdu przez Kippel lub Wiler opuścić tą dolinę. Trzeba tu odbić w lewo i zaliczyć stromą wspinaczkę do jednej z dwóch górskich osad: Lauchernalp (2102 m. n.p.m.) lub Weritzalp (2099 m. n.p.m.). Ta pierwsza od roku 1972 połączona jest z wioską Wiler koleją gondolową, więc można się do niej dostać również metodą „na leniucha”.

Za punkt start do naszej wspinaczki przyjąć można most nad rzeczką Lonza, wyznaczający granicę między gminami Gampel i Steg. Droga nr 509 dość szybko pnie się do góry po serpentynach zmierzając w kierunku miejscowości Hohtenn. Do połowy trzeciego kilometra pokonujemy sześć wiraży, zaś przy drugim z nich mijamy wjazd na Altetalstrasse, także prowadzącą w głąb Lotschental. W początkowej fazie wspinaczki nachylenie wynosi od 5 do 8%, z maksimum 9,2%. Na początku czwartego kilometra trzeba wjechać do długiego na 2600 metrów Mittaltunnel. Na światło dzienne wyjeżdżamy dopiero po przejechaniu 5,8 kilometra. Bardziej stroma jazda po starej drodze zaoszczędziłaby nam jakieś 1300 metrów, lecz jest to obecnie szlak wyłączony z użytku z uwagi na zarwany most nad Lonzą. Długi pobyt w pierwszym tunelu nie jest jedynym na tej górze. Na drodze do Wiler podobnych przepraw jest jeszcze osiem, z czego pięć na odcinku do Goppenstein (8,3 km). Tym niemniej wszystkie pozostałe są znacznie krótsze, co najwyżej półkilometrowe. We wspomnianym Goppenstein znajduje się stacja kolejowa oraz południowe wejście do wiekowego Lotschbergtunnel. Został on wybudowany w latach 1907-1913 i ma długość 14.612 metrów. Tunel ten biegnie na wysokości około 1200 metrów n.p.m. i po północnej stronie Alp Berneńskich kończy się przed miastem Kandersteg. Pociągi kursujące tą przeprawą umożliwiają transport samochodów. Co ciekawe w 2007 roku pod tymi samymi górami, acz kilkaset metrów niżej przekopano nowy, przeszło 34-kilometrowy tzw. tunel bazowy, który łączy Raron w Wallis z Frutigen w kantonie Berno. Wracając z torów na szosę trzeba powiedzieć, iż ósmy kilometr na dojeździe do Goppenstein jest wymagający, gdyż stromizna utrzymuje się tu na poziomie 8%, z max. 8,9%. Wypocząć można za to w drugiej połowie dziewiątego kilometra. Potem przez kolejne 2,5 kilometra nachylenie jest umiarkowane, między 3,5 a 7,5%. W połowie dwunastego kilometra zaczyna się zaś najłatwiejsza część tego wzniesienia. Przez dwa kolejne kilometry jest na dobrą sprawę płasko, więc szybko mijajmy wyrosłe na tym płaskowyżu wioski: Ferden (12 km) i Kippel (13,3 km). Już w centrum tej drugiej miejscowości można odbić w lewo, by stromą Hockenstrasse wspinać się do osady Lauchernalp.

Tym niemniej zmierzając do Weritzalp wypada nam zostać na drodze 509 jeszcze przez blisko półtora kilometra. Na dojeździe do Wiler (14,3 km) szosa ponownie zaczyna się wznosić, acz nachylenie nie przekracza nawet 7%. Niebawem na wysokości przystanku autobusowego Wiler Gschteinat (14,8 km) trzeba opuścić Lotschental. Z tego miejsca do celu pozostaje nam jeszcze 7 kilometrów. Ten sam dystans mielibyśmy do pokonania także przy jeździe do kresu owej doliny. Tym niemniej obie końcówki są diametralnie różne. Droga na wprost czyli do Fafleralp ma nachylenie ledwie 5%. Natomiast górski szlak do Weritzalp jest porównywalny z hardcorowym finałem na Alpe Galm, bowiem trzyma na średnim poziomie niemal 10%. Dwucyfrowa stromizna pojawia się już po 200 metrach od zjechania z głównej drogi. Należy uważać by na trzecim wirażu skręcić w prawo, choć na zakręcie tym zobaczymy tylko znak na Lauchernalp. Dwieście metrów dalej przejeżdżamy pod wiaduktem i zanim zaczyna się stroma droga do nieba. Już na dojeździe do drewnianego mostku stromizna skacze do poziomu 11,9%. W pierwszej połowie siedemnastego kilometra przez 250 metrów trzyma na poziomie co najmniej 12%. Na szczęście na przeszło 3-kilometrowym dojeździe do osady Fischbiel (19,3 km) owa dróżka wspina się po siedmiu serpentynach. Tym samym w razie potrzeby można wziąć zakręt nieco szerzej by złapać głębszy oddech. Na siódmym z owych wiraży trzeba podjąć decyzję co do wyboru mety. Jazda na wprost oznacza finisz w ośrodku turystycznym Lauchernalp, do którego można dotrzeć tędy lub też zachodnim szlakiem z Kippel. Wybierając znacznie skromniejszą osadę Weritzalp skręcamy tu w prawo i nadal jedziemy w kierunku północno-wschodnim. Pokonawszy jeszcze dwa wiraże dojeżdżamy do gospodarstwa Steinegga (20,7 km), w pobliżu którego podjazd na chwilę odpuszcza do zaledwie 4%. Na początku ostatniego kilometra stromizna wraca do poziomu 11%, po czym na ostatnich kilkuset metrach stopniowo maleje. W samej końcówce wjeżdżamy do gminy Blatten. Asfalt kończy się w zakręcie, na wysokości niemal 2100 metrów n.p.m. Z tego wirażu ku Weritzstafel biegną dwie równoległe, szutrowe ścieżki. Lewa lekko w górę, zaś prawa wyraźnie w dół.

AKCJA

Z Alpe Galm do naszego samochodu zjechałem o piętnastej. Po drodze zatrzymałem się na kawkę w restauracji Randevous. Z Susten pojechaliśmy do Gampel robiąc dalsze 10 kilometrów w kierunku wschodnim. Zatrzymaliśmy się na parkingu przy Feldstrasse, jakiś kilometr od podnóża podjazdu pod Weritzalp. Naszą ostatnią sierpniową wspinaczkę rozpoczęliśmy o 16:05. Zakładałem, że w dolnej części wzniesienia pojedziemy starą drogą, by uniknąć przejazdu przez ponad 2-kilometrowy Mittaltunnel. Nadal było gorąco, gdyż tym razem na starcie licznik pokazał mi 33 stopni. Podjazd prowadził południowym zboczem góry, więc na pierwszych trzech kilometrach ta temperatura wzrosła jeszcze o trzy oczka. Darek najwyraźniej odczuwał trudy swego niedzielnego etapu, bo tym razem rozstaliśmy się już po kilkuset metrach jazdy. Na drugim wirażu minąłem coś co wyglądało na Alte Talstrasse, ale uznałem że to chyba za wcześnie na zjazd z głównej drogi. Niebawem wiedziałem już, że straciłem tą szansę i przyjdzie mi zapoznać się ze wspomnianym tunelem. Dojechałem do niego w kwadrans. Pierwsze 3,3 kilometra pokonałem bowiem w czasie 15:05 (avs. 13,1 km/h). W tym długim tunelu dla własnego bezpieczeństwa wolałem jechać przydrożnym chodnikiem. Niemniej i na nim trzeba było uważać, bowiem był on szeroki ledwie na dwa kafle pomiędzy, którymi była szpara. Dodatkowym utrudnieniem były zatoczki rozmieszczone co kilkaset metrów. W tych miejscach mogłem albo zeskoczyć z wysokiego krawężnika, bądź też trzymać się chodnika jadąc wzdłuż ściany i tym samym chwilowo nie po linii podjazdu. Tak jedno jak i drugie rozwiązanie wybijało z rytmu jazdy. Po 27 minutach od startu wyjrzałem na światło dzienne. Potem trzeba było pokonać kolejne podziemne przeprawy, ale te były już znacznie krótsze i dzięki temu „lekkostrawne”. W okolice dworca w Goppenstein dotarłem w niespełna 40 minut. Na kolejnych kilometrach z umiarkowanym nachyleniem jechałem z prędkością około 14 km/h. Przed końcem jedenastego kilometra pokonałem ostatnie tunele. Do Ferden dojechałem w czasie 51:27. Po płaskim jechało się szybko, ale musiałem uważać by nie przeoczyć dróżki do Weritzalp. Podczas przejazdu przez Kippel chwilową  niepewność w moim umyśle zasiała boczna Hockenstrasse. Po chwili namysłu uznałem jednak, że należy jechać dalej prosto.

Następnie przejechałem przez Wiler, gdzie trzeba było powalczyć na delikatnym podjeździe. W końcu na skraju tej miejscowości skręciłem w prawo i zacząłem prawdziwą wspinaczkę. Po przejechaniu 400 metrów na trzecim wirażu odbiłem w lewo. Ta opcja okazała się jednak ślepą ulicą Wildistrasse. Zapytałem właścicielkę jednego z domów o drogę na Weritzalp. Gdy odrzekła, że trzeba się kierować znakami na Lauchneralp wiedziałem już gdzie jechać. Na tej pomyłce straciłem jakieś 3 minuty czasu i dodałem sobie 400 metrów przebiegu. Zatem dopiero pod koniec swego szesnastego kilometra rozpocząłem zmagania ze stromą końcówką wzniesienia. Łatwo nie było, tym bardziej że w nogach miałem już Alpe Galm. Pomyślałem, że tylko spokój może mnie uratować. Stwierdziłem, iż najważniejsze to jechać równym tempem. Udało mi się utrzymywać prędkość w okolicy 9 km/h. Według stravy ostatnie 6,63 kilometra pokonałem w 45:33 (avs. 8,7 km/h z VAM 874 m/h). Niemniej de facto jechałem nieco szybciej, bowiem od tego czasu należałoby mi odjąć blisko trzy minuty. Byłem pozytywnie zaskoczony, że na tak trudnej ścianie nie spotkał mnie żaden kryzys. Nazwa Lauchernalp nic mi nie mówiła, więc na rozjeździe przed Fischbiel skręciłem w prawo. Wkrótce po przejechaniu 21 kilometrów najgorsze miałem już za sobą. Natomiast swój ostatni cel w oddali przed oczyma. Była nim letniskowa osada znajdująca się jakiś kilometr za gospodarstwem Steinegga. Dojechałem do niej po przebyciu 22,27 kilometra w czasie 1h 44:50 (avs. 12,7 km/h). Gdy skończył się asfalt wybrałem lewą z dwojga kamienistych ścieżek i ostatecznie dotarłem na wysokość 2107 metrów n.p.m. Na zjeździe za wszelką cenę wolałem uniknąć przejazdu przez Mittaltunnel, więc odbiłem na „zakazaną” Alte Talastrasse. Ta okazała się być podniszczona i co gorsza „przerwana”. Most nad Lonzą okazał się być zarwany, więc nie chcąc zawracać musiałem ową rzeczkę przejść w bród. Ot mała przygoda na zakończenie wyprawy. Gdy zajechałem na parking zastałem tam czekającego już od dłuższego czasu Darka. Mój towarzysz szukając zapowiadanego przez mnie szlaku z pominięciem tunelu pobłądził i dotarł jedynie na wysokość 1040 metrów n.p.m. w rejonie Ladu. Tymczasem ja na ostatnim etapie przejechałem w sumie 83,5 kilometra z godnym finału przewyższeniem 3041 metrów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1133758516

http://veloviewer.com/activities/1133758516

ZDJĘCIA

20170814_061

FILMY

MAH04450

MAH04455

Napisany w 2017b_Valais / Wallis | Możliwość komentowania Weritzalp została wyłączona

Alpe Galm

Autor: admin o 14. sierpnia 2017

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Susten

Wysokość: 2234 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1612 metrów

Długość: 19,8 kilometra

Średnie nachylenie: 8,1 %

Maksymalne nachylenie: 14,1 %

PROFIL

SCENA

Początek w Susten (Wallis). To najwyższe i zarazem najtrudniejsze kolarskie wzniesienie na terenie dystryktu Leuk zaczyna się zatem w tym samym miejscu co opisany już podjazd do Bachalp. Dlatego w sprawie podstawowych informacji o Susten i Leuk odsyłam do swego wcześniejszego wpisu. Wspinaczka do Alpe Galm jest minimalnie krótsza od tej do Bachalp, a mimo to na niespełna 20-kilometrowym szlaku trzeba pokonać niemal 300 metrów przewyższenia więcej! Również ten podjazd zaczyna się na szosie nr 211 zbudowanej na antycznym szlaku prowadzącym z Doliny Rodanu na Gemmipass (2270 m. n.p.m.). Współczesna asfaltowa droga dociera jedynie do Leukerbad na wysokość około 1400 metrów n.p.m. Tym niemniej zmierzając do Alpe Galm trzymamy się tego kierunku jedynie przez niespełna 5 kilometrów. Wcześniej na drugim kilometrze objeżdżamy miasteczko Leuk, którego historia sięga czasów wczesnośredniowiecznego Królestwa Burgundii. Potem w połowie czwartego kilometra skręcamy na wirażu w lewo zostawiając za plecami drogę do Erschmatt, która doprowadzić nas może do Bachalp lub Untere Feselalp. My z szosy nr 211 zjeżdżamy nieco dalej czyli po przebyciu 4,7 kilometra. Do tego miejsca średnie nachylenie podjazdu jest umiarkowane i wynosi 5,5%. Wymagające na pierwszych dwóch kilometrach, robi się łagodniejsze po objechaniu wspomnianego Leuk. Na wysokości restauracji Randezvous skręcamy w prawo, by przez kolejne cztery kilometry jechać w kierunku wschodnim. Już po kolejnych kilkuset metrach mijamy krainę talerzy satelitarnych. Na ogrodzonym terenie poniżej drogi znajdują się instalacje systemu Onyx służące przechwytywaniu danych w ramach prowadzonego przez Szwajcarów wywiadu elektromagnetycznego. Budowę tej stacji ukończono pod koniec 2005 roku, zaś jej koszt mógł wynieść nawet 400 milionów CHF. Na nowej drodze jedzie się trudniej. Przez kolejne 7 kilometrów średnia stromizna trzyma bowiem na poziomie od 6,3 do 8,4%. Po przejechaniu 7,4 kilometra mijamy odchodzącą w lewo drogę do osady Thel i wsi Albinen. Ten górski szlak prowadzi do Torrentalp (1934 m. n.p.m.) górującego nad uzdrowiskiem Leukerbad.

My jednak skręcamy w prawo i wjeżdżamy na teren gminy Guttet-Feschel. Na początku dziewiątego kilometra wjeżdżamy do Grachmatten. Po przebyciu 8,8 kilometra na stromym wirażu z nachyleniem 10,5% droga zmienia swój kierunek na północny. Kilometr dalej na wirażu przed, którym powiewają trzy flagi: krajowa, kantonalna i gminna możemy sobie wybrać sposób pokonania kolejnego odcinka. Można pojechać prosto przez centrum wioski Guttet lub też od razu skręcić w prawo i ominąć tą miejscowość. Nie ma to większego znaczenia, bowiem obie drogi schodzą się ponownie 60 metrów wyżej. My wybraliśmy opcję prawą czyli wschodnią. Najtrudniejszy segment wzniesienia zaczyna się 700 metrów za owym łącznikiem. Na leśnym rozdrożu należy odbić w lewo. Od razu robi się stromo. Już na pierwszych metrach tego odcinka stromizna skacze do poziomu 10,6%. W połowie dwunastego kilometra droga skręca na zachód i następnie trzyma ten kierunek przez 1600 metrów. Po przejechaniu 13,8 kilometra mijamy odchodzącą w lewo drogę do osady Chermignon (Tscharmilonga). W tym momencie stromizna na Alpe Galm po raz pierwszy sięga 11%. Jednak wszystko co najciekawsze jeszcze przed nami. Prawdziwe wyzwanie zaczyna się dopiero po przejechaniu 15 kilometrów. Na początku szesnastego kilometra chwilowa stromizna wynosi już 12,7%. To zaś jedynie przedsmak późniejszych wrażeń. Podjazd przez jakieś 3,5 kilometra niemal stale trzyma na poziomie powyżej 10%. Zresztą jest to dobrze widoczne na profilu wzniesienia zaczerpniętym ze strony „cyclingcols”. Na siedemnastym kilometrze „maks” to 12,5%. Najtrudniejszy jest kilometr osiemnasty z przejazdem przez osadę Oberu (17,6 km). Tu nachylenie 11-12% to norma, zaś w dwóch miejscach stromizna przekracza pułap 14%. Nieco łatwiej robi się dopiero za gospodarstwem Teugmatte (18,5 km). Druga połowa dziewiętnastego kilometra jest na tyle łagodna, że przy tym co było wcześniej może wydawać się płaska. Na początku dwudziestego kilometra trzeba pokonać ostatnią 300-metrową stromiznę z nachyleniem do 13,2%. Ostatnie 400 metrów na poziomie od 3 do 6% to już czysta przyjemność po wcześniejszym cierpieniu. Wspinaczka kończy się na małym parkingu o kamienistej nawierzchni. Tym samym do znajdującej się tuż za rogiem Alpe Galm trzeba zjechać po szutrze.

AKCJA

Nie udało się w niedzielę. Na szczęście miałem jeszcze w zanadrzu poniedziałek, gdyż wyjątkowo ostatni dzień wyprawy przewidziałem na dzień powszedni. Wszystko dlatego, iż 15 sierpnia tym razem wypadał we wtorek i dzień świąteczny mogliśmy wykorzystać na powrót do kraju nie tracąc kolejnego dnia urlopu. Do drugiego podejścia pod Alpe Galm lepiej się przygotowałem. Jeszcze poprzedniego wieczora dokładniej przyjrzałem się mapom. Spostrzegłem gdzie zrobiłem błąd. Ustaliłem gdzie powinienem zjechać z drogi 211 oraz jak pokierować jazdą na kolejnych kilometrach. Po raz drugi wybrałem się zatem do Susten. Tym razem tylko w towarzystwie Darka. Dla Piotra i Sławka poniedziałek miał być już czasem relaksu po ekstremalnych doznaniach dnia poprzedniego. Ostatecznie tylko Pedro nie tknął roweru. Sława wybrał się jednak na 35-kilometrową przejażdżkę. W ramach pożegnania z Alpami podjechał do Veysonnaz od strony Pravidondaz oraz do naszej mety w Haute-Nendaz z poziomu Beuson. Tymczasem my przybyliśmy w okolice Leuk kwadrans przed dwunastą. Dzień był upalny. Na starcie pierwszej wspinaczki mój licznik zanotował aż 35 stopni. Co więcej tego rodzaju temperatura niemal przez cały podjazd. Pod górę ruszyliśmy o 11:57. Na drugim kilometrze zdecydowałem się trzymać głównej drogi, wobec czego ominęliśmy centrum Leuk. Na łatwiejszym odcinku za tym miasteczkiem nieco przyśpieszyliśmy. Minęliśmy „feralny” wiraż, który dzień wcześniej zaprowadził mnie w nieznane. Dopiero pod koniec czwartego kilometra wykorzystując łagodniejsze nachylenie wrzuciłem twardsze przełożenie i nieznacznie odjechałem Darkowi. Do zakrętu przy restauracji Randevouz dojechałem w czasie 17:44 (avs. 15,9 km/h). Dario tracił do mnie ledwie 15 sekund. Przed wirażem nieco zwolniłem chcąc się upewnić, że kolega będzie widział, w którym momencie skręcam. Po wjechaniu na trudniejszy fragment podjazdu przez kilka pierwszych kilometrach jechaliśmy z podobną prędkością. Na szóstym kilometrze minęliśmy tajemną strefę z wywiadowczymi urządzeniami systemu Onyx.

Po przejechaniu 7,4 kilometra dojechałem do kolejnego ważnego rozjazdu. Musiałem tu odbić w prawo, gdyż jazda na wprost prowadziła zawiodłaby mnie do Torrentalp. Do tego zakrętu dotarłem w czasie 29:28 (avs. 14,9 km/h). Darek nie odpuszczał i tracił ledwie 20 sekund. Widząc go tuż za sobą zakładałem, iż najpewniej przegoni mnie na stromej końcówce wzniesienia. Najwyraźniej zapomniałem jak ciężki etap zafundował on sobie w niedzielne popołudnie. Na dziewiątym kilometrze różnica między nami zaczęła rosnąć. Darka dopadło zmęczenie po królewskim etapie. Po 9,7 kilometra od startu byłem już na rozjeździe przed Guttet, gdzie dojechałem w 40:38 (avs. 14,3 km/h). Dario tracił ponad dwie minuty i jak sam przyznał w tej okolicy prąd mu odcięło. Do rozdroża, na którym zaczęła się najtrudniejsza część tej wspinaczki dotarłem w około 47 minut. Zastanawiałem się jak przy swej średniej formie fizycznej wytrzymam ten morderczy finał. Podczas tej wyprawy zaliczyłem już co prawda cztery nieco większe wzniesienia, lecz wedle wszelkich rankingów Alpe Galm miało być tym najtrudniejszym. Co więcej jednym z dziesięciu „najgorszych” w mojej karierze amatora kolarskich wspinaczek. Według „cyclingcols” ostatnie 8 kilometrów na tej górze ma średnio 10,3%. Na moje szczęście ta stromizna rosła stopniowo. Najpierw trzy kilometry z nachyleniem 9-10%. Następnie trzy hardcorowe na poziomie 11-12%. Mogłem złapać swój rytm jazdy po stromej ścianie. Zwątpiłem tylko pod koniec piętnastego kilometra, gdy droga z asfaltowej na krótko stała się szutrowa. Od razu przypomniała mi się ciężka przeprawa z Planachaux. Na szczęście czarna wizja 5 kilometrów super-stromej wspinaczki po takiej nawierzchni szybko się rozwiała. Najtrudniejsze kilometry pokonałem jadąc 8-9 km/h, acz na 14% stromiźnie zwolniłem do 7 km/h. Gdy minąłem Oberu i Teugmatte byłem już w domu. Na kilometr przed finałem po prawej stronie dojrzałem daleko w dole wczorajsze Bachalp. Na łatwej końcówce przyśpieszyłem do 15-17 km/h i zatrzymałem się po przejechaniu 19,78 kilometra w czasie 1h 38:15 (avs. 12,1 km/h). Według stravy najtrudniejszy segment o długości 8,3 kilometra przejechałem w 51:03 (avs. 9,8 km/h z VAM 968 m/h). Darek dotarł na górę po około 15 minutach.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1133758515

http://veloviewer.com/activities/1133758515

ZDJĘCIA

20170814_001

FILMY

20170814_135527

20170814_141925

20170814_150529

Napisany w 2017b_Valais / Wallis | Możliwość komentowania Alpe Galm została wyłączona