Berghotel Tgantieni
Autor: admin o sobota 28. czerwca 2025
DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Solisbrucke
Wysokość: 1790 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 957 metrów
Długość: 9,8 kilometra
Średnie nachylenie: 9,8 %
Maksymalne nachylenie: 15,5 %
PROFIL > climbfinder
OPIS
Na dziewiątym etapie naszej podróży do obu wspinaczek wystartowaliśmy z jednego miejsca czyli Solisbrucke. To miejscówka przy drodze krajowej N29 wiodącej z Thusis do Tiefencastel. Jednak to nie „brucke” czyli niewielki most nad rzeczką Albula (prawym dopływem Hinterrhein) jest największą atrakcją tej okolicy. Większe wrażenie robi oddany do użytku w roku 1902 Soliser Viaduct. Kamienny wiadukt o konstrukcji łukowej stojący na linii kolejowej Albulabahn. Pierwszy z sobotnich podjazdów wiódł nas stąd na północ, zaś drugi na południe. Oba znajdowały się w paśmie Alp Retyckich, acz na obszarze dwóch różnych grup górskich. Naszym pierwszym celem była Alp Lavoz czyli górska restauracja wybudowana na wysokości 1956 metrów n.p.m. To meta na terenie Plessur-Alpen. Kilka kilometrów na zachód od stacji narciarskich Valbella i Lenzerheide. Mieliśmy do niej dotrzeć po pokonaniu 13,5 kilometra z przeciętną stromizną 8,4%. Zatem według planu do zrobienia była góra o przewyższeniu ponad 1100 metrów i wymiarach bardzo zbliżonych do słynnej L’Alpe d’Huez. Do tej mety jednak nie dotarliśmy, choć pokonaliśmy większą część wiodącej ku niej trasy. Z właściwego szlaku nieopatrznie zjechaliśmy na poziomie około 1620 metrów n.p.m. Po czym naszą wspinaczkę skończyliśmy w pobliżu Berghotel Tgantieni po przejechaniu niespełna 10 kilometrów, ale o średniej blisko 10%. Co ciekawe w tym samym miejscu w sezonie 1974 kończyła się krótka i na wpół górska czasówka Tour de Suisse, którą wygrał Franco Bitossi. Włoch na dystansie 8,4 kilometra o 5-6 sekund wyprzedził Hiszpanów: Vicente Lopeza-Carril i Gonzalo Aję. Tymczasem wielki Eddy Merckx, który wygrał cały ten wyścig, akurat na tej próbie był ledwie piąty.
Jak doszło do nieoczekiwanej zmiany naszej mety? Na samym początku przejechaliśmy pod wspomnianym już wiaduktem i przedostaliśmy się na drugą stronę krajówki N29. Po pokonaniu dolnego segmentu o długości 3,5 kilometra i średniej 9,6% dojechaliśmy do Zorten. Następnie na początku piątego kilometra postanowiliśmy utrudnić sobie zadanie. Odcinek między Voa Solis i Voa Sporz można przejechać tzw. nową drogą (Voa Nova) przez Muldain. My wybraliśmy jednak dwa razy krótszy szlak po Voa Viglia biegnący wąskimi uliczkami Lain. Tym sposobem przewyższenie 138 metrów musieliśmy pokonać na dystansie ledwie 1,2 kilometra. To oznaczało średnią 11,5%. Maksymalna stromizna sięgała tu 15,5%. Potem zostawiwszy mieliśmy do pokonania odcinek 2,2 kilometra i średniej 10,9% na dojeździe do Sporz. Każda wioska na tym szlaku była godna uwagi, lecz ta zasługuje na miano najpiękniejszej z nich. Tymczasem stromizna wyraźnie zmalała i na wylocie z tej miejscowości wynosiła już tylko 3-4%. To mnie zmyliło, bo zapomniałem, że tak miało być przez kolejne dwa kilometry. Należało jeszcze trochę pojechać prosto, po czym odbić lekko w lewo na wąziutką dróżkę Voina Spoina. Ja pośpieszyłem się i już po 7,8 kilometra od Solisbrucke skręciłem ostro w lewo wjeżdżając na Voa Tgantieni. Wspinaczka znów stała się wyrazista, po czym … przedwcześnie nam się skończyła. Na tym finałowym segmencie było do pokonania 1,9 kilometra o średniej 9,3%. Po dotarciu pod hotel nie zdawałem sobie sprawy z popełnionego błędu. Zarządziłem dalsze poszukiwanie Alp Lavoz, więc wjechaliśmy na biegnący dalej szutrowy dukt. Przejechaliśmy jeszcze kilkaset metrów na północ, lecz wysokości nie przybywało. W końcu zatrzymaliśmy się w miejscu z ładnym widokiem ku wschodowi na Lenzerheide i staw Speichersee Valos.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/14942812173
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14942812173
ZDJĘCIA
FILM

