banner daniela marszałka

Archiwum dla lipiec, 2024

Colle d’Oggia W

Autor: admin o 26. lipca 2024

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Desteglio

Wysokość: 1167 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 929 metrów

Długość: 13,4 kilometra

Średnie nachylenie: 6,9 %

Maksymalne nachylenie: 10 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Na zakończenie naszych lipcowych wakacji zaliczyłem piątą „przypominajkę” czyli górę zdobytą przed laty, acz od innej strony. Na Colle d’Oggia po raz pierwszy wjechałem we wrześniu 2015 roku od strony południowej ruszając wraz z Darkiem Kamińskim z miasteczka Dolcedo. To był przeszło 17-kilometrowy podjazd, na którym trzeba było skorzystać z aż czterech lokalnych dróg tzn. SP39, SP93, SP24 i na ostatnich metrach z SP21. Ten szlak uchodzi za najtrudniejszy z trzech wiodących ku tej górskiej przeprawie. Musieliśmy na nim pokonać blisko 1100 metrów przewyższenia. Dwa pozostałe to ścieżka zachodnia z okolic Badalucco oraz wschodnia rozpoczynana w Pieve di Teco. Na obu trzeba zrobić w pionie około 930 metrów, przy czym ta druga wspinaczka jest o niemal 5 kilometrów dłuższa, a zatem wyraźnie łagodniejsza. Wybrałem sobie podjazd krótszy. Niemniej głównie z tego powodu, iż z Seborgi znacznie bliżej miałem właśnie do podnóża zachodniej wspinaczki. Na dojeździe wystarczyło pokonać niespełna 40 kilometrów. Gdybym uparł się na wschodni wariant musiałbym przejechać ponad 70. Tym razem ruszyłem w trasę razem z Iwoną. Był to ostatni dzień naszego pobytu w Ligurii. Chcieliśmy jeszcze wpaść na plażę w pobliżu Arma di Taggia, zaś wracając z gór zrobić większe zakupy spożywcze przed powrotem do ojczystego kraju. Plan zakładał też zwiedzanie miasteczka Badalucco, które to jednak okazało się mniej interesujące niż Apricale czy Dolceacqua.

Na rower wskoczyłem kwadrans po jedenastej. O tej porze słońce już całkiem ostro przygrzewało. Na starcie mój licznik zanotował temperaturę 33 stopni. Ruszyłem z Badalucco kierując się w górę Valle Argentina drogą SP548. Niemniej podjazd tak naprawdę miał się zacząć dopiero z chwilą opuszczenia owej doliny. Najpierw miałem do pokonania 2,5-kilometrowy odcinek o charakterystyce „falsopiano” czyli ze średnim nachyleniem ledwie 2,5%. Na początek kilkusetmetrowy przejazd przez miasteczko. Potem dwa kilometry niemal prosto na północ, cały czas wzdłuż lewego brzegu potoku Argentina. Tuż przed moim startem przemknęła przez Badalucco trójka żwawych „cicloamatori”. Ruszyłem za nimi, ale ciężko było się do nich zbliżyć jadąc z pewną rezerwą na rozgrzewce przed podjazdem. Zastanawiałem się czy podobnie jak ja mają w planach rychły „skok w bok” i obiorą kurs na Montalto Ligure. Gdyby tak się stało mógłbym się z nimi porównać w trudnym terenie czyli na 13-kilometrowym podjeździe o średniej 7%. Niestety pojechali prosto. Być może w swych planach mieli większą rundkę z wykorzystaniem Passo Teglia, Passo Langan lub Monte Ceppo. Mniejsza o to. Nawet bez nich zostało mi do pokonania dwóch ostrych rywali. Pierwszym był sam podjazd o parametrach premii górskiej pierwszej kategorii. Drugim upał czyli w tych dniach nasz nieodłączny towarzysz podróży. Po wjechaniu na drogę SP21 przez blisko kilometr jakby zawracałem na południe. Przejechawszy kilometr o średnim nachyleniu 7,2% dotarłem do miasteczka Montalto Ligure, które swym usytuowaniem przypominało mi poniedziałkowe Apricale.

Po wyjechaniu z tej miejscowości przez następne 4,5 kilometra jechałem cały czas w kierunku północno-wschodnim wzdłuż potoku Carpasino. A ściślej wysoko ponad nim, gdyż z szosy nie można było go dostrzec. Pod koniec szóstego kilometra miałem już przed oczyma Carpasio. Tym niemniej zanim dotarłem do tej górskiej wioski zdążyłem przejechać kolejne półtora kilometra krętym szlakiem z trzema zakrętami. Cały przeszło 6-kilometrowy segment między Montalto i Carpasio był tylko nieznacznie łatwiejszy od pierwszego kilometra, bowiem ma nachylenie o przeciętnej 6,4%. Po wyjeździe z tej miejscowości miałem do pokonania jeszcze blisko 6 kilometrów. Na tym górnym segmencie stromizna była nieco wyższa niż przed półmetkiem podjazdu. Na czwartym kilometrze od końca sięgnęła wartości 8,6%. Ostatnią tercję podjazdu dane mi było zrobić pod zachmurzonym niebem. Miało to spory wpływ na temperaturę otoczenia. Między początkiem dziesiątego kilometra a przełęczą zleciała ona z 30 do 22 stopni. Mocniejsze kawałki na tym podjeździe skończyły się pod koniec dwunastego kilometra, gdy dotarłem do osady Prati Piani na wysokości 1100 metrów n.p.m. Ostatni odcinek o długości 1,1 kilometra trzymał już na umiarkowanym poziomie 6,1%. Niespełna 200 metrów przed metą minąłem łącznik z drogą SP24, którą na Oggię dojechałem przed dziewięcioma laty. W tym miejscu wjechałem na teren utworzonego w 2007 roku Parco Naturale Regionale delle Alpi Liguri obejmującego powierzchnię 60,4 km2. Jeszcze tylko krótki finisz i Oggia ponownie została zdobyta. Przeszło 13-kilometrowa wspinaczka zabrała mi 56 minut z hakiem.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/11984782987

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/11984782987

ZDJĘCIA

Oggia_01

FILM

Napisany w 2024b_Valle d'Aosta & Liguria | Możliwość komentowania Colle d’Oggia W została wyłączona

Monte Ceppo N

Autor: admin o 25. lipca 2024

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Molini di Triora

Wysokość: 1505 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1058 metrów

Długość: 15,1 kilometra

Średnie nachylenie: 7 %

Maksymalne nachylenie: 13 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

W czwartek podobnie jak w środę opuściliśmy Italię na kilka godzin. Tym razem celem wspólnej wycieczki było Księstwo Monako. Po dojechaniu na miejsce „porzuciliśmy” auto na parkingu Chemin des Pecheurs. Tym samym zwiedzania Księstwa zaczęliśmy od przechadzki po Jardins Saint-Martin. Po wyjściu z tego parku skierowaliśmy się w stronę tutejszej Katedry, by następnie przejść na wielki plac przed Palais Princier. Przy pomniku Francois’a Grimaldiego dowiedzieliśmy się w jaki podstępny przodek dzisiejszego władcy wszedł w posiadaniu tutejszego zamku. Następnie krętym deptakiem zeszliśmy ze Wzgórza. Skierowaliśmy się w stronę Portu Herkulesa wypełnionego jachtami za grube miliony. Po drodze przeszliśmy bulwar Alberta I, ulicę będącą częścią Circuit de Monaco. To jest rundki o długości 3337 metrów, na której corocznie na przełomie maja i czerwca ścigają się kierowcy Formuły 1. Mimo upału zrealizowaliśmy nasz plan zakładający dojście pod Casino Monte-Carlo. Weszliśmy też środka, ale jedynie po to by rzucić okiem na wnętrza, które można zobaczyć bez uszczerbku dla portfela turysty. Cały spacer zajął nam ponad trzy godziny. Do domu nie dało się wrócić zbyt szybko. Autostrada była zakorkowana, zaś nadmorska trasa przed Mentonę też miejscami testowała naszą cierpliwość. Na popołudnie zaplanowałem sobie kolejny kolarski wypad. Dziesiąty podjazd owych okazji miałem zacząć w miejscowości, którą odwiedziłem już we wrześniu 2015 roku. Po czym skończyć go na górze zdobytej w trakcie tej samej wyprawy. Nie oznacza to bynajmniej, iż zdecydowałem się powtórzyć wspinaczkę sprzed dziewięciu lat.

Samochodem musiałem dojechać do Molini di Triora. Natomiast moim górskim celem była Monte Ceppo. Przy poprzedniej okazji z owej wioski startowałem na wschód ku premii górskiej na Passo di Teglia (1388 m. n.p.m.). Tym razem miałem ruszyć na zachód i zajechać przeszło sto metrów wyżej. Na miejsce, do którego uprzednio dotarłem dłuższym i chyba jednak trudniejszym szlakiem z Badalucco. Monte Ceppo to góra o wysokości 1627 metrów n.p.m. z wierzchołkiem w granicach gminy Bajardo. W pobliże tego szczytu dochodzi droga SP75. Wspinaczka ta kończy się na poziomie nieco ponad 1500 metrów n.p.m. Jest to zatem trzeci pod względem wysokości szosowy podjazd w Ligurii. Po asfalcie wyżej można tu wjechać tylko na Colletta della Salse (1629) oraz Colle Melosa (1540). Tym niemniej pod względem czystego przewyższenia ta góra nie ma sobie równych w regionie. Podczas wspinaczki ze startem w Badalucco, zaliczonej w sezonie 2015 musiałem zrobić w pionie około 1340 metrów! Tym razem miało być krócej i nieco łatwiej. Niemniej i tak trzeba było pokonać przeszło tysiąc metrów różnicy wzniesień. Szkoda, że jak na razie tylko raz owej góry skorzystali organizatorzy Giro d’Italia. Peleton „La Crosa Rosa” w cieniu Monte Ceppo pojawił się tylko na czternastym etapie Giro z roku 1974. Tym niemniej kolarze na „dach” etapu z Pietra Ligure do Sanremo wjechali nie od Molini di Triora czy Badalucco, lecz szlakiem z Arma di Taggia przez Poggio di Sanremo, Cerianę i Passo Ghimbegnę. Z mojej czwartkowej góry wykorzystali jedynie górne 6 kilometrów jako początek zjazdu w kierunku przełęczy Langan i miasteczka Pigna.

Z Seborgi wyruszyłem po godzinie szesnastej. Do przejechania samochodem miałem 53 kilometrów, ale w zdecydowanej większości do pokonania lokalnymi drogami. Taki dojazd musiał zabrać przeszło godzinę. Od półmetka wiódł drogą SP548 w głąb Valle Argentina. To około 40-kilometrowa dolina utworzona przez potok mający źródło na południowym zboczu Monte Saccarello (2201 n. n.p.m.), najwyższej góry w Ligurii. Po dojechaniu bezskutecznie szukałem parkingu w centrum miasteczka. Ostatecznie zjechałem w kierunku rzeczki i zatrzymałem się w uliczce pomiędzy boiskiem i stacją benzynową firmy Esso. Tego dnia w Alpach Liguryjskich nieco popadało. Na tarcie było ciepło, ale nie upalnie. Za to powietrze było przesiąknięte wilgocią, zaś szosa jeszcze nie wyschła po deszczu. Startowałem nieco po wpół do osiemnastej przy temperaturze ponad 25 stopni. Większa część tego podjazdu wiodła po drodze SP65 biegnącej przez Passo Langan w kierunku doliny rzeki Nervia. Przez pierwsze kilkaset metrów za mostem nad Fora di Taggia szosa wznosiła się ledwie zauważalnie. Po 900 metrach minąłem ślepą dróżkę do osady Moneghetti. Mój szlak skręcił tu delikatnie w prawo i zarazem z falsopiano zmienił się od razu w całkiem poważny podjazd. Od tego miejsca przez kolejne siedem kilometrów wszystkie 500-metrowe sektory wspinaczki miały nachylenie na średnim poziomie od 7 do 9%. Przy tym nieco trudniejsza była dolna połówka tego długiego segmentu. Na dole droga była bardziej kręta. Do połowy szóstego kilometra zaliczyłem siedem wiraży. Szosa otoczona była gęstym lasem, więc nawet w upalny dzień można by tu znaleźć nieco cienia.

W połowie dziewiątego kilometra dotarłem do miejsca, w którym miałem się rozstać z drogą SP65. To była ostatnia chwila na decyzję czy rzeczywiście chcę skończyć tą wspinaczkę na Monte Ceppo. Teoretycznie mogłem pojechać prosto na przełęcz Langan i z niej odbić w prawo ku mecie na Colle Melosa. To byłaby bardzo ładna końcówka z finałem na nieco wyższym poziomie. Tym niemniej zaliczyłem ją we wrześniu 2015 roku. Chcąc odkryć coś nowego musiałem skręcić w lewo i wbić się na szosę SP75. Pierwsze dwa kilometry na nowej drodze były solidne ze średnią nieco ponad 6%. Następnie na dojeździe do San Giovanni dei Prati przez 700 metrów zrobiło się płasko. Za to tuż za tą osadą dla kontrastu czekało mnie ciężkie półtora kilometra czyli odcinek w ciemnym lesie ze stromizną o średniej 10% i max. 13%. Gdy się z nim uporałem został mi już tylko równie długi finał o umiarkowanej przeciętnej 6,8%. Mogłem się zacząć rozglądać za „linią górskiej premii”. Na tej górze ciężko wyczuć najwyższy punkt drogi. Prawdopodobnie jest to miejsce na styku gmin Molini di Triora i Bajardo, które minąłem po przejechaniu 14,5 kilometra od mostu nad Fora di Taggia. Dotarłem tam po 1h i 5 minutach wspinaczki. Nie mając pewności czy to już, pojechałem jeszcze dalsze 800 metrów aż po zakręt nieopodal szczytu Monte Ceppo. Dopiero z tego miejsca zawróciłem. Do samochodu zjechałem na krótko przed dwudziestą. Około 21-wszej dotarłem do rozśpiewanej i roztańczonej Seborgi. Latem w każdy czwartkowy jak i sobotni wieczór odbywa się w niej festyn, na którym bawią się tak miejscowi jak i turyści. Tancerz ze mnie żaden, ale obiecałem Iwonie, iż pójdziemy na tą imprezę. Słowa dotrzymałem.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/11979629204

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/11979629204

ZDJĘCIA

Monte-Ceppo_01

FILM

Napisany w 2024b_Valle d'Aosta & Liguria | Możliwość komentowania Monte Ceppo N została wyłączona

Seborga

Autor: admin o 24. lipca 2024

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Bordighera

Wysokość: 536 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 528 metrów

Długość: 12 kilometrów

Średnie nachylenie: 4,4 %

Maksymalne nachylenie: 9 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

O San Marino i Watykanie słyszeli niemal wszyscy. Jednak mało kto wie, że na terenie Włoch znaleźć można jeszcze dwa inne mikro-państewka. Co prawda samozwańcze i tym samym nieuznawane przez społeczność międzynarodową. Są nimi Filettino w Lacjum i Seborga w Ligurii. To pierwsze odwiedziłem przelotnie w czerwcu 2014 roku, gdy wspinałem się do stacji Campo Staffi w górach Monti Simbruini. Dziesięć lat później w towarzystwie Iwony znacznie dokładniej poznałem Księstwo Seborgi, w którym wynajęliśmy lokal na osiem nocy. Na południu przyczyną buntu wobec władz centralnych były plany odebrania dotychczasowego statusu gminom mającym mniej niż tysiąc mieszkańców. Na północy pretekstem do ogłoszenia niepodległości (w roku 1954) stała się swobodna interpretacja wiekowych aktów prawnych. Wedle lokalnej tradycji Sabaudowie w 1729 roku nie nabyli skutecznie tych okolic od Genueńczyków. Skoro zaś Seborga nie weszła w skład Królestwa Sardynii i Piemontu, to następnie w roku 1861 nie stała się częścią zjednoczonej Italii. Tą teorię rozpropagował Giorgio Carbone, prezes miejscowej spółdzielni ogrodniczej. W roku 1963 został on pierwszym księciem Seborgi i „panował” aż do roku 2009. Od lat dziewięćdziesiątych Księstwo na swoją konstytucję. Książę wybierany jest na siedem lat i wspierany w działaniach przez radę ministrów. Od listopada 2019 roku rządzi tu Księżna Nina Menegatto, Niemka z Bawarii, ex-żona poprzedniego „władcy”.

Miejscowi poważnie podchodzą do tematu swej „suwerenności”. Państewko ma herb, flagę i hymn. Bije własną monetę czyli Luigino wartą 6 dolarów amerykańskich. Wydaje paszporty, prawa jazdy i znaczki pocztowe. Są też tablice rejestracyjne zaczynające się od liter SB, które to mogą być używane, ale jedynie jako dodatek do oficjalnych włoskich tablic. Powołano tu nawet jednoosobową straż graniczną i na wjeździe do Księstwa ustawiono posterunek graniczny. Principato di Seborga obejmuje tereny o powierzchni 14 km2 i ma niespełna 300 obywateli. To bardziej magnes na turystów niż realne państwo. Niemniej pomysł się sprawdza. Nas skusił do przybycia w to miejsce. Warto było przyjechać i zobaczyć Seborgę. Niemniej przyznać muszę, iż w roli bazy na dłuższy pobyt lepiej sprawdziłby się nam pewnie wcześniej zarezerwowany lokal na obrzeżach Sanremo. Seborga leży na wysokości około 500 metrów n.p.m. Jakieś 11 kilometrów na północ od nadmorskiej Bordighery. Obie miejscowości łączy droga SP57, z której można wjechać na autostradę A10. Na środę zaplanowaliśmy sobie wycieczkę do francuskiego Grasse. To 50-tysięczne miasto słynie z przemysłu perfumeryjnego. Nazywanego światową stolicą perfum, gdyż mieści się w nim siedziba aż trzech wytwórni o wiekowych tradycjach: Galimard, Molinard i Fragonard. Patrick Suskind umiejscowił w tym mieście akcje ostatniego rozdziału swej powieści „Pachnidło”. Nakręcono tu również niektóre sceny do filmu z roku 2006 z Benem Whishaw w roli głównej. By do niego dotrzeć musieliśmy przejechać ponad 90 kilometrów. To oznaczało około półtorej godziny jazdy w każdą stronę.

Był to zatem dzień, w którym miałem najmniej czasu na rower. W sam raz na szybki poranny wypad z domu celem zaliczenia górki, którą zdążyłem już dobrze poznać z fotela kierowcy samochodu. Tuż po godzinie ósmej wyjechałem z naszego „borgo” kierując się w stronę morza, by następnie z ulic Bordighery zacząć ten nie ukrywajmy łatwy podjazd. Chcąc zaliczyć kolejną „premię górską” o przewyższeniu co najmniej 500 metrów postanowiłem nie wjeżdżać od razu na główny plac wioski. Wolałem pojechać ciut dalej na północ by skończyć podjazd w najwyższym punkcie drogi SP57. Na stronie „climbfinder” znaleźć można trzy wersje wspinaczki znad morza do Seborgi. Wszystkie zaczynają się w Bordigherze i różnią się jedynie sposobem pokonania pierwszych kilometrów tego wzniesienia. Te opcje to: Via Coggiola, Via degli Inglesi oraz Via dei Colli. Ja wybrałem tą ostatnią czyli najrówniejszą i tym samym najniżej wycenioną. Niemniej, na który wariant bym się tu nie zdecydował nie ulegało wątpliwości, iż będzie to najłatwiejsza z kilkudziesięciu górek jakie pokonam w sezonie 2024. Bez dwóch zdań premia drugiej kategorii, a nie pierwszej czy najwyższej klasy w jakie zwykłem celować. Drugi i trzeci wariant podjazdu zaczynają się na rondzie przy Corso Europa. Opcja pierwsza rusza z nieco wyższego punktu położonego bardziej na zachód. Tuż po starcie skręciłem w Via Francesco Rossi czyli ulicę, która przecina nadmorski park poniżej najstarszej części miasta. Następnie do końca pierwszego kilometra szosa biegła równolegle do wybrzeża. Ten wstępny odcinek jest całkiem solidny czyli na średnim poziomie 5-6%.

Po wirażu w lewo nachylenie nieco odpuściło, by następnie w połowie drugiego kilometra jeszcze mocniej spuścić z tonu. Pod koniec drugiego kilometra po lewej ręce miałem piękny widok na Bordigherę jak i spory kawałek riwiery. Podczas wcześniejszego zjazdu zatrzymałem się na Belvedere Carrillon by uwiecznić ten obraz. Po przejechaniu 1,8 kilometra minąłem wjazd na ulicę Anglików, ale trzymałem się swojej wersji podjazdu. Do połowy trzeciego kilometra droga wznosiła się bardzo łagodnie. To było praktycznie falsopiano. Podjazd odżył za rondem z ogonem wieloryba, na którym z lewa poprzez Via Duca d’Aosta dołącza do niego pierwszy wariant wspinaczki zaczynający się na Via Coggiola. Jednak to było tylko kilkaset metrów z solidniejszym nachyleniem 5%, które wkrótce spadło do 3%. W połowie czwartego kilometra na wysokości 160 metrów n.p.m. minąłem zjazd w kierunku bramek przed autostradą A10. Odtąd mogłem być pewien, że ruch samochodowy będzie mniejszy. Po kolejnych dwustu metrach do drogi SP57 powrócił szlak drugi, gdyż w tym miejscu kończy się Via degli Inglesi. Zatem od tego miejsca jest już tylko jedna ścieżka prowadząca do Seborgi. Po przejechaniu 3,8 kilometra przejechałem wiadukt zawieszony wysoko ponad wspomnianą autostradą. Kończąc piąty kilometr wspinaczki wpadłem do Sasso di Bordighera. To największa miejscowość na tym podjeździe. Na szóstym i siódmym kilometrze nachylenie było dość przyzwoite czyli w okolicy 5%. Na początku tego sektora droga wpadła już do gminy Vallebona. Szosa trzymała kurs północno-wschodni od czasu zaliczając po dwa wiraże.

Po przejechaniu 7,8 kilometra od podnóża dojechałem do gminy Seborga. To zarazem południowa granicy „Księstwa” zatem na poboczu stoi tu maszt z flagą w biało-niebieskie pasy, a za nim symboliczna budka stróżówka. Niemniej do pierwszych domów wioski miałem jeszcze blisko trzy kilometry, zaś do wjazdu na główny plac nawet trzy i pół. Ten górny odcinek jest bardziej kręty niż wcześniejsze fragmenty podjazdu. Trzy wiraże na dziewiątym i jeszcze jeden na dziesiątym kilometrze. Nachylenie umiarkowane jak na całym wzniesieniu. Ot stałe 4-5%, ale bez wypłaszczeń jakie można było spotkać niżej. Po 10,7 kilometra startu minąłem wąziutki wjazd na brukowaną Via Giacomo Matteotti, która na skróty prowadzi do centrum miejscowości. Niemniej to opcja raczej dla piechurów. Ja musiałem ominąć miasteczko wzdłuż jego wschodniej flanki. Na początku dwunastego kilometra mogłem już zawinąć w lewo i zafiniszować na Piazza Martiri Patrioti. Pół tysiąca metrów w pionie miałbym i tak odhaczone. Niemniej skoro droga SP57 mogła mnie zaprowadzić nieco wyżej to skorzystałem z tej możliwości. Minąłem kościółek pod wezwaniem św. Bernarda i pojechałem dalsze 800 metrów na północ. Zawróciłem, gdy tylko wyczułem delikatny spadek terenu. Ciut wcześniej minąłem odchodzący w prawo wąski szlak na Passo del Bandito (695 m. n.p.m.). Początek owej dróżki był utwardzony, ale nie miałem czasu by zbadać ten temat. Obiecałem wyrobić się ze wszystkim w półtorej godziny i dotrzymałem słowa. Przy tym luźny podjazd zajął mi mniej czasu niż spokojny zjazd ze wszystkimi zdjęciami. Dzięki łagodnemu nachyleniu wspinałem się z prędkością prawie 20 km/h. Mimo to moja VAM nie dobiła nawet do 900 m/h.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/11970126904

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/11970126904

ZDJĘCIA

Seborga_01

Napisany w 2024b_Valle d'Aosta & Liguria | Możliwość komentowania Seborga została wyłączona