Julierpass
Autor: admin o poniedziałek 23. czerwca 2025
DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Tiefencastel
Wysokość: 2286 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 1438 metrów
Długość: 35,8 kilometra
Średnie nachylenie: 4 %
Maksymalne nachylenie: 11 %
PROFIL > cyclingcols
OPIS
Nazajutrz po zaliczeniu najwyższego wzniesienia wyjechaliśmy na spotkanie z najdłuższym podjazdem tej wyprawy. Julierpass alias Pass de Guglia to górska przeprawa w paśmie Albula Alps na szlaku handlowym znanym od czasów rzymskich. Do spółki z pobliską Septimerpass stanowiła ona najwyższy odcinek tzw. Obere Strasse, którą starożytności czy średniowieczu kupcy zdążali znad górnego Renu ku Italii czy też w kierunku przeciwnym. Pierwsza nowoczesna wersja dzisiejszej drogi N29 została zbudowana w latach 1820-28, niedługo po zakończeniu podobnych prac na przełęczach San Bernardino i Splugen. Przeszło stulecie później, bo w latach 1935-40 trakt przez Julierpass pokryto asfaltem. Co godne podkreślenia była to chronologicznie pierwsza ze szwajcarskich wysokogórskich przełęczy, która doświadczyła takiej innowacji. Szlak przez Julier jest komunikacyjnie najważniejszym z trzech łączących środkową Gryzonię z doliną górnego Innu czyli Engadyną. Dlatego też w przeciwieństwie do szos wiodących przez Albulę czy Fluelę ta droga jest otwarta nawet w sezonie zimowym.
Na trasach Tour de Suisse przełęcz Julier wykorzystano jak dotąd 10-krotnie. Po raz pierwszy w sezonie 1967, gdy pierwszy na tej premii górskiej zameldował się Gianni Motta. Znakomity Włoch wygrał tego dnia etap do Silvaplany. Dzień później triumfował też w Locarno, zaś ostatecznie wygrał cały wyścig z przewagą blisko pięciu minut nad najbliższym z rywali. Ostatni raz ścigano się przez Julier w roku 2013, gdy najszybciej krótki podjazd od południa pokonał Słoweniec Robert Vrecer, triumfator klasyfikacji górskiej tamtej edycji. W XXI wieku peleton TdS pojawił się na tej przełęczy tylko 3 razy. Od naszej północnej strony jechano tędy ostatnio w sezonie 2003. Na kolejnym etapie do Silvaplany, na którym to dawny wyczyn Motty (premia + etap) powtórzył Hiszpan Oscar Pereiro czyli sensacyjny zwycięzca Tour de France z 2006 roku. Poza tym przełęcz ta pojawiła się na Giro d’Italia z roku 1995. To jest w początkowej fazie etapu z Lenzerheide do Treviglio, na którym świętowano 110 rocznicę założenia firmy Bianchi. Premię górską wygrał wówczas Szwajcar Felice Puttini. Julierpass to kolarska góra o dwóch bardzo różnych stronach. Od południa mamy do przejechania tylko 7,2 kilometra o średnim nachyleniu 6,7%, zaś do pokonania w pionie raptem 483 metry. Natomiast od strony północnej czeka nas istny maraton. Dystans 36 kilometrów ze średnią stromizną tylko 4%, ale to i tak oznacza amplitudę netto 1434, zaś brutto nawet 1488 metrów.
Ten pierwszy podjazd zaliczyłem już w 2008 roku na dramatycznym etapie z przedwczesną metą na zaśnieżonej Albuli. Teraz przyjechałem się zmierzyć z północnym obliczem „Julki”, więc już po raz trzeci w życiu zawitałem do Tiefencastel. Poza rokiem 2008 wpadłem bowiem do tej miejscowości jeszcze w sezonie 2011, gdy z obu stron forsowałem Lenzerheidepass. Północna Julierpass to wspinaczka o licznych zmianach w ukształtowaniu terenu. Jest tu kilka dłuższych wypłaszczeń oraz odcinków z łagodnym nachyleniem. Niemniej nie brakuje też wyrazistych „schodów” czyli segmentów z naprawdę solidną stromizną. Od jednego z nich zaczyna się cały ten podjazd. Już niemal na samym początku mamy tu 3 kilometry ze średnią 8,3%. Po czym na kolejnych 9 kilometrach z przejazdem przez Savognin w pionie zyskuje się ledwie 150 metrów. Monotonię płaskiego terenu przerywa półtorakilometrowy odcinek z przeciętną 8,1% na dojeździe do Rony, ale za tą wioską znów mamy cztery zupełnie płaskie kilometry. Około półmetka zaczyna się solidny kilometr z przejazdem przez Muregns, a potem jeszcze dwa mocne kilometry o średniej 7,8% na dojeździe do tamy na jeziorze Lei da Marmorera. Potem jednak dwa pierwsze dwa kilometry wzdłuż tego zbiornika są płaskie, zaś trzeci nawet zjazdowy. Dalej mamy półtora kilometra z przeciętną 5,4%, po czym znów dwa łatwe kilometry z „przelotem” przez Bivio. To właśnie tu po przebyciu 26,8 kilometra od ozdobionego „nartami” ronda pod Tiefencastel mija się wjazd na antyczny dukt ku Septimerpass.
Finałowa faza podjazdu zaczyna się na 8 kilometrów przed przełęczą. Cały ten nierówny segment ma średnie nachylenie 6%, acz nie brakuje na nim dłuższych odcinków o stromiźnie 7-8,5%. Najtrudniejszy z nich znajduje się między 6 a 4,5 kilometra przed przełęczą i wiedzie krętym szlakiem przez sześć wiraży. Jakieś 1200 metrów przed finałem mija się Ospizio La Veduta, zaś meta znajduje się na wysokości jeziorka Lej da las Culounnas. Do pokonania tego bardzo długiego podjazdu potrzebowałem nieco ponad dwóch godzin. Na przełęczy spotkaliśmy rodaków-cyklistów z Krakowa (ojca z synem), którzy wdrapali się tam od strony Silvaplany. Gdy spojrzeliśmy za siebie czyli na północną stronę to ujrzeliśmy bardzo ciemne chmurzyska. Zdaliśmy sobie sprawę, iż jesteśmy skazani na deszcz w drodze powrotnej do samochodu. Już na pierwszych kilometrach zjazdu nękał porywisty wiatr, po czym niebawem dopadła nas też ulewa. Temperatura błyskawicznie spadła z 27 do 13 stopni. Początkowo próbowaliśmy przeczekać to załamanie pogody w Bivio, ale po niecałych 10 minutach ruszyliśmy dalej pomimo deszczu. Ten szczęśliwie dla nas nie okazał się zjawiskiem trwałym i już około półmetka zjazdu był tylko niemiłym wspomnieniem. Dodam, że jedynym tego typu mokrym doświadczeniem na tej nadspodziewanie upalnej wyprawie.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/14892787509
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14892787509
ZDJĘCIA
FILM

