banner daniela marszałka

Archiwum: '2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni' Kategorie

Gryzonia czyli Graubunden, Grischun & Grigioni

Autor: admin o 15. listopada 2025

Szwajcaria – kraj gór pięknych i wysokich oraz jeszcze wyższych cen towarów i usług. W minionych dwóch dekadach podjąłem niejedno, ciężkie tak dla nóg jak i portfela, wyzwanie polegające na poznawaniu co ciekawszych kolarskich podjazdów na terenie alpejskiej Konfederacji. Były to w sumie cztery dłuższe wyprawy skupione na szosach Helvetii oraz kilka przelotnych wizyt złożonych tam przy okazji wycieczek po państwach ościennych. Pierwszym doświadczeniem był wypad na rajd Alpenbrevet Gold z sierpnia 2008 roku połączony ze zwiedzaniem najbardziej znanych przełęczy w środkowej i wschodniej Szwajcarii. Rok później w czerwcu odkrywałem wzniesienia Jury oraz Alp Berneńskich i Pennińskich z obu stron młodego Rodanu. Do kantonu Valais / Wallis wróciłem potem w sierpniu 2017 roku, zaś na przełomie czerwca i lipca 2023 roku mimo noclegów po włoskiej stronie granicy najwięcej czasu spędziłem na szosach Ticino. W sumie przed sezonem 2025 na terenie Szwajcarii pokonałem 77 większych podjazdów (o przewyższeniu ponad 500 metrów). Przy tym 15 na obszarze regionu, który stał się głównym celem pierwszej z moich trzech tegorocznych wypraw. Z tej piętnastki: pięć poznałem w roku 2008, siedem w 2011 i trzy w 2023.

Gryzonia (Graubunden, Grischun, Grigioni czy Grisons) bo o niej tu mowa to bardzo szczególny kawałek Szwajcarii. Kraina ta w granicach zbliżonych do współczesnych po raz pierwszy zaistniała na politycznej mapie Europy pod koniec XV wieku. W 1471 roku doszło do aliansu trzech oddolnych inicjatyw terytorialnych czyli: Ligi Domu Bożego, Szarej Ligi oraz Ligi Dziesięciu Jurysdykcji. Szara Liga dała nazwę całemu regionowi, lecz w jego współczesnym herbie czy fladze dojrzeć można symbole każdej z dawnych lig. Trzy Ligi stopniowo zacieśniały współpracę, a przy tym stały się sojusznikiem Szwajcarii w jej odwiecznych zmaganiach z dynastią Habsburgów. Tym niemniej formalnie Gryzonia dołączyła do Konfederacji dopiero w roku 1803. Dziś jest największym kantonem Konfederacji o powierzchni 7105 km2 czyli zajmuje 1/6 terytorium tego państwa. Jest to jednak bardzo górzysty i przez to najrzadziej zaludniony region Szwajcarii. Mieszka tu tylko 200 tysięcy z blisko 9 milionów obywateli tego kraju. To jest ciut mniej niż w mieście Genewa, a przeszło dwa razy mniej niż w Zurychu. Stolicą tego kantonu jest niespełna 40-tysięczne Chur, będące najstarszym ze szwajcarskich miast. Poza nim najsłynniejszymi miejscowościami Gryzonii są: Davos i Sankt-Moritz. Ta pierwsza to najwyżej położone miasto Europy leżące na wysokości 1560 metrów n.p.m., zaś druga to słynny ośrodek sportów zimowych, gospodarz Igrzysk Olimpijskich z lat 1928 i 1948.

Graubunden uchodzi za najbardziej zróżnicowany pod względem kulturalnym oraz naturalnym ze wszystkich 26 regionów Szwajcarii. Tylko w tym kantonie są aż trzy języki urzędowe czyli: niemiecki, romansz i włoski. Ten pierwszy współcześnie przeważa stopniowo wypierając lokalne dialekty reto-romańskie. Natomiast lingua italiana używana jest na południu w dolinach poniżej przełęczy: San Bernardino, Maloja i Bernina. Jeśli chodzi o lokalne skarby natury to wspomnieć trzeba, iż najwyższa góra Gryzonii czyli Piz Bernina (4048 m. n.p.m.) jest zarazem najwyższym szczytem całych Alp Wschodnich. Z kolei miejscowe rzeki należą do zlewiska aż trzech mórz. Swój bieg zaczyna tu Ren zmierzający ku Morzu Północnemu. Jego dwa początkowe odcinki czyli: Przedni (Vorderrhein) i Tylni (Hinterrhein) łączą się właśnie na terenie tego kantonu pod wsią Reichenau nieopodal Tamins. Rzeczki i potoki z południa brną ku Padowi i Adydze, po czym ich nurtem ku Morzu Adriatyckiemu. Natomiast wody na wschodzie regionu dzięki Innowi łączą się z Dunajem płynącym do Morza Czarnego. Ta różnorodność sprawia, że Grischun bywa nazywane „Małą Szwajcarią” czy też „Szwajcarią w pigułce”. Wypada też wspomnieć, iż połączenia kolejowe w tym regionie obsługuje jedynie lokalny (odrębny od federalnego) przewoźnik czyli Koleje Retyckie. Do jego kultowych „produktów” należą malownicze wysokogórskie trasy: Bernina Express i Glacier Express. Dodam jeszcze, iż jedyny szwajcarski park narodowy czyli Parc Naziunal Svizzer znajduje się właśnie w tym regionie mając siedzibę w Zernez na terenie doliny Engadyna.

Podobnie jak w 2024 roku do czerwcowej wyprawy namówiłem swego imiennika z Gdyni czyli Daniela Szajnę. Na „booking.com” ciężko było znaleźć noclegi w cenie poniżej 100 Euro za noc. Ostatecznie znalazłem dwie bazy. Pierwszą na 13 nocy w Laax na terenie dystryktu Surselva i drugą na 3 noce nieco bardziej na wschód w miasteczku Domat / Ems (d. Imboden). Ponieważ była to pierwsza z tegorocznych wycieczek wolałem nie rzucać się od razu na góry mogące stanowić największe wyzwanie. Ważna była odpowiednia aklimatyzacja czyli przyzwyczajenie nóg, płuc i serca do rytmu jazdy w ciężkim górskim terenie. Dlatego opracowałem szczwany plan na przetrwanie. Przez pierwszych pięć dni celowaliśmy niemal wyłącznie w dłuższe, lecz raczej umiarkowane pod względem nachylenia, podjazdy prowadzące ku tutejszym przełęczom czy też krańcom górskich dolin. Dopiero od szóstego dnia rozpocząłem swe „nierówne” zmagania z nieco krótszymi, lecz na ogół bardzo stromymi wspinaczkami ku metom pod górskimi schroniskami oraz gospodarstwami. Mając do dyspozycji 15 dni liczyłem na zrobienie maksymalnie trzydziestu premii górskich. Ostatecznie zaliczyłem ich 24, z czego 22 na szosach Gryzonii i dwie (te ostatnie) w sąsiednim kantonie Sankt-Gallen. W systemie góra-dół przejechałem tu łącznie 797 kilometrów. Nie za dużo jak na ponad dwa tygodnie. Niemniej w pionie uzbierało mi się 28.819 metrów.

W sumie aż 9 razy wjechałem w tych dniach na pułap ponad 2000 metrów n.p.m., przy czym tylko 4 z tych premii górskich były dla mnie zupełnie nowymi miejscami tzn. Juf, Alp Anarosa, Bargli i Berghaus Arflina. Dachem owej wyprawy i zarazem całego sezonu 2025 stała się Fluelapass wznosząca się na wysokość 2383 m. n.p.m. Aczkolwiek w jej przypadku nie musieliśmy pokonywać przesadnie dużego przewyższenia jako, że wystartowaliśmy ku niej ze wspomnianego już Davos. Powyżej poziomu „2300” wspięliśmy się tego dnia dwukrotnie, gdyż parę godzin wcześniej zaliczyliśmy też Albulę. Trzeci tego rodzaju wjazd wykonaliśmy zaś pięć dni później kończąc ciężką wspinaczkę pod Tguma / Alp Anarosa. Pod względem przewyższenia, a także stromizny na szosach Gryzonii nie było „miękkiej gry”. W sumie aż 18 z 24 wzniesień miało amplitudę przeszło 1000 metrów. Największe czyli Julierpass i Alp Anarosa odpowiednio 1438 i 1414 metrów, zaś trzy kolejne przeszło 1300. Dodam przy tym, że 11 moich podjazdów miało średnie nachylenie o wartości ponad 9 czy nawet 10% i to mimo długości z reguły przekraczającej 10 kilometrów. Trafiły się nam tu dwie przeszło 30-kilometrowe wspinaczki. Najdłuższą była ta z Tiefencastel pod przełęcz Julier o długości aż 35,8 kilometra, zaś drugą pod tym względem wjazd z Chur do stacji Innerarosa 30,7. Pięć najbardziej hardcorowych wzniesień tej wyprawy czyli: Alp Anarosa, Buchserberg (Malbun Obersaas), Alp dil Plaun, Alp Palfries i Berghaus Arflina weszło do pierwszej „setki” najtrudniejszych podjazdów w 23-letniej historii moich górskich podróży. Najcięższa z owych gór czyli Tguma-Alp Anarosa wskoczyła w tym zestawieniu na 39 miejsce czyli lokatę pomiędzy południową Faunierą i maratońskim podjazdem na Forcola di Livigno.

Mój rozkład jazdy:

20.06 – Juf & Splugenpass

21.06 – Oberalppass

22.06 – Albulapass & Fluelapass

23.06 – Julierpass

24.06 – Val Lumnezia & Zervreila See

25.06 – Alp Quader & Wali

26.06 – Alp da Riein

27.06 – Alp Anarosa & Glaspass

28.06 – Berghotel Tgantieni & Obermutten

29.06 – Partnun & Bargli

30.06 – Innerarosa

1.07 – Berghaus Arflina & Valcaus

2.07 – Alp dil Plaun

3.07 – Tschiertschen

4.07 – Malbun Obersass & Alp Palfries

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Gryzonia czyli Graubunden, Grischun & Grigioni została wyłączona

Alp Palfries

Autor: admin o 4. lipca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Azmoos

Wysokość: 1712 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1222 metry

Długość: 11,5 kilometra

Średnie nachylenie: 10,6 %

Maksymalne nachylenie: 15 %

PROFIL > climbfinder

OPIS

Tej wspinaczki bardzo długo nie mogłem zacząć. Po zjechaniu z Malbun Obersass do Buchs wsiadłem do samochodu i wróciłem na miejsce, gdzie przed południem rozstałem się z Danielem. Wedle mojego wyobrażenia znalazłem się w Azmoos u podnóża drugiego z piątkowych wzniesień. Miałem tylko ruszyć pod górę ulicą Wolfgartgasse. Tak też zrobiłem rozpoczynając całą serię drogowych pomyłek. Najpierw pokonałem odcinek 1,7 kilometra z przeciętną 9,3%, zanim ta szosa zmieniła się w kamienisty dukt. Jak się potem okazało była to ślepa dróżka do osady Matug. Zawróciłem zbity z tropu i zjeżdżając zahaczyłem jeszcze o ścieżkę po drugiej stronie potoku Luterbach. Niemniej tam jeszcze szybciej pojawił się szuter. Uznałem zatem, że trzeba pojechać na północ. Dopiero wtedy tak naprawdę opuściłem Trubbach i wjechałem do Azmoos. Niemniej tam podjąłem jeszcze dwie złe decyzje. Najpierw zacząłem się wspinać stromą ulicą Eichwaldweg, lecz po 700 metrach ze średnią 11% zatrzymałem się na podwórku przed samotnym domem. Potem zajrzałem w uliczkę Eichwaldstrasse, lecz i ta wkrótce stała się gravelowa. Kręciłem się po okolicy przez dobre pół godziny, będąc coraz bardziej zdezorientowany. Przejechałem kilka zbędnych kilometrów robiąc blisko 300 metrów nadprogramowego przewyższenia i wciąż nie odkryłem „wrót” do Alp Palfries. W końcu jednak zdałem sobie sprawę, że ten podjazd zaczyna się przy restauracji Hofli na ulicy Gatina. To znaczy na drodze wiodącej do miejscowości Malans.

Zrobiłem sobie całkiem niezłą rozgrzewkę przed drugą tego dnia premią górską najwyższej kategorii. Climbfinder wycenia tą wspinaczkę na 1349 punktów. Tylko trzy „oczka” więcej otrzymał na tej stronie kultowy podjazd pod Mont Ventoux od Bedoin. Wyzwanie było zatem niemałe. Tymczasem ja zdążyłem już tego dnia uzbierać, chcący czy niechcący, przeszło 1600 metrów przewyższenia. Tu na sam początek miałem do pokonania 800 metrów ze średnią 9,1%. Na drugim zakręcie Gatiny zamiast skręcać w prawo musiałem pojechać prosto i wjechać na dróżkę Wiesenrank. Ta zrazu wiedzie do restauracji Lavadarsch, którą mija się po przejechaniu 3,6 kilometra. Do połowy czwartego kilometra przeciętne nachylenie tego wzniesienia to 10,3%. Potem robi się jeszcze trudniej, bowiem średnia z kolejnych 3 kilometrów wynosi już 11,6%. Tym niemniej jakoś się jechało. Po dwóch tygodniach ciężkiej górskiej zaprawy nogi przyzwyczaiły się do tego rodzaju stromizn. Pod koniec piątego kilometra minąłem dróżkę Alpenstrasse schodzącą do miejscowości Oberschan. Droga już od kilkuset metrów biegła przez gęsty las, w którym miała pozostać aż do końca dziesiątego kilometra. Tu i ówdzie zmieniała ona kierunek. Na całym podjeździe jest 13 wiraży. Od czasu do czasu mijałem przydrożne parkingi, których jest tu całkiem sporo.

Nachylenie na chwilę odpuściło pod koniec siódmego kilometra, po czym znów ostro przygrzało. Odtąd czekał mnie segment o długości 2,9 kilometra i średniej aż 12,2%. Ta stroma końcówka była bardziej nieregularna niż finałowy segment na Malbun Obersass. To była seria ścianek z luzami pomiędzy, przy tym niektóre stromizny wiodły po szutrze. Jedna z nich mnie pokonała. Na krótko postawiłem stopy na ziemi. Ostatnim wyzwaniem był nachylenie z drugiej połowy jedenastego kilometra. Za ostatnim trzynastym zakrętem podjazd zaczął szybko łagodnieć, by na wysokości ósmego parkingu (km 11,2) przejść w falsopiano. Przejechałem jeszcze dalsze 600 metrów w terenie płaskim, a potem nawet łagodnie schodzącym. Na tym odcinku minąłem górną stację kolejki linowej Palfriesbahn, która dociera tu z wioski Ragnatsch leżącej w dolinie Seeztal. Palfries to pastwisko na południowym zboczu góry Alvier (2343 m. n.p.m.) należącej do pasma Appenzell Alps. Nie zjeżdżałem do parkingu nr 9 czyli do samego końca owej szosowej drogi. Ponoć jest on wyposażony w stację ładowania rowerów elektrycznych. Nieco dalej na wysokości około 1690 metrów n.p.m. stoi gospodarstwo Vorderpalfries, do którego prowadzi już szutrowa ścieżka. Na szczycie tej góry pojawiłem się dość późno, bo parę minut po wpół do siedemnastej. Nie miałem specjalnie czasu na podziwianie uroków tej górskiej krainy. Trzeba było możliwie prędko zjechać do Trubbach, aby mój kompan nie czekał na mnie zbyt długo przy samochodzie, po zakończeniu swej przeszło 90-kilometrowej „wycieczki” szosami Liechtensteinu.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15007865738

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15007865738

MALBUN (LIE) by DANIEL SZAJNA

https://www.strava.com/activities/15005568417

ZDJĘCIA

Palfries_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Alp Palfries została wyłączona

Malbun Obersass

Autor: admin o 4. lipca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Buchs

Wysokość: 1743 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1304 metry

Długość: 12 kilometrów

Średnie nachylenie: 10,9 %

Maksymalne nachylenie: 15 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Dwa ostatnie etapy 15-dniowego pobytu we wschodniej Szwajcarii przeznaczyłem sobie na strome podjazdy w kantonie Sankt-Gallen. Po czwartkowym odwrocie do Chur wiedziałem, że dwóch z czterech tamtejszych wspinaczek nie dam już rady zaliczyć. Pozostało tylko zdecydować na czym mniej nam zależy. Wycieczka w rejon Liechtensteinu miała priorytet, więc tak jak dzień wcześniej opuszczając Domat / Ems wzięliśmy kurs na miasteczko Azmoos. Tym samym zrezygnowaliśmy z wyprawy nad jezioro Walensee, gdzie czekać nas mogły podjazdy z Weesen na Vorder Hohi (1537 m. n.p.m.) oraz z Walenstadt na Schwaldis (1440 m. n.p.m.). Ponieważ w piątkowy poranek powoli kończyły się nocne opady deszczu, to tym razem ruszyliśmy z bazy dopiero po godzinie dziesiątej. Jak się później okazało zatrzymaliśmy się nie w Azmoos, lecz sąsiadującym z nim Trubbach. Daniel z tej miejscówki przez Rheinbrucke wjechał do Alpejskiego Księstwa, po czym z Balzers ruszył na północ tego mikro-państwa. Ogólnie zrobił sobie 40-kilometrową rozgrzewkę przed głównym punktem swego piątkowego programu czyli podjazdem do stacji Malbun (1705 m. n.p.m). Do pokonania miał wspinaczkę o długości 14,9 kilometra i przeciętnym nachyleniu 8,3%. W tym półtorakilometrowy segment o średniej 11,6% tuż przed wjazdem do tego ośrodka narciarskiego. To premia górska najwyższej kategorii. Nic dziwnego, że etapy Tour de Suisse kończące się w tym miejscu wygrywali tylko świetni górale tzn. Austriak Georg Totschnig (2004), Luksemburczyk Frank Schleck (2007), Holender Steven Kruijswijk (2011) i Francuz Thibout Pinot (2022).

Moje piątkowe wzniesienia były co najmniej tej samej klasy. Na pierwsze danie wziąłem sobie ten ciut trudniejszy czyli Buschserberg alias Malbun Obersass. W tym celu ze wspomnianego już Trubbach musiałem podjechać autem jakieś 12 kilometrów dalej na północ do miejscowości Buchs. Tam znalazłem sobie miejsce do rozładunku na parkingu koło młyna przy Altendorferstrasse. Do podnóża podjazdu cofnąłem się jakieś trzysta metrów docierając na styk z uliczką Kreuzgasse. Tym samym wystartowałem niemal spod sklepu rowerowego firmy Koba. Już po pierwszych 400 metrach wyjechałem z miasteczka. Kolejne dwa kilometry wiodły przez gęsty las. Jednak tym razem cienia nie potrzebowałem. Deszczu już nie było. Niemniej słońce też jeszcze nie wyjrzało. Chmury zalegały nisko, a może była to mgła. W każdym razie widoczność niemal na całym tym podjeździe miałem bardzo ograniczoną. Może to i lepiej bowiem widziałem tylko najbliższe kilkadziesiąt metrów, więc „nie rzucały mi się w oczy” żadne dłuższe stromizny. Tymczasem było z czym walczyć. Średnia stromizna tej 12-kilometrowej góry to niemal 11%. Dolna tercja czyli pierwsze 4 kilometry ma średnią 10%. Na tym segmencie mija się gospodarstwo Rhynerhaus (km 2,7) oraz restaurację Holzig Alvier przy osadzie Bongert (km 3,4). Droga wspina się ostro, ale leci krętym szlakiem. Podczas całej wspinaczki zawija się na 21 zakrętach. W środkowej fazie biegnie przez teren otwarty czyli górskie łąki. Tu i ówdzie mija pojedyncze gospodarstwa jak choćby Xanderguet (km 5,3) czy Waldrand (km 6,3). W drugiej połowie siódmego kilometra ponownie chowa się w lesie i przez kolejne 1100 metrów trzyma na poziomie ponad 12%. Cała 4-kilometrowa środkowa tercja ma zaś przeciętne nachylenie 10,3%.

Przejechawszy 8,2 kilometra mogłem pojechać prosto i od razu wbić się na węższą dróżkę prowadzącą bezpośrednio do gospodarstwa Alp Malbun – Obersass. Zostałem jednak na drodze skręcającej w lewo i po dalszych 650 metrach dotarłem na plac pod Berghaus Malbun (1369 m. n.p.m.). To malutki ośrodek narciarski. Ot górska restauracja z jednym stokiem obsługiwanym przez wyciąg orczykowy. Gdy po krótkim zjeździe wjechałem na dalszą część mojego podjazdu to do pokonania zostało mi jeszcze 3,9 kilometra o średniej aż 11,3%. Jak widać na tej górze: im wyżej tym trudniej. Za połową swego jedenastego kilometra minąłem dolne gospodarstwo czyli Malbun Untersass. Bez zbędnego odcinka o długości 1300 metrów minąłbym je mając w nogach 9,3 kilometra. Powyżej niego wąziutka Dossenweg już niemal cały czas trzyma dwucyfrowe wartości. Nawierzchnia szosy jest dość wątpliwej jakości. Poza tym w trakcie mojego przejazdu była ona nawet gówniana i to dosłownie, gdyż gdzieniegdzie brązowa świeżo po przejściu stada krów. W dwóch miejscach nie musiałem też na chwilę stanąć by przełożyć rower jak i samemu przejść ponad sznurem rozwieszonym wszerz dróżki. Niemniej skoro już tak się namęczyłem to żadna przeszkoda nie mogła mnie powstrzymać od dotarcia na sam szczyt. W końcu dopiąłem swego i stanąłem pod zamglonym Malbun Obersass. Gdyby odliczyć czas stracony poza głównym szlakiem to zabrało mi to 1 godzinę i 16 minut, co oznaczało wspinaczkę z VAM na poziomie około 1000 m/h. W trakcie zjazdu niebo już się rozpogadzało, dzięki czemu fotki „strzelałem” w znacznie lepszych warunkach świetlnych niż te które miałem na podjeździe.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15007814649

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15007814649

ZDJĘCIA

Buchserberg_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Malbun Obersass została wyłączona

Tschiertschen

Autor: admin o 3. lipca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Chur

Wysokość: 1339 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 744 metry

Długość: 10,4 kilometra

Średnie nachylenie: 7,2 %

Maksymalne nachylenie: 14 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

To miał być pierwszy z dwóch etapów poza Gryzonią. Daniel chciał przejechać wszerz i wzdłuż Liechtenstein przy okazji podjeżdżając do stacji Malbun znanej z czterech edycji Tour de Suisse. Ja w tym samym czasie miałem pokonać dwa ciężkie wzniesienia po zachodniej stronie Renu. Tymczasem musieliśmy się ograniczyć do wspinaczek na szosach powyżej znanego nam już Chur. Pogoda pomieszała nam szyki. Po kilku upalnych dniach trafił się ten pochmurny z możliwością opadów. Mimo to ruszyliśmy z bazy w kierunku Alpejskiego Księstwa. Zmierzając na północ autostradą A13 widzieliśmy gęstniejące ciemne chmury na horyzoncie. Gdy zbliżaliśmy się do Sargans zaczęło padać. Wtedy zarządziłem odwrót na południe, gdzie sytuacja na niebie wydawała się nieco lepsza. Miałem nadzieję, że w okolicy gryzońskiej stolicy deszcz nas nie złapie. Tym samym powstała okazja do zaliczenia premii górskich, które uciekły nam w środowe popołudnie po samochodowej awarii. Mój kompan miał wjechać z Chur na Lenzerheidepass, przełęcz znaną też pod nazwą Parpanerhohe (1547 m. n.p.m.). Do pokonania jest tu 14 kilometrów ze średnim nachyleniem 6,8 i max. 11%. Po drodze dwa ciężkie segmenty czyli: początkowe 6 kilometrów z przeciętną 8,6% oraz u góry 2,5 kilometra między Churwalden i Parpan ze średnią 10%. Ja zaliczyłem ten podjazd w sierpniu 2011 roku, więc dla siebie wybrałem wspinaczkę do Alp Farur (1974 m. n.p.m.). Jeszcze jednego samotnego gospodarstwa ulokowanego wysoko pod szwajcarskim niebem. Na szlaku do którego trzeba pokonać dystans 16,7 kilometrów z przeciętnym nachyleniem 8,5%.

Celem Daniela była stacja znana z wielu sportowych wydarzeń. Moim jeszcze jedno samotne gospodarstwo ulokowane wysoko pod szwajcarskim niebem. Sporo można napisać o sportowej historii Lenzerheide. Ten ośrodek gościł w przeszłości zawody Pucharu Świata zarówno w narciarstwie alpejskim jak i klasycznym. Alpejczycy kończyli w nim swój pucharowy cykl z sezonu 2011/2021, zaś biegacze nie jeden ścigali się tu na etapach wielodniowego Tour de Ski. Przede wszystkim jednak stacja ta była gospodarzem Mistrzostw świata w kolarstwie górskim (2018) oraz w biathlonie (2025). W tematyce szosowej trzeba wspomnieć o piętnastym etapie Giro d’Italia z roku 1995, który wygrał Włoch Mariano Piccoli. Oczywiście znacznie częściej gościł w niej wyścig Dookoła Szwajcarii. Zakończyło się tu w sumie dziewięć odcinków z tras tylko sześciu edycji TdS, albowiem w latach 1971, 1976 i 1998 wizyta tej imprezy w owym miejscu była dwudniowa. Przy tej ostatniej okazji oba etapy jak i cały wyścig wygrał Włoch Stefano Garzelli. Przyjechawszy do Chur zatrzymaliśmy się na parkingu przy centrum sportowym Sand. Wykorzystanym już w poniedziałek w trakcie wyprawy na Innerarosę. Tym niemniej nasze czwartkowe wspinaczki nie zaczynały się na Luzistrasse, więc na start czternastego etapu musieliśmy podjechać wzdłuż rzeki Plessur do ronda na Obertorbrucke.

Początkowy odcinek był wspólny i zaczynał się od wjazdu na Malixerstrasse. Do przejechania razem mieliśmy 1700 metrów na drodze krajowej nr 3. Mocny segment na powitanie, bo o średnim nachyleniu 9,1%. Po rozjeździe mój kolega miał do pokonania dalsze cztery kilometry na zbliżonym poziomie. Natomiast ja mogłem chwilowo odpocząć od wspinaczki. Na odcinku 1400 metrów wiodącym przez Araschgen do Passugg straciłem nawet kilkanaście metrów wysokości. Droga nr 720.03 zaczęła się wznosić od wirażu przy lokalnej wytwórni wody mineralnej Allegra. Zaczął się ciężki segment podjazdu prowadzący do wioski Praden. W sumie 4,5 kilometra ze średnim nachyleniem aż 10,1%, pomimo paru krótkich wypłaszczeń na siódmym i ósmym kilometrze. Stromizna maksymalnie sięgała tu 14%. Przejechałem ten fragment wzniesienia całkiem sprawnie, więc zakładałem, że nie gorzej będzie na sześciu ostrych kilometrach kończących ten ciężki podjazd. Miałem tylko nadzieję, że towarzysząca mi mżawka nie przerodzi się w ulewę. Po minięciu Praden pokonałem jeszcze odcinek 2,2 kilometra z przeciętną 8,9% na dojeździe do Tschiertschen. Na wysokości kalwińskiej świątyni zaczął się płaski przejazd przez wioskę. Niestety po około dwustu metrach znów złapałem „kapcia” w przednim kole. Trzeciego w ciągu dwóch dni. Usiadłem na ganku miejscowej świetlicy i wymieniłem dętkę. Niestety nie szło jej napompować, co niekoniecznie było winą „zapasówki”, lecz raczej starej pompki, która zawiodła mnie w chwili próby.

Zresztą nie mogłem wykluczyć, że po ewentualnym restarcie i tak powtórzyła by się środowa historia z Alp dil Plaun. Zacząłem bowiem podejrzewać, że źródłem problemu jest wada produkcyjna opon Continental 5000 lub też jakiś ledwie wyczuwalny zadzior na wewnętrznej stronie obręczy. Tak czy owak musiałem porzucić myśli o zdobyciu Alp Farur. Obawiałem się, że czeka mnie teraz przeszło 10-kilometrowy spacer do Chur. Na szczęście wioska o nazwie niczym polski Szczebrzeszyn okazała się być dobrze skomunikowana ze stołecznym miastem. Poniżej wspomnianego kościółka dojrzałem pętlę autobusową, a na niej czekający na podróżnych dobrze mi znajomy żółty pojazd. Bez namysłu skorzystałem z górskiego busika linii nr 42. Nieco ponad 20-minutowy zjazd do Chur kosztował mnie 11,70 CHF (7,80 za człowieka + 3,90 rower). Autobus był niemal pusty, więc Scotta mogłem wpakować do środka. Kierowca okazał się rozmownym i sympatycznym gościem. Zjechawszy do miasta wyjechał nawet nieco poza swą zwyczajową trasę, aby wysadzić mnie jak najbliżej Luzistrasse. W ten oto sposób udało mi się gładko wybrnąć z „podbramkowej sytuacji”. Jedynym minusem zjazdu na pokładzie PostAuto busa był brak zdjęć z całego terenu poniżej Tschiertschen. Cóż, może kiedyś uda mi się jeszcze wrócić z rowerem do Gryzonii. Wtedy Alp Farur znów znajdzie się na „liście życzeń”. Trzeba będzie zrobić cały ten podjazd, w tym górne 6 kilometrów o średniej 10% i uwiecznić całą trasę w obiektywie telefonu.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14993651726

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14993651726

LENZERHEIDE by DANIEL SZAJNA

https://www.strava.com/activities/14994784547

ZDJĘCIA

Tschiertschen_001

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Tschiertschen została wyłączona

Alp dil Plaun

Autor: admin o 2. lipca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Rothenbrunnen

Wysokość: 1960 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1334 metry

Długość: 14,8 kilometra

Średnie nachylenie: 9 %

Maksymalne nachylenie: 18,5 %

PROFIL > climbfinder

OPIS

Druga środa była dniem naszej jedynej przeprowadzki. Niemniej nie był to żaden wielki transfer, bowiem Laax od Domat / Ems dzieli niespełna 20 kilometrów. Tym samym mieliśmy sporo czasu na realizację ambitnych kolarskich planów. Miały być dwie ciężkie góry do zaliczenia. Los chciał jednak inaczej. Etap trzynasty okazał się pechowy. Tym niemniej pierwszą premię górską udało się odhaczyć. Gorzej było z moim zjazdem, ale o tym na końcu opowieści. Wspinaczka do gospody Alp dil Plaun zaczyna się na wysokości Rothenbrunnen. Wioseczki na prawym brzegu Tylnego Renu, w bliskim sąsiedztwie autostrady A13. Leży ona 6 kilometrów na południe od Bonaduz, co oznacza iż po raz trzeci na tej wyprawie zajrzeliśmy do doliny Hinterrhein. Od startu było stromo. Pierwsze 800 metrów do przejechania na dość szerokiej kantonalnej drodze nr 744.00. Następnie za sugestią strony „climbfinder” skręciliśmy w lewo na stromą i wąską dróżkę przez wieś Tomils. Na tym kilometrowym odcinku trzeba było pokonać w pionie aż 117 metrów. Przy tym na pierwszych 650 metrach średnia wynosi blisko 15%, zaś maksymalne nachylenie w dwóch miejscach przekracza 18%. Po przejechaniu 1,8 kilometra wypadliśmy na szerszą Feldiserstrasse. Kilkaset metrów dalej ta droga skręciła w lewo i odtąd obrała już wyraźnie północny kierunek, acz przed końcem czwartego kilometra pokonała cztery wiraże. Do połowy piątego kilometra nachylenie było znaczące, bowiem na odcinku 2,7 kilometra miało średnią 9,6%.

Chwilę później pokonaliśmy pierwszy z dwóch niedługich tuneli. Ten drugi jest niewiele dalej, tuż za mostem w połowie szóstego kilometra. Mając w nogach 6,3 kilometra dotarliśmy do Scheid. Znów pojechaliśmy przez centrum wioski, zamiast korzystać z głównej drogi. W Tomils taki manewr skracał szlak o 600 metrów, tu zaledwie o 100. Pod koniec ósmego kilometra minęliśmy Purz. Tym razem trzymając się już wspomnianej Feldiserstrasse. Na dziewiątym kilometrze nachylenie ani na moment nie odpuszczało. Męczyło średnią aż 11,6%. Ta stromizna zaczęła słabnąć na prostym odcinku drogi z początku dziesiątego kilometra. Wkrótce trzeba było się rozstać z szosą nr 744.05 zmierzającą na północ ku wsi Feldis (Veulden). Na wysokości przystanku autobusowego Scheid Plazza musieliśmy zawinąć ostro w prawo i wjechać węższą betonową dróżkę ku osadzie Plaun digs Mats. Do pokonania w pionie zostało nam jeszcze 450 metrów na dystansie nieco ponad 5 kilometrów. Przeciętne nachylenie w okolicach 9% czyli nieco niższe niż w środkowej fazie podjazdu, gdzie od połowy szóstego do początków dziesiątego kilometra na odcinku 3,8 kilometra zanotowałem średnią 10,2%. Nawierzchnia drogi jako się rzekło nieco inna, ale twarda i równa więc nie było co narzekać. Okolica jeszcze spokojniejsza niż dotąd. Miejscami betonowe płyty niczym baton twix dzieliły się na prawy i lewy pasek. Taki wynalazek szwajcarskich drogowców przetestowałem już kilka dni wcześniej na Alp Anarosa.

Po przejechaniu 12,2 kilometra dotarliśmy do Plaun digs Mats. Przyzwyczajeni do stałej wspinaczki zamiast odbić w prawo, zrazu pojechaliśmy prosto czyli dalej pod górę. Po około 200 metrach zorientowałem się, iż nie tędy droga, więc zjechaliśmy do rozjazdu. Pierwsze metry za rozdrożem prowadziły delikatnie w dół między drewnianymi domkami tej osady, ale podjazd szybko odżył. Na finałowym odcinku o długości 2,1 kilometra średnie nachylenie to 10%. Przy tym o ile niżej „beton z trawiastym przedziałkiem” był wyjątkiem od reguły to tutaj stał się normą. Na przedostatnim i początku ostatniego kilometra trzeba tu jeszcze powalczyć z dwucyfrową stromizną. Po czym na ostatnich 700 metrach jest już nieco luźniej. Mimo powszedniego dnia w środku tygodnia gospoda była oblegana przez turystów. Jej dzierżawcy szczycą się nagrodami za produkcję serów i wędlin. Ponoć pochodzą z Tyrolu. Może dlatego ceny w tym schronisku wydały mi się niższe niż w innych. Tu w każdym razie skusiliśmy się na małe piwko i colę dla ochłody. Mimo blisko 2000 metrów n.p.m. mój licznik zanotował temperaturkę na poziomie 32 stopni! Po zdjęciach na tle budynku restauracji oraz drewnianego krzyża z doliną w głębokim tle rozpoczęliśmy nieśpieszny zjazd betonowym duktem. Niestety na trzecim kilometrze przebiłem dętkę w przednim kole. Po wymianie kilkaset metrów kolejny defekt też z przodu. Trzeba było wdrożyć plan awaryjny. Daniel pojechał po auto, a ja zrobiłem sobie spacer do umówionej miejscówki już na szosowym fragmencie wzniesienia. Do Rothenbrunnen zjechałem zatem w aucie. Oczywiście tu i ówdzie zatrzymywaliśmy się by zrobić zdjęcia.

Niestety na samym dole „kapcia” złapała też prawa przednia opona w moim samochodzie, którą najpewniej przeciąłem na ostatnim żwirowym parkingu. Cóż było robić. Szybka decyzja. Przystanek ad hoc przy autostradzie A13 tuż przed wlotem do tunelu Isla Bella. Po czym telefon do ubezpieczyciela, a po nim jeszcze parę kolejnych. Rozwiązanie tego problemu przy pomocy miejscowego mechanika kosztowało nas dwie godziny. Szczęśliwie wystarczyło uszczelnić oponę sznurem butylowym. Tym niemniej straciliśmy cenny czas. Zrezygnowaliśmy z wypadu do Chur na spotkanie z Alp Farur. Pojechaliśmy prosto do Domat / Ems zapoznać się z naszą bazą na ostatnie trzy noce w Gryzonii.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14987262307

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14987262307

ZDJĘCIA

Plaun_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Alp dil Plaun została wyłączona

Valcaus

Autor: admin o 1. lipca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Seewis-Pradisla

Wysokość: 1608 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1008 metrów

Długość: 10,7 kilometra

Średnie nachylenie: 9,4 %

Maksymalne nachylenie: 13,5 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Druga wtorkowa górka też miała być z regionu Prattigau. Z przystankiem na początku drogi powrotnej do naszej bazy noclegowej. Do wyboru mieliśmy dwa bardzo poważne wzniesienia. Pierwszą opcją była wspinaczka z Pragg-Jenaz na Furnerberg (1763 m. n.p.m.) zaczynająca się raptem 3 kilometry od przystanku przy Fideris Station. Ostry podjazd o długości 10,2 kilometra i średnim nachyleniu 10,3%. Bardzo ciężki przede wszystkim w swej początkowej fazie, na której stromizna przez 4,5 kilometra utrzymuje się w przedziale od 12 do 13,5%. Uznałem, że takie cudo w połączeniu z masakrycznym upałem to lekka przesada. A tym bardziej po zaliczeniu hardcorowej Berghaus Arflina. Poza tym lepiej było nie masakrować nóg i pleców kolegi, który na swoim karbonowym „rumaku” miał zamontowaną małą tarczę z 39 ząbkami. Wybrałem nam położony nieco dalej na północ podjazd do restauracji Valcaus. To również wspinaczka w typie 10×10, ale równiejsza czyli z najtrudniejszym kilometrem na poziomie 11,5, a nie 13,7% jak na „Furnie”. Podjechaliśmy zatem 10 kilometrów do wioski Grusch, dla odmiany położonej na prawym brzegu rzeki Landquart. Wczesnym popołudniem upał był tam niemiłosierny. Na starcie mieliśmy 36 stopni. Na szczęście w pobliżu była fontanna, a także sklep spożywczy sieci Volg, który mógł służyć za bufet po zaliczeniu drugiego ciężkiego zadania. Z centrum owej miejscowości do podnóża podjazdu trzeba było odrobinę podjechać. Jakieś 1300 metrów lekko w dół drogą kantonalną biegnącą do przysiółka Pardisla, wchodzącego w skład gminy Seewis.

Ta wspinaczka prowadzi południowym zboczem góry Vilan (2376 m. n.p.m.) należącym do pasma Rattikon. Pierwsze kilometry bardzo ciężkie. Można rzec „wytop” mieliśmy podwójny. Tylko nie wiadomo z jakiego powodu większy. Przez tropikalną temperaturę czy też ostre procenty nachylenia. Na początkowym segmencie o długości 2,1 kilometra średnia 11,3%. Kolejny kilometr nieco lżejszy, bo na poziomie 9,1%. Na samym początku czwartego kilometra dojechawszy do Seewis Dorf (największej wioski na tym szlaku) zatrzymałem się by poczekać na Daniela. Następnie skręciliśmy w Leschgagasse i wkrótce zaczęliśmy błądzić po wąskich uliczkach tej miejscowości. W ciągu kolejnych 10 minut zatrzymaliśmy się na krótko jeszcze ze trzy razy. Ostatecznie wypadliśmy z niej wybierając Fullistrasee. Kierunek jazdy był słuszny czyli zachodni. Niemniej strony „climbfinder” i „cyclingcols” polecają wyjazd z Seewis drogą Matanstrasse. Szczęśliwie nasza ścieżka podobnie jak ta zalecana też była asfaltowa. Od razu dodam, że może nawet ciut bardziej wymagająca. Na kolejnym odcinku o długości 3,8 kilometra średnia wyniosła równo 10%. Daniel nie miał dobrego dnia i ostatecznie dojechał na wysokość 1380 metrów n.p.m. Tymczasem ja z początkiem dziesiątego kilometra zacząłem delikatny zjazd o długości 600 metrów, który zawiódł mnie do łącznika ze wspomnianą Matanstrasse. Z tego miejsca do szczytu miałem jeszcze 2,3 kilometra o średniej 10,9%, w tym ostatnie 160 metrów prowadziło po szutrze. Za metę uznałem rozdroże, z którego kamienista ścieżka Sadreinweg leci w lewo i pod górę, zaś w prawo schodzi również gruntowy dojazd do restauracji Bergbeizli Valcaus.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14974930445

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14974930445

ZDJĘCIA

Valcaus_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Valcaus została wyłączona

Berghaus Arflina

Autor: admin o 1. lipca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Fideris Station

Wysokość: 2002 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1257 metrów

Długość: 13,1 kilometra

Średnie nachylenie: 9,6 %

Maksymalne nachylenie: 16 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Wspinaczka z Fideris Station do Berghaus Arflina to najtrudniejszy szosowy podjazd w gryzońskim regionie Prattigau-Davos. Aby obejrzeć tą górę musiałem wrócić do doliny rzeki Landquart. Tym razem była to wycieczka z kolegą. Dojazd miałem już opracowany. Zaliczyłem go w niedzielę przed wypadem na Partnun i Bargli. Tym razem trzeba było się zatrzymać ze trzy kilometry wcześniej. Za punkt „rozładunku” posłużył nam plac przy hotelu i pizzerii Au. Miejscówka naprzeciwko dworca kolejowego linii Landquart – Davos Platz. Tuż obok niej mieliśmy Fideriserstrasse czyli drogę numer 726.35, po której biegną dwa pierwsze kilometry tego wzniesienia. To znaczy cały dojazd do wsi Fideris, od której pochodzi nazwa Fideriser Heuberge, pod którą wzniesienie to figuruje na stronach takich jak: „climbfinder.com”, „cyclingcols.com” czy „quaeldich.de”. Ten początkowy odcinek jest owszem wymagający, ale nie zmusza do przesadnego wysiłku. Ot 2 kilometry z przeciętnym nachyleniem 7,6 i max. 11%. Spory kawałek pierwszego kilometra tej drogi przechodził akurat remont, więc w dniu naszej „inspekcji” nie jechało się po gładkim asfalcie, lecz po swego rodzaju tarce. W trakcie przejazdu przez Fideris wzrok przykuwały eleganckie budynki jak choćby restauracja Ritterhof czy Gasthaus zum Platz. Na samym początku trzeciego kilometra wpadliśmy na Heubergstrasse, gdzie momentalnie zrobiło się stromo. Trzeba było pokonać segment o długości 1100 metrów ze średnią stromizną 12,8 i max. niemal 16%. Na tym odcinku mija się parking, który zimą jest „stacją końcową” dla transportu prywatnego. Wyżej mogą jeździć tylko pojazdy upoważnione. Przede wszystkim busiki operatora publicznego.

Na czwartym kilometrze podjazd wyraźnie łagodnieje, acz nachylenie jest zbliżone do 8%. Na piątym zaczyna się dłuższy odcinek szutru. W zasadzie dwa kawałki tego rodzaju nawierzchni o łącznej długości niemal 1200 metrów przedzielone odrobiną szosy. W tej okolicy średnia stromizna wynosi 9,5%, zaś na kolejnym kilometrze jest nawet ciut wyższa. Między połową czwartego a końcem ósmego kilometra droga przechodzi przez pięć wiraży. Potem już bardziej wyraziście zmierza w kierunku południowym. Stromizna bardzo rzadko spada poniżej poziomu 8%. W połowie dziewiątego kilometra poprzeczka zostaje podniesiona. Od teraz na odcinku 2,1 kilometra trzeba się zmagać ze średnią stromizną 11,1 przy max. 13%. Na krótko powraca też szuterek. Nachylenie nieznacznie łagodnieje w połowie jedenastego kilometra. Po czym na ostatnich 2 kilometrach przed rozjazdem Hueberge / Arflina mamy przeciętną 9,3%. Niemniej na tym odcinku zamiast asfaltu mamy już beton. Po dojechaniu do rozstaju dróg  niepotrzebnie pojechałem w lewo sugerując się nazwą „Heuberge” znaną mi z profilu tego podjazdu. Ta końcówka skończyła się już po 150 metrach na placu pod Berghaus Heuberge. Gołym okiem było widać, że Berghaus Arflina stoi znacznie wyżej. Zjechałem zatem do rozdroża, skąd miałem do przejechania jeszcze 550 metrów. Przy tym ostatnie pół kilometra ze średnią 14,1 i max. 16%. Niezły kawałek na dobicie, który mój kompan musiał przepchnąć na przełożeniu 39/30. Meta na zapleczu górskiego hotelu, spod którego w kierunku zachodnim rusza wyciąg pod szczyt Hinteregg (2396 m. n.p.m.).

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14974930409

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14974930409

ZDJĘCIA

Arflina_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Berghaus Arflina została wyłączona

Innerarosa

Autor: admin o 30. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Chur

Wysokość: 1899 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1299 metrów

Długość: 30,7 kilometra

Średnie nachylenie: 4,2 %

Maksymalne nachylenie: 12 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

Bardzo długi, lecz specyficzny podjazd. Nieco ponad 30-kilometrowy, więc w naszym programie był krótszy tylko od Juliera. Innerarosa to górna część stacji Arosa czyli liczącej nieco ponad 3 tysiące mieszkańców gminy uzdrowiskowej w regionie Plessur. Główna część tego ośrodka turystyczno-wypoczynkowego położona jest na wysokości 1775 metrów n.p.m. Leży w paśmie Plessur-Alpen zaliczanym do Alp Retyckich. Pod koniec 2013 roku ośrodek narciarski Arosa został połączony z Lenzerheide kolejką linową, dzięki czemu powstał ośrodek narciarski Arosa Lenzerheide. Składa się on z pięciu stacji, gdyż w jego skład wchodzą też: Valbella, Parpan i Churwalden. Ma on w swej ofercie łącznie 225 kilometrów tras zjazdowych obsługiwanych przez 43 wyciągi, w tym 4 powietrzne tramwaje oraz 4 kolejki gondolowe. Arosa może się pochwalić „tramwajem” jadącym na Weisshorn (2654 m. n.p.m.) oraz gondolą lecącą na Hornli (2514 m. n.p.m.). To największy teren narciarski w kantonie Gryzonia. Dociera do niego linia Kolei Retyckiej. Elegancki dworzec kolejowy stoi przy promenadzie biegnącej wzdłuż zachodniego brzegu jeziorka Obersee. Chlubą tego miasteczka jest klub EHC Arosa czyli 9-krotny mistrz Szwajcarii w hokeju na lodzie.

Arosa aż dwanaście razy gościła kolarzy uczestniczących w Tour de Suisse. Rzecz jasna zawsze występując w roli etapowej mety. Po raz pierwszy w roku 1946, gdy triumfował tu słynny Włoch Gino Bartali. „Ginetaccio” wygrał ten odcinek z przewagą 3:05 nad Hiszpanem Firmin’em Truebą, zaś cały wyścig z zapasem 16:30 nad drugim zawodnikiem w „generalce”. Przy ośmiu następnych okazjach zwyciężali tu tylko Szwajcarzy i Włosi. To znaczy: Ferdi Kubler (1948), Pasquale Fornara (1952), Rolf Graf (1959), Franco Bitossi (1970), Kurt Steinmann (1989), Pascal Richard (1993), Francesco Casagrande (1999) oraz Francesco Secchiari (2000). Ten duopol został przerwany dopiero w sezonie 2005, gdy wygrał Amerykanin Chris Horner. Gospodarze na kolejny triumf swego asa poczekali do roku 2012, kiedy pierwszy linię mety w stacji przekroczył Michael Albasini. Po raz ostatni wyścig Dookoła Szwajcarii zajrzał tu w sezonie 2018. Zwyciężył wówczas znakomity Kolumbijczyk Nairo Quintana, który o 22 sekundy wyprzedził Duńczyka Jakoba Fuglsanga oraz Australijczyka Richie Porte’a. Dwa dni później ta sama trójka asów stanęła w Bellinzonie na generalnym podium 82. edycji TdS, przy czym kolejność była odwrotna. Tasmańczyk wyprzedził Skandynawa o 1:02, zaś kolarza z Andów o 1:12. Wspomnieć wypada, iż w sezonie 1993 na drugim miejscu finiszował tu Zenon Jaskuła. Polak będący w życiowej formie wygrał wtedy klasyfikację punktową TdS tuż przed swym znakomitym występem w Tour de France.

Podjazd do Arosy czy też Innerarosy biegnie drogą nr 740 i rozpoczyna się w Chur, 40-tysięcznym mieście będącym stolicą Gryzonii. Wspinaczka rusza z Sankt Luzistrasse, gdzie na pierwszych kilkuset metrach mija się dwa główne zabytki dzielnicy dworskiej tzn. katedrę Wniebowstąpienia św. Marii oraz Pałac Biskupi. Pod wieloma względami przypomina ona jeszcze dłuższy północny podjazd pod Julierpass. Tu również mamy mocny segment na otwarcie, sporo luźnych kilometrów w środkowej fazie wzniesienia i wymagające zakończenie. Pierwsza faza podjazdu to 7,8 kilometra poniżej wioski Castiel. Za trudny trzeba uznać przede wszystkim początkowy odcinek o długości 3,8 kilometra na dojeździe do Maladers. Ten wstęp do długiej „zabawy” ma średnie nachylenie aż 9,2% przy max. 11%. Na kolejnych 4 kilometrach przeciętna to już tylko 5,4%. Potem przez kolejne 15 kilometrów z hakiem podjazd zyskuje w pionie raptem 227 metrów. Na tym długim segmencie droga wznosi się z rzadka, a przy tym na krótko i raczej łagodnie. Wyróżnić tu można odcinek o długości 1200 metrów i średniej 6,2% na dojeździe do Peist oraz 1900 metrów z przeciętną tylko 4,1% między mostem nad Sapunerbach i osadą Sonnenruti. Tuż przed tym drugim mija się wioskę Langwies (km 19,5), która co roku na początku września występuje w roli miasteczka startowego do zawodów „Arosa Classiccar”. Jest to międzynarodowy wyścig górski dla zabytkowych samochodów. Jego uczestnicy ścigają się na trasie o długości 7,3 kilometra z 76 zakrętami i przewyższeniem 422 metrów ku mecie w centrum stacji przy jeziorku.

Niemal cały 23. kilometr to zjazd do mostu nad rzeką Plessur. Zaraz za nim zaczyna się drugi z najcięższych segmentów tego wzniesienia. Pełne 3 kilometry ze średnim nachyleniem 10% i max. 12. Ten odcinek zaczyna się przejazdem przez wioskę Litziruti (km 23,5), po czym chowa się w lesie, a przy tym trzech miejscach przechodzi pod torami Kolei Retyckiej. Stromizna kończy się po 26 kilometrach podjazdu, na wysokości kolorowych tablic witających w Arosie. Kilometr nr 27 wznosi się już łagodnie, ot na poziomie 3-4%. W centrum stacji przez jakieś czterysta metrów jest zupełnie płasko. Chcąc dotrzeć do Innerarosy po minięciu Obersee trzeba skręcić w lewo i pojechać na południowy-zachód. Można było też skręcić w prawo by po przejechaniu wspomnianej promenady kontynuować wspinaczkę w kierunku północnym. To znaczy finiszując na krętej ścieżce prowadzącej do wyciągu Pratschli. czyli na wysokości 1906 metrów n.p.m. Naszym celem była jednak Innerarosa. Na 28 kilometrze podjazd był łagodny. Ostatnim wyzwaniem okazał się kilometrowy odcinek między przystankiem Arosa Bellevue i hotelem Stoffel o średniej 8,2% i max. 11,5%. Ostatnie kilkaset metrów na Schwelliseestrasse to już szybki dojazd do krańca szosy. Miejscówka z pięknym widokiem na okoliczne szczyty, z których najwyższy jest Aroser Rothorn (2980 m. n.p.m.). Na pokonanie tego maratońskiego podjazdu potrzebowałem przeszło 1h i 50 minut. Od początku jechało mi się kiepsko. Daniel już na wstępie nadrobił nade mną minutę. Na łatwym środkowym segmencie dołożył mi jeszcze trzy. Ostatnią kwartę przejechaliśmy podobnym tempem, więc na mecie zameldowałem się cztery minuty po koledze.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14963887886

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14963887886

ZDJĘCIA

Innerarosa_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Innerarosa została wyłączona

Bargli

Autor: admin o 29. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Sankt-Antonien

Wysokość: 2135 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 694 metry

Długość: 6,9 kilometra

Średnie nachylenie: 10 %

Maksymalne nachylenie: 13 %

PROFIL > archivio salite

OPIS

Najkrótszy ze wszystkich 54 podjazdów jakie przejechałem w sezonie 2025. Jednak wcale nie najmniejszy pod względem przewyższenia, a tym bardziej nie najłatwiejszy w tegorocznej „kolekcji”. Bargli to najwyższa szosa w gryzońskim regionie Prattigau. Jeden z czterech „dwutysięczników” w tej okolicy. Podjazd ku temu miejscu zaczyna się we wiosce Sankt-Antonien na wysokości około 1440 metrów n.p.m. Nieco powyżej miejsca lokacji tutejszej szkoły podstawowej. Zajechawszy wcześniej do Partnun dotarłem w to miejsce po nieco ponad 5-kilometrowym zjeździe ze swej pierwszej premii górskiej. Z tak wysokiego poziomu startu miałem tu do zrobienia niespełna 7 kilometrów na bocznej drodze numer 726.401. Dystans skromny, ale ze średnim nachyleniem aż 10 i max. niemal 13%. Wspinaczka krótka, lecz bardzo konkretna. Na wykresie z Garmina (jeśli pominąć ostatnie kilkadziesiąt metrów) chwilowa stromizna tego wzniesienia zeszła mi najniżej do wartości 7,6%. Dla mnie Bargli była tylko ostrym dodatkiem, bo zaliczeniu długiego podjazdu do Partnun. Tymczasem do tego miejsca można przecież ruszyć z doliny rzeki Landquart. Wówczas po starcie z Dalvazzy byłoby do zrobienia w pionie przeszło 1330 metrów na dystansie 18,3 kilometra. Natomiast spod Schiers nawet 22,2 kilometra z przewyższeniem ponad 1460 metrów.

Ja ograniczyłem sobie ten podjazd do absolutnego minimum. Niemniej z racji tak wspomnianej stromizny jak i niemiłosiernych upałów nie miałem łatwego zadania. Temperatura 29 stopni na starcie i jeszcze więcej na trasie, przy max. 36 na samej mecie! Ta wspinaczka prowadzi bowiem południowym zboczem góry i po terenie otwartym czyli pięknie wystawionym na promienie słoneczne. Na odrobinę cienia można liczyć tylko przez niespełna kilometr tuż przed półmetkiem, bowiem od km 2,6 do km 3,5 wąska ścieżka do Bargli otoczona jest niezbyt gęstym lasem. Generalnie jednak prowadzi przez górskie łąki. W dolnej partii mija się dwie osady czyli: Bord (km 1,2) oraz Aschuel (km 1,6). W połowie drugiego kilometra szosa na chwilę chowa się w tuneliku przechodzącym pod kolejką linową (orczykiem) Junker. Na rozjeździe w Aschuel należy wybrać prawą opcję. Na początku trzeciego kilometra droga skręca ostro w prawo i odtąd już do końca zmierza na północny-wschód. Na całym szlaku jest pięć wiraży, z czego cztery w górnej połowie wzniesienia. Ostatni z nich na samym początku siódmego kilometra. Nawierzchnia robi się z czasem bardziej chropowata i miejscami jest podniszczona, ale nie na tyle by przeszkadzało to w jeździe pod górę.

Od połowy piątego kilometra można już podziwiać okoliczne szczyty górskie. Jak również zielone zbocza gór, miejscami ukwiecone na żółto. Przede wszystkim jednak uwagę zwracają bardzo liczne konstrukcje anty-lawinowe. Zresztą gdyby nie owe zabezpieczenia to pewnie w ogóle nie byłoby tej drogi, a przynajmniej nie zabrnęłaby ona aż tak wysoko. Bargli to bowiem nie żadne gospodarstwo prowadzące swój ciężki żywot gdzieś wysoko na odludziu, lecz miejsce będące jedynie składowiskiem wszelakich materiałów przeciwlawinowych. Niewielki placyk pod szczytem Chuenihorn (2412 m. n.p.m.). Może on stanowić punkt startu dla amatorów górskich wędrówek, którzy dojadą w to miejsce własnym samochodem lub busikiem niezawodnej linii publicznej. Ja spotkałem małżeństwo z pobliskiego Sankt-Antonien, które dotarło tu na swych elektrycznych góralach. Dzięki temu miałem kogo poprosić o zrobienie mi zdjęcia pod żółtą tabliczką z nazwą tego miejsca. Moi rozmówcy korzystając z e-wspomagania pojechali potem jeszcze wyżej wąziutkim duktem wzdłuż zbocza wspomnianej góry. Mnie czekał już tylko przeszło 18-kilometrowy zjazd do Dalvazzy, a po drodze liczne przystanki celem upamiętnienia tak tego wzniesienia jak i środkowej oraz dolnej fazy podjazdu do Partnun.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14954855544

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14954855544

ZDJĘCIA

Bargli_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Bargli została wyłączona

Partnun

Autor: admin o 29. czerwca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Dalvazza

Wysokość: 1804 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1003 metrów

Długość: 17 kilometrów

Średnie nachylenie: 5,9 %

Maksymalne nachylenie: 13,5 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

W niedzielę mój kompan odpoczywał od roweru. Zatem na północno-wschodnie kresy Gryzonii wybrałem się sam. Druga wycieczka do regionu Prattigau-Davos, który tydzień wcześniej odwiedziliśmy razem by wjechać na wysoką Fluelapass. Tym razem moim celem były dwa wzniesienia pod austriacką granicą. Oba w dolinie utworzonej przez potok Schanielbach. Pierwszy podjazd do końca głównej drogi. Drugi na ścieżce bocznej do zrobienia na wyższych wysokościach. Tym samym do samochodu miałem wrócić dopiero po zaliczeniu obu premii górskich. Start w Dalvazza nieopodal miasteczka Kublis nad rzeką Landquart, do których prowadzi droga krajowa N28. Miejsce do „rozładunku” znalazłem sobie na pustym tego dnia placu przy sklepie rowerowym Stoll. Dodam, że podjazd do Partnun można też zacząć z niższego poziomu w położonej bardziej na północ miejscowości Schiers (668 m. n.p.m.). Wówczas do przejechania jest aż 20,9 kilometra z przeciętnym nachyleniem 5,4%. Natomiast początek mojej wspinaczki znajduje się przy drodze kantonalnej biegnącej przez Kublis, jakieś sto metrów za rondem z kilkoma różnokolorowymi kozicami. Po wjeździe na górską szosę o numerze 726.40 czekał mnie zrazu przejazd pod wiaduktem kolejowym linii Landquart-Davos, a za nim już ostro pod górę. Pierwsze 2 kilometry ze średnią 8,9 i maksem sięgającym 11%. Pod koniec drugiego kilometra przejazd przez miejscowość Luzein, która dała nazwę tutejszej gminie, acz nie jest siedzibą jej władz.

Powyżej tej wioski przez czterysta metrów nieco luźniej, po czym pod koniec trzeciego kilometra zaczyna się najtrudniejszy segment całego wzniesienia. To znaczy 2 kilometry o średniej 11,7 i max. 13% na dojeździe do miejscowości Pany, w której urzęduje burmistrz gminy Luzein. Na początku tego ciężkiego odcinka do naszej drogi dochodzi szosa 726.23, po której prowadzą pierwsze kilometry podjazdu z Schiers. Na ulicach Pany kończy się stromizna. Dla kontrastu mamy odtąd niemal 4 kilometry zupełnego luzu. Szósty kilometr to jeszcze delikatnie wznoszący się teren, lecz trzy kolejne są już zupełnie płaskie. Droga ponownie zaczyna się wznosić, acz z umiarkowanym nachyleniem, dopiero pod koniec dziewiątego kilometra. Wzdłuż drogi pojawiają się domostwa należące do rozproszonej wioski Sankt-Antonien. Przez jej centrum przejeżdża się dopiero na dwunastym kilometrze. Dokładnie po przejechaniu 11,5 kilometra od ronda na samym dole minąłem boczną Barglistrasse, którą wkrótce miałem przetestować w ramach swego etapu 10b na tej wyprawie. Na wyjeździe od św. Antoniego niespełna kilometra luzu, po czym od połowy trzynastego kilometra znów wyraźnie pod górę, choć na ogół z umiarkowanym nachyleniem. O ile pierwsze 5 kilometrów tego wzniesienia ma średnią bliską 9%, to druga faza wspinaczki czyli górne 8 kilometrów trzyma na poziomie 6,5%. Owszem na czternastym kilometrze oraz w połowie piętnastego trafiają się momenty z dwucyfrowym nachyleniem. Niemniej to krótkie odcinki o długości do 250 metrów. Wąska droga biegnie niemal prosto na północny-wschód przez cichą okolicę z pięknymi widokami.

Spokój jazdy przerywać mogą jedynie samochody zmierzające, na któryś z górskich parkingów. Ten największy z oznaczeniem P6 ulokowano z grubsza dwa kilometry przed końcem owej drogi. Kursują tu również żółte busiki alpejskie linii PostAuto. Za ich przedostatnim przystankiem zwanym Abi szosa skręca w prawo i rzuca ostatnie wyzwanie kolarskiemu śmiałkowi. Finałowy odcinek na szlaku do centrum Partnun to 900 metrów o średniej 11,3 i max. prawie 13%. Gdy już dotarłem do rozjazdu na wysokości 1763 metrów n.p.m. zrazu skręciłem w prawo czyli wjechałem na Sassstrasse (chyba tylko plemiona germańskie potrafią zmieścić sześć literek „s” w jednym wyrazie) i po przejechaniu nieco ponad 200 metrów zatrzymałem się za jednym z gospodarstw. Na placyku z cudnym widokiem na szczyt Sulzfluh (2818 m. n.p.m.). Tutejsze góry należą do pasma Ratikon oddzielającego Gryzonię od austriackiego Vorarlbergu. Ich jasne wierzchołki są bliźniaczo podobne do tych z włoskich Dolomitów. Po chwili postoju zorientowałem się, że meta podjazdu powinna być nieco wyżej. Wróciłem zatem do rozjazdu, po czym pojechałem w lewo. Ta końcówka jest dłuższa, gdyż liczy sobie 600 metrów. Minąłem na niej Berghaus Alpenrosli i zatrzymałem się u kresu szosy przy drewnianym mostku, na poziomie nieco ponad 1800 metrów n.p.m. Skręcając w lewo po wąskich paskach betonu możnaby dojechać jeszcze nieco wyżej. Strona climbifinder podaje wysokość 1837 metrów. Z kolei na wprost od tej mety biegnie gruntowa dróżka Gruobaweg do naturalnego jeziorka Partnunsee (1868 m. n.p.m.).

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14954824564

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14954824564

ZDJĘCIA

Partnun_001

FILM

Napisany w 2025a_Graubunden-Grischun-Grigioni | Możliwość komentowania Partnun została wyłączona